Felietony

Drugie Dno #25: przypadek kucia wystygłego żelaza

Autor: Jakub Piwoński
opublikowano

Przyglądając się współczesnemu obliczu filmowego, amerykańskiego mainstreamu, da się zauważyć, że jego cechą charakterystyczną jest przesyt. Bo jak inaczej nazwać fakt, że w ciągu kilku lat mieliśmy okazję oglądać na dużym ekranie jakieś kilkanaście wysokobudżetowych widowisk komiksowych? Mało tego – z planów wynika, że w najbliższych latach liczba ta będzie się powiększać. Kalendarze są już wypchane. Ale przecież to zaledwie jeden przykład rozwlekanego do granic pomysłu.

Zapanowała moda na tworzenie wielkich filmowych uniwersów, czyli miejsc spotkań różnych postaci i wątków pochodzących z tego samego świata. Te dają sposobność do zabawy w liczne kontynuacje oraz zmyślne crossovery i spin-offy. Gdy losy jednej postaci dobiegną końca, zawsze można zastąpić ją inną, równie popularną. I tak bez końca. Ten mechanizm poszerzania granic jednej historii przywodzi trochę na myśl tradycję seriali telewizyjnych i komiksów. Ale teraz mamy do czynienia z czymś o wiele większym, gdyż wspomniane media stanowią także dopełnienie całości franczyzy.

marvel-event-phase-3-kevin-feige

Jeszcze do niedawna było tak, że jeśli historia spełniała warunki do ponownego przeniesienia jej na duży ekran, tworzony był jeden, drugi, trzeci sequel itd., ale każdy uzależniony od finansowego sukcesu poprzednika. I to musiało wystarczać, twórcy wiedzieli, że struny nie należy przeciągać. Teraz producenci potrafią wyłożyć na początek pieniądze na cztery części z góry. Nie czekają także zbytnio z rozwojem wydarzeń, gdyż jeszcze na etapie drugiego filmu tego szeroko zakrojonego projektu zapada decyzja o wzbogaceniu uniwersum o kolejne projekty. Można stracić w tym wszystkim rachubę, a co najważniejsze, także zainteresowanie.

Zdaję sobie sprawę, że działa to trochę jak realizacja marzeń fanów. Filmowe uniwersa dają sposobność do obejrzenia w ramach jednej całości wielu ulubionych postaci i ich przygód. To jak ogromna impreza, na której można spotkać i pogadać z najważniejszymi osobistościami. Ale nawet ona musi się kiedyś skończyć, by znalazło się miejsce na puentę. W przypadku kinowych uniwersów tego końca nie widać. Trochę przywodzi mi to na myśl naturę gier MMO, których główną jakością jest to, że rozgrywkę możemy w nich prowadzić bez konkretnego finału. Albo mamy więc do czynienia z wyłanianiem się całkowicie nowej jakości sztuki, albo z zaprzeczaniem jej fundamentalnego założenia – tworzenia dzieła w ramach początku, rozwinięcia i końca.

[quote]Rozumiem, że żelazo powinno być kute, póki pozostaje gorące, ale w tym wypadku może dojść do sytuacji, w której kowal będzie w nie uderzać już po całkowitym wystygnięciu.[/quote]

Zadziwia mnie ta przesadna pewność siebie producentów, którzy ustalają daty kolejnych hitów z kilkuletnim wyprzedzeniem. W ten sposób już teraz niejako steruje się naszymi przyszłymi pragnieniami i zainteresowaniami. Być może jest to już przejaw arogancji. Faktem jest jednak, że w Hollywood coraz mniej jest różnorodności i spontaniczność, a coraz więcej kalkulacji i minimalizacji ryzyka. Dobry, sprawdzony pomysł pączkuje w zatrważającym tempie, nie dając nam możliwości, by należycie docenić jego wydźwięk. Konfrontując się bowiem z filmem, o którym z góry wiemy, że jest częścią większej całości, malutkim trybikiem wielkiej machiny, podświadomie zaniżamy jego rangę oraz wyjątkowość.

mdc_main

Dlatego męczą mnie już kolejne odsłony przygód superbohaterów. Nie potrafię już czerpać z nich takiej przyjemności, jak na początku. I na pewno nie pomaga mi w tym świadomość planowanego, odgórnego trwania tego procesu jeszcze przez wiele lat. Inne studia, widząc kolejne sukcesy frekwencyjne filmów Marvela, podłączyły się do sprzyjającej koniunktury i zaczęły tworzyć swoje światy. Nie wystarczy nowy film o Mumii, potrzebne jest nowe uniwersum potworów. Nie wystarczy ciekawy prequel King Konga, potrzebny jest od razu crossover z Godzillą w ramach kolejnego, spójnego świata słynnych gigantów. Nie wystarczy także w końcu powrócić do największej światowej sagi SF, tworząc nową trylogię Gwiezdnych wojen – trzeba jeszcze uzupełniać ją spin-offami. Nie mówię, że te koncepty są złe. Ale w nadmiarze wszystko brzydnie.

korekta: Kornelia Farynowska

Ostatnio dodane