Felietony

Drugie Dno #17: Indiana przeżyje drugi gwałt

Autor: Jakub Piwoński
opublikowano

To już pewne. Najsłynniejszy archeolog popkultury, Indiana Jones, powróci w piątej odsłonie swych przygód. Niby wszystko cacy, bo Ford stanie przed kamerą, a Spielberg za nią. Za skrypt odpowiadać będzie z kolei David Koepp, czyli twórca już wprawiony w Spielbergowskich wizjach. Choć te nazwiska mówią same za siebie, akurat ja w decyzji o kontynuowaniu słynnego cyklu wyczuwam lekki swąd. Jeśli Królestwo Kryształowej Czaszki dało sposobność twórcom South Parku do odważnego skeczu, porównującego film do gwałtu dokonywanego na Indianie Jonesie, to co będzie teraz?

Darzę serię przygód słynnego archeologa dużą estymą. Nie jestem godzien okrzyknąć siebie fanem, ale szczerej sympatii graniczącej z fascynacją odmówić sobie nie mogę. Wszak zawód archeologa był pierwszym, jaki wybrałem sobie w dzieciństwie, więc perypetie Indiego zawsze oglądało się z ekscytacją. Ale ta unikalna aura unosi się nad tymi filmami do dzisiaj. X muza nie dała światu drugiego takiego, rzekłbym, esencjonalnego kina przygodowego. Były próby w postaci Miłości, szmaragdu i krokodyla, Kopalni króla Salomona czy też Mumii, które choć dysponowały urokiem, to jednak nie mogły równać się z kultowością niedoścignionego pierwowzoru. Bo jeden wyróżnik nie dawał się podrobić – główna postać, brawurowo zagrana przez Harrisona Forda.

1720.7

Aktor zaprezentował w tej roli całą swoją osobliwą manierę i przypieczętował swoje emploi. Mowa oczywiście o cynicznym i szorstkim awanturniku, który polega tylko na sobie, nie liczy się z nikim i zawsze ma pod górkę. Ford kreował tę postać w swojej karierze wiele razy, przez co znacząco zespolił się z konkretnymi jej cechami. Widownia pokochała bezpretensjonalny styl Forda i raczej nie chciała oglądać go w zgoła odmiennych rolach. Podobnie jest zresztą z samą postacią Indiany Jonesa, którą bardzo trudno wyobrazić sobie we wcieleniu innym niż Fordowskim. I pod tym względem rozumiem upór Spielberga, który wyjaśnił, że według niego Jones nie jest Bondem i nie może go zagrać inny aktor. Owszem, zgoda, ale po pierwsze, tak dla ścisłości, Ford nie jest jedynym aktorem, który miał okazję wcielić się w tego bohatera (Indiane grało przecież aż pięciu aktorów, licząc przykłady serialowe i filmowe retrospekcje), więc nie przesadzajmy. A po drugie, to że Bond zmienia twarz, wynika z ważnej właściwości: postać może dzięki temu trwać bez końca i zawsze prezentuje się tak samo dobrze, czyli młodo i świeżo, co ułatwia utożsamianie się z nią.

I to jest podstawowy problem, który nie pozwala mi patrzeć na pomysł powrotu do serii z optymizmem (zresztą, nie tylko mnie). Ford jest stary.  Ma już 74 lata, a w dniu premiery piątej części przygód popularnego archeologa, będzie miał jeszcze o trzy lata więcej.

Już teraz jest zatem starszy aż o, uwaga, piętnaście lat od Seana Conery’ego, który miał 59 lat, gdy grał Jonesa seniora w Ostatniej Krucjacie! W Przebudzeniu Mocy, będącym powrotem Forda do innej ikonicznej roli, Hana Solo, aktor zaprezentował się dobrze, ale tylko w sytuacji, gdy ograniczymy swoją ocenę do scen dialogowych – wszelkie żywsze akcje, wymagające sprawności fizycznej, wykonywane były przez aktora z widocznym wysiłkiem. W takich sytuacjach nietrudno o śmieszność, niezamierzoną autoparodię. Zresztą dali nam tego przykład także Schwarzenegger (Terminator 5) i Willis (Szklana Pułapka 5). Choć oglądamy ich powroty kierowani siłą sentymentu, to nie da się ukryć, że coś w nich nie styka, czegoś już brakuje. Czego? Przede wszystkim werwy i polotu, która z wiekiem naturalnie zanika. Nie odkryję przecież Ameryki, jeśli powiem, ze skutków upływu czasu się przecież nie przeskoczy.

Indiana Jones and the Kingdom of the Crystal Skull (2008) Directed by Steven Spielberg Shown from left: Harrison Ford, Shia LaBeouf, Karen Allen

Można zadać zatem pytanie, jakie są przyczyny chęci Spielberga, by piątą część Indiany Jonesa nakręcić z Fordem w roli głównej? A idąc jeszcze dalej: dlaczego w ogóle chce ten film nakręcić, jeśli podstawowy element tej historii, z przyczyn naturalnych nie świeci już dawnym blaskiem? Bo według mnie Ford wiarygodnie wyglądałby już tylko w scenie jakiegoś uniwersyteckiego wykładu prowadzonego przez podstarzałego archeologa. Wyposażanie go w kapelusz i bicz oraz wysłanie go w kolejną wartką przygodę zaciąga nonsensem. Ale najwyraźniej taki właśnie plan ma Spielberg – notabene, reżyser, który także najlepsze lata kariery ma już za sobą, co trzeba powiedzieć jasno.

Być może scenariusz pójdzie w kierunku takiego ułożenia historii, by poczynania archeologa były wspierane przez kontrastującego z nim młodzieńca – syna, towarzysza lub innego naśladowcę. Ale w „czwórce” już to rozwiązanie wykorzystano i tak czy inaczej obnażyło to ograniczenia Forda. Myślano wówczas także, że Shia LaBeouf szykowany jest do przejęcia schedy po poprzedniku. Naturalną kontynuacją tego pomysłu byłoby więc obsadzenie LaBeoufa w „piątce”, ale póki co nic na to nie wskazuje. Dużo mówi się także o innych, świeżych nazwiskach, (kolega Lubiński wspominał o nich niedawno) mogących wdrożyć w przygody archeologa powiew świeżości. Kilka z nich wygląda nawet interesująco. Ale w centrum zainteresowania jest i prawdopodobnie pozostanie sam Ford, i to wokół niego, a nie młodszej postaci, koncentrować będzie się fabuła „piątki”.

INDIANA_JONES_action_adventure_fantasy_hero_heroes_thriller_disney_1440x900

Nie jestem za tym, by na siłę wskrzeszać tę serię, a póki co tym mi to właśnie pachnie. Ona zakończyła swój żywot i próba dokooptowania nowego rozdziału mogłaby niepotrzebnie położyć się cieniem na wzorcowej serii (przy założeniu, że za wzorzec kina przygodowego uznajemy trylogię, bez części czwartej). „Trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść…” – śpiewają, i jest w tym wiele racji. Nie wierzyłem, że kiedyś to powiem, ale w tym wypadku jedynym rozwiązaniem, które może się sprawdzić, jest… reboot. Jeżeli producentom zależy ponownie zarobić na marce, a nie chcą popaść w śmieszność i zniechęcić do siebie fanów, powinni zacząć rozglądać się za nowym aktorem i nowym reżyserem. I stworzyć od podstaw autonomiczny byt, ale jednocześnie korespondujący z oryginalną serią. To naprawdę mogłoby zadziałać. Owszem, jest to ryzykowne, ale z dwojga złego jest to rozwiązanie lepsze (i ciekawsze) niż kręcenie geriatrycznych poczynań Forda i uparte udawanie, że jest w tym chociażby pierwiastek dawnej magii przygód Indiany Jonesa. A o tym, że droga rebootu może być właściwa, świadczy sukces Mad Maxa George’a Millera. Z niego brać przykład proszę.

korekta: Kornelia Farynowska

Ostatnio dodane