MIASTO 44 - Czym będzie, może być i nie powinno być | FILM.ORG.PL

Czym będzie, może być i nie powinno być MIASTO 44








Rafał Oświeciński
20.08.2013


 

MIASTO 44 to najbardziej intrygujący polski projekt przyszłego roku z szansami na duży sukces (artystyczny, bo frekwencyjny jest jak w banku).

Tak, rzucajcie kamieniami, przekleństwami, fejspalmami i innymi lolami. Ale naprawdę, wystarczył jeden wywiad, abym z okopów, czyli dużej wstrzemięźliwości wobec filmowego projektu, przeszedł na stronę młodego Komasy, który zdaje się wie, co chce pokazać i to pomimo rozczarowania, goryczy i złości tych, o których opowiada.

Otóż na natemat.pl pojawił się wywiad z kilkoma Powstańcami, którzy zdają się być rozżaleni faktem, że reżyser „Miasta ‘44”, mimo częstych konsultacji ze świadkami ówczesnych wydarzeń, zdaje się mieć wizję niezbyt adekwatną do pamięci tych, którzy Powstanie Warszawskie przeżyli. Chodzi bowiem o szczegóły, które mogą budować pewną tożsamość filmowej historii – Komasa bowiem chce zrobić film brudny, brutalny, ociekający naturalistycznymi emocjami (seks, gwałt, wulgaryzmy). Chce przywołać historię, iść za żołnierzami w ruiny, po raz drugi zburzyć miasto – ale zobaczyć też uczucia, które targały bohaterami, nawet jeśli nie są one zgodne z romantyczną linią, rzewnym wspomnieniem. To wywołuje uzasadniony sprzeciw i oskarżenia o obrazę uczuć.

– My oczekiwaliśmy, że to będzie film, który w pewnym sensie odda i nastrój tamtych chwil i nas samych. Pokaże nas zgodnych, przyjaznych sobie, mających przed sobą pewien cel. A doznałem zawodu – mówi Edmund Baranowski, ps. „Jur”, żołnierz batalionu “Miotła” i wiceprezes związku Powstańców Warszawskich.

Całkowicie rozumiem jęk rozczarowania. Powstańczy mit, tak skrupulatnie budowany od 59 lat, może po prostu ulec zniekształceniu – gdy zniknie tak nieliczne już pokolenie, to zniknie razem z nim pewien etos, którego są dowodem. Nie tyle więc pamięć o wydarzeniach, bo ta udokumentowana jest solidnie, ale bezpośredni, naoczny dowód bohaterstwa i honoru, z ciała i krwi, stojący naprzeciwko z dumnie podniesioną głową. Należy się bezdyskusyjne szacunek i to bez względu na ocenę sensu Powstania i jego historycznej wartości. W tym więc kontekście mocno krytyczne słowa kierowane w stronę twórców „Miasta ‘44” są zrozumiałe i zupełnie nieprzesadzone.

Z drugiej jednak strony Jan Komasa zdaje sobie sprawę z tego, że mamy połowę drugiej dekady XXI wieku. Taka niezbyt odkrywcza konstatacja jest jednak kluczowa: 60 lat to czas, w którym przewartościowano wszelkie wartości, co kilka lat buduje się od podstaw nowe definicje rozrywki, nie mówiąc już w szczegółach o kinie – z naciskiem na gatunek wojenny – i oczekiwaniach publiczności, która nie jest reprezentantem społeczeństwa polskiego, a jego wyrywkiem, najczęściej bardzo młodym. I jeśli chce być oglądany, to musi iść zgodnie z pewnymi trendami kina batalistycznego – krew, flaki, mord, brud to przywołanie tego realizmu, który pragnie „nowa” publiczność. Nie moralne dywagacje nad sensem wojny, a obrazki uwidaczniające bezsens. Wciąż w głowach kołacze się „Szeregowiec Ryan” i „Kompania braci” jako wzór tego, czym była II Wojna Światowa – to mięso, ten styl, ten wojenny syf powinno się przywoływać, do niego odwoływać i stawiać za wzór. Bo tylko taki wizualny wstrząs i jucha na kamerze są w stanie poruszyć i naprowadzić na znacznie ambitniejszy trop.

Kłopotem są oczywiście fakty. Gdy powstaniec mówi, że wychowanie i szacunek dla dowódcy nie pozwoliły mu przeklinać, że klejący się do ciała brud zniechęcał go do uprawiania seksu z jakąkolwiek dziewczyną – ja mu wierzę. Współczesne kino karmi się jednak przesadą i bezpośredniością, które odwołują się do współczesnych emocji – to inna wrażliwość. Honor ma inną cenę, bohaterstwo to abstrakcja, poświęcenie to nieznana idea. Ojczyzna, naród, państwo – pisane wielką lub małą literą – są inaczej definiowane ustami 80-latka, a inaczej 20-latka. Ich świat wyglądał, brzmiał, pachniał odmiennie. Być może też prościej, bowiem silniejsza była instytucja autorytetu, wiara rzadziej niezachwiana, a świat zdecydowanie mniejszy, ograniczony. Komasa musi jednak przywołać nie emocje i ideały, które budowały tożsamość Powstańców, a stanąć z boku; przyjrzeć się nie tylko wyobrażeniom ich samych o nich samych, a dopowiedzieć, zwrócić uwagę na to co wstydliwie ukrywane, przemilczane, niezauważane. Jeśli tego nie zrobi, „Miasto 44” może stać się takim „Katyniem”, który osobiście bardzo cenię, ale ze względu na uporczywe trzymanie się ówczesnych emocjonalnych realiów (wchodzenie w buty żołnierzy i ich postrzegania świata), film Wajdy generuje całą kupę szyderstw stając się synonimem  staromodnego, bezjajecznego kina wojennego. Komasa zdaje się tego nie chce.

Co będzie z „Miasta 44”? Trudno cokolwiek powiedzieć. Mamy bowiem do czynienia z uzasadnionym żalem Powstańców, który rokuje nadzieję na zaskakujący obraz, a z drugiej strony obietnica szokowania dla samego szokowania, choć zgodna z modą, to tanie zagrywki. Jakiś czas temu otrzymaliśmy serię zdjęć z planu filmowego, gdzie wszystko i wszyscy wyglądali jak wycięci z żurnala, co nie nastraja optymistycznie, a przy okazji Jan Komasa angażuje się w niezwykły projekt dokumentalny, co może oznaczać, że facet zdaje sobie sprawę z tego, jak – pod względem wizualnym – mogło Powstanie Warszawskie wyglądać. A dodatkowo – wszyscy w ten projekt wierzą, wszyscy wspierają (6 milionów dotacji od PISF przy ponad 20-milionowym budżecie), grono sponsorów na pewno ulegnie powiększeniu – wszak premiera ma się odbyć 1 sierpnia 2014 na Stadionie Narodowym, jest szansa, żeby się pokazać. Projekt budzi niekłamane zainteresowanie mediów, a przy okazji – fan page prowadzony jest wręcz wzorowo… And last but not least – zero ogranych twarzy w obsadzie, same świeże nazwiska – niezwykłe!

Aż się zwiastunu nie mogę doczekać, żeby zweryfikować swoje nadzieje, przypuszczenia i uprzedzenia.

Uśmiechnięty Andrzej Wajda i zadowolony minister kultury, Bogdan Zdrojewski. Jak pocałunek śmierci? :)

Rafał Oświeciński

Rafał Oświeciński

REDNACZ at FILM.ORG.PL
Celuloidowy fetyszysta.
Kino istnieje nie tylko dla rozrywki. Powinno budzić emocje. Powinno szokować ibulwersować. Powinno bez skrupułów zmuszać mózg i serce do wytężonej pracy. Dlatego wolę nieudane eksperymenty od udanych średniaków tworzonych od linijki.
Rafał Oświeciński






  • theVenator

    Wierzę w Komasę i liczę na coś, co przełamie już nudzące mnie historyczne, pseudoepickie i dramatyczne epopeje w telewizji i kinie. Tylko, że znowu temat nie będzie świeży, bo sam Komasa robi 2 filmy, chociaż inne pod względem formy to jednak wtórne, do tego „Sierpniowe Niebo. 63 Dni chwały” z idiotycznym występem Hemp Gru w zwiastunie, który nic nie pokazuje i jest najzwyczajniej słabo wykonany, co upewnia mnie, że film będzie porażką. Kolejna fala kina wojennego rusza. Był Cud nad Wisłą, był okres okupacji, teraz czas na Powstanie Warszawskie. Czy naprawdę nie może powstać JEDEN film na każdy okres? Nie ilość, ale jakość, bo jak widzę niesławną „Bitwę Warszawską” to żałuję, nie tylko swoich oczu, ale i rozpaczam nad zbezczeszczoną historią…

  • Janusz Omyliński

    Aż się przypomina kultowy tekst Jacka Braciaka http://youtu.be/S8qmuTIqsZk

  • Jokullus

    Póki co to same dywagacje – kwestia wiary w talent pana Komasy lub nie – bez pierwszych zwiastunów, czy wstępnych ocen ludzi którzy widzieli film (bądź przynajmniej fragment), możemy tak naprawdę dzielić włos na czworo. Co nie zmienia faktu, że powinniśmy trzymać kciuki za „Miasto 44”.

  • Fotosy są megaefekciarskie. To już coś. Dzięki temu i rozczarowanie będzie większe.

    A co do pierwszej foci – przypomina mi się refleksja z filmu „Pewnego razu na dzikim zachodzie” – po cholerę szelki facetowi, która ma pasek?

  • rob

    wolałbym jednak film bagińskiego szkoda że projekt przepadł z kretesem

  • Andriej

    Te zdjęcia to już niestety zapowiedź porażki. Szykuje się kolejna pretensjonalna i żałosna pseudowojenna popłuczyna

    • dlaczego?!

    • Szymon Pajdak

      Póki co wszystko pokazuje, że będzie inaczej. Nie wiem na jakiej podstawie takie wnioski.

      • Panegir

        Dlatego pretensjonalna że Komasa. Dlatego żałosna że będzie jedna batalistyczna scena z dwoma żołnierzami i komputerowym samolotem w filmie wojennym.

        • Szymon Pajdak

          Widzę, że już widziałeś. Na torrentach można złapać?

  • John Wayne

    Interesujący tekst!
    Ps.
    Proszę, rozważ czy w ramach wyjątku nie umieścić go również w „natemat jako prezentacji opinii.
    Tam prawie wszystkie teksty to blogi, na pewno wrzucą na czołówkę, a przy okazji można przemycić KMF…
    Pozdrawiam
    unknown

  • Charism

    „Ojczyzna, naród, państwo – pisane z dużej lub małej litery” – > *”Ojczyzna, naród, państwo – pisane wielką, lub małą literą” ;)

  • Grzegorz Fortuna

    Komasa to jeden z nielicznych polskich reżyserów, który wie, że w kinie liczą się emocje, emocje i jeszcze raz emocje, a nie to, żeby zrobić dobrze weteranom. Gdyby to miał być film ze „zgodnymi, przyjaznymi powstańcami” to mielibyśmy kolejną laurkę dla nikogo. A tak może być i ciekawie, i światowo. Czekam jak cholera :)

  • Michał

    Wierzę w ten film. Polecam filmiki z produkcji na stronie Orange. Będzie epa jakiej dawno nie było w polskim kinie wojennym. Po przeczytaniu wywiadu z Kolasą w Przekroju jestem jeszcze lapszej myśli. http://www.przekroj.pl/artykul/938607,1033377-Taniec-ze-smiercia.html

  • Kaczor

    Powstańcy chcą zachować romantyczny obraz powstania gdzie dzielni chłopcy i piękne dziewczęta czwórkami do nieba szli z Matką Boską na ustach. Nie wierzę że przez 63 powstania gdzie walczyło tysiace młodych ludzi nikt z nikim się nie kochał, nie przeklinał a wszystkich jeńców traktowano z szacunkeim i miłością…

    „Miasto 44” będzie fikcją opartą o historyczne wydarzenia. Fikcyjny jest np. oddział w którym walczą główni bohaterowie. Dobrą analogią jest „Szergowiec Ryan” – zmyślona grupa żołnierzy podczas prawdziwej operacji Overlord.

  • Kazik

    Ja akurat wieszczę temu filmowi jak najgorzej. No ale jak naprawdę będzie, nie wiadomo. Tu nie chodzi o to, aby napisać, że całość zapowiada się pretensjonalnie, czy mniej pretensjonalnie, czy Komasa, czy bez Komasy, (nawiasem mówiąc, „Sala samobójców” była naprawdę niezła. Wieszczę temu filmowi jak najgorzej, ponieważ ewidentnie widać, nawet po tych promocyjnych bannerach, czy jak to nazwiemy, że reżyser nie poszedł za tym co „mu w duszy gra”, tylko za tym aby był „fun”, żeby film śpiewał, błyszczał i prawie, że tańczył mazurka Dąbrowskiego, a to wszystko nie to, jak w piosence Agnieszki Osieckiej. Przecież gołym okiem bez specjalnego wysilania umysłu, widać, że te postacie są cholernie komiksowe. To nie są realni ludzie, tylko kolorowe, narysowane kukły. Obowiązkowo śliczni, zdrowi, dzielni i pełni zapału, no i jeszcze te pomalowane usteczka. Niechby film o powstaniu był brudny, wręcz wystylizowany na niechlujną realizację. Niech ci powstańcy będą… zwyczajni, ani piękni, ani brzydcy. Niech po prostu będzie w tym jakiś realizm a nie któraś to już z rzędu, kolorowa, fikuśna laurka. Po prostu cała produkcja jawi się jako taki film o powstaniu w wersji disco, którego targetem jest nastoletnia młodzież. A co z edukacją? Czy naprawdę ZA KAŻDYM razem trzeba wychodzić naprzeciw oczekiwaniom widza? Czy nie można postarać się czegoś go nauczyć? Zaproponować? Niech to będzie inny film od tych do których się przyzwyczaił. No ale Komasa ma to w dupie, nie mówiąc już o producentach. Skoro naczelnym celem jest to, że film ma PRZEDE WSZYSTKIM zarobić, to przestańmy pierdolić, że to sztuka, że to jakaś kreacja, tylko zacznijmy używać słowa „produkt”, nie „obraz”, tylko „wyrób” i będzie wszystko klarowne. A nie, że z czegoś tak cholernie ważnego, tak dojmującego dla mnóstwa ludzi w tym kraju, jak Powstanie Warszawskie, tworzy się atrakcyjny bibelocik. Tu maźnięte usta, tam perskie oczko, gdzie nie gdzie ruiny i terkot karabinów maszynowych. Film o Powstaniu Warszawskim nie powinien być, kurwa, filmem o wesołym miasteczku.

    • to tylko promocyjne fotosy, zrobione jeszcze przed rozpoczęciem zdjęć.
      Mimo wszystko masz sporo racji, choć w deklaracjach Komasy staram się widzieć szansę na nieprzeciętne kino niż wesołe miasteczko.
      I to nic zdrożnego, że się twórca stara dogadać z oczekiwaniami widza – kwestia tego, na jakie ustepstwa idzie, na jakie wzory gatunkowe się ogląda. A o tym kompletnie nic nie wiemy. NIC. Dlatego trudno cokolwiek powiedzieć TERAZ.

      • Jaro

        o boże, co to? fotos z planu „Uprising of the Living Dead”?

        • koala

          tja, nieważne co i jak, ale zawsze znajdzie się powód do kpiny.

          • Michał

            Niektórzy na połączenie słów „polski” i „film” reagują jak widać spazmami.

          • Jaro

            pierwsza zasada internetu, przyjacielu :)

  • Jaro

    „Komasa bowiem chce zrobić film brudny, brutalny, ociekający naturalistycznymi emocjami (seks, gwałt, wulgaryzmy).”

    no cóż, jedno trzeba mu przyznać już teraz: koleś z dwiema dupami na każdym ramieniu faktycznie wygląda jak żywcem wyjęty z produkcji Brazzers.com. więc seks już mamy. brud? moralny pewnie tak…

  • P. S.

    Cieszy mnie, że Komasa nie robi Powstaniu nowej hagiografii, bo na takową ów bezsensowny zryw, który pochłonął 200 tys. bezsensownych ofiar (głównie cywilnych) i gigantyczne straty materialne nie zasługuje. Gwałty i ludobójstwo muszą zostać pokazane, gdyż na masową skalę miały tam miejsce. Ale kopulujący między sobą powstańcy, rzucający kurwami? Ahistoryczne i pod publiczkę.

  • Pingback: Najnowszy zwiastun MIASTA 44. Komasa wie, o co chodzi! | FILM.ORG.PL()






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

Seventh Son - trailer

Następny tekst

Fota #65 - Uma Thurman i Lucy Liu



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE