K jak Kartony | FILM.ORG.PL

K jak Kartony

Artykuły o filmach, publicystyka filmowa / 08/11/2011








Rafał Oświeciński
08.11.2011


Dziwnie się czuję… Bardzo boli mnie głowa – powie roztrzęsiona Hanka Mostowiak do swojej siostry Anny. Parę minut wcześniej pod koła samochodu Hanki o mały włos nie wpadnie mała dziewczynka idąca poboczem. By tego uniknąć prowadzone przez Mostowiakową auto zahamuje i wykona gwałtowny skręt. Tylko pozornie jedynym skutkiem tego zdarzenia będzie drobna rana na czole Anny… (ze strony katowice.naszemiasto.pl )

W ostatnich dniach polską rzeczywistością wstrząsnęły dwa epickie wydarzenia (lądowania bez podwozia nie liczę, bo blednie przy epickości tych, które mam zamiar opisać!) – samonokaut Marcina „Prawdopodobnie złamałem nogę” Najmana oraz śmiertelny wypadek Hanki z „M jak Miłość” przez wjechanie w kartony (i stare łóżko). Internet nie zna litości, doskonale świadczy o tym przypadek Najmana, na którego temat, po słynnej walce pojawiło się w sieci wiele kąśliwych uwag i obrazków np. na kwejk.pl, i którego całkiem przypadkowo zabawne słowa: „Przepraszam, ale prawdopodobnie złamałem nogę” robią w sieci niespotykaną furorę. Aż przypomniał mi się jeden z najlepszych tekstów z „Rejsu” – „Bardzo przepraszam, ale moja żona przeprasza, bo śpi”. Marcin Najman nie mógł przewidzieć rozwoju wypadków, nie mógł przewidzieć, że zginie od miecza którym wojował i nie mógł przewidzieć reakcji środowisk internetowych na swoje wypowiedziane po walce słowa.

Inaczej jest w przypadku serialu „M jak Miłość”, którego twórcy mieli co najmniej kilka tygodni, o ile nie miesięcy, żeby sensownie uśmiercić Hankę, której pani Kożuchowska postanowiła (po 11 latach) już dłużej nie grać. Można było Hankę np. wysłać samolotem w daleką podróż i powiedzieć w wiadomościach TVP, że samolot spadł i Hanka razem z nim. Mogła Hanka wpaść pod okręt podwodny, wypaść z okna w piwnicy, nadziać się na stalowe kolce na parkingu strzeżonym, zjeść czekoladkę z niespodzianką w postaci otwierających się w buzi ostrzy, zostać omyłkowo wzięta za Kaddafiego, zostać zmiażdżona przez lądującego bez podwozia 767 – wszystko byłoby wiarygodniejsze od śmierci przez wjechanie w kartony! Dramatyczna w zamyśle śmierć bohaterki, przez nieudolność scenarzysty i realizatorów, przerodziła się w jedną z najzabawniejszych i najbardziej kuriozalnych scen w historii telewizji i aktualnie robi furorę na humorystycznych portalach. Hasło „Wjedź w kartony – umrzyj” jest nie tylko genialnym w swej prostocie podsumowaniem tandetnej śmierci Hanki, ale też, celną konstatacją kondycji współczesnego polskiego serialu – skierowanego do gospodyń domowych, taniego, tandetnego, byle jak nakręconego, umownego. Jeszcze nie opadł kurz po latających w powietrzu nagrobkach z „Bitwy warszawskiej”, jeszcze mamy w pamięci pożar kartonowego Rzymu z „Quovadis” Kawalerowicza, a tu twórcy „M jak Miłość” fundują nam coś takiego i to w najlepszym czasie antenowym.

Niestety, na Youtubie znalazłem rzeczony fragment nagrany komórką z telewizora, wszystkie inne wersje zostały zdjęte „na żądanie właściciela praw autorskich”. Czyżby twórcy wstydzili się tej wiekopomnej, nakręconej z ułańską fantazją sceny?

Ci, którzy obejrzeli cało poniedziałkowy odcinek wiedzą, że Hanka nie zginęła bezpośrednio od wjechania w kartony, bo po całym zdarzeniu wysiadła z samochodu. To jej siostra miała rozcięte czoło – dlaczego więc Hankę bolała głowa, w efekcie czego za kilkadziesiąt minut zmarła? Nie wytłumaczono. Ale po kolei – jakim cudem Hanka uderzyła głową o kierownicę (co starają się sugerować realizatorzy, bo przyglądając się uważnie, zauważymy, że Hanka wali głową w pustą przestrzeń), skoro samochód nie uderzył w żadną przeszkodę z prawdziwego zdarzenia? Kartonów i starego łóżka nie ma co liczyć, bo samochód przejechał przez nie jak nóż przez masło, co miało zasugerować mało wymagającym widzom, że „coś strasznego się dzieje”. Jako posiadacz prawa jazdy z kilkunastoletnim stażem mogę śmiało powiedzieć, że kierowca, jakby ostro nie hamował, nigdy nie uderzy przy tym głową o kierownicę, bo podczas nagłego hamowania jego mięśnie napinają się, a ręce zapierają się o kierownicę i nie ma możliwości, by doznać kontuzji takiej, jak Hanka. Pasażer i owszem, poleci do przodu, bo nie jest przygotowany na gwałtowne zatrzymanie pojazdu i gdy samochód hamuje, pasażer jedzie dalej. Niestety, oglądając ten słynny już odcinek serialu, nie przyjrzałem się czy panie miały zapięte pasy – mniemam, że tak, w końcu odbywały długą podróż na ruchliwej trasie. Tak czy inaczej, ani gwałtowne hamowanie, ani wjechanie w kartony w pasach czy nie, nie dałoby rady nikogo uśmiercić, ani nawet zranić. Może za kilka odcinków wyjaśni się, że Hanka miała coś nie tak z głową i gwałtowne szarpnięcie spowodowało pęknięcie jakiegoś tętniaka czy innej żyłki… w takim jednak wypadku, po co na plan zwieziono kartony, mające symulować uderzenie w dużą przeszkodę?

Nieprzemyślany przez scenarzystów i źle zainscenizowany wypadek Hanki, zamiast dramatycznego wywołał efekt komiczny i pociągnął za sobą falę internetowych żartów. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że szeregowi widzowie „M jak Miłość” zapewne tej głupoty dekady nawet nie zauważyli, zbyt przejęci śmiercią ulubionej bohaterki.

Rafał Oświeciński

Rafał Oświeciński

REDNACZ at FILM.ORG.PL
Celuloidowy fetyszysta.
Kino istnieje nie tylko dla rozrywki. Powinno budzić emocje. Powinno szokować ibulwersować. Powinno bez skrupułów zmuszać mózg i serce do wytężonej pracy. Dlatego wolę nieudane eksperymenty od udanych średniaków tworzonych od linijki.
Rafał Oświeciński











Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

Król wraca na tron

Następny tekst

Berserk naciera na kina



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE