Kino klasy Z

ARMED RESPONSE oraz THE RECALL, czyli Wesley Snipes walczy o… wypłatę

Snipes był swego czasu jednym z najbardziej rozchwytywanych aktorów w Hollywood, ale XXI wiek nie miał dla niego litości. Teraz w wielkich trudach próbuje się pozbierać po między innymi trzyletniej odsiadce w więzieniu.

Autor: Jarosław Kowal
opublikowano

Za dobry na kino klasy Z

Wesley Snipes miał piękną karierę, ale podobnie jak wielu innych dawnych bohaterów kina akcji tuż przed drugą dekadą XXI wieku drastycznie obniżył loty. W odróżnieniu od chociażby Bruce’a Willisa (oby remake Życzenia śmierci i połączenie Niezniszczalnego ze Split przywróciło mu chwałę) ma jednak dobrą wymówkę… Stracił sporo czasu w więzieniu, gdzie trafił za oszustwa podatkowe.

Snipes dostał szanse od dawnych kumpli – Sylvester Stallone obsadził go w trzeciej części Niezniszczalnych, a Spike Lee zaproponował mu rolę w kontrowersyjnym Chi-Raq. Klątwa Fabryki Snów wciąż jednak trwa, więc aktor postanowił wziąć los we własne ręce i otworzył niewielkie studio – Maandi Media DMM, którego pierwszym poważnym ruchem było podpisanie umowy z World Wrestling Federation, największą federacją zapaśniczą na świecie, a jej efektem mają być dwa filmy. Armed Response jest pierwszym z nich i niestety rozczarowuje.

Armed Response

Zapaśnik Seth Rollins; Kyle Clements „znany” z bezimiennych, trzecioplanowych ról w Terminator: Genisys albo Battleship: Bitwa o Ziemię czy Mike Seal vel jeden z pachołków Negana w The Walking Dead nie dorównują Snipesowi do pięt, co nie świadczy o nich najlepiej, ponieważ upadła gwiazda właściwie tylko stoi w tle i przemawia. Może się wam wydawać, że to, co wyprawiał Blade, było dziełem kaskaderów i efektów specjalnych, ale jego odtwórca trenował sztuki walki od dwunastego roku życia, szkolił się w karate, hapkido, capoeirze, brazylijskim jiu jitsu, a także kung fu. Nikt wprawdzie nie oczekuje od pięćdziesięciopięciolatka, żeby wymachiwał kończynami niczym Scott Adkins w Boyce, ale jego rolę w Armed Response odegrałby nawet pieniek Log Lady z Miasteczka Twin Peaks.

Oglądanie Snipesa w filmie Johna Stockwella (reżysera Kickboxer: Vengeance, a także odtwórcę roli Cougara w Top Gun) jest bolesne i to nie dlatego, że gra gorzej niż w czasach swojej świetności, ale właśnie dlatego, że wciąż ma ogromny potencjał, którego nikt, nawet on sam jako producent, nie potrafi ponownie wydobyć. Zostawmy jednak na chwilę emerytowanego łowcę wampirów, bo są tutaj znacznie poważniejsze zgrzyty, chociażby tytuł. Istnieją przynajmniej trzy inne filmy opublikowane jako Armed Response, co doskonale odzwierciedla, z jak sztampowym i wtórnym obrazem mamy do czynienia.

Nikt wprawdzie nie oczekuje od pięćdziesięciopięciolatka, żeby wymachiwał kończynami niczym Scott Adkins w Boyce, ale jego rolę w Armed Response odegrałby nawet pieniek Log Lady z Miasteczka Twin Peaks.

Intencje Stockwella są wyraźne – próbuje zbudować napięcie, stworzyć fundamenty pod film akcji i horror jednocześnie, ale spowolnione tempo i okazjonalnie napotykane trupy nie wystarczają do osiągnięcia celu. Rezultat jest fatalny, a prawdziwie zabójcza może być wyłącznie nuda. Zaskakujące jest to, jak bardzo reżyserzy podobnych filmów oderwani są od rzeczywistości i nie rozumieją, że ich publika potrzebuje przede wszystkim akcji, efektownych zgonów, czerstwych tekstów i odrobiny absurdu. W latach 80. i 90. wielu twórcom przychodziło to z naturalną łatwością, teraz często niepotrzebnie pojawia się silenie na powagę, bliżej nieokreślone lub banalne przesłania oraz „poważne” kino. Jedynym, co ratuje Armed Response przed całkowitą klęską, są okazjonalne sceny zabójstw z odpowiednią dawką wylewających się mózgów czy odrywanych przez żywe ściany (sic!) kończyn. Tym właśnie Armed Response powinno być – „tak złą, że aż dobrą” rozrywką dla wielbicieli kina klasy Z.

Ostatnio dodane