Drugie Dno #17: Indiana przeżyje drugi gwałt | FILM.ORG.PL

Drugie Dno #17: Indiana przeżyje drugi gwałt








Jakub Piwoński
22.03.2016


To już pewne. Najsłynniejszy archeolog popkultury, Indiana Jones, powróci w piątej odsłonie swych przygód. Niby wszystko cacy, bo Ford stanie przed kamerą, a Spielberg za nią. Za skrypt odpowiadać będzie z kolei David Koepp, czyli twórca już wprawiony w Spielbergowskich wizjach. Choć te nazwiska mówią same za siebie, akurat ja w decyzji o kontynuowaniu słynnego cyklu wyczuwam lekki swąd. Jeśli Królestwo Kryształowej Czaszki dało sposobność twórcom South Parku do odważnego skeczu, porównującego film do gwałtu dokonywanego na Indianie Jonesie, to co będzie teraz?

Darzę serię przygód słynnego archeologa dużą estymą. Nie jestem godzien okrzyknąć siebie fanem, ale szczerej sympatii graniczącej z fascynacją odmówić sobie nie mogę. Wszak zawód archeologa był pierwszym, jaki wybrałem sobie w dzieciństwie, więc perypetie Indiego zawsze oglądało się z ekscytacją. Ale ta unikalna aura unosi się nad tymi filmami do dzisiaj. X muza nie dała światu drugiego takiego, rzekłbym, esencjonalnego kina przygodowego. Były próby w postaci Miłości, szmaragdu i krokodyla, Kopalni króla Salomona czy też Mumii, które choć dysponowały urokiem, to jednak nie mogły równać się z kultowością niedoścignionego pierwowzoru. Bo jeden wyróżnik nie dawał się podrobić – główna postać, brawurowo zagrana przez Harrisona Forda.

1720.7

Aktor zaprezentował w tej roli całą swoją osobliwą manierę i przypieczętował swoje emploi. Mowa oczywiście o cynicznym i szorstkim awanturniku, który polega tylko na sobie, nie liczy się z nikim i zawsze ma pod górkę. Ford kreował tę postać w swojej karierze wiele razy, przez co znacząco zespolił się z konkretnymi jej cechami. Widownia pokochała bezpretensjonalny styl Forda i raczej nie chciała oglądać go w zgoła odmiennych rolach. Podobnie jest zresztą z samą postacią Indiany Jonesa, którą bardzo trudno wyobrazić sobie we wcieleniu innym niż Fordowskim. I pod tym względem rozumiem upór Spielberga, który wyjaśnił, że według niego Jones nie jest Bondem i nie może go zagrać inny aktor. Owszem, zgoda, ale po pierwsze, tak dla ścisłości, Ford nie jest jedynym aktorem, który miał okazję wcielić się w tego bohatera (Indiane grało przecież aż pięciu aktorów, licząc przykłady serialowe i filmowe retrospekcje), więc nie przesadzajmy. A po drugie, to że Bond zmienia twarz, wynika z ważnej właściwości: postać może dzięki temu trwać bez końca i zawsze prezentuje się tak samo dobrze, czyli młodo i świeżo, co ułatwia utożsamianie się z nią.

I to jest podstawowy problem, który nie pozwala mi patrzeć na pomysł powrotu do serii z optymizmem (zresztą, nie tylko mnie). Ford jest stary.  Ma już 74 lata, a w dniu premiery piątej części przygód popularnego archeologa, będzie miał jeszcze o trzy lata więcej.

Już teraz jest zatem starszy aż o, uwaga, piętnaście lat od Seana Conery’ego, który miał 59 lat, gdy grał Jonesa seniora w Ostatniej Krucjacie! W Przebudzeniu Mocy, będącym powrotem Forda do innej ikonicznej roli, Hana Solo, aktor zaprezentował się dobrze, ale tylko w sytuacji, gdy ograniczymy swoją ocenę do scen dialogowych – wszelkie żywsze akcje, wymagające sprawności fizycznej, wykonywane były przez aktora z widocznym wysiłkiem. W takich sytuacjach nietrudno o śmieszność, niezamierzoną autoparodię. Zresztą dali nam tego przykład także Schwarzenegger (Terminator 5) i Willis (Szklana Pułapka 5). Choć oglądamy ich powroty kierowani siłą sentymentu, to nie da się ukryć, że coś w nich nie styka, czegoś już brakuje. Czego? Przede wszystkim werwy i polotu, która z wiekiem naturalnie zanika. Nie odkryję przecież Ameryki, jeśli powiem, ze skutków upływu czasu się przecież nie przeskoczy.

Indiana Jones and the Kingdom of the Crystal Skull (2008) Directed by Steven Spielberg Shown from left: Harrison Ford, Shia LaBeouf, Karen Allen

Można zadać zatem pytanie, jakie są przyczyny chęci Spielberga, by piątą część Indiany Jonesa nakręcić z Fordem w roli głównej? A idąc jeszcze dalej: dlaczego w ogóle chce ten film nakręcić, jeśli podstawowy element tej historii, z przyczyn naturalnych nie świeci już dawnym blaskiem? Bo według mnie Ford wiarygodnie wyglądałby już tylko w scenie jakiegoś uniwersyteckiego wykładu prowadzonego przez podstarzałego archeologa. Wyposażanie go w kapelusz i bicz oraz wysłanie go w kolejną wartką przygodę zaciąga nonsensem. Ale najwyraźniej taki właśnie plan ma Spielberg – notabene, reżyser, który także najlepsze lata kariery ma już za sobą, co trzeba powiedzieć jasno.

Być może scenariusz pójdzie w kierunku takiego ułożenia historii, by poczynania archeologa były wspierane przez kontrastującego z nim młodzieńca – syna, towarzysza lub innego naśladowcę. Ale w „czwórce” już to rozwiązanie wykorzystano i tak czy inaczej obnażyło to ograniczenia Forda. Myślano wówczas także, że Shia LaBeouf szykowany jest do przejęcia schedy po poprzedniku. Naturalną kontynuacją tego pomysłu byłoby więc obsadzenie LaBeoufa w „piątce”, ale póki co nic na to nie wskazuje. Dużo mówi się także o innych, świeżych nazwiskach, (kolega Lubiński wspominał o nich niedawno) mogących wdrożyć w przygody archeologa powiew świeżości. Kilka z nich wygląda nawet interesująco. Ale w centrum zainteresowania jest i prawdopodobnie pozostanie sam Ford, i to wokół niego, a nie młodszej postaci, koncentrować będzie się fabuła „piątki”.

INDIANA_JONES_action_adventure_fantasy_hero_heroes_thriller_disney_1440x900

Nie jestem za tym, by na siłę wskrzeszać tę serię, a póki co tym mi to właśnie pachnie. Ona zakończyła swój żywot i próba dokooptowania nowego rozdziału mogłaby niepotrzebnie położyć się cieniem na wzorcowej serii (przy założeniu, że za wzorzec kina przygodowego uznajemy trylogię, bez części czwartej). „Trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść…” – śpiewają, i jest w tym wiele racji. Nie wierzyłem, że kiedyś to powiem, ale w tym wypadku jedynym rozwiązaniem, które może się sprawdzić, jest… reboot. Jeżeli producentom zależy ponownie zarobić na marce, a nie chcą popaść w śmieszność i zniechęcić do siebie fanów, powinni zacząć rozglądać się za nowym aktorem i nowym reżyserem. I stworzyć od podstaw autonomiczny byt, ale jednocześnie korespondujący z oryginalną serią. To naprawdę mogłoby zadziałać. Owszem, jest to ryzykowne, ale z dwojga złego jest to rozwiązanie lepsze (i ciekawsze) niż kręcenie geriatrycznych poczynań Forda i uparte udawanie, że jest w tym chociażby pierwiastek dawnej magii przygód Indiany Jonesa. A o tym, że droga rebootu może być właściwa, świadczy sukces Mad Maxa George’a Millera. Z niego brać przykład proszę.

korekta: Kornelia Farynowska

Jakub Piwoński

Jakub Piwoński

Film fascynuje mnie odkąd sięgam pamięcią. Każdy seans jest jak nowa przygoda, nowa podróż, która pozwala przenieść się do miejsc jeszcze nie odwiedzonych, poznać ludzi jeszcze nie poznanych, zmierzyć się z problemami jeszcze nie doświadczonymi. Każdy seans pozwala lepiej zrozumieć otaczający mnie świat, lub utwierdzić w tym co już zdążyłem zrozumieć. Szukam przesłań, tych oczywistych, bądź ukrytych w drugim dnie dzieła.
Jakub Piwoński






  • Artur Gralla

    Miejmy nadzieje ze lukas nie usmierci forda.

  • Adam

    Zakazać malarzom malować! Bo może namalują coś co się może nie spodobać! W ogóle wszystkiego zakazać bo może się różnić od tego co już znamy i lubimy. Wszyscy klaszczą tylko do muzyki którą znają i zakopują w głębokim dole starych ludzi. Już się zużyli i nie pasują do młodych cycków? Może będą mentorami akurat teraz? Nie ważne. Do dołu!

    No ja was proszę….Serio? Serio FilmOrg?

    Pomijam ból dupy o lodówkę. Ci którzy jarali się we wcześniejszych odsłonach skokiem na pontonie z samolotu, wyrywaniem serca na żywca, piachem który rozpierdala głowy, samolotami bez skrzydeł, wagonikami które mają automatyczne naprowadzanie na tory, wielkimi kulami i niedorzecznymi pułapkami….. nagle wydorośleli. Tak normalnie JEB!

    I Wam przeszkadzają Obcy w czwórce? Trzeba być już bardzo starym i spróchniałym żeby nie kumać o co chodzi…. Do dołu! Marsz! ;)

    Po drugie jak zwykle powtarzam. Zrób sobie swój brand i sobie go spierdol jak chcesz. Twoja wola. Czyjegoś dzieciństwa do tego nie mieszaj.

  • Corso

    Rzadko to robię, ale muszę zabrać głos. Zgadzam się po części z Adamem, a zupełnie nie z autorem tekstu. Jak można krytykować film przed powstaniem jeszcze? Nawet nie ma zarysu fabuły jeszcze. Poza tym, jak by autor poczytał trochę i pooglądał dokumenty realizacyjne, wywiady to za wszystko co krytykowane (i złe) w Królestwie… odpowiada (oczywiście) nie kto inny jak Lucas. Oczywiście z całym szacunkiem dla George’a, bez którego światów w moim cały życiu było by przynajmniej o 20-25% mniej frajdy (i to raczej wartość niedoszacowana, niż przeszacowana). Ale to Lucas miał te wszystkie pomysły od lodówki, przez cheloerne pieski preriowe, czy inne tarzany na linach, nie mówiąc już o obcych, o przepraszam…podróżnikach międzywymiarowych (sic!). Spielberg wyraźnie i nie raz mówił o tym, że machnął ręką na te rzeczy i powiedział albo zrobimy taki film, albo nie będzie żadnego, bo nie miał już siły kłócić się z George’m. Zatem jeśli za film będzie odpowiadał Spielberg z Koepp’em jestem totalnie za! Choć myślę, że Indy nie będzie już tyle biegał i lał po papach sowietów (albo innych dyktatorów z Ameryki Południowej, których w tych latach aż nad to – chociaż głównie ich CIA wsadzało tam na stołki, żeby kontrolować zasoby tych państw, ale to już inna historia). Po ostatnie zobaczcie jak Ford wypadł w Przebudzeniu Mocy – ja tak dobrze nie będę wyglądał jak będę miał 50! Swoją drogą na scenariusz nowego Indy’ego mógłby rzucić okiem J.J., to już bym był w pełni szczęśliwy :)

    • Jakub Piwoński

      Nie rozumiem tego oburzenia. Nie oceniam filmu przed premierą. Oceniam wybory i wstępne pomysły, w tym ten główny, dotyczący głównego bohatera. Nie mówię, że IJ5 jest skazany na porażkę. Subiektywnie przewiduje jedynie, opierając się na tym co wiem i widzę dziś. A prawda jest taka, że Ford jest stary, a twórcy zachowują się tak, jakby tego nie widzieli i próbują robić dobrą minę do złej gry. Mogą się na tym przejechać. Nigdzie nie wspominam także chybionych pomysłów Lucasa wykorzystanych w czwórce. Bo według mnie one nie pogrążyły tego filmu. Problem tkwi w UDAWANIU dawnej formy, magii i polotu, co nie jest możliwe, gdy główny aktor stanowi cień samego siebie sprzed lat. Ja nie mówię, Ford nawet dobrze wygląda i się trzyma, ale to za mało by ukryć oczywiste wrażenia. Ja to tak widzę, tobie może się stary Ford podobać w tej roli, nie mam z tym problemu, ale dla mnie to po prostu nie będzie już to samo.

      • Corso

        W takim razie, rozumiem Twoje podejście. Może masz trochę racji, ja kocham te filmy i chyba nie potrafię być do końca obiektywny, bo wiadomość o potwierdzeniu nowej cześci wywołała u mnie dużo radości. Myślę, że przystopowanie z akcją w kolejnej części i delikatna zmiana konwencji mogłyby rozwiać przynajmniej część Twoich obaw. Ale nie chciałbym raczej, żeby Indy wzorem z Danny’ego Glover’a powtarzał ciągle: „jestem na to za stary”. A swoją drogą za ostatnią cześć Terminatora (która w moim świecie podobnie jak 4ta poprostu nie istnieje) i za ostatnią Szklaną (również nieistniejącą dla mnie) twórcy powinni być wychłostani publicznie. Ale to też przykład filmów, gdzie oryginalni twórcy (Cameron i McTiernan) nie mieli żadnego udziału w tych knotach.

        • Jakub Piwoński

          „Myślę, że przystopowanie z akcją w kolejnej części i delikatna zmiana konwencji mogłyby rozwiać przynajmniej część Twoich obaw”
          Dobrze, tylko zadaj sobie wówczas pytanie następującej treści – czy to nadal będzie ten sam film? Czy naginanie konwencji i podporządkowywanie realiów do wieku Forda, nie jest przypadkiem robieniem czegoś na siłę? Wiem, że fani nie wyobrażają sobie nikogo innego w tej roli, ale reboot z nowym aktorem w sile wieku i charakterystyczną werwą (np. Chris Pratt) byłby mniej ryzykowny, niżeli Ford, który zmuszałby do dokonania zmian, których możemy nie chcieć. Ale cóż, pożyjemy, zobaczymy.

  • Kamil

    Na reboot zawsze będzie czas. Ford ma ochotę zagrać, Spielberg wyreżyserować – niech działają, nie czuję problemu. Najwyżej film się nie uda, ot co ;)






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

Pogromca wrócił – o filmowych wcieleniach Punishera

Następny tekst

Blue Velvet. In Dreams



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE