publicystyka filmowa

KIN-DZA-DZA – kino rosyjskie

Autor: Michał Bleja
opublikowano

Niepoważny surrealizm

Bardzo długo przymierzałem się do tego filmu. Jestem wielkim fanem gatunku science fiction i właściwie od kiedy nauczyłem się czytać pochłaniam powieści rosyjskich pisarzy tworzących w tym nurcie: Bułyczowa, Strugackich, w ostatnim czasie również Glukhovskiego i Diakowa. Film Georgija Daneliya jest natomiast bezlitosną parodią gatunku, podobnie jak chociażby nasza rodzima Seksmisja. Mimo dobrych recenzji i faktu, że Kin-Dza-Dza był ogromnym sukcesem kasowym (gdy wszedł do dystrybucji w kinach obejrzało go ponad 15 milionów widzów), trochę się go obawiałem. Jak się okazało – niepotrzebnie, bo na status komedii kultowej zasługuje w nie mniejszym stopniu niż wspomniany wcześniej obraz Juliusza Machulskiego.

kin 1

Każdego, kto zdecyduje się obejrzeć Kin-Dza-Dza, muszę na samym wstępie ostrzec, aby nawet nie próbował traktować tego filmu serio, bo tam na serio nie ma absolutnie nic. Zarówno wymyślona przez twórców kultura planety Pliuk, jak i technologia, ubiór i sposób bycia mieszkańców mają widza przede wszystkim rozśmieszyć. Nie znaczy to oczywiście, że obraz Daneliya jest filmem głupim – niektóre żarty są bardzo wysublimowane i świadczą o ogromnym dystansie do siebie.

Kin-Dza-Dza to opowieść o dwójce przypadkowych mieszkańców Moskwy, którzy wskutek niespodziewanego kontaktu z przedstawicielem obcej cywilizacji trafiają na obcą planetę o nazwie Pliuk. Na miejscu spotykają tubylców, którzy, choć zdecydowanie są ludźmi, okazują się mieć zupełnie inne obyczaje od Ziemian.

kin 2

Film podzielony jest na dwie części. W pierwszej mimowolni eksploratorzy kosmosu próbują się odnaleźć w nowej rzeczywistości, wszystko wokół wydaje się nie mieć sensu. Widz przemieszcza się po planecie wraz z postaciami i jest równie skonsternowany, jak oni. W części drugiej bohaterowie mają już za sobą pewien okres pobytu na obcym globie i potrafią na nim funkcjonować. Twórcy wyjaśniają też widowni znaczenie niektórych słów, przedmiotów, zachowań tak, aby oglądający film mogli się poczuć trochę tak, jak uczący się nowego życia bohaterowie. Ten zabieg naprawdę pozwala wciągnąć widza w fabułę i zaangażować go. Myślę zresztą, że również dobór głównych bohaterów mógł mieć to na celu. Są oni raczej mało bohaterscy; to zwykli, szarzy Moskwianie, tacy sami jak grupa docelowa tego obrazu.

kin 3

Kilka słów warto poświęcić scenografii. Większa część filmu rozgrywa się na planecie Pliuk, którą udaje pustynia Kara Kum (tak, konstatacja wujka Wowy w jednej z pierwszych scen wcale nie była przypadkowa). Surrealistyczny charakter Kin-Dza-Dza w kilku miejscach podkreślono oczywistymi nawiązaniami do malarstwa Salvadora Dalí. Bardzo niewykluczone, że to właśnie Dalí stanowił inspirację dla twórców filmu, mimo że podeszli do tematu prześmiewczo. Film ma dość charakterystyczną kolorystykę – dominują żółć i brązy, zarówno w krajobrazie, jak i w ubiorze aktorów grających tubylców. W scenografii i kostiumach wykorzystuje się elementy złomu, tworzące abstrakcyjne, metalowe instalacje. Uzyskany w ten sposób efekt natrętnie kojarzy mi się z serią Mad Max – niewykluczone, że to skojarzenie idzie odrobinę za daleko, ale nie zdziwiłbym się, gdyby okazało się, że Daneliya jest jej fanem. Albo że George Miller, który nakręcił Na drodze gniewu, jest fanem starszej o blisko trzydzieści lat radzieckiej komedii.

Myślę, że Kin-Dza-Dza nie jest filmem dla każdego. Żeby go docenić, trzeba mieć dość specyficzne poczucie humoru i otwartą głowę, w przeciwnym razie na ekranie dostrzeżemy wyłącznie wygłupy. Jednak wielbiciele komedii w rodzaju Rejsu czy Hydrozagadki powinni bawić się znakomicie. Komedia Georgija Daneliya prezentuje właśnie ten typ poczucia humoru, który preferują.

korekta: Kornelia Farynowska

Ostatnio dodane