publicystyka filmowa

Drakula: Książę ciemności. Narodziny legendy

Autor: Karolina Chymkowska
opublikowano

Trochę przykra sprawa z tym młodym pokoleniem filmowych wampirów. Co się z nimi stało? Przesadnie gładkie, do bólu śliczne, z diamentowym połyskiem i wielkimi niewinnymi oczami – wampiry w wydaniu Roberta Pattinsona i Iana Somerhaldera to już nie książęta ciemności, tylko gwiazdy pop z umięśnioną klatą i romantycznymi zapędami.

To szkolni celebryci i królowie popularności, którzy zupełnym przypadkiem są nieumarli. Nie ma w tym w sumie nic złego, zwłaszcza jeżeli założyć, że popyt kształtuje podaż – dla młodych fanek atrakcyjny bladolicy Pattinson jest niewątpliwie bardziej pociągający niż długie pazury Maxa Schrecka czy odpychająco oschłe zachowanie i zacięte usta arystokratycznego Beli Lugosiego.

Niemniej, istniał ktoś, kto był w stanie stworzyć zupełnie nową definicję wampiryzmu – niebezpiecznego, bardzo zmysłowego i cielesnego – na długo przedtem, nim ktokolwiek w ogóle śnił o serii Zmierzch czy nawet jaskrawych kadrach Drakuli Coppoli. Ktoś, kto stał się ucieleśnieniem mrocznego erotyzmu, chociaż nie wypowiadał słowa przed kamerą. Tym kimś był Christopher Lee w swoim najlepszym wampirycznym wydaniu – Drakula: Książę ciemności z 1966 roku.

Upiory prosto z grobu

Mit wampira funkcjonuje w folklorze, zwłaszcza europejskim, od dawien dawna. Jednak ludowe opowieści o wampirach w żadnym razie nie kojarzą się z bladolicym i wytwornym arystokratą. Greckie lamie, wysysające krew niemowląt, wyglądały jak potworne skrzyżowanie kobiety z wężem. W Czechach i Słowacji ze zgrozą opowiadano sobie o upirach i nelapsi, w Bośni zwiastunem zarazy było wychodzenie z grobów gnijących lampirów, ruski upyr nie chciał nawet dać się pochować. Rumunia, kolebka wampiryzmu w jego współczesnym wydaniu, ojczyzna niesławnego Włada Palownika, mogła się pochwalić aż dwiema odmianami strigoi: vii i mort. Albańska shtriga to podstępna czarownica, która nocą zmienia postać, by swobodnie latać i wysysać krew niewinnych. W niemieckim folklorze mocno tkwi wizerunek złowrogiego alpa, w Ameryce Łacińskiej lękano się potężnej tlahuelpuchi, w Japonii ohydna, przypominająca małpę kappa rozpruwała swoim ofiarom brzuchy.

kali

W Indiach krwiożercze cechy wykazywały nie tylko demony zwane bhuta, ale nawet otaczane czcią boginie – Kali pokonała demona Raktabidżę, wysysając do czysta krew z jego żył. Nawet w młodej tradycji amerykańskiej funkcjonuje opowieść o farmerskiej rodzinie Stukeleyów, w której tragicznie zmarła córka, Sarah, nawiedzała swoje rodzeństwo i sprowadzała na nich chorobę, póki jej nie ekshumowano i nie spalono. Odmiany wampirów różnią się między sobą, niektóre są utożsamiane z demonami, inne z czarownicami i wiedźmami, ale jeden motyw jest wspólny – łaknienie krwi, esencji życia, po to, by podtrzymać własny występny żywot kosztem innych, najchętniej niewinnych i nieskalanych. Wampir w tradycji ludowej był bowiem istotą skrajnie obrzydliwą. Cuchnął grobem, był pokryty czyrakami i otwartymi ranami, przyjmował formę niesympatycznego zwierzęcia albo gnijących zwłok. Romantyczna otoczka wokół wampiryzmu powstała dopiero w XIX wieku.

Romantyczny wampir salonowy

W 1819 roku ukazał się Wampir Johna Polidoriego, osobistego lekarza lorda Byrona. Polidori miał do Byrona stosunek złożony, uwielbiał go i zarazem nienawidził, nic dziwnego zatem, że wyposażył swojego bohatera – lorda Ruthvena – w cechy typowo bajroniczne. Takie były początki melancholijnej, romantycznej legendy, którą podtrzymali następcy Polidoriego: James Malcom Rymer, Sheridan Le Fanu, któremu zawdzięczamy prototyp wszystkich kobiet-wampirów w literaturze: Carmillę Karnstein, i przede wszystkim Bram Stoker. Stosunkowo mało znany za życia, miał stworzyć najbardziej ikoniczne dzieło w historii literackiego wampiryzmu.

Prace nad Drakulą trwały siedem lat. Już sama forma powieści budzi podziw swoim nowatorstwem: narracją zbudowaną z fragmentów listów, pamiętników, nagrań fonograficznych i artykułów prasowych. Stokerowi udało się stworzyć również zestaw postaci, które oderwały się z czasem od literackiego pierwowzoru i zaczęły żyć własnym życiem: Mina Murray, Lucy Westenra, Renfield, ale przede wszystkim charyzmatyczny Abraham Van Helsing. Pierwszy raz na ekranie wcielił się w niego Edward Van Sloan (w Drakuli z 1931 roku i Córce Drakuli z 1936), najczęściej jest jednak kojarzony z interpretacją stworzoną przez legendarnego Petera Cushinga. Dopiero Anthony Hopkins zdołał się zbliżyć do tego niedoścignionego ideału.

dracula 1

Nie wszystkie wysysające krew upiory z ludowych podań miały kły – są one jednak niezbędnym atrybutem współczesnego wampira. To właśnie Christopher Lee jako pierwszy zaprezentował z bliska swoje drapieżne uzębienie, dodając jeszcze jeden element do nowej wizji nosferatu. Kiedy wampir trzyma w uścisku omdlewającą ofiarę, a następnie przebija jej szyję długimi kłami, erotyczne przesłanie takiej sceny jest niepodważalne: przywodzi na myśl zarówno penetrację, jak i deflorację. Strach i rozkosz idą w parze, w tym samym momencie dochodzi do celebracji życia i śmierci. Potężny wampir bez trudu gromadzi wokół siebie zwolenników: o ile mężczyźni są częściej wyznawcami, zafascynowanymi ideą władzy, potęgi i nieśmiertelności, o tyle kobiety pełnią raczej rolę seksualnego symbolu, żeby nie rzec – obiektu.

Zniewolone przez rozkosz, której doznały, nieporównywalnej z jakąkolwiek inną, są gotowe na wszystko, by doznać jej ponownie, przez co uzależnienie (czy też żywotna potrzeba) krwi staje się niczym więcej niż pretekstem dla czystego, niepohamowanego pożądania. Opowieści o wampirach wyzwoliły seksualnie kobiety na długo przed tym, nim doszło do obyczajowej rewolucji – i to nawet pomimo aspektów podległości czy wręcz niewolnictwa. Filmy o wampirach przyznają kobietom prawo do odczuwania pożądania i dążenia do jego zaspokojenia, jednocześnie jednak uwypuklają poniekąd średniowieczne przekonanie, że rozbudzona seksualnie niewiasta jest totalnie poddana swoim popędom. Dla równowagi podobnie ślepe opętanie ogarnia mężczyzn zapatrzonych we władzę i pozycję – mężczyzn w tym samym stopniu co kobiety podległych wampirowi i zależnych od niego.

dracula 2

Uwaga, wampir na planie

Początek wampirycznej legendy filmowej datuje się od 1922 roku, kiedy to w niemym niemieckim filmie Nosferatu – symfonia grozy F.W. Murnaua straszył graf Orlok w wydaniu Maxa Schrecka. Zmienione nazwy miejscowości i imiona postaci miały uchronić twórców przed zawirowaniami praw autorskich (co nie do końca się udało – wdowa po Stokerze zdołała wywalczyć nakaz spalenia istniejących kopii filmu, na szczęście wypełniony połowicznie). Graf Orlok, drapieżny, skrajnie brzydki i odstręczający, jest jednak bliższy legendom ludowym niż wizji Stokera. W 1931 roku światło dzienne ujrzał Drakula Toda Browninga z Belą Lugosim w roli głównej, gdzie wizja tytułowego wampira była już zupełnie inna. Drakula w wydaniu Lugosiego to wytrawny salonowiec – elegancki, niezwykle wytworny, ale jednocześnie oschły i do bólu chłodny. Niektórzy krytycy, nawiązując do lekkich, tanecznych ruchów Lugosiego, określili jego kreację jako „baletową”. Bez dwóch zdań Lugosi stał się symbolem, a Drakula Browninga – punktem odniesienia dla późniejszych filmowych realizacji. Na narodziny legendy trzeba było jednak poczekać.

Na przestrzeni trwającej od 1948 roku kariery Lee pojawił się w niemal 300 filmach. Ostatnią rolę zagrał mając 92 lata, na rok przed śmiercią. Był nie do pokonania w rolach niegodziwych adwersarzy, w czym – oprócz niewątpliwego talentu – pomagały mu warunki fizyczne. Wysoki, smukły, charyzmatyczny, obdarzony magnetycznym spojrzeniem i bardzo męską, chropawą urodą, Lee kradł dla siebie każdą scenę, w której się pojawiał. W rolę Drakuli wcielił się siedemnaście razy, w tym siedmiokrotnie dla wytwórni Hammer Films. Cudowny duet tworzył z Peterem Cushingiem, ekranowym Van Helsingiem – znakomicie wychowanym dżentelmenem o nienagannych manierach i iście olimpijskiej kondycji. Panowie prywatnie byli blisko zaprzyjaźnieni, co czyni dynamikę ich wzajemnych relacji na ekranie jeszcze bardziej wiarygodną.

dracula 4

Wielki powrót Księcia

Lee zadebiutował jako Drakula w 1958 roku pod egidą Hammer Films. Film okazał się zwrotem zarówno w dziejach wytwórni, jak i w karierze samego aktora, który został błyskawicznie okrzyknięty ikoną kina grozy. Wraz z Peterem Cushingiem stworzył duet wzajemnie zafascynowanych sobą antagonistów. Dwa lata później ukazał się sequel Narzeczona Drakuli, przyjęty przez fanów niezbyt entuzjastycznie, ponieważ niebieskooki David Peel jako hrabia Meinster skrajnie różnił się od Lee. Drakula w interpretacji Christophera Lee tak bardzo zapadł w pamięć widowni, że ta po prostu nie była w stanie pogodzić się z inną wizją.

Mądrze wyczuwając nastroje, wytwórnia Hammer ponownie obsadziła swoją gwiazdę w tytułowej roli w Drakuli: Księciu ciemności z 1966 roku. Wieść niesie, że Lee był tak zniesmaczony zawartymi w scenariuszu kwestiami mówionymi, że postanowił zamiast tego zachować enigmatyczną ciszę. Twórca dialogów natomiast przysięga, że to tylko filmowa legenda – utrzymuje, że w ogóle żadnych kwestii dla Drakuli nie napisał. Jaka by nie była prawda, postaci Lee wyszło to tylko na dobre. Fabuła Księcia ciemności rozgrywa się dziesięć lat po wydarzeniach, których byliśmy świadkami w pierwszej części. Dwie pary – bracia Charles i Alan (Francis Matthews i Charles Tingwell) wraz z żonami, słodziutką Dianą (Suzan Farmer) oraz odrobinę megierowatą Helen (Barbara Shelley) podróżują po wschodniej Europie. Kierują się do Karlsbadu, mimo wyraźnych ostrzeżeń enigmatycznego ojca Sandora (Andrew Keir). Ponieważ woźnica nie chce kontynuować podróży po zmierzchu, czwórka zdezorientowanych turystów trafia znienacka do niezwykle gościnnego zamku hrabiego Drakuli, gdzie zostają przyjęci po królewsku przez lokaja, Klove’a (Philip Latham). Z całej grupy tylko Helen wydaje się mieć wątpliwości, reszta z radością przyjmuje perspektywę smacznego posiłku i wygodnego łóżka. Przeczucia Helen są jednak słuszne – turyści to dla Klove’a wyłącznie źródło krwi do rytuału, który przywróci jego mistrza do życia.

dracula 3

Film zdecydowanie cierpi z powodu braku wyrazistego oponenta dla Drakuli, ponieważ ani Matthews, ani nawet Keir nie są w stanie dorównać Cushingowi. Sam hrabia w zasadzie również pozostaje postacią drugoplanową, ponieważ fabuła koncentruje się (niestety) na czwórce pechowych podróżników. A jednak, pomimo tych ograniczonych możliwości, Christopher Lee zdołał podtrzymać wizerunek Drakuli, który miał przetrwać pokolenia i stać się wzorem dla niezliczonych zastępów filmowych wampirów.

Jego Drakula jest niesłychanie zmysłowy, atletyczny, pociągający, promieniuje egzotycznym magnetyzmem i po części dekadenckim wdziękiem. Jednocześnie jednak jest bezwzględny, brutalny i niebezpieczny. Chodzi o coś więcej, niż zdobycie krwi niezbędnej do przetrwania. Drakula kocha polować, nudzi go to, co już zdobył (zwłaszcza jeżeli przyszło mu to zbyt łatwo), a przemoc sprawia mu wyraźną przyjemność. Swoich pomocników wykorzystuje z całkowitą obojętnością, jakby przesuwał pionki na szachownicy. A jednak ma w sobie coś zniewalającego. Oglądając scenę, w której przemienia Helen (niezwykle dyskretnie, pod osłoną peleryny, co działa na wyobraźnię), trudno oprzeć się wrażeniu, że nie patrzymy na kobietę zmartwiałą ze strachu i szoku, ale wyraźnie zafascynowaną.

Oschłość hrabiego w stosunku do podporządkowanej mu Helen jest niezwykle podobna do tej, którą wiele lat później demonstrował Drakula Gary’ego Oldmana wobec Lucy. Prawdziwym celem są – odpowiednio – Diana i Mina, ponieważ nie jest to łatwe zwycięstwo. Magnetyzm Christophera Lee, zwycięski nawet w starciu z groteskową charakteryzacją, to prapoczątek fascynacji wampirami postrzeganymi jako atrakcyjni mężczyźni. To ojciec chrzestny Lestata, Edwarda i braci Salvatore. Punkt ciężkości w tej wersji Drakuli spoczywa wyłącznie na jego zmysłowym, fizycznym aspekcie. Inne elementy tak chętnie podnoszone w opowieściach o wampirach, czyli kwestie samotności, niespełnionych pragnień, przekleństwa wiecznego życia i ciężaru grzechów są tutaj zupełnie nieobecne.

Rzekoma porażka Drakuli na koniec filmu, zrealizowana pospiesznie i bez przekonania, to tylko formalność. Wszyscy widzowie i tak mają świadomość, że właśnie obejrzeli narodziny symbolu, któremu nikt nigdy nie będzie w stanie odebrać nieśmiertelności.

Ostatnio dodane