Kapitan Ameryka: Wojna Bohaterów | FILM.ORG.PL

Kapitan Ameryka: Wojna Bohaterów

Popkultura pokazała wielokrotnie, że to wcale nie jest standard, żeby wiedzieć, dla kogo to wszystko i w którym kierunku jest to prowadzone. A Marvel wie i piąteczka dla jego włodarzy.




LoL, FanCzarnejWdowy1999 o "Kapitanie Ameryce: wojnie bohaterów" XD




Jakub Koisz
30.04.2016


No, siema. Jestem FanCzarnejWdowy1999. Właśnie wróciłem z kina i chciałem omówić dla was film Kapitan Ameryka: Wojna bohaterów. Nie kryję ekscytacji, ale jestem już poważnym vlogerem, czytałem dużo recenzji, a tutaj to się tak przy okazji może poduczę, jak się ocenia filmy dobrze i właściwie. Wiecie, po kolei, trójdzielnie, tak jak pani w szkole pokazywała. Fani Marvela, poproszę o łapkę w górę, a innym może uda się wytłumaczyć, co jest thebest, a co niekoniecznie zagrało. Jedziemy.

Na początek wspomnę, że to drugi film o Kapitanie Ameryce w reżyserii braci Russo. Wiadomka, że Kapitan Ameryka to się już pojawił wcześniej, dwa razy w swojej ekranowej solówce, dwa razy w Avengers. To taki nasz stary kumpel. Nudzilibyście się bardzo, jakbym znowu pisał, że Kapitan w tamtym filmie zrobił to, w tamtym tamto, a to normalnie byłoby jak opowiadać komuś serial, obiorę więc taki punkt wyjścia, w którym wszyscy wiemy, co sychać u brooklińskiego piechura, Steve’a Rogersa.

Łapka w górę, kto uważa, że produkcje Marvela to już taki spójny twór, solidnie zagnieżdżony w głowach kinomaniaków. O w mordę, dużo tych łapek. To zadziwiające, jak szybko marka Marvel Comics weszła w erę filmowego renesansu, przechodząc od kinematograficznego eksperymentu do fabryki fandomowych snów. Napiszę może więc kilka zdań o fabule, ale nie więcej, niż mówiłem wujkowi, jak szliśmy do kina, bo on nie widział chyba Zimowego żołnierza i drugich Mścicieli.

civil-war-concept-art

To było tak. Kapitan Ameryka poszukuje swojego uciekającego przyjaciela, Bucky’ego. Cały świat myśli, że Bucky wciąż jest zaprogramowanym mordercą, okazuje się jednak, że przyjaźń silniejsza niż NLP i inne jedi mindtricki. Steve Rogers wie, że gdzieś tam w środku skrytobójcy wciąż czeka na niego dawny kompan, ubolewając, że jednak świat już powiesił psy na Zimowym Żołnierzu dawno. Zbiega się to wszystko z koniecznością kontrolowania superbohaterów przez władze światowe. I tutaj robi się nieprzyjemnie – w wyniku kilku błędów ze strony Mścicieli, jak i globalnego niepokoju, który narastał od pojawienia się pierwszych nadludzi, rząd chce nałożyć bohaterom kaganiec. Kapitan Ameryka się na to nie zgadza, a Iron Man dochodzi do wniosku, że to nie jest wcale taki głupi pomysł. Dwa obozy bohaterów stają naprzeciwko siebie. Jak mówiła nam pani na historii – gdzie dwie tak przeciwne idee się ścierają, musi dojść do pożaru. Ma to uzasadnienie fabularne bardzo solidne, zresztą taki malutki libertarianin budził się w Kapitanie już w poprzedniej produkcji, w której zaczął podważać ideę kontroli społeczeństwa w imieniu wspólnego dobra i bezpieczeństwa.

O jeja. Przepraszam, że się tak rozpisałem o fabule, ale mam nadzieję, że dalej będzie łapka w górę. Wujaszek był ze mną też niedawno w kinie na pokazie walczących Batmana z Supermanem i ja wtedy więcej zdań musiałem naprodukować, aby mu zarysować powody konfliktu, a potem, po seansie, wytłumaczyć kim są te różne panoszące się po ekranie dziwadła w pelerynach. Kapitan Ameryka to inna sprawa. Wszystko, co doprowadziło do przedstawionego konfliktu, jest naturalnym następstwem przemian bohaterów. Szczególnie Tony Stark grany przez Roberta Downeya Juniora wydaje się nosić ciężki bagaż emocjonalny, do którego dorzuca się kamenie konsekwentnie od prawie dekady. Kolokwialnie napiszę, że zajebioza pewnie grać przez tyle lat tę samą postać z poczuciem nie powtarzalności, ale właśnie – odbywania podróży. A jak jeszcze znajdzie się miejsce dla innych, to już w ogóle kozacko, bo przyjmijcie to na wiarę w aspirującego vlogera –  znajdzie się czas ekranowy dla każdej postaci i można je polubić, nawet jeśli niewiele o nich wiemy i przespaliśmy internety, komiksy, a nawet przespaliśmy poprzednie filmy. To jest źródło wyjątkowości.

captain 1

Kurczę, tak patrzę na to, co napisałem i teraz przydałoby się napisać coś o aktorstwie, a bardzo mnie kusi, żeby odnieść się do wcześniejszych odsłon, bo postacie są dokładnie takie, jakie je pokochaliśmy bądź znielubiliśmy. Oglądam dużo Youtube i widzę, że nawet w wywiadach czuć entuzjazm bijący absolutnie ze wszystkich Avengerów, a szczególnie świeżego narybku. Mamy tutaj całą tę kozacką paczkę oprócz Thora, który poleciał w kosmos, no i Hulka, który poleciał gdzieś za Ocean, ale nie martwcie się – wrócą. Dużo byłoby pisania o wszystkich, więc podsumuję aktorstwo jednym zdaniem: Chris Evans wciąż się dobrze bawi w gronie przyjaciół, a jego Kapitan Ameryka to w dalszym ciągu urocze połączenie wstydliwego chłopaka i człowieka, który nigdy nie upuści swojej tarczy, aby skapitulować. Łotrem działającym zakulisowo jest tutaj Zemo grany przez Daniela Bruhla, który nie usiądzie obok Lokiego na prywatce najbardziej fascynujących przeciwników, ale akurat w tym filmie to nie starcie dobra i zła niesie największy ładunek emocjonalny. To chyba wszystko. A nie, wiem – jeszcze jedna sprawa. Scarlett Johansson nigdy nie wyglądała w marvelowym filmie tak kusząco! Panów, co przełkną ślinę tak głośno jak my będzie w kinie wielu, heheszki.

Martwię się trochę, że moja recenzja będzie infantylna, a bardzo się staram krok po kroku przedstawić mój punkt widzenia. Jesteście jeszcze ze mną? Czuję się trochę jak Tom Holland grający tutaj Spider-Mana: rozentuzjazmowany i bezkrytyczny wobec czynników, które go wciągnęły w wir wydarzeń. Dzieciak chciał się tylko zabawić, a jednocześnie czuć, że nie kupiono go tanimi chwytami, kolorowym lizakiem, puszką coli. I niczym nastoletni pajączek rozdziawiam buzię w czasie scen akcji, bardzo sprawnie nakręconych (kto braci Russo nauczył tak dobrze przedstawiać moce superbohaterów, przecież poprzedni Kapitan Ameryka to była jazda wzorowana raczej na kinie akcji?), zachwycam tym, co dzieje się na ekranie i oglądam reakcje innych.

captain-america-civil-war-poster

Wujek Zbyszek bawi się dobrze. Słusznie zauważa nawet, że podoba mu się, że mimo fantastyczności świata to wszystko ma swoją wagę, zarówno fabularną, jak i rozpierduchową. To ja pytam go, o co mu chodzi, bo mój stryjek ma czasami z tymi nowymi hitami problem i plecie trzy po trzy. A on dalej swoje farmazony, czy zauważam, że są gry komputerowe z realistyczną fizyką otoczenia oraz nierealistyczną, gdzie przedmioty wyglądają na lżejsze niż w rzeczywistości, a samochody rozpadają się jak papier. Ach ten wujcio, zgrabnie mi to zarysował, ale nie dziwota, jego czasami trudno od konsoli oderwać. To on dalej – jak plastelinowy Superman z Batmanem się bili, to była kiepska fizyka, orki w zwiastunie Warcraft za bardzo baryłowate, a jak ci wszyscy Avengersi skaczą sobie do gardeł, nie gryzło go to w oczęta. Już widzę komentarze pod tekstem, że mój stryju Zbyszek powinien założyć vloga o grach wideo. Ale by było XD.

I mówił też, że niezbyt zapamiętał muzykę. Muszę mu przyznać, bo najbardziej charakterystyczne tony pochodziły choćby z Zimowego żołnierza, a poza tym nijako.

Znam takiego starszego recenzenta. Bardzo dobrze te wszystkie sprawy komiksowe ogarnia, ale mówi, że traktuje superbohaterów jako chodzące figury retoryczne, a nie ludzi z krwi i kości. Ja wręcz odwrotnie – widzę ich jako ludzi, których ktoś mi przedstawił dawno temu, wymieniłem się z nimi numerami, pojechaliśmy razem na konwent. Chodzi o to, że wiem, czego się po nich spodziewać, a potem przychodzi kolejna impreza, a oni są wciąż sympatyczni, a nawet próbują wyjść ze strefy komfortu, coś namieszać w naszym wspólnym wieczorze. Chyba żaden poprzedni film Marvela nie miał tak emocjonującego finału. Wyobraźcie sobie, że ktoś skłóca Twoich dwóch najlepszych ziomków, oni się tłuką po buzi przed szkołą, a Wy nie możecie nic zrobić, ani w tę, ani w tę. Zostało tylko patrzeć, jak dobre chłopaki się biją, ale rozumiesz obie strony. Przykro mi było, ale musi być przykro, jak się biją ludzie, a nie figury retoryczne. Heheszki.

Z tymi filmami MCU to jest trochę tak, jak z szukaniem dobrego jedzonka na mieście. Można trafić do hamburgerowni, w której serwują rozpadające się kanapki, a można wgryzać się w produkt, który dostarcza i kalorii mięśniom, i serotoniny mózgowi. Brzmi mniami, co? Bardzo polecam, nie będziecie zawiedzeni, a może nawet potem porozmawiamy, jak bardzo ciekawie musi wyglądać praca przy produkcjach tego typu. Tylko dajcie suba i polecajcie mój kanał. A w tym Hollywood siedzą sobie jacyś zabawni i mądrzy ludzie, piszą kolejne fabuły, wiedzą, co chcą osiągnąć, komu opowiedzieć bajeczkę. Popkultura pokazała wielokrotnie, że to wcale nie jest standard, żeby wiedzieć, dla kogo to wszystko i w którym jakim jest to prowadzone. A Marvel wie, toteż piąteczka dla jego włodarzy. Po omacku nie ma co błądzić, każdy popularny wideobloger to przyzna! No!

Uff, rozpisałem się jednak, ale chyba wyszło mi jako takie podsumowanie. Ja już nie wiem, do czego się przyczepić. Muzyka i że trochę niewyraźny czarny charakter? Niech tak zostanie, bo byłoby wstyd postawić dyszkę tak bez zastanowienia, bo kto to widział, aby jakaś bajeczka dla dzieci miała fulla jak Obywatel Kane i Titanic. A tak wychodzi, że to prawie thebest film i styka. I troszkę złośliwości na koniec, heheszki. Pamiętacie, jak mówiono, że złe recenzje „Batman v Superman” to „nic się nie stało, nic się nie stało”, bo filmy robi się dla fanów, a nie krytyków?To tutaj widocznie zrobiono film tylko dla krytyków albo po prostu jest piękny jak milion dolarów na złotej tacy. Daję lajka i zapraszam do subskrybowania mojego kanału. Wasz kolega z Internetu FanCzarnejWdowy1999! Teraz czekamy na Doktora Strange’a, co nie, co nie? Jupiii!

Jakub Koisz

Jakub Koisz

Skończył polonistykę i kulturoznawstwo. Pisze więc, a to o komiksach, a to o filmach i książkach, uczy mówienia, uczy pisania... Mógłby całymi dniami biegać za piłką lub opowiadać przyjaciołom o filmach, które go ostatnio podjarały. Zapewne choć raz w życiu polecił Ci "Big Lebowskiego", komedie Franka Capry lub "Avengers". Jeśli byłaś kobietą i uznał, że sympatyczną, bredził Ci o "Przed wschodem słońca". Jeśli Cię nie polubił, kazał Ci obejrzeć "Salę samobójców" lub "Efekt motyla". Lubi boks i kino bokserskie.
Jakub Koisz

Latest posts by Jakub Koisz (see all)







  • SztywnyPatyk

    śmiechłem ostro i bardzo xDDDDDDD

    Nie no, bez jaj, zarąbisty tekst :)

  • JediMaster

    Jakie uniwersum, taka recenzja. Nie no, żart.

    Miało być zabawnie, ale koszmarnie się to czyta. Naprawdę, koszmarnie.

  • Bubla

    Co to za jézyk?

    • SonnyCrockett

      Po tej kresce nad „e” wnioskuję że nordycki…

  • Artur Gralla

    To chyba jest tekst iron iczny ;).

    • mctiggle .

      a moim zdaniem CAP-italny ;)

  • Siri

    Koisz i jego pokręcone pisanie – kocham to. Don’t stop, Kuba, don’t.

  • frost

    Kilka komentarzy, a żaden nie odwołuje się do merytorycznej części tekstu… Pod recenzjami nie dyskutuje się już o recenzowanym filmie, tylko o formie samej recenzji… więc czy to jest dzisiejsza idea ich pisania? czy to dobry kierunek i kto za taki trend odpowiada? Chciałbym poznać zdanie autora na temat mojego skromnego spostrzeżenia. Pozdrawiam.

    • Łowicz – Dżemy i Drony S.A.

      Trudno pisać o filmie, bo sam tekst jest tak napakowany samozachwytem autora nad swoim „kunsztem” pisarskim, że podczas czytania łatwo zapomnieć o czym to jest. Na pewno o samym autorze, który na każdym kroku stara się zaznaczać: „patrzcie, JA to napisałem, a JA jestem taki, siaki i owaki”. Gdzieś pomiędzy tymi zwałami autoprezentacji upchano fragmenty o filmie, ale ten wyraźnie jest tu odsunięty na dalszy plan. Autorowi muszę jednak pogratulować dobrego samopoczucia. Najważniejsze, że ma satysfakcję… Ach! Przecież miało być o filmie…

  • Andrzej

    Masakra, że takie teksty wałęsają się po internecie, ale na całe szczęście nic nie wypływa poza tę stronę i kółko wzajemnej trzepania kapucyna skupia się do wąskiej grupy odbiorców. Tekst – masakryczny. Autor chciał się pobawić językiem, ale to język wytarł nim podłogę. Taki typowy gimb tekst – od gimbusa dla gimbusów

    • SonnyCrockett

      Widocznie nie dla gimbazy bo go nie łyknąłeś… :P

      • Andrzej

        Ciężko łykać coś napisane wedle standardów, które nie istnieją. Autor gimbazę zna tak jak Rosłaniec polską rzeczywistość.

        • Prącie Cyberprzestrzeni

          Wyżej piszesz, że to tekst od gimbusa dla gimbusów. Ty się już odklej od tego internetu, bo hejterska schizofrenią wali nawet w obrębie jednej dyskusji. I absolutnie w każdej wypowiedzi walisz jakieś byki stylistyczne. Pooozdro. Prącisław Cyberspejsu.

          • Andrzej

            Jaka znowu schiza? I jakie byki? Kolejny jaśnie oświecony? Ty za to masz mnóstwo interpunkcyjnych, ale oczywiście nie powiem ci o nich, bo mi się nie chce:)

  • Janek Steifer

    Co to za jezyk? Jak tak mozna pisac, kto to widział?! Dalbym 2 na szynach maks! Ale pewnie na moich zajęciach Pan by odrazu oblał, Panie Koisz! Jako zadanie domowe prosze napisac sobie trzysta razy: „Jestem powaznym krytykiem filmowym” i zastanowic sie co to znaczy. I przeczytac podręcznik od polskiego, tam są literki!

    /lajk, tekst o zyciu, Captain America: Civil War super, milosc w tekscie czuc, milosc, rampampam, propsu-propsy

    • Artur Gralla

      A pan to pewnie wujek ha ha ha.Czasem mnie wkurzają artykuły na film.org.pl ale widzę ze jednak robicie coś na czym wam zależy i macie do tego serce wiec popieram.Do wszystkich malkontentów to może do ku to z Kin-dza-dza! sami coś napiszcie jak wam się nie podoba artykuł to napiszcie kontr artykuł.

    • Radek Buczkowski

      Guwno się znasz, lamus jesteś i nie pisz tych głópot, bo ciem znajde i wciągne jak paczke toffi. Wiem gdzie mieszkasz, leszczu. Batman rezus Supermen rzondzi!

  • Mefisto

    Pomysł ok, wykonanie niekonsekwentne, bo język z jednej strony infantylny aż do przesady, a z drugiej pełny wysublimowanych określeń – i jedno i drugie zagranie gubi tekst. O tym, że vloger nie pisałby recki, tylko ją nagrał nie wspominam, bo fstyd.
    Aha – xD, a nie XD, bo to drugie sprawia wrażenie jakiegoś skrótu, zwłaszcza kiedy wieńczy go kropka.

    • Janek Steifer

      Jak najbardziej w Internetowym języku funkcjonuje „XD” – obie formy zapisu są poprawne. Zalecam dokładniejsze studiowanie podręczników przed następnym kolokwium, bo inaczej widzimy się we wrześniu.

      • Mefisto

        Chodzi o czytelność, nie o funkcjonowanie albo jakieś regułki (których w emotach chyba nie ma). Już nie broń tak swojego kolegi :)

        • Janek Steifer

          Zwrocilem uwage, bo zdanie napisane było, jakby mowilo o twardych zasadach Internetowych wypowiedzi, a nie było jedynie emcjonalnym westchnieniem. Nie widze powodu do zazdrości o kolege. Prawda nie zna koleżeństwa. Zapraszam na poprawke we wrzesniu.

          • Kuba Koisz

            XD :D

      • Andrzej

        XD stosują tłuczki do ziemniaków, które nie zdążyły wyłączyć CAPS LOCKA. xD to buźka, w której x to oczy adekwatnie mniejsze do rozmiaru wyszczerzonej gęby. XD to jakiś pieprzony mutant. W obu przypadkach nawet pilna lektura Ulissesa nie pomaga. Widzimy się na radzie wydziału!

        • Janek Steifer

          Wiadomo, xD stosuje szlachta Internetu, a XD plebejusze. Mefisto zwrocil uwage na wazny problem rozwarstwienia grup społecznych Internetu i podział emotykonalny w dyskursie. To problem, o którym należy mówić, ale autor tekstu jest jedynie symptomem większej choroby. Tylko praca u podstaw moze to zmienic.

          • Andrzej

            To raczej próba usystematyzowania i fachowej wypowiedzi na tematy kałowe i gimbusiarskie

  • Karolina Chymkowska

    To po prostu zabawa formą – zjawisko, jakby nie patrzeć, nieobce film.org praktycznie od zawsze. Jak każdy eksperyment, niektórym się spodoba, innych odrzuci. Niemniej dezaprobatę też można wyrażać w sposób kulturalny.

  • Uszatek

    Strasznie się to czyta… jak wypowiedzi gimbazy na jakimś forum internetowym… Pomimo że nie mogłem się doczekać tego filmu i od dłuższego czasu chłonę o nim każdą informację, to tą „recenzję” odpuściłem sobie po drugim akapicie.

  • Kuba Koisz

    Przyjemnie się czyta te komentarza :D

  • Krzysiek

    Fatalnie się czytało :-/ Połączenie gimnazjalisty z 30letnim pracownikiem korpokwadratu – to nie mogło się udać. Doceniam chęci, ale proszę – nigdy więcej :-(

  • Józef

    Zacząłem czytać i… przestałem po „Łapka w górę”. Nie trafia do mnie język jakim pisana jest recenzja. Wartość merytoryczna mimo początkowego zainteresowania recenzją już mnie nie obchodzi. Nie będę się męczył. Nie jestem targetem tego tekstu. Pozdro

  • mctiggle .

    łapka w górę dla autora i wujka

  • Blutarsky

    Fani Czarnej Wdowy są ślepi.Nie ma ona startu do Jessiki Jones, nie mówiąc o Elastynie.Zapytaj autorze wujka to ci wytłumaczy.






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

Sztuczne światy – Trio z Belleville

Następny tekst

Rashomon



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE