publicystyka filmowa

„Film jest gotowy, kiedy jest gotowy”. Relacja z konferencji prasowej z Lukiem Bessonem

Autor: Krzysztof Walecki
opublikowano

Dnia 22 lipca Luc Besson przyjechał do Warszawy na specjalny przedpremierowy pokaz swojego najnowszego filmu, Valerian i miasto tysiąca planet. Nieco wcześniej tego samego dnia odbyła się konferencja prasowa z udziałem reżyserem, podczas której odpowiedział na pytania związane ze swoim nowym dziełem, wcześniejszą twórczością oraz rozważaniami na temat współczesnego kina.

Francuski reżyser pojawił się na scenie w marynarce, ale szybko się jej pozbył, prezentując koszulkę z rysunkiem komiksowego Valeriana i jego partnerki, Laureline, który to t-shirt można już było na nim zobaczyć przy różnych wcześniejszych wywiadach i prezentacjach. Wyglądał w nim nie jak twórca wielkiego kosmicznego spektaklu za 200 milionów dolarów, lecz raczej fan tego typu widowisk. Również humor mu dopisywał. Czuję się świetnie, bo go skończyłem, powiedział o filmie Besson, rozpoczynając rozmowę z prowadzącą spotkanie Grażyną Torbicką. Nie jest to projekt, który można zrobić ot tak, budząc się z myślą „Nakręćmy sobie Valeriana”, tłumaczył reżyser. Prace nad filmem zajęły siedem lat, z czego pierwsze trzy twórca Wielkiego błękitu i Nikity poświęcił na znalezienie sposobu, jak się zabrać za realizację, gdyż wydawało się to niemożliwe. Dzisiaj, gdy obraz trafia do kin na całym świecie, Besson jest dumny ze swojego osiągnięcia, zachęcając do obejrzenia go na jak największym ekranie. I w 3D. Koniecznie w 3D.

Oglądając film w kinie rzeczywiście ma się wrażenie obcowania ze światem stworzonym od podstaw. Tych zaś należy szukać w obrazkowym oryginale autorstwa Pierre’a Christina i Jean-Claude’a Mézièresa, liczącym ponad dwadzieścia tomów. Pierwszy komiks z serii dostałem od ojca, gdy miałem 10 lat. Niestety zmarł podczas przygotowań do realizacji filmu, ale słyszałem, że w Niebie też mają świetne kina, wyznał Besson w odpowiedzi na pytanie, dlaczego swoje nowe dzieło zadedykował właśnie jemu. Trudno zatem nie odnieść wrażenia, że Valerian powstawał w głowie Francuza przez prawie całe jego życie i jest czymś więcej niż powtórką z rozrywki, następcą Piątego elementu sprzed dwóch dekad. Wcześniej nie było jeszcze technologii, aby móc nakręcić taki film. Również ja nie byłem gotowy.

Tym jednak, co podtrzymywało zapał Bessona, aby zmierzyć się z ekranizacją ulubionego komiksu, była historia. Zakochałem się w opowieści o Perłach, istotach, które żyją w raju i nagle zostaje on zniszczony przez społeczeństwo. Podejmują zatem walkę, aby go odzyskać. To metafora współczesnego świata i ludzi w nim żyjących, również Polaków, powiedział reżyser, dodając, że dostrzega w naszej rzeczywistości podobne motywy postępowań. Każdego tygodnia widzę w telewizji, jak ekonomiczne lub polityczne wybory krzywdzą ludzi. Nie są bezpośrednim celem takich działań, a jedynie stratą uboczną. Dzieje się tak przez zachwianie pewnego porządku, zmianę priorytetów – obecnie to pieniądze stawia się wyżej niż ludzi. Należy wrócić do odwrotnego myślenia, inaczej nas wszystkich czeka zguba. Twórca Lucy jest jednak optymistą, dlatego swój film rozpoczyna od autentycznych ujęć amerykańsko-radzieckiej współpracy podczas kosmicznej misji w 1975 roku. Widzimy, jak Amerykanie i Rosjanie podają sobie ręce. I uśmiechają się. Dla Bessona jest coś niesamowitego w tych obrazach z czasów zimnej wojny, i jednocześnie napawającego wiarą. To ekscytujący pomysł, aby pokazać, że wystarczy trochę wysiłku, by wspólnie żyć, a wszystko będzie dobrze.

Trudno zarzucić Bessonowi brak ambicji przy tym projekcie, nieważne, czy chodzi o wymowę dzieła, czy trudności w realizacji. Ale przede wszystkim ma to być przygodowa opowieść o dwójce kosmicznych policjantów. Francuz podkreślał to kilkukrotnie podczas spotkania, również w kontekście możliwej kontynuacji. Ludzie często mnie pytają, czy nakręcę „Leona zawodowca 2”, „Wielki błękit 2”, „Nikitę 2”. Ale te filmy nie mają w swoim DNA możliwości kontynuacji. Tymczasem bohaterami „Valeriana” są policjanci. Zawsze można pokazać ich kolejne śledztwo, powiedział reżyser, dopowiadając, że gdyby miał okazję nakręcić jakikolwiek sequel swojego filmu, byłby to właśnie dalszy ciąg przygód Valeriana i Laureline.

Z jego dotychczasową twórczością było również związane pytanie o zastąpienie na stanowisku autora muzyki Érica Serry, stałego współpracownika Bessona, nagrodzonym Oscarem za Grand Budapest Hotel Alexandrem Desplatem. Z Érikiem znamy, się odkąd skończyłem 17 lat. Zrobiliśmy razem 15 filmów, nic więc dziwnego, że jesteśmy jak stare małżeństwo. Przestaliśmy się zaskakiwać. Dlatego od jakiegoś czasu mam zasadę, że jeden film kręcę z Érikiem, a następny bez niego. W ten sposób wyciągam z niego to, co najlepsze –uzasadnił brak Serry przy nowym projekcie. Tymczasem z Alexandrem nigdy wcześniej nie pracowałem, dzięki czemu chciał mnie jak najbardziej zaskoczyć. Było w tej relacji więcej napięcia.

Dobre samopoczucie dopisało Bessonowi do samego końca, nawet gdy rozmowa zeszła na temat rzekomo spóźnionej premiery Valeriana względem innych filmów science fiction, jak choćby obu części Strażników galaktyki. Film jest gotowy, kiedy jest gotowy. Jeśli się spóźniłem, to przepraszam, odrzekł reżyser, dodając z uśmiechem na ustach, że zgodnie z francuskim przysłowiem najlepsze zostawia się na koniec. W przeciwieństwie zaś do innych filmów komiksowych (zwłaszcza superbohaterskich) chciał, aby jego dzieło było jak najbardziej kolorowe i jasne, wytykając hollywoodzkim widowiskom, że zazwyczaj są ciemne i kończą się pojedynkiem w strugach deszczu.

Po konferencji został jeszcze, aby podpisać plakaty i dać autografy, pozwalając na zrobienie sobie z nim pamiątkowych zdjęć. I w ciągu całego spotkania tylko raz wydawał się być niemile zdziwiony, kiedy ktoś z widowni zadał mu pytanie o to, czy myślał o premierowym wypuszczeniu Valeriana na platformę typu Netflix lub do innego serwisu VOD zamiast do kin. Chyba żartujesz, odpowiedział Francuz, nie kontynuując wątku. Można mieć różne odczucia co do jego nowego filmu, ale jedno jest pewne – Valerian powstał z myślą o wielkim ekranie, co jego twórca podkreśla na każdym kroku.

Źródło zdjęć: www.biuroprasowe.orange.pl

Ostatnio dodane