publicystyka filmowa

Gwiezdne wojny na nowo, czyli życzenia, które się nie spełnią

Autor: Rafał Oświeciński
opublikowano

 

2 dni temu na forum powstał temat „Filmowe marzenia”, w którym każdy mógł wpisać swoje życzenia względem współczesnego kina. A jako że George Lucas zadzwonił do mnie na początku tygodnia i zdradził, że sprzedaje Lucas Film, to przy okazji poprosił mnie o zarzucenie idei rebootu serii, żeby wybadać nastroje pośród fanów mniejszych i większych na forum kmf.

Informacja o sprzedaży Lucas Film dla korporacji Disneya (za 4,05 mld $, w tym połowa w gotówce)  rozprzestrzeniła się w sieci napędzana hipernapędem jednostek bojowych – przede wszystkim słychać utyskiwania, żale, płacz, rozpacz, szczekanie, złość, wkurw, rozczarowanie i serię wtf-ów. Bo oto Papcio Lucas oddał w cudze ręce machinę, którą zarządzał przez 35 lat.

I BARDZO DOBRZE!

 

Z punktu widzenia umiarkowanego fana starej trylogii i krytycznego widza nowej, ta wiadomość daje nadzieję na coś, w co swych pulchnych paluchów nie będzie już  wkładał Lucas, którego ostatnie wyczyny budziły – prócz zachwytu bezkrytycznych i dozgonnych fanów –  czasem wzruszenie ramion, od czasu do czasu irytację, politowanie i żal.

Oddajmy jednak cesarzowi co cesarskie: świat przez niego wykreowany zmienił oblicze kina, na nowo zdefiniował gatunek sf i przygody, a także stał się kurą znoszącą złote jaja na wielu płaszczyznach: w kinie, w telewizji, w przemyśle zabawkarskim, odzieżowym i wielu innych. Franczyza gwiezdnowojenna to fenomen nie mający sobie równego. Jedynie Disney wespół z Pixarem po mistrzowsku i regularnie opanowują rynek swoimi produktami kierując je jednak przede wszystkim w ręce dzieci – inaczej niż Lucas i jego produkty mające swych wiernych fanów w każdej grupie wiekowej (w tym 30-40+). Disney kupił więc nie tyle licencje czy studio, ale i pewną ideę, z którą identyfikowały się miliony. I owe miliony chcą wydawać miliony. Kwestia więc odpowiedniego zagospodarowania fanowskiej przestrzeni.

W jaki sposób to zrobić? Życzyłbym sobie remake’u całości, odpalenia na nowo tego świata, oddalenie się od bajkowości na rzecz bardziej realnej wizji. Życzyłbym sobie Gwiezdnych Wojen umieszczonych w kosmicznej pustce Aliena, w szacie Mrocznego Rycerza czy najnowszego Bonda, czyli filmów redefiniujących kinowe archetypy.

Życzyć to se mogę. Studio Disneya nie odejdzie jednak zbyt daleko od pierwowzoru. Premierę 7 epizodu zapowiedziano już na 2015 rok. Przy dużym szczęściu, uda się pozyskać odpowiedni scenariusz (a historii zaczepionych w świecie SW jest cała masa), odpowiednich aktorów (tych jest wbrew pozorom sporo) i odpowiedniego człowieka, który będzie zarządzał tą machiną, której koszt będzie pewnie rekordowy w historii wszechświata (i zwróci się z nawiązką). Wtedy możemy spodziewać się czegoś na tyle zgrabnego, że już nie sentymenty odegrają główną rolę, a wysoka jakość kina. Naiwność? 

Kojarzycie disneyowskie „The Avengers”? No właśnie. 

 

 

Ostatnio dodane