publicystyka filmowa

EFEKT VERTIGO. Magia jednego ujęcia

Autor: Adrian Szczypiński
opublikowano

Bierzemy kamerę, ustawiamy optyczny zoom na maksa, a potem robimy odjazd zoomem, jednocześnie wykonując kilka kroków do przodu. Albo na odwrót – dojazd zoomem z jednoczesnym przemieszczaniem się w tył. Ten sam kierunek, ale o przeciwnych zwrotach. Proste.

Na prawdziwym planie filmowym zamieniamy nogi na wózek na szynach. A co uzyskujemy na ekranie? Magię. Niesamowite zachwianie naturalnej percepcji, wrażenie wydłużania i spłaszczania rzeczywistości, chwilowe optyczne przekłamanie perspektywy. A z dramaturgicznego punktu widzenia – niezwykłe i wyjątkowo skuteczne skupienie uwagi widza na decydującym momencie sceny, sekwencji, filmu.

Vertigo effect to najpopularniejsza nazwa tego sposobu filmowania. W branży funkcjonują także określenia dolly zoom, back zoom travelling, vertigo zoom, Hitchcock zoom, forward zoom/reverse tracking, track in/zoom out, zoom in/dolly out, jaws shot, zolly, contra zoom.

Łatwo napisać – jazda i zoom jednocześnie. Taka operacja w profesjonalnych warunkach wymaga idealnego zgrania pracy operatora kamery i wózkarza, rozpoczynających i kończących manewr w tym samym momencie. Dosłownie na tym samym wózku jedzie też asystent operatora, który nie może zgubić ostrości prowadzonej w tak nietypowych warunkach. Idealna współpraca tych trzech osób gwarantuje niezłą optyczną zakrętkę, która zadaje kłam codziennemu postrzeganiu rzeczywistości. Choć na dobrą sprawę każdy użytkownik cyfrowej kamery, aparatu czy nawet komórki z zapisem video może uzyskać to samo. Wystarczy wsiąść do środka lokomocji, ruszyć z miejsca do przodu, dojechać zoomem do końca, a potem odjechać z powrotem do zera.

Przy poruszaniu się do przodu, w momencie zoomu droga przed nami na chwilę pozornie zatrzyma się w miejscu, a potem zacznie się dziwnie rozciągać. Wyższym etapem wtajemniczenia jest umieszczenie przed obiektywem osoby lub przedmiotu i utrzymanie tego samego kadrowania pierwszoplanowego obiektu w trakcie jednoczesnego zoomu i jazdy. Wtedy tło za obiektem się rozszerzy lub ścieśni, a i sam obiekt zostanie poddany dynamicznej zmianie głębi. Drobna sztuczka optyczno-motoryczna pozwala uzyskać wrażenie „gumowej rzeczywistości”, którą można manipulować za pomocą przycisku w kamerze. Poniżej wybrane przykłady efektu vertigo ze znanych filmów.

Zawrót głowy
reż. Alfred Hitchcock, 1958

Jak większość filmowych wynalazków, ten niesamowity trik operatorski obwieścił światu Alfred Hitchcock. Mistrz suspensu w 1957 roku był już po zdjęciach aktorskich do „Vertigo” i podczas postprodukcji zastanawiał się, jak technicznie rozwiązać problem kilku brakujących ujęć, przedstawiających dosłownie tytułowy zawrót głowy detektywa Scottiego (James Stewart). Koncepcję wizualną Hitch miał gotową – wzorem były jego własne zaburzenia percepcji, kiedy pijany w sztok wracał z londyńskiej Albert Hall. Wtedy wydawało mu się, że wszystko się od niego oddala. W 1940 roku chciał ten efekt osiągnąć na planie „Rebeki”, lecz bez powodzenia. Przy „Vertigo” problem wydawał się być równie nierozwiązywalny. Herbert Coleman, współproducent filmów Hitcha, poszedł z tym do operatora drugiej ekipy zdjęciowej Irmina Robertsa (który wcześniej robił dla Hitchcocka efekty wizualne do „Okna na podwórze”). Roberts po wielu próbach wymyślił dwa jednoczesne ruchy – kamera do przodu, zoom do tyłu. Wszystkie ujęcia z wziętym od tytułu filmu „efektem vertigo” powstały z użyciem miniaturowych modeli postawionych poziomo. Nakręcił je autor efektów John Fulton.

Sugarland Express
reż. Steven Spielberg, 1974

Entuzjastą efektu vertigo został Steven Spielberg. Po raz pierwszy wykorzystał go w jednej ze scen „The Sugarland Express” z 1974 roku, dramatu o wielkiej obławie na małżeństwo, które ukradło samochód i porwało policjanta. Na trasie przejazdu są witani przez ludność jak bohaterowie, zaś snajperzy celują z ukrycia. Właśnie jedno z takich ujęć Vilmos Zsigmond nakręcił z efektem vertigo. Głowa strzelca pozostaje w kadrze taka sama (zmienia się tylko jej ostrość), natomiast daleki plener ulega optycznemu zbliżeniu.

Szczęki
reż. Steven Spielberg, 1975

W 1975 roku autor zdjęć Bill Butler wraz z operatorem kamery Michaelem Chapmanem wykonali ujęcie, które na powrót rozsławiło efekt vertigo i jest stawiane za jego nowoczesny wzorzec. Chodzi oczywiście o dojazd do twarzy Roya Scheidera w legendarnych „Szczękach” (młodsi kinomani, którzy nie widzieli „Zawrotu głowy” są pewnie przekonani, że właśnie Spielberg wymyślił ten trik, nazwany zresztą „jaws shot”). I choć można przyczepić się do widocznych drgań jadącej na szynach kamery, wrażenie jest niesamowite: twarz Scheidera z płaskiej staje się wypukła, a tło za nim gwałtownie się rozszerza i ulega wyostrzeniu. A dodając do tego dramaturgiczny kontekst (wszak szeryf Brody nagle zobaczył fontannę krwi bryzgającą z morskiej wody), Steven Spielberg stworzył nowy wymiar zarówno grozy, jak i jej wizualizacji bez jednego słowa dialogu.

Wściekły byk
reż. Martin Scorsese, 1980

Podczas ostatniej walki między LaMottą a Sugar Rayem Robinsonem, „Wściekły byk” opiera się o liny, pozwala się okładać i chce pokazać Robinsonowi, że nie da się położyć na deski. Wściekłość i zaciekłość Roya zostaje zaakcentowana użyciem efektu vertigo.

Poltergeist
reż. Tobe Hooper, 1982

W 1982 roku Spielberg w aż dwóch filmach zacytował efekt vertigo. Najpierw był „Poltergeist”. W dramatycznym finale filmu Diane Freeling (wspaniała JoBeth Williams) wbiega na piętro swego domu i staje w korytarzu, na końcu którego znajdują się drzwi do pokoju jej dzieci, porywanych na „drugą stronę”. W tym momencie korytarz zaczyna się gwałtownie wydłużać. Diane zaczyna biec, pokonuje iluzję i wpada do dziecięcego pokoju. Do tej niezwykłej sceny nie budowano specjalnej dekoracji z możliwością mechanicznego wydłużenia, choć rzeczywiście tak to może wyglądać. Efekt uzyskano za pomocą dwóch przeciwstawnych ruchów w obu ujęciach, czyli dojazdu kamery z zoomem do tyłu.

E.T.
reż. Steven Spielberg, 1982

Dorośli idą tropem E.T. Docierają do osiedla. Widok z ich perspektywy zwiastuje niebezpieczeństwo. Efekt vertigo został wymyślony właśnie w tym celu – by pokazać świat z punktu widzenia postaci naładowanej emocjami. Spielberg zdecydował się na jazdę z zoomem, by podkreślić zagrożenie ze strony dorosłych, zbliżających się do pomarszczonego kosmity.

Thriller
reż. John Landis, 1983

Najsłynniejszy teledysk wszech czasów, choć w tym wypadku należałoby raczej powiedzieć „krótkometrażowy horror z tańcem i piosenką”. W połowie 14′ klipu, Michaela i jego dziewczynę otacza horda umarlaków z pobliskiego cmentarza. W pewnym momencie dziewczyna odwraca głowę i widzi swego lubego, błyskawicznie zasymilowanego z zombiakami. Jej szok wydatnie podkreślono błyskawicznym efektem vertigo.

Na srebrnym globie
reż. Andrzej Żuławski, 1976-87

Polak też potrafi. Ściślej, najbardziej szalony polski reżyser kręcący najbardziej szaloną polską superprodukcję „Na srebrnym globie”. Dla autora zdjęć Andrzeja Jaroszewicza praca przy tym wizjonerskim dziele była jak spełnienie marzeń o każdym sposobie użycia kamery filmowej w ruchu. Obok szaleńczych jazd z ręki znalazło się też miejsce dla precyzyjnych ujęć z wózka. Jedno z nich nakręcono z jednoczesnym zmniejszaniem zoomu i przybliżaniem wózka w kierunku mówiącego do Ihezal Marka Zwycięzcy, granego przez Andrzeja Seweryna.

Indiana Jones i ostatnia krucjata
reż. Steven Spielberg, 1989

Indy stoi na straju przepaści. Przed nim ostatnia próba – Ścieżka Boga. Ranny Henry Jones Senior leży i powtarza „Musisz wierzyć chłopcze, musisz wierzyć…”. Ujęcie leżącego Seana Connery powstało zgodnie z zasadami efektu vertigo.

Chłopcy z ferajny
reż. Martin Scorsese, 1990

10 lat po „Wściekłym byku” Martin Scorsese ponownie zdecydował się na zastosowanie efektu vertigo, tym razem w mistrzowsko nakręconej, opowiedzianej i zagranej mafijnej historii „Chłopcy z ferajny”. Po koniec filmu Henry (Ray Liotta) wchodzi do restauracji, gdzie spotyka Jimmy’ego (Robert De Niro). Obaj siadają. Początek ich rozmowy to jedno ujęcie z kamerą oddalającą się od stolika i jednoczesnym zoomem w przód. Obaj pozostają tak samo skadrowani, zmienia się natomiast perspektywa stolika między nimi, a tło ulicy coraz bardziej się zawęża. Kolejny popis operatorski Michaela Ballhausa.

Babka z zakalcem
reż. Michael Hoffman, 1991

Brawurowa komedia obśmiewająca amerykańskie opery mydlane. Chimeryczna gwiazdka serialu, Celeste Talbert (Sally Field), czyta kręcony właśnie scenariusz kolejnego odcinka. Jej dawny partner gra scenę z młodą aktorką, nie wiedząc, że to córka jego i Celeste. Nagle Celeste widzi opis sceny: „On ją całuje”. Ten moment autor zdjęć, Ueli Steiger, podkreślił bardzo głębokim i dynamicznym efektem dolly zoom.

Pulp Fiction
reż. Quentin Tarantino, 1994

W gronie entuzjastów efektu vertigo nie mogło zabraknąć najlepszego filmowego „cytowacza” ostatnich dwóch dekad, Quentina Tarantino. W „Pulp Fiction” jego operator Andrzej Sekuła wykonał ten manewr w adekwatnej scenie początku narkotykowej zapaści Mii Wallace.

Król Lew
reż. Roger Allers i Rob Minkoff, 1994

Żeby osiągnąć efekt vertigo, nie trzeba zawsze mieć pod ręką aktorów. Można ich sobie narysować. Wówczas odpada żmudne ułożenie jazdy kamery, koordynacja ruchu, śledzenie ostrości i tak dalej. To wszystko można kontrolować klatka po klatce. Jak w słynnej scenie ucieczki Simby przed stadem antylop, rozpoczętej gwałtownym dojazdem do przerażonego małego lwa.

 

Maska
reż. Chuck Russell, 1994

Najefektowniejsze wejście do banku w historii kina. Na widok pełnej witamin Cameron Diaz w czerwieni, Stanleyowi Ipkissowi (Jim Carrey) i jego kumplowi twarze wydłużają się równie mocno, co tor jazdy kamery jej operatorowi.

Apollo 13
reż. Ron Howard, 1995

„Houston, coś nam wycieka w przestrzeń…” – przekaz nie tak historyczny, jak „Houston, we have a problem”, ale po tym zdaniu Toma Hanksa widzimy ujęcie Eda Harrisa, wykonane z efektem vertigo.

Mortal Kombat
reż. Paul Anderson, 1995

Johnny Cage walczy ze Scorpionem. Z lasu przenoszą się do czegoś, co przypomina dawno nie sprzątaną stodołę wujka Zenka. Cage spada z rusztowania wprost w stos kości. A tu, jak można się domyślić, ekipa operatorska pochwaliła się umiejętnością realizacji efektu vertigo.

Szybcy i martwi
reż. Sam Raimi, 1995

Reżyser wcale nie ukrywał, że konwencję westernu ma gdzieś. Nakręcił więc swój film jak campową nawalankę, lekką ręką mnożąc absurdy i bawiąc się obrazem, niczym w „Evil Dead”. W scenie pojedynku The Kida (boski Leo) i Johna Heroda (strasznie straszny Gene Hackman) Raimi pojechał po bandzie, kręcąc kulminacyjną serię zbliżeń przeciwników z głębokim efektem vertigo.

Babylon 5
reż. David J. Eagle, 1996

Sezon 3, odc. 10 „Severed Dreams”, premierowo wyemitowany 1 kwietnia 1996 roku. W 16. minucie odcinka kpt John Sheridan (Bruce Boxleitner) siada przy stoliku, a kamera wykonuje efekt zolly.

Ukryty wymiar
reż. Paul Anderson, 1997

Kosmiczny horror Paula Andersona pławił się w cytatach z klasycznych dzieł kina grozy. Może dlatego udał się wyjątkowo dobrze, czyli po prostu solidnie straszył. Twórcy konsekwentnie podeszli do dekoracji, zamieniając statek kosmiczny w gotyckie zamczysko, pełne ciemnych zakamarków. W jednym z nich dr Weir (Sam Neill) szukał usterki. Nagle zaczął słyszeć wokół siebie dziwne głosy. Ten moment nakręcono w klaustrofobicznej dekoracji z dojazdem kamery i jednoczesną redukcją zoomu. Ciarki przechodzą.

12 małp
reż. Terry Gilliam, 1998

Fantasmagoryczna opowieść Terry’ego Gilliama o końcu świata została adekwatnie przełożona na język kamery, kierowanej przez wybitnego brytyjskiego autora zdjęć Rogera Pratta. Wśród najdziwniejszych kątów filmowania zdezorientowanego Bruce’a Willisa można wyłuskać jeden efekt vertigo. Konkretnie na początku sceny ucieczki Cole’a ze szpitala psychiatrycznego, w ujęciu kraty.

Godzilla
reż. Roland Emmerich, 1998

To najlepszy i najuczciwszy film Emmericha, ponieważ jest idiotyczny od początku do końca, wcale tego nie ukrywa i nie udaje, że do zaoferowania ma coś więcej, niźli tylko rozdziawione gęby aktorów i bardzo efektowną rozwałkę. Ale po wyłączeniu mózgu wchodzi gładko. Tak samo jak ujęcie contra zoom, na którym widać, jakżeby inaczej, zdziwioną minę na stałe przyspawaną do twarzy Matthew Brodericka, tuż przed wyjściem Godzilli z kanałów na nowojorską ulicę.

Biegnij Lola, biegnij
reż. Tom Tykwer, 1998

Frank Griebe musiał czuć się jak w raju, kiedy ustawiał kamery dla Toma Tykwera i jego kultowego dzieła. Trzy wersje jednego zdarzenia sfilmowano z podziwu godną fantazją. Efekt vertigo wykorzystano w kulminacji sekwencji w kasynie. Lola stawia wszystko na liczbę 20, ruletka rusza, a z młodej piersi Loli wyrywa się nieziemski wrzask. Ujęcie jest tak długie, że montażystka Mathilde Bonnefoy mogła sobie pozwolić na równoległe przecięcie go kilkoma przebitkami, co jest rzadkością wśród tego typu ujęć.

Porachunki
reż. Guy Ritchie, 1998

Gdy Eddie uświadamia sobie, że właśnie przerżnął w pokera 500 tysięcy funtów, efekt vertigo w perfekcyjny sposób ukazuje szok, przerażenie i ogólnie nieciekawą sytuację, w jakiej się znalazł.

Władca Pierścieni. Drużyna Pierścienia.
reż. Peter Jackson, 2001

Mistrzowskie dzieło Petera Jacksona skrzy się pełnią warsztatowej maestrii. Australijski operator Andrew Lesnie zastosował efekt vertigo w scenie, w której Frodo, Sam, Merry i Pippin idą leśną drogą. Nagle Frodo wyczuwa niebezpieczeństwo. W tym momencie widzimy sielską przyrodę, która zaskakująco emanuje niesamowitą grozą, osiągniętą właśnie tym niecodziennym zabiegiem operatorskim.

Azyl
reż. David Fincher, 2002

Fincher zrobił sobie przerwę od brutalnych ekranowych moralitetów i w 2002 roku nakręcił zwykły, jak na niego, thriller. Przewidywalność intrygi kontrastowała z zaskakującymi, brawurowymi, acz nieraz nachalnie efekciarskimi sztuczkami operatorskimi Dariusa Khondji i Conrada W. Halla. Kamera Finchera właziła nawet do dziurek od klucza. W „Azylu” znalazło się też miejsce dla efektu vertigo w scenie w parku. Efekt ten nie był jednak wykonany „kanonicznie”, gdyż odjazd zoomu był szybszy, niż dojazd wózka z kamerą. Niemniej całość niemal hipnotyzuje, a to za sprawą długości ujęcia, które trwa aż 30 sekund.

Władca Pierścieni. Powrót Króla.
reż. Peter Jackson, 2003

W „Powrocie Króla” efekt vertigo zastosowano w tym samym kontekście, co w pierwszym filmie. Frodo patrzy w głąb jaskini z której zionie grozą. I słusznie – to wejście wprost do gniazda Szeloby.

Matrix Reaktywacja
reż. Lana i Lilly Wachowski, 2003

Dawno, dawno temu, kiedy Wachowscy byli jeszcze braćmi, potrafili oni zaszaleć z filmową materią. Brawurowo ominęli ograniczenia czasoprzestrzenne, wstawiając ruchomą kamerę w środek zwolnionego tempa akcji i wznieśli poziom realizacji widowisk filmowych na niespotykany wcześniej poziom. W drugiej części „Matrixa”, w finale sekwencji pościgowej na autostradzie, Morfeusz i Klucznik wydają się nie mieć szans wobec dwóch pędzących na siebie ciężarówek. Ale Neo czuwa i leci na pomoc. Tuz przed zderzeniem, lecąca z zawrotną prędkością nad autostradą wirtualna kamera wykonuje krótki, acz przepiękny vertigo effect.

 

Tekst z archiwum film.org.pl (2008)

 

 

 

Ostatnio dodane