Drugie Dno #8: Na ringu życia | FILM.ORG.PL

Drugie Dno #8: Na ringu życia








Jakub Piwoński
12.01.2016


Dziś biorę na warsztat temat żywy, o dość oczywistych, przynajmniej dla mnie, założeniach. Nadarzyła się bowiem idealna okazja do tego, by opowiedzieć o drugim dnie zawierającym się w popularnej odmianie dramatu sportowego. W kinie bokserskim przyszedł moment rozliczenia oraz nowego początku. Rocky, żywa ikona, właśnie przekazał pałeczkę. Przyjrzyjmy się temu z bliska.

Choć nigdy nie byłem wojownikiem szkolnych boisk i jako dziecko przejawiałem raczej spokojne usposobienie, nie byłem też osobą dającą sobie w kaszę dmuchać w sytuacji zagrożenia. Dominowała bowiem we mnie postawa, wedle której nigdy nie dopuszczałem do sytuacji, w której wszelkie zaczepki spływały po mnie jak po kaczce. Bez względu na to, o ile większy był ode mnie oprawca. Wiedziałem, że jeżeli raz pozwolę na to, by można było wejść mi na głowę, później odbywać się to będzie regularnie. Taka postawa była moją jedyną bronią, gdyż w głębi duszy zdawałem sobie sprawę ze swych fizycznych ograniczeń. Sztukami walki mogłem fascynować się tylko naocznie. Wspaniałe jest to, jak wiele dla marzeń o osobistej potędze i sile potrafił dać mi film o bohaterach potrafiących zawodowo i w pełni profesjonalnie, w ramach uprzednio ustalonych zasad, okładać się po twarzach.

3023222-poster-p-rocky

Dziś te pasje do mnie wracają. I tak, głównie dlatego, że w końcu tężyzna fizyczna uprawnia mnie do poczucia niektórych sportów na własnej skórze. Zmieniała się także moja samoświadomość. Jestem o krok od zakupu worka treningowego. Na nowo zaczynam myśleć o boksie jako o zajęciu, do którego za sprawą ograniczeń było mi daleko, jako czegoś, z czym nigdy nie byłem związany, choć zawsze w jakimś stopniu chciałem. I tak, jak przez lata bohaterów filmów bokserskich podziwiałem za hart ducha, jaki osiągnęli, tak teraz cenię ich za to, że mogą stanowić dla mnie wzorzec tego, do czego sam mogę dotrzeć. Ale najbardziej ujmuje mnie ta niepohamowana dzikość, będąca wyrazem kumulacji najlepszych i najcenniejszych męskich cech. Jakże prawdziwe to jest.

Jest jednak pewien czynnik, przez który tak bardzo kochamy filmowych bokserów. Czynnik, który sprawia, że wciąż chcemy im kibicować, bez względu na to, czy nazywają się Balboa czy LaMota. Czynnik, który sprawia, że boks jest dzisiaj tym sportem, do którego filmowcy sięgają najczęściej i najchętniej. I choćby dlatego zasługuje na większą uwagę. Bynajmniej nie wynika to z tego, że pojedynki na pięści znane są już od czasów starożytnych igrzysk, przez co silna jest ich tradycja w naszej kulturze. Nie wynika to także z tego, że boks jest sportem wyjątkowo widowiskowym i wdzięcznym do przełożenia na filmową wizję. Istota sprawy kryje się raczej w ukrytej głębi każdej z tych opowieści.

Ring to metafora życia. My jesteśmy bokserami.

Miarą naszego sukcesu jest wkład włożony w osobisty rozwój. Im więcej pracy wkładamy w siebie, im bardziej jesteśmy zdyscyplinowani, tym bliżej jesteśmy do osiągnięcia wyznaczonego celu. Musimy być jednak gotowi na pojedynek, który stoczymy na oczywistych warunkach i na ograniczonym polu. Po przeciwnej stronie niekoniecznie stać musi fizyczna osoba – częściej pojawi się tam zjawisko, wydarzenie bądź osobista przywara. Nie obejdziemy go dookoła, nie załatwimy sprawy przez telefon, nie wyręczą nas pośrednicy. Jeżeli pragniemy osiągnąć cel, musimy zmierzyć się z barierą oddzielającą nas od niego.

rocky_4_stallone

Bardzo często sukces nie przychodzi od razu. Ale stanowi to dla nas cenną nauczkę.

Każdy przyjęty cios jest jak odpowiedź na nurtujące nas od lat pytanie o nasze braki. Każdy cios jest nowym doświadczeniem, które niczym cegła dokładana jest do muru poczucia własnej wartości. Nie należy tylko dopuszczać myśli, by ciosy te służyły jego zburzeniu. Gdy już uda nam się wyciągnąć należyte wnioski, wówczas przychodzi moment na to, by to przeciwnik zaczął się nas bać i raz na zawsze przestało być odwrotnie.

Podejrzewam, że wielu z was potrafiło odnaleźć tak brzmiący morał w dramatach bokserskich. Podejrzewam także, że właśnie dzięki tej interpretacji tak silna jest reprezentacja tego typu filmów w popkulturze. Bez względu na trendy narracyjne, bez względu na technologiczne atrakcje, opowieści bokserskie wracają zawsze z tą samą siłą. A teraz dochodzi nawet do sytuacji, w której ten sam bohater, który swego czasu samodzielnie prowadził własny cykl wzlotów i upadków, ikona filmowego boksu, teraz pojawia się w kolejnym filmie, by przekazać pałeczkę synowi jednemu ze swych dawnych przeciwników. I z punktu widzenia kulturoznawczego jest to iście fascynujące wydarzenie! Dawno nie słyszałem o tak ciekawym, przemyślanym i szczerym pomyśle na wznowienie serii. Morały mogą wejść w kolejny wymiar, albowiem teraz stary bokser po przejściach będzie dzielił się swymi unikalnymi doświadczeniami – których z kolei swego czasu byliśmy biernymi uczestnikami. Może i ring, na który wchodzi Creed, jest ciągle ten sam, zasady na nim panujące także, ale z takim nauczycielem żadna przeciwność losu nie powinna stanowić dla niego problemu. Historia zatacza koło, a stary bohater – ku uciesze widowni – może spełnić się w nowej roli.

Idąc dalej tym metaforycznym tropem myślenia, worek treningowy, który mam w planach zakupu, to także problem, który był ze mną przez te wszystkie lata, ale nigdy nie miałem odwagi stanąć mu naprzeciw. Przyczyn takiego stanu rzeczy było wiele, ale najważniejszy jest ich finał. Boks na ekranie nauczył mnie jednego: nie sztuką jest nie upaść, ale z upadku zwycięsko się podnosić. Dzięki za tę lekcję, teraz jestem gotowy dać z siebie więcej.

korekta: Kornelia Farynowska

Jakub Piwoński

Jakub Piwoński

Film fascynuje mnie odkąd sięgam pamięcią. Każdy seans jest jak nowa przygoda, nowa podróż, która pozwala przenieść się do miejsc jeszcze nie odwiedzonych, poznać ludzi jeszcze nie poznanych, zmierzyć się z problemami jeszcze nie doświadczonymi. Każdy seans pozwala lepiej zrozumieć otaczający mnie świat, lub utwierdzić w tym co już zdążyłem zrozumieć. Szukam przesłań, tych oczywistych, bądź ukrytych w drugim dnie dzieła.
Jakub Piwoński






  • Shiny

    Pisanie dwa razy o tym samym w felietonie w ciágu kilku dni? Z tym ze ten pierwszy byl jakis bardziej.

    • Jakub Piwoński

      Nie wiem za bardzo o który tekst Ci chodzi. Ja o boksie piszę pierwszy raz, a że napisałem w temacie analogicznym co koledzy…cóż, widocznie „Creed” wyzwolił w nas podobne emocje :)

      • Mefisto

        Kupuj ten worek, nie pierdol :)

        • Jakub Piwoński

          najpierw porządki w piwnicy :)

          • Mefisto

            heh, żeby się nie okazało, że już tam jakiś jest :)






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

Nutka nostalgii #3: Laurka dla dwojaczków

Następny tekst

Oko za oko. 20 lat później



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE