Drugie Dno #25: przypadek kucia wystygłego żelaza | FILM.ORG.PL

Drugie Dno #25: przypadek kucia wystygłego żelaza








Jakub Piwoński
24.05.2016


Przyglądając się współczesnemu obliczu filmowego, amerykańskiego mainstreamu, da się zauważyć, że jego cechą charakterystyczną jest przesyt. Bo jak inaczej nazwać fakt, że w ciągu kilku lat mieliśmy okazję oglądać na dużym ekranie jakieś kilkanaście wysokobudżetowych widowisk komiksowych? Mało tego – z planów wynika, że w najbliższych latach liczba ta będzie się powiększać. Kalendarze są już wypchane. Ale przecież to zaledwie jeden przykład rozwlekanego do granic pomysłu.

Zapanowała moda na tworzenie wielkich filmowych uniwersów, czyli miejsc spotkań różnych postaci i wątków pochodzących z tego samego świata. Te dają sposobność do zabawy w liczne kontynuacje oraz zmyślne crossovery i spin-offy. Gdy losy jednej postaci dobiegną końca, zawsze można zastąpić ją inną, równie popularną. I tak bez końca. Ten mechanizm poszerzania granic jednej historii przywodzi trochę na myśl tradycję seriali telewizyjnych i komiksów. Ale teraz mamy do czynienia z czymś o wiele większym, gdyż wspomniane media stanowią także dopełnienie całości franczyzy.

marvel-event-phase-3-kevin-feige

Jeszcze do niedawna było tak, że jeśli historia spełniała warunki do ponownego przeniesienia jej na duży ekran, tworzony był jeden, drugi, trzeci sequel itd., ale każdy uzależniony od finansowego sukcesu poprzednika. I to musiało wystarczać, twórcy wiedzieli, że struny nie należy przeciągać. Teraz producenci potrafią wyłożyć na początek pieniądze na cztery części z góry. Nie czekają także zbytnio z rozwojem wydarzeń, gdyż jeszcze na etapie drugiego filmu tego szeroko zakrojonego projektu zapada decyzja o wzbogaceniu uniwersum o kolejne projekty. Można stracić w tym wszystkim rachubę, a co najważniejsze, także zainteresowanie.

Zdaję sobie sprawę, że działa to trochę jak realizacja marzeń fanów. Filmowe uniwersa dają sposobność do obejrzenia w ramach jednej całości wielu ulubionych postaci i ich przygód. To jak ogromna impreza, na której można spotkać i pogadać z najważniejszymi osobistościami. Ale nawet ona musi się kiedyś skończyć, by znalazło się miejsce na puentę. W przypadku kinowych uniwersów tego końca nie widać. Trochę przywodzi mi to na myśl naturę gier MMO, których główną jakością jest to, że rozgrywkę możemy w nich prowadzić bez konkretnego finału. Albo mamy więc do czynienia z wyłanianiem się całkowicie nowej jakości sztuki, albo z zaprzeczaniem jej fundamentalnego założenia – tworzenia dzieła w ramach początku, rozwinięcia i końca.

Rozumiem, że żelazo powinno być kute, póki pozostaje gorące, ale w tym wypadku może dojść do sytuacji, w której kowal będzie w nie uderzać już po całkowitym wystygnięciu.

Zadziwia mnie ta przesadna pewność siebie producentów, którzy ustalają daty kolejnych hitów z kilkuletnim wyprzedzeniem. W ten sposób już teraz niejako steruje się naszymi przyszłymi pragnieniami i zainteresowaniami. Być może jest to już przejaw arogancji. Faktem jest jednak, że w Hollywood coraz mniej jest różnorodności i spontaniczność, a coraz więcej kalkulacji i minimalizacji ryzyka. Dobry, sprawdzony pomysł pączkuje w zatrważającym tempie, nie dając nam możliwości, by należycie docenić jego wydźwięk. Konfrontując się bowiem z filmem, o którym z góry wiemy, że jest częścią większej całości, malutkim trybikiem wielkiej machiny, podświadomie zaniżamy jego rangę oraz wyjątkowość.

mdc_main

Dlatego męczą mnie już kolejne odsłony przygód superbohaterów. Nie potrafię już czerpać z nich takiej przyjemności, jak na początku. I na pewno nie pomaga mi w tym świadomość planowanego, odgórnego trwania tego procesu jeszcze przez wiele lat. Inne studia, widząc kolejne sukcesy frekwencyjne filmów Marvela, podłączyły się do sprzyjającej koniunktury i zaczęły tworzyć swoje światy. Nie wystarczy nowy film o Mumii, potrzebne jest nowe uniwersum potworów. Nie wystarczy ciekawy prequel King Konga, potrzebny jest od razu crossover z Godzillą w ramach kolejnego, spójnego świata słynnych gigantów. Nie wystarczy także w końcu powrócić do największej światowej sagi SF, tworząc nową trylogię Gwiezdnych wojen – trzeba jeszcze uzupełniać ją spin-offami. Nie mówię, że te koncepty są złe. Ale w nadmiarze wszystko brzydnie.

korekta: Kornelia Farynowska

Jakub Piwoński

Jakub Piwoński

Film fascynuje mnie odkąd sięgam pamięcią. Każdy seans jest jak nowa przygoda, nowa podróż, która pozwala przenieść się do miejsc jeszcze nie odwiedzonych, poznać ludzi jeszcze nie poznanych, zmierzyć się z problemami jeszcze nie doświadczonymi. Każdy seans pozwala lepiej zrozumieć otaczający mnie świat, lub utwierdzić w tym co już zdążyłem zrozumieć. Szukam przesłań, tych oczywistych, bądź ukrytych w drugim dnie dzieła.
Jakub Piwoński






  • Mefisto

    kij z Marvelem jeśli trzyma poziom i oferuje coś nowego, autentycznie wciągającego – bardziej przyczepiłbym się do ciągłego sięgania po już raz wyczerpane pomysły, zarówno w kinie, jak i w telewizji, wałkowania serii do tzw. zasrania, bez patrzenia na to, że jest coraz gorzej i coraz bardziej idiotycznie (F&F) oraz wyciągania z szafy trupów tylko po to, by się na nie zesrać (Ridley i jego Alien). A tymczasem Czarna Lista ciekawych, oryginalnych scenariuszy zapełnia się do granic. WTF Holly?

    • Darek Woysław

      Kij ma dwa końce. To też wina widzów, którzy sami mając wybór między kolejnym X-Manem a czymś nowym, pójdą raczej na X-Mana. W ostatnich latach było kilka oryginalnych pomysłów, ale prawie każdy z nich okazał się rozczarowaniem finansowym. „Krainę jutra” nie uratowała udział George’a Clooneya – a promocję miał chyba podobną do nowej „Księgi Dżungli”, która okazała się wielkim sukcesem. Skutek taki, że aktorski Disney to są głównie remaki starych klasyków i na nie widzowie przede wszystkim będą chodzić. A oryginalne dzieła giną w tłumie.

      Tutaj sytuacje nieco ratują animacje. Oryginalnymi pomysłami są „W głowie się nie mieści” z zeszłego roku oraz tegoroczny „Zwierzogród”, które zgodnie rozbiły bank.

      A co do przesytu uniwersów – to już się zgadzam z autorem. Sukces Marvela to ewenement, który się udał gównie dzięki pierwszemu „Iron Manowi” i potem „Avengers”. Ale już konkurencyjny Warner nie był w stanie zapewnić taki start bohaterom z DC. A te uniwersa potworów Universal, King Konga i Godzilli to bzdury. Przesyt będzie i koniec końców tylko Marvel się pewnie ostanie (choć nie na 100%)

  • Mierzwiak

    Średnio rozumiem sens tego artykułu. Wystarczy rzucić okiem chociażby na wikipedię i zobaczyć, że współczesny filmowy krajobraz nie różni się tak bardzo od tego sprzed lat a stwierdzenie „w ostatnich latach mieliśmy kilkanaście ekranizacji komiksów” było równie prawdziwe… 20 lat temu, w 1996 roku. A że dzisiaj te filmy mają ogromne budżety? Nie tylko one.

    Ponawiam pytanie: czemu ma służyć ten artykuł?

    • Artur Gralla

      służy temu żeby autor sobie ponarzekał.

      • Mierzwiak

        To oczywiste, tylko chwalić się tezą, której weryfikacja i obalenie zajmuje góra 3 minuty? Podziwiam odwagę :)

        • Jakub Piwoński

          w którym miejscu postawiłem tezę i jak ona brzmi?

          • Mierzwiak

            O tę zaprezentowaną już w pierwszych dwóch zdaniach :) Pisanie o uniwersach to też spora przesada, skoro mamy ich na chwilę obecną aż… dwa (przesyt jak nic), przy czym drugie dopiero rodzi się w bólach, za co należy podziękować Snyderowi.

          • Jakub Piwoński

            Po pierwsze, teza to cos co wymaga udowodnienia. Ja nic nie udowadniam, tylko stwierdzam fakt, z ktorym nie da się polemizować. Po drugie, wycinasz z kontekstu jedno zdanie, nie biorąc pod uwagę kolejnych. W nich tłumaczę,że przesyt wiąże się nie tyle z tym, iż na przestrzeni lat juz tyle widziałem (co rzecz jasna mogli się zdarzyć wczesniej) ale, ze juz teraz wiem jak wiele jeszcze tego przede mną. Uniwersa faktyczne są dwa, ale kolejne są w zapowiedzi oficjalnej, a ponadto istnieją filmy, które juz znamy (avatar, transformers 4) a zostaną do nowych uniwersów włączone.

          • Mierzwiak

            Stwierdzasz coś, co jest wyłącznie twoim subiektywnym odczuciem. Jaki to niby FAKT? Ja żadnego przesytu nie odczuwam, bo niby jak mam czuć przesyt filmami, które nawet nie powstały i których – UWAGA! – nie muszę oglądać? I skąd nagle sztuczna potrzeba nazywania zwykłych serii filmowych uniwersami? Skoro tak, to mamy już tych uniwersów kilkadziesiąt. Brednie.

  • TowarzyszSowieta

    A ja się nie zgadzam kompletnie. Po pierwsze, filmy superbohaterskie (nawet w ramach jednego uniwersum) są różnorodne. To znaczy, jasne, jest pewna sprawdzona formuła (w wypadku Marvela jest to trochę dramy, trochę humoru) ale adaptacje komiksów eksplorują różne gatunki. Tak jak Winter Soldier był filmem sensacyjno szpiegowskim, tak tacy Guardians of the Galaxy byli już space operą. A to, że pojawiają się tam super moce, nadludzie itd nie tylko mi nie przeszkadza, ale wręcz urozmaica blockbustery. Po drugie, tworzenie jednego spójnego uniwersum również jest świetne, nie tylko bowiem urozmaica fabułę, ale też daje interesujące zderzanie się charakterów, ich interakcje i konflikty (idealnym przykładem są właśnie Avengersi czy Civil War). Nie przeszkadza to jednak w cieszeniu się widowiskiem dla kogoś kto w owym uniwersum nie jest zorientowany. Twórcy (zazwyczaj) nie są głupi i wiedzą, że to nie fani zasilają skarbonki wielkich wytwórni ale zwykli zjadacze chleba, więc każdy film to historia z rozpoczęciem, rozwinięciem i zakończeniem, żeby każdy widz mógł się połapać w danej historii. A to, że zakończenia otwierają furtkę do sequeli? Można to postrzegać negatywnie albo pozytywnie, ale głupotą jest stwierdzanie, że to coś nowego. Wiadomo, że jeśli taki Marvel czy Fox ze swoimi X-Men będzie się trzymać jednego i tego samego schematu to w końcu ludziom się to znudzi, dlatego też autorzy kombinują. Tworzą filmy zarówno na wielką skalę (Days of Future Past, Avengers) jak i te mniejsze, bardziej kameralne, zazwyczaj z mniejszym budżetem, żeby filmy te służyły jako pewnego rodzaju eksperymenty (Deadpool, Ant Man). No i cóż, to działa. Zadowoleni są widzowie, krytycy, fani i producenci. Innymi słowy wszyscy, którzy lubią rozrywkę w mniejszym lub mniejszym stopniu powiedzmy „nierealistyczną” (rozumiem, że ktoś może nie lubić skaczących na 5 metrów superżołnierzy, albo gościa przebierającego się za nietoperza). Oczywiście, jest masa komiksowych adaptacji które okazują się kompletnymi niewypałami, zarówno artystycznymi jak i finansowymi (F4, BvS), ale to nie wina jakiegoś przesytu. To dlatego, że te filmy były złe, bo braku oryginalności im odmówić nie można. Więc znudziły Ci się super moce? Ok, to jestem w stanie zrozumieć, ale obecnie zestaw nadludzkich umiejętności ma taką samą pozycję jak karabiny, czy szybie samochody, służą do pokazywania interesujących scen akcji, a jakoś od kilkudziesięciu lat filmy sensacyjne pojawiają się regularnie na ekranach, ale mimo to nikt nie krzyczy jak to bardzo się znudziło. Bo tak jak jest miejsce na Bonda, tak jest i na Bourna. A jak jest miejsce na nowego Spider Mana tak jest i na Doctora Strange’a :)

  • vendigo

    no tak juz bywa Tobie sie nie podoba koledze sie nie podoba ale koledze kolegi i Twojemu koledze sie podoba. Puki kwit bedzie sie zgadza nic ani nikt nie zatrzyma tego wodospadu superbohaterow. Mi puki co sie podoba i nie mecza mnie. Za dzieciaka marzylem by zobaczyc ktoregos z super hiper na ekranie teraz moge przebierac w filach od tych skierowanych dla dzieci po te dojrzalsze i jak narazie dalej mnie to bawi

  • Jakub Piwoński

    Małe sprostowanie, bo po raz kolejny moje słowa interpretowane są nieco na opak. Ja nie mam nic do konceptów fabularnych filmów uniwersum Marvela. Oglądam te filmy, podobają mi się, doceniam walory itp. Ale mój felieton jest wyrazem uczucia… przesytu. Znacie? Najadłem się ulubionych słodyczy i się porzygałem po prostu. Przyjdzie i na was kolej. Być może potrzebna jest mi przerwa, ale patrząc na plany nadchodzących lat, to może nie być to takie łatwe.
    Chciałem dać do zrozumienia, ze nawet najlepiej zaplanowany i rozpisany projekt, może z czasem stracić na atrakcyjności, jeśli nie jest podawany z umiarem.






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

Niezwykły plakat do Twin Peaks

Następny tekst

Cannes 2016 - Podsumowanie



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE