GRUDZIEŃ Z FANTASY - Willow | FILM.ORG.PL

GRUDZIEŃ Z FANTASY – WILLOW








Maciej Niedźwiedzki
13.12.2013


willow

Znane składniki, inny smak

Współczesna fantastyka „magii i miecza” realizowana w literaturze (Sapkowski), filmach, bądź grach video (Skyrim) jest zadłużona wobec Tolkiena. Świat stworzony przez autora stał się w pewnym sensie paradygmatyczny. Jest wspólnym mianownikiem dla większości dzieł reprezentujących gatunek fantasy. Od porównań do Władcy Pierścieni nie da się uciec, nie da się ich uniknąć. W swojej monumentalnej trylogii i tekstach towarzyszących, takich jak Hobbit czy Silmarillion, Anglik umieścił chyba wszystkie motywy fabularne, które mogą zdarzyć się w świecie fantasy. Konflikt między Dobrem a Złem ukazał nie zapominając o żadnym odcieniu szarości. W tej sytuacji kolejnym twórcom i ich tworom łatwo o wtórność czy odtwórczość.

Słuszną postawę wobec tekstów Tolkiena przyjął twórca Gwiezdnych Wojen, który jest również pomysłodawcą Willowa. George Lucas stworzył koncept, fabułę i wymyślił bohaterów tej historii. W trakcie tworzenia inspirował się Tolkienem, ale nie starał się go kopiować. Po raz kolejny udowodnił, że wymyślanie opowieści wychodzi mu znacznie lepiej, niż późniejsze przenoszenie ich na ekran w roli reżysera. Ron Howard z kolei, inteligentnie podszedł do pomysłu Lucasa i scenariusza Boba Dolmana, nie starał się być oryginalny na siłę. Reżyser Pięknego umysłu zaczerpnął wiele z kanonicznej trylogii. Jest to jednak czerpanie świadomie i szczerze, twórcy niczego przed widzem nie ukrywają. I chyba dlatego Willow Howarda okazał się być sukcesem. Film, używając wielu składników charakterystycznych dla trylogii, opowiedział historię alternatywną dla losów Bilba czy Frodo Bagginsa. Dzięki temu film reżysera Wyścigu uzyskał zupełnie inny smak.

Fabuła

Mamy więc hobbitopodobnych bohaterów, karzełków nazywających się Nelwynami, którzy trudnią się rolnictwem. Priorytetem jest dla nich dostatnie życie i bezpieczna egzystencja. Tak jak hobbici są zdeklarowanymi domatorami niechętnie opuszczającymi zamieszkiwany przez siebie obszar. Unikają wychylania nosa poza własne terytorium. Jednak ten stan nie może trwać bez końca. Wielki świat upomni się o nich. A wszystko to za sprawą niemowlęcia – Elory Danan, która wplącze Nelwynów w historię na pozór całkowicie ich przerastającą. Po pojawieniu się dziecka powstaje drużyna, której celem będzie przekazanie go przedstawicielowi rasy ludzkiej (Daikinom). To bardzo wyraźna i czytelna analogia do pierwszej części Tolkienowskiej trylogii. Dziecko to pierścień – jest detalem (jeśli chodzi o fizyczną wielkość) całej opowieści, który determinuje cały jej przebieg. Willow (Warwick Davis) jest powiernikiem Elory. Postać Gandalfa w filmie Howarda została rozbita na dwóch bohaterów. Realizuje się on w miejscowym czarodzieju kapłanie Aldwynie i później poznanej czarodziejce, Fin Raziel. Przeprowadzają oni Willowa przez duchowo-mentalną drogę i sprawiają, że dorasta do wypełnienia swojej misji.

willow

W to wszystko wplątuje się antybohater, Madmartigan (z wdziękiem zagrany przez Vala Kilmera). Przez długi okres filmu jest wręcz przeciwieństwem Tolkienowskiego Obieżyświata – Aragorna. Rozczarowani musimy czuć się również wtedy, gdy poznajemy Fin Raziel. Nie jest ona piękną Galadrielą, ale piżmoszczurem. Nie takich postaci spodziewał się widz. Samotny wojownik miał być przewodnikiem i obrońcą dla zagubionego w wielkim świecie Willowa. Jest natomiast odwrotnie – bezwiednie pogarsza jego sytuację. Madmartigan wydaje się być błaznem i głupcem. Rozwój akcji nie zmierza jednak w pastisz i zakwestionowanie gatunkowych klisz, ale w ich umocnienie. W tym też tkwi niezaprzeczalna poczciwość tego filmu. Willow wchodzi w delikatną polemikę z konwencją, ale nie ma zamiaru wywracać jej do góry nogami.

Oprócz tych wszystkich podobieństw z tolkienowską trylogią, Willow jest w tej samej mierze bliski magiczności Piotrusia Pana. Ma jego lekkość, humor i dystans. Film Howarda jest złożony z różnych elementów baśni, legend i bajek. Wszystko to miesza się ze średniowiecznym błotem, karczmami i nastrojem wszechobecnej wojny, co sprawia, że mamy wrażenie obcowania z czymś namacalnym, krwistym i fizycznie istniejącym. Duża w tym zasługa tego, że film powstał w latach 80′, kiedy kultura używania green screenu nie była jeszcze tak powszechna. W Willowie praktycznie wszystko zostało zbudowane, wzniesione. Ingerencja komputera w wygląd i kształt scenografii była śladowa. Jest to ogromny atut tego obrazu.

Technicznie zestarzał się. To fakt.

Łatwo wytknąć Willowowi anachroniczność techniczną. Efekty specjalne rażą niedopracowaniem i umownością. Mimo tego film broni się doskonale jako przypowieść, baśń. Produkcja Howarda nie ma intencji mitotwórczych, jakie przejawia dzieło Tolkiena i jego adaptacje w wykonaniu Petera Jacksona. Willow ma charakter zdecydowanie bardziej awanturniczo-przygodowy. Pościg, żart i przypadkowość dominują nad filozofią, alegorycznością oraz symboliką. Konflikt jest wyraźnie czarno-biały, co podkreśla nawet ubiór postaci. Po jednej stronie stoi zła do szpiku kości królowa Bavmorda (w sugestywnej, ale nie przesadzonej kreacji Jean Marsh), po drugiej dobra czarodziejka, ubrana na biało Fin Raziel. Willlow jest jej sprzymierzeńcem i jednocześnie opiekunem Elory Danan – bezbronnego, nowo narodzonego dziecka, które zgodnie z przepowiednią ma w przyszłości obalić tyranię Bavmordy i zaprowadzić pokój.

willow

Willow jest filmem niezwykle szlachetnym i bezpretensjonalnym, pozbawionym kiczu i patosu. Wobec Władcy Pierścieni Petera Jacksona często słyszy się zarzuty o „widokówkowatość” czy nadmierną ilość krajobrazów rodem z windowsowkich pulpitów. Jest w tym wiele prawdy. Mimo mojej sympatii do tej trylogii trudno jest mi się z tym nie zgodzić. Willow jest w tym względzie zupełnie inny. Nie nadużywa również zwolnionego tempa, którego ilość drażni w ekranizacji trylogii Tolkiena. Film Rona Howarda reżysersko jest dziełem wyjątkowo dojrzałym i przemyślanym.

W pamięć zapada muzyka Jamesa Hornera – jest tajemnicza, raczej pogodna, okazjonalnie groźna. Dodaje wiele charakterystyce bohaterów, towarzyszy ich przemianom, a w sekwencjach akcji pędzi razem z nimi. Podobnie jak sam film, nie jest przesadnie ckliwa bądź podniosła. Scenografia, kostiumy, charakteryzacja i zdjęcia Adriana Biddle’a również stoją na najwyższym poziomie. Świat przedstawiony jest wręcz fizycznie namacalny. Błoto, w którym taplają się Madmartigan i Nelwynowie po prostu wylewa się ekranu. Wszystkie obiekty i przedmioty ważą tyle ile powinny, budynki nie mają jedynie fasad. Przez to Willow jest filmem mocno impresywnym, któremu łatwo się ulega.

willow

Wyjść z cienia

Możliwe, że zbyt często odwoływałem się do filmów Jacksona. Jednak mam mocne przeświadczenie, że Willow stoi w cieniu gigantycznej historii Froda, Gandalfa i Aragorna. W kilku obszarach film Howarda wydaje mi się być bardziej przystępny i subtelny, również znacznie mniej dominuje nad widzem. To film tak dobry, że trzeba stawiać go nie za, ale na równi z trylogią Jacksona. Poruszając się po praktycznie takim samym świecie Howard i scenarzysta Bob Dolman wychodzą wobec widza z niezwykle ciekawą ofertą. W ich filmie wybrzmiewają tony słabo słyszalne lub nieobecne w trylogii. Nie twierdzę, że Howard dopisuje na marginesie słowa i zdania o których zapomniał Tolkien czy później Jackson. Willow jest raczej stu stronicowym tomem, który pokazuje z innej perspektywy tę samą historię. Jego narrator nie jest pomnikowym wieszczem, ale karczmowym bardem – włóczykijem. 

W Willowie jest jedna scena, która celnie oddaje charakter całego filmu. Główny bohater odnajduje w końcu pierwszego Daikina, któremu zamierza oddać Elorę. Niestety jest nim niepoważny Madmartigan, na dodatek uwięziony w klatce. Cała sekwencja rozgrywa się obok szlaku, którym ogromne wojsko mija głównych bohaterów zmierzajać na bitwę z siłami Bavmordy. Taki też jest sam Willow – jego akcja najczęściej rozgrywa się „na poboczu”. Tam, gdzie Tolkien kroczy z potężną armią na Minas Tirith, Ron Howard zwalnia , aby spoglądnąć kto został z tyłu, obok wielkiej historii.

Maciej Niedźwiedzki

Maciej Niedźwiedzki

W KMF od 2013 roku. Uwielbiam filmy Martina Scorsese i animacje Pixara. Interesują mnie europejskie filmy festiwalowe, animacje z całego świata i oczywiście wysokobudżetowe filmy amerykańskie (wyłączając produkcje Marvela, których nie lubię i nie rozumiem). Trzy najlepsze filmy w historii kina to "Ojciec Chrzestny II", "Brokeback Mountain" i "Wściekły byk".
Maciej Niedźwiedzki

Maciej Niedźwiedzki - ostatnie teksty: (zobacz wszystkie)







  • Pingback: GRUDZIEŃ Z FANTASY | FILM.ORG.PL()

  • Adam Nguyen

    Autor chyba jednak za daleko posunął się w porównaniach z trylogią Jacksona i tekstem Tolkiena.

    Willow to zdecydowanie świetny, niedoceniony film, ale pisać, że jest subtelniejszy of „Władcy” tylko dlatego, że nie ma w nim dużych bitew, ani gromkopierdnych stawek i ideałów, to moim zdaniem ostra przesada. U Tolkiena wielkie armie ścierały się o losy całego świata, ale zawsze najważniejsi byli bohaterowie. W samej chociażby Drużynie mamy zbiór postaci, których potencjał fabularny przebija wszystko co do zaoferowania ma „Willow”, a to tylko wierzchołek góry. Tolkienowscy bohaterowie tylko powierzchownie wyglądają jak zbiór wyświechtanych archetypów i jest to mylące wrażenie. Nie będę tu ich wymieniał, bo mądrzejsi ode mnie wystarczająco dużo wylali słów o Tolkienowskich bohaterach. I wprawdzie Jackson nie uchwycił w swoich filmach wszystkiego, jednak przedstawił wystarczająco dużo, zostawił odpowiednią ilość miejsca na niuanse, które uważny widz może wychwycić spod natłoku „ciężkich” wydarzeń.

    To, że Willow nie posiada rozmachu Władcy, paradoksalnie wcale nie oznacza, że jest od trylogii subtelniejszy. To po prostu dzieło dużo niższego kalibru i tak jak lubię ten film, tak w przeciwieństwie do autora nie widzę żadnej kwestii, w której film Howarda były bardziej wyrafinowany od trylogii Jacksona.

    Efektem tego jest to, że u Jacksona zarówno postacie jak i tło świata są nieporównywalnie bardziej głębokie od „Willow”. Dlatego nie ważne jak przyjemny i niedoceniany jest ten film, nigdy nie postawiłbym go w tym samym rzędzie co np. „Drużyna Pierścienia”.

    Tak przy okazji – pierwszy raz też spotykam się z tym by ktoś z krajobrazów Jacksonowskiej trylogii zrobił zarzut.

    • Mefisto

      Jak dla mnie przesadzacie oboje – autor w nadmiernym patrzeniu na świat przez pryzmat Tolkiena i oboje w stwierdzeniach pokroju, iż „Willow jest gorszy od LOTRa i stoi w jego cieniu”. Biorąc pod uwagę, że jest to film starszy od Jacksonowskich adaptacji uważam takie stwierdzenia za po prostu głupie. W cieniu LOTRa może stać co najwyżej animacja Bakshiego, a nie Willow – film kultowy na długo przed tym, jak Jackson w ogóle pomyślał o Tolkienie i kultowy na długo po tym, jak odcina od niego kolejne kupony w postaci Hobbita. To, że Willow jest ‚skromniejszy’ i krótszy od nudy pierścienia nie oznacza wcale, że trzeba nań patrzeć przez pryzmat LOTRa – wręcz przeciwnie, to dokonanie Jacksona winno się mierzyć miarą Willowa, szczególnie, gdy ktoś analizuje film Howarda za pomocą pióra Tolkiena.

      • Guest

        „uważam takie stwierdzenia za po prostu głupie”

        Tylko dlatego,że Willow jest starszy? Dlaczego niby miałoby to uchronić ten film od porównań? Autor tekstu pisząc, że „willow stoi w cieniu lotra” miał na myśli zapewne jego popularność i obecny status w popkulturze. Ja natomiast pisząc to samo miałem na myśli, że pomimo zajebistości Willow, film ten stoi o klasę niżej niż LOTR i nie ma w nim tematycznie niczego czego nie znajdę u Jacksona. Oba podejścia mają sens. Podejście autora dlatego, że – nieważne czy się z tym ktoś zgadza czy nie – Władca jest obecnie dużo popularniejszy i ceniony od Willow, przez co ten drugi zazwyczaj „stoi w jego cieniu”. A moje dlatego, że oba filmy nie tylko należą do tego samego gatunku, ale i uderzają w podobne tony, więc porównań jakościowych i tematycznych nie da się uniknąć. Tak więc nie bardzo czaje o co Ci chodzi.

        Co z tego, że Willow był kultowy wcześniej, skoro kultowość LOTRA na dzisiejszej scenie filmowej jest nieporównywalnie większa. Nie piszę tego jako argumentu za Władcą, po prostu nie bardzo rozumiem jak pochlebna reputacja jednego filmu, miałaby uchronić jeden tytuł przed porównaniami z drugim, młodszym, ale bardziej cenionym/popularniejszym tytułem.

        Sorry Mefisto ale butthurt na punkcie Willow, który przejawiałeś już na forum, przez Ciebie przemawia. Wolisz Willow od Lotra – spoko. Kompletnie się z tym nie zgadzam z wielu powodów, ale nie mam teraz siły ich wymieniać i urządzać tu dyskusji na ten temat, więc nie będę się z tym kłócił – let’s agree to disagree. Masz przecież do tego prawo. Ale nie sadź dziwacznych teorii, że Willow’owi należy się większy respekt z racji jakiegoś rzekomego statusu, czy czego tam jeszcze.

      • Adam Nguyen

        „uważam takie stwierdzenia za po prostu głupie”

        Tylko dlatego,że Willow jest starszy? Dlaczego niby miałoby to uchronić ten film od porównań? Autor tekstu pisząc, że „willow stoi w cieniu lotra” miał na myśli zapewne jego popularność i obecny status w popkulturze. Ja natomiast pisząc to samo miałem na myśli, że pomimo zajebistości Willow, film ten stoi o klasę niżej niż LOTR i nie ma w nim tematycznie niczego czego nie znajdę u Jacksona. Oba podejścia mają sens. Podejście autora dlatego, że – nieważne czy się z tym ktoś zgadza czy nie – Władca jest obecnie dużo popularniejszy i ceniony od Willow, przez co ten drugi zazwyczaj „stoi w jego cieniu”. A moje dlatego, że
        oba filmy nie tylko należą do tego samego gatunku, ale i uderzają w podobne tony, więc porównań jakościowych i tematycznych nie da się uniknąć. Tak więc nie bardzo czaje o co Ci chodzi.

        Co z tego, że Willow był kultowy wcześniej, skoro kultowość LOTRA na dzisiejszej scenie filmowej jest nieporównywalnie większa. Nie piszę tego jako argumentu za Władcą, po prostu nie bardzo rozumiem jak pochlebna reputacja jednego filmu, miałaby uchronić jeden tytuł przed porównaniami z drugim, młodszym, ale bardziej cenionym/popularniejszym
        tytułem.

        Sorry Mefisto ale butthurt na punkcie Willow, który przejawiałeś już na forum, przez Ciebie przemawia. Wolisz Willow od Lotra – spoko. Kompletnie się z tym nie zgadzam z wielu powodów, ale nie mam teraz siły ich wymieniać i urządzać tu dyskusji na ten temat, więc nie będę się z tym kłócił – let’s agree to disagree. Masz przecież do tego prawo. Ale
        nie sadź dziwacznych teorii, że Willow’owi należy się większy respekt z racji jakiegoś rzekomego statusu, czy czego tam jeszcze.

        • Mefisto

          LOTRa nie nazwałbym bardziej kultowym – popularniejszym i owszem, ale trudno, żeby było inaczej skoro wciąż grają go w kinach (Hobbit to jeden i ten sam pies). Pogadamy za 20 lat, choć wtedy podejrzewam będzie gościł w kinach Silmarillion i jeszcze inne odnogi. Porównywanie nie ma sensu, bo Willow to pojedynczy film fantasy, a Wy z jakiegoś powodu patrzycie na niego przez cała sagę Tolkiena. To tak jakby napisać, że Scarface stoi w cieniu Godfathera. I tak, liczy się fakt, że film jest starszy, że zalicza się do klasyki kina. Przecież nie napiszesz, że Obywatel Kane stoi w cieniu Incepcji czy kiego diabła innego, który akuratnie jest na językach – a przecież Incepcja jest dalece bardziej popularna od Kane’a. I tak dalej, i tak dalej.

          • Adam Nguyen

            Hobbita w ogóle bym nie przywoływał, bo to nie jest ten sam pies, o czym powie Ci każdy kto Lotra uwielbia, a za nową trylogią nie przepada. Wiem, że wspomniałeś o nim jedynie w kwestii popularności, ale zwracam uwagę, zanim się tu zlecą ci, którzy na pierwszą trylogią Jacksona patrzą przez pryzmat jego nowszych dokonań.

            Lotra zdecydowanie nazwałbym bardziej kultowym od Willowa. Sorry Mefi, ale gdzie Willow do fanatycznej, kultowej fan-bazy i uwielbienia dla tolkienowskich ekranizacji. To, że Lotr to trylogia w żaden sposób nie neguje porównań – Willowa mogę spokojnie porównać chociażby do Drużyny Pierścienia, bo to jedyna część trylogii, która posiada wyraznie nakreślony, narracyjny początek, środek i koniec, przez co działa jako indywidualny film fantasy, pomimo tego, że kończy się swego rodzaju cliff hangerem. Pomiędzy tymi opowieściami są wyraźne wspólne mianowniki (nawet jeżeli jedynie powierzchowne) więc nie dziwota, ze ludzie porównują. Ja zresztą sam z siebie tych filmów bym nie porównywał, zrobił to autor, ja się po prostu do tego ustosunkowałem bo się z nim nie zgadzm.

            Obywatela Kane’a nie zestawiłbym z Incepcją tylko dlatego, że to dwa różne psy. Tego samego nie da się tak łatwo powiedzieć o Willow i Lotrze. I nie – Lotr nie jest aktualnie na jezykach wszystkich, przynajmniej nie w kontekście tej dyskusji. Nie wrzucajmy Hobbita i Lotra do tego samego wora. Bo jeżeli autor chciał porównać Willow z Hobbitem, to sorry, ale w takim razie wszyscy gadamy tu o czymś innym.

            I nadal nie wiem co tu ma do rzeczy to, że film jest starczy czy „zalicza się do klasyki kina”. Że niby Willow to klasyka kinematografii, a Władca Pierścieni – jedna z najbardziej cenionych, uwielbianych i wpływowych filmowych serii – niby się do niej nie zalicza? Tutaj znowu wracamy do kwestii kultowości. Bo cały czas piszesz o Lotrze jakby to była jakaś nowa błyskotka, co to teraz leci w kinach dla szkolnej gawiedzi, a przecież „Hobbit” ni jak ma się do tej dyskusji.

          • Mefisto

            No sorry, ale Hobbit to bardziej ten pies, niż Willow, więc o czym my gadamy. Trudno zresztą nie wrzucać tego do jednego wora, jak to ująłeś, bo wszak Hobbit jest bezpośrednio z LOTRem powiązany, a i w kinach rządzi w odniesieniu doń, nie jako samodzielny twór. Idąc dalej – żeby stać się klasyką kina trzeba się trochę opatrzeć, coś wnieść doń – ponad 20 lat od premiery Willowa i rewolucyjny w owym czasie morphing to wystarczające, by za taką klasykę Willow uznać. W odniesieniu do tego LOTR jest wciąż zbyt świeży, by tak o nim myśleć, a i technicznie stawiam go niżej od Willowa (autor twierdzi, że Willow się mocno zestarzał pod tym względem, podczas gdy o FOTR, przy całym moim uwielbieniu doń, już w 2 lata po premierze można tak było powiedzieć w kontekście zbyt wielu scen). Właściwie prócz kupy kasy w box office kojarzę z tym tytułem jedynie początek mody na kręcenie od razu wszystkiego w 50 częściach na raz – dla mnie trochę za mało, jak na klasykę. Jak mówię: pogadamy za kolejną dekadę. Poza tym zważ też na to, że trochę śmiesznie jest porównywać coś, co powstawało w warunkach wręcz śmiesznych, jak na dzisiejsze standardy, a technik, które wtedy używano dziś już pewnie nawet w muzeum nie spotkasz – a mimo to film się broni, bardzo mocno. Gdyby oba te tytuły powstawały w tym samym okresie i koniec końców wybił się jedynie LOTR – wtedy proszę bardzo, Willow byłby w cieniu tegoż. Ale twierdzić, że film starszy o całą erę (bo w międzyczasie kino zmieniło się na tyle, iż można ten okres tak nazwać) pozostaje w cieniu młodszego jest po prostu błędne – szczególnie, jeśli wspólnym ich mianownikiem jest na dobrą sprawę jedynie gatunek (inspiracje inspiracjami, ale one nie budują filmu) oraz pewne archetypy, z jakich korzystają (notabene Tolkien, o ile wymyślił w dużej mierze cały swój magiczny świat, to jednak podstawy tegoż czerpał garściami z legend, bajek i innych, znacznie starszych od niego historii, także sorry). Pomijając już Incepcję, którą przywołałem ze względu na jej aktualą modę, to nie porównasz do siebie i nie powiesz, że Naga broń pozostaje w cieniu Kac Vegas, a Spartakus w cieniu Gladiatora. Tyle ode mnie. Bez odbioru.

          • Adam Nguyen

            „No sorry, ale Hobbit to bardziej ten pies, niż Willow, więc o czym my gadamy.”

            Ale co to ma do rzeczy? Nie czaję kompletnie o czym piszesz w tym momencie. Zarówno ja jak i autor pisaliśmy jedynie o Lotrze i Willow. Ty natomiast postanowiłeś dorzucić do dyskusji Hobbita, jako argument za tym jakoby nowa trylogia podnosiła obecnie popularność starej. Tylko co to ma do rzeczy? LOTR był fenomenem na długo zanim Hobbit zdobył w końcu reżysera. Cała dyskusja porównywała Willowa do Lotra, nie do Hobbita, więc nie mam więc pojęcia po cholerę mówimy o tym drugim.

            „żeby stać się klasyką kina trzeba się trochę opatrzeć, coś wnieść doń”

            Rotfl – i niby jedna jedyna technika morfingu to więcej niż wszystkie osiągniecia i wpływy na produkcje i wygląd filmów jakie miał LOTR. Podnoszenie poprzeczki w kwestii grafiki komputerowej, gdzie przełomów Weta Digital używa się do dziś, wszystkich rzeczy, których ekpia Jacksona próbowali jako pierwsi, całego tego nowatorskiego podejścia do produkcji filmów na duża skalę i konceptualnego worldbuildingu. Zresztą tego rodzaju przykładów jest dużo więcej i nie ograniczają się jedynie do nowinek technicznych. Nie wspominając o faktycznym, namacalnym wpływie stylistycznym trylogii na kino, które owocowało nawałem filmów o dużo większym rozmachu wizualnym niż kiedyś. Do dziś mówi się o wpływie Jacksonowskim w to jak wyglądają filmy i z jakim wizualnym rozmachem są produkowane. O wpływie wizualnym Lotra, który był widoczny i wyraźnie wyczuwalny nie tylko w knie, ale i w innych gałęziach popkultury. Ale nie, jeden efekt morphingu, wystarczy by uznać Willow za klasykę. Czekać kolejnej dekady nie trzeba, trylogia Jacksona już dawno wyrobiła sobie miejsce. Wiem, że nie przepadasz za dwiema ostatnimi częściami, ale już abstrahując od tego, czy lubi się tę trylogię osobiście czy nie, dla mnie głupotą albo ślepą przekorą jest twierdzenie, że Willow wywarł większy odcisk w masowej świadomości niż Władca PIerścieni Jacksona.

            „Ale twierdzić, że film starszy o całą erę (bo w międzyczasie kino
            zmieniło się na tyle, iż można ten okres tak nazwać) pozostaje w cieniu
            młodszego jest po prostu błędne”

            Jeżeli ten młodszy wywarł dużo większe wrażenie na popkulturze i światowej publice, to tak, ten starszy może spokojnie siedzieć w cieniu tego drugiego. To, że jakiś tytuł ma więcej lat na liczniku, nie oznacza od razu, że jest bardziej wpływowy czy lepszy niż młodzian, który więcej osiągnął w krótszym czasie. Nie wiem co w tym nielogicznego. Możesz sie nie zgadzać z omawianymi przykładami, ale nie zaprzeczaj samej możliwości istnienia filmu młodszego o erę, który byłby bardziej wpływowy, bardziej prominentny w popkulturze od swoich starszych, gatunkowych odpowiedników

            O technicznym zestarzeniu się Drużyny to dla mnie też bzdury. Jasne film technicznie może mieć braki, jak na dzisiejsze niebotyczne standardy, ale jeżeli wystawić ten zarzut przecie FOTR, to można go spokojnie zwielokrotnić przy Willow, który technicznie jest po prostu prymitywny w porównaniu. I tak, wiem, że ma to pewien urok, wiem, że ludziom się taka oldschoolowość podoba, ale nazywajmy rzeczy po imieniu – ta oldschoolowość nie jest żadną artystyczną stylizacją, a jedynie czystym ograniczeniem technicznym z jakim zmagali się twórcy w tamtych czasach. Więc dlaczego FOTR (który ogólnie nadal wygląda świetnie) ma niby być „technicznie niedorobiony” z powodu jakichś pierdół, natomiast wszystkie produkcyjne ograniczenia technologiczne w Willow to niby oldschoolowy klimat.

            „nie powiesz, że Naga broń pozostaje w cieniu Kac Vegas, a Spartakus w cieniu Gladiatora”

            Ale tu wszystko zależy od konkretnych tytułów. Można porównać Spartacusa z Gladiatorem. Można zacząć dyskusję na temat tego który film jest pod jakimi względami lepszy, albo który z nich miał bardziej wymierny wpływ na kino. Nie twierdzę, że jest to najbardziej sensowne czy zgrabne porównanie, ale jak się ktoś uprze to nie widzę w tym żadnej różnicy między każdą dyskusją z rodzaju „Film X vs Film Z”, w których zarówno Ty jak i ja regularnie bierzemy udział na forum. Autor tekstu postanowił porównać Władka z Willow’em bo mu się gatunkowo skojarzyły i doszedł w tym do konkretnych wniosków. Wniosków z którymi osobiście się nie zgadzam, stąd mój pierwszy post. I tyle.

          • Mefisto

            Po pierwsze nigdzie nie piszę, że Willow wywarł większy odcisk w masowej świadomości. Po drugie – no dobra, zapomniałem o WETA, która wybiła się dzięki LOTRowi, stąd i dalsze rzeczy jakie wymieniasz, które trzaskali w wielu innych produkcjach. O Gollumie też nie wspominam, bo mówimy o pierwszej części, której wcale nie uważam za rewolucję (już pomijając, że dla mnie cała trylogia wali na kilometr sztucznością, ale mniejsza). Ale ten wpływ wizualny na popkulturę to musisz rozwinąć, bo absolutnie nie wiem o co kaman.
            Po trzecie – sam zauważyłeś, że techniki z Willow są prymitywne przy LOTRze, więc tym bardziej nie wiem, jak filmy, które dzieli tyle czasu można porównywać pod tym względem i walić farmazony, że ten starszy stoi w cieniu młodszego. Bo to nie jest konkurencja, co by takie porównania robić. Skoro już przy Jacksonie jesteśmy, to przecież nie powiesz, że pierwszy King Kong stoi w cieniu najnowszego, bo ten ostatni ma super efekty, a ten pierwszy animację poklatkową. A przecież takie porównanie byłoby bardziej logiczne, niż to powyżej, odnoszące się do zupełnie różnych produkcji.
            W końcu po czwarte – nigdzie nie zabraniam porównywania samego w sobie, a raczej odnoszę się do konkretnych wniosków i zwrotów, pokroju właśnie „stoi w cieniu” oraz patrzenia na jedno przez pryzmat drugiego, bo jest to zwyczajnie nie fair względem tego pierwszego. O! Koniec i kropka.

  • Marcin

    Mimo wszystko Aragorn to Obieżyświat a nie Obierzyświat, taka dygresja z mojej strony

  • babinicz

    Nie porównujmy każdego filmu fantasy do LOTRa, bo to porażka na starcie. Filmy Jacksona są niedoścignione. Willow jest co prawda przyjemną opowiastką, poprawnie sfilmowaną jak na realia lat 80-tych, ale nie doszukiwał bym się w nim niczego więcej.

  • rob

    willow był całkiem niezłym filmem fantasy nawiasem z tego co pamiętam to w ówczesnych recenzjach (z końca lat80) pisano nawet o przełomie w kinie fantasy ,tak byli tacy entuzjaści tego filmu :)i moim zdaniem wciąż się dobrze trzyma ale z tymi tolkienowskimi analogiami to chyba jednak przesada ja bym tu w innych regionach szukał

  • Willow jest świetny, bez dwóch zdań, ale porównywanie go do LOTRa skazuje na nokaut film Howarda. Już nawet nie chodzi o samą kultowość powieści Tolkiena, albo sposób przeniesienia jej na ekran (nawet jeśli LOTR nie jest ekranizacją doskonałą). To historia zrobiona z takim rozmachem inscenizacyjnym, z takim pietyzmem co do szczegółów (scenografia, kostiumy, bronie), że trzeba byc naprawdę ślepym lub głuchym, żeby nie uznawać LOTRa za jedno z czołowych kinematograficznych dokonań XXI wieku. Nie trzeba czekać 20 lat, nie trzeba być fanem tych filmów i robić przed nimi pokłony, aby stwierdzić dwa proste fakty – to film otoczony swoistym kultem i film mający istotny wpływ na popkulturę. Tylko tyle i aż tyle. „Willow” tego nie ma, ba, zdecydowana większość najlepszych filmów nie ma takiego statusu, co przecież w niczym nie umniejsza ich jakości. Gdzie Rzym, gdzie Krym…

    • Paweł Kędziora

      Jak można porównywać te dwa filmy pod względem technicznym?! to jest dwadzieścia lat różnicy! A moim zdaniem, jakby dzisiaj Jacksonowi zabrać komputer, to by się chłopak zesrał. Niech ktoś dzisiaj zrobi porządną animację poklatkową, wyzywam! A takie obrazki z komputera potrafi teraz każdy kto ma After Effects i kilka tutoriali na YT. Willow właśnie technicznie jest lepszy, bo wymagał na prawdę artystycznych umiejętności. Takich prawdziwych, a nie poprzez operowanie
      kilkoma komendami.

      • Nox

        Co do animacji poklatkowej, to choćby tegoroczny „Frankenweenie” pokazuje, że można. Ale forma powinna być podporządkowana treści, a nie odwrotnie. 20-30 lat temu nie używano komputerów, bo nie było takiej możliwości, więc doprowadzono animatronikę i animację do perfekcji. Pod koniec lat 90 zachłyśnięto się CGI i wpychano efekty wszędzie, co skutkuje tym, że filmy sprzed 15 lat trudniej oglądać niż te z połowy lat 80.
        A propos tutoriali, to dotyczące poklatkowej animacji też są i ludzie robią fanowskie animacje tego typu, ale co z tego. Poziom efektów w LOTRze jest na daleko wyższym poziomie i również wymagał od animatorów umiejętności. To, że są to CGI nie oznacza, że nie mogą być dopracowane, bez przesady…

  • Artur Trzebny

    Wow. Ta dyskusja jest bardziej zażarta niż bitwa na Polach Pellenoru, oblężenie Minas Tirith czy też zdobycie zamku Bavmordy razem wzięte. Zaprawdę powiadam wam – determinacja wasza we wzajemnym punktowaniu siebie samych, lepszej sprawy godna jest:-)

    • Mefisto

      Eeee tam, nie takie rzeczy tu bywały :)

  • Karolina

    Dlaczego autor zdradza wszystkie tajemnice filmu (piżmoszczur) w recenzji???? Dobrze, że jak byłam mała to rodzice włączyli mi ten film. Nie miałabym teraz żadnej przyjemności z oglądania.

  • Kuba Doublewhisky

    Lubię fantasy, nie trawię trylogii LotR, ale za to uwielbiam Willowa! Jak sam autor zauważył Howard opowiedział tę samą historię. Ja dodam, że udało mu się zamknąć to w jednym, dynamicznym niespełna dwugodzinnym filmie za co należą mu się brawa.






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

GRUDZIEŃ Z FANTASY

Następny tekst

Hobbit: Pustkowie Smauga



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE