Kat shoguna: Samotny Wilk i Szczenię – recenzja | FILM.ORG.PL

Kat shoguna: Samotny Wilk i Szczenię – recenzja

Artykuły o filmach, publicystyka filmowa / 01/11/2011








Michał Włodarczyk
01.11.2011


Kiedy Dux zapytał, czy jest ktoś chętny, aby zrecenzować wydanego u nas na DVD przez 9th Plan Kata shoguna, zgłosiłem się bez chwili zastanowienia. Każdy z Was, kto w miarę regularnie odwiedza stronę oraz blog Klubu Miłośników Filmu, wie, że kino azjatyckie darzę wielkim uczuciem. A kiedy japońska produkcja traktować ma o samurajach czy ninja, moje serce tańczy z podniecenia. W dodatku całkiem niedawno obejrzałem świetnych 13 zabójców w reżyserii Takashiego Miike. Background pod seans Kata… miałem zatem znakomity, z tym większym żalem muszę stwierdzić, że było to dla mnie półtorej godziny prawdziwej drogi przez mękę…
Film opowiada dzieje Ogami Itto, kata w służbie samego szoguna. Władca Japonii okazuje się być spragnionym rozlewu krwi szaleńcem, który widzi wrogów nawet tam, gdzie ich nie ma. Postanawia zgładzić Ogamiego i nasyła na niego zabójców. Ci popełniają fatalny błąd, zabijając żonę Itto. Kat zdołał  jednak przeżyć i przysięgając zemstę despocie, przemierza feudalną Japonię wraz ze swoim kilkuletnim synem, który w filmie pełni funkcję narratora. Na ich drodze staną niezliczone zastępy zabójców, wliczając w to swoistych bossów, czyli synów szoguna.
Opis fabuły musi się podobać, gdyż osobiście nie znam madafaki, który po takim wprowadzeniu nie wyszczerzyłby kłów. Niestety, w tym miejscu dobre wiadomości się kończą. Informacja najważniejsza: Kat shoguna w tym przypadku japoński… nie jest. Ceniona manga Gosuke Kojimy i Kazuo Koike doczekała się w latach siedemdziesiątych cyklu sześciu filmów kinowych, do których prawa wykupili z czasem Amerykanie. Chłopaki z Hamburgerlandii zmontowali swój własny film – wymieszali ze sobą sekwencje z dwóch pierwszych japońskich obrazów, nagrali angielski dubbing oraz zmienili ścieżkę dźwiękową. Efekt końcowy jest taki, że film z 1980 roku w reżyserii Roberta Houstona, to modelowy przykład nieoglądalnego ścierwa. ZAZNACZAM przy tym, że odnoszę się tylko i wyłączanie do wydanej u nas wersji amerykańskiej, nie zaś do produkcji japońskich.
Tym, co kładzie Kata… w pierwszej kolejności, jest k-a-t-a-s-t-r-o-f-a-l-n-y angielski dubbing. Wszyscy męscy bohaterowie brzmią niesamowicie nienaturalnie i sztucznie, a postaci żeńskie to jeszcze wyższa szkoła jazdy. Wyobraźcie sobie, że wszystkie panie występujące w filmie dubbingowała jedna (!) aktorka. Jak nietrudno zgadnąć, wyszło to tak żałośnie, że zrobionych na podobnej zasadzie Power Rangers w wersji z FoxKids słucha się przy tym, niczym Marka Hamilla w Batmanie. Potężnym butem w klatę jest ścieżka dźwiękowa niejakiego Marka Lindsaya. Liryczne brzmienia z oryginału zastąpione zostały przez elektronikę, która a) gryzie się z gatunkiem i tematyką filmu jak pies z kotem; b) sama w sobie trąci dziś zdechłym szopem. Na plus zaliczyć muszę niezłą choreografię walk oraz starannie wykonaną scenografię – oglądając Samotnego Wilka i Szczenię można uwierzyć, że naprawdę jesteśmy w feudalnej Japonii. Film jest brutalny: odcięte kończyny, podcięte gardła, masakrowane kataną czaszki i zabójcy-sadyści wyznaczyli swego czasu nowe standardy dla tego typu produkcji. Dziś jednak ciężko uwierzyć nam w ból, który ma być następstwem tryskającego z aktorów soku i keczupu… Film trąci dziś myszką, a z racji „zamerykanizowania” nawet gorzej.
 
Polskie wydanie jest już tylko gwoździem do trumny tego obrazu, posiada jednak jeden jedyny pozytyw, ale o nim za chwilę. Okładka to niespodzianka z gatunku tych niemiłych. Po pierwsze, hałaśliwie i nieestetycznie prezentuje się taniec czerwieni i bieli. Po drugie – sugeruje, że mamy do czynienia z filmem czarno-białym, co jest nieprawdą. Z tyłu zaś mało czytelną czcionką zostaliśmy poinformowani, że jest to historia ze świata magii i miecza – pozostawię to bez komentarza. Obraz jest zasyfiony niczym polskie chodniki po wiosennych roztopach, dźwięk zaś zapisano w wersji kanałowej 2.0. Słabiutko, na szczęście sytuację nieco ratuje kultowy lektor Tomasz Knapik (m.in. Pulp Fiction, kojarzony ze Strażnikiem Teksasu). Pan Knapik pozwala na kilka chwil zapomnieć o anglojęzycznej fuszerce i skupić się na ekranowych wydarzeniach. W dodatkach zobaczyć można dokument na temat filmu oraz zwiastuny w oryginalnej wersji językowej. Na koniec pochwalę jeszcze obecność kartonowej obwoluty niezłej jakości.
Przyznam szczerze, że początkowo nosiłem się z zamiarem obejrzenia także wersji japońskiej, jednak potwornie męczące 85 minut z Katem shoguna Roberta Houstona skutecznie mnie od tego pomysłu odwiodły. Wielka szkoda, że Amerykanie tak potraktowali adaptację wielokrotnie nagradzanej mangi, a polski wydawca nie zdecydował się na lepsze wydanie, i to japońskiej alternatywy. Reasumując – zakupu zdecydowanie odradzam. Film Kat shoguna: Samotny Wilk i Szczenię w takiej formie omijajcie szerokim łukiem, nawet gdyby ktoś mamił Was alkoholem i jadłem.











Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

Spectacular! Spectacular!

Następny tekst

Król wraca na tron



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE