Kino klasy Z

CAT SICK BLUES. Czy poświęcilibyście ludzkie życie, by ratować kota?

Wystarczy rzucić okiem na umieszczone niżej kadry i już wiecie, co was czeka - kupa dobrej, niezobowiązującej zabawy. Tylko, że to nie prawda. "Cat Sick Blues" zniszczy wasze umysły, czegoś tak dziwacznego jeszcze nie widzieliście.

Autor: Jarosław Kowal
opublikowano

Zemsta kociarza

Zaczyna się niewinnie, od scen z życia przeciętnej nastolatki – palenie trawki, oglądanie filmików z kotami… I nagle pojawia się on, morderca w żałosnej masce czarnego kota, na którego widok przyszła ofiara wybucha śmiechem, ale chwilę później traci dla niego głowę… A właściwie przez niego. Filmy klasy Z znają wiele przypadków postaci tak absurdalnych, że trudno sobie odmówić spędzenia z nimi standardowych dziewięćdziesięciu minut, niemniej Człowiek Kot zdecydowanie wysuwa się na prowadzenie.

Przy całej swojej dziwaczności Cat Sick Blues nie jest typowym „złym” filmem. Sceny z mieszkania zabójcy, jego codzienność, nawet jego masturbacja przed sekskamerą wyraźnie zostały zainspirowane artystycznymi indie produkcjami, co sprawia, że do ostatniej minuty nie bardzo wiadomo, jak reagować. Śmiać się? Dziwić? Wyłączyć czy brnąć dalej? Oczywiście tego ostatniego pytania nie musiałem sobie zadawać, takich filmów nigdy nie wyłączam.

Powód powstania tego filmu jest oczywisty, jego potencjalnych scenarzystów i reżyserów wszyscy mamy w znajomych na Facebooku albo obserwujemy na Instagramie. To ludzie, którzy miłość do kotów zmienili w obsesję, dokumentują każde ich mruknięcie, każde wejście do kuwety i każdy podskok na widok ogórka. Dave Jackson w swoim debiutanckim filmie zastanawia się po prostu, co by było, gdyby owa obsesja stała się niebezpieczna.

Bohaterów jest dwóch, a łączy ich żałoba po utracie pupili. Ted Henson przyjął za cel przywrócenie życia swojemu ukochanemu futrzakowi, do osiągnięcia czego musi odebrać życie dziewięciu kobietom – rzekomo poprzednim wcieleniom Patricka. Przy okazji trawi go dziwaczna żądza, zmuszająca do zakładania na siebie gigantycznego, sztucznego penisa wzorowanego na kocim organie rozrodczym. Równolegle poznajemy Claire Ellis, właścicielkę innego kota, internetowej sensacji, który w niedorzecznym wypadku zostaje zamordowany i wyrzucony przez okna, a sama Claire pada ofiarą gwałtu… Po dwudziestu minutach wciąż trudno będzie wam zorientować się, czy te wszystkie dziwactwa mają śmieszyć, czy oglądacie wizję chorego umysłu nadającego się wyłącznie do odizolowania od społeczeństwa. Jeżeli zasiedliście do sensu z paczką czipsów i butelką piwa, to dość szybko mogą wam zbrzydnąć.

Wątki seksualne i... kociarskie intensywnie się przeplatają, przez kilka dni po seansie możecie wręcz odczuwać konieczność unikania własnego czworonoga.

Zanim jednak skutecznie was zniechęcę (choć jeżeli sami macie koty, to pewnie już sprawdzacie, gdzie można Cat Sick Blues obejrzeć), należy Jacksonowi oddać, że w coraz bardziej skostniałym i schematycznym świecie horroru stworzył historię zaskakującą, niemożliwą do przewidzenia i wolną od tanich sztuczek Hollywoodu. Momentami chciałoby się zaśmiać, ale niepokojąca atmosfera przypominająca Wstręt albo Lokatora Romana Polańskiego skutecznie hamuje kolejne wybuchy. Matthew C. Vaughan i Shian Denovan w rolach głównych spisują się rewelacyjnie, a w ich grze jest więcej zaangażowania niż w ostatnich kreacjach Johnny’ego Deppa. Ilość krwi oraz praktycznych efektów specjalnych jest doskonale wyważona i chociaż nie można mieć wątpliwości, że budżet filmu był bardzo niski, twórcom udało się uniknąć wzbudzania zażenowania. Sceny zabójstw to czysta przyjemność, a grupowe morderstwo w rytm dream popowej ballady jest majstersztykiem, który przejdzie do historii filmu klasy Z. Zresztą w ogóle ten film zasługuje na miano legendy podziemia.

Gdzieś w tle całej tej groteskowej historii pojawia się komentarz społeczny dotyczący życia w sieci, do której wiele nagrań wideo trafia bez zgody i woli osób pojawiających się w nich, a w dodatku jutuberzy z całego globu pozwalają sobie nagrywać reakcje i komentarze, tym samym rozprzestrzeniając materiał jeszcze szerzej. Niektórzy nabijają się, inni rzekomo nagłaśniają problem, a tak naprawdę wszyscy karmią swoje ego albo po prostu zarabiają na tym pieniądze.

Wątki seksualne i… kociarskie intensywnie się przeplatają, przez kilka dni po seansie możecie wręcz odczuwać konieczność unikania własnego czworonoga. Jackson wprowadza widza w tak intensywny dyskomfort, że sam nie wiem, czy polecać wam Cat Sick Blues, czy odradzać. Możliwe też, że akcja rozgrywa się w tym samym świecie, w którym znajduje się miasteczko Twin Peaks. Jeżeli lubicie tego typu dziwactwa, sami podjęliście już decyzję. Dla mnie jest to jeden z bardziej zaskakujących filmów ostatnich lat, a widziałem już niejedno.

korekta: Kornelia Farynowska

Ostatnio dodane