Projekt Doppelganger

CZY HITCHCOCK MIAŁ SOBOWTÓRA? – PROJEKT DOPPELGANGER #9 – DUBEL

Autor: Karolina Nos-Cybelius
opublikowano

They say, that if you meet your double,
you should kill him, or that he will kill you (…)
The two of you is one to many.
By the end of the script one of you must die.

 

Czy Alfred Hitchcock miał sobowtóra? Czy za reżyserem podążał złowieszczy cień? Czy spotkał się w cztery oczy ze swoim doppelgangerem i zdecydował kierować starą jak świat zasadą: Jeśli spotkasz swojego sobowtóra, powinieneś go zabić, albo to on zabije ciebie. Was dwóch to o jednego za dużo?…

Zanim cztery lata temu do kin trafił biograficznym film Hitchcock w reżyserii Sachy Gervasiego i zanim Anthony Hopkins wcielił się w rolę mistrza ekranowej grozy, powstał dużo mniej znany obraz, w którym nieżyjący od blisko trzech dekad wielki reżyser wraca i przemawia do widza post mortem. Film ten to Dubel (Double Take) Johana Grimonpreza. Ale ów pełnometrażowy paradokumentalny obraz ma swojego skromniejszego brata bliźniaka.

W 2005 roku Johan Grimonprez – belgijski twórca filmów dokumentalnych o artystycznych ambicjach – przymierzał się do pracy nad filmem Dubel. Zorganizował casting na sobowtóra słynnego reżysera Alfreda Hitchcocka. Na przesłuchaniu zjawiło się kilku panów w różnym wieku, uważających, że charakteryzuje ich ogromne podobieństwo zewnętrzne do mistrza filmowego suspensu. Wśród potencjalnych dublerów Hitchcocka był nieżyjący już Ron Burrage. Przygotowania do filmu zaowocowały swoistym epilogiem Dubla, videoinstalacją zatytułowaną Looking For Alfred. Dubel jest rozwinięciem poszukiwań Grimonpreza i niezwykłym filmowym kolażem oscylującym wokół takich – zdawałoby się zupełnie do siebie nieprzystających – tematów jak: złowrogi sobowtór, widmo śmierci, oryginał i kopia, zimna wojna, próby jądrowe, komunizm, telewizja, rola mediów, amerykański przemysł, początek powojennej ery konsumpcjonizmu, praca nad filmem, etc.

Dubel trafił na ekrany kin w 2009 roku. Został doceniony na festiwalach Berlinale i Sundance, a także polskich Nowych Horyzontach. Był prezentowany w prestiżowym nowojorskim Musuem Of Modern Art, jest też jedną ze stałych ekspozycji w londyńskiej galerii Tate Modern oraz paryskim Centre Georges Pompidou. Co jest takiego niezwykłego w filmie belgijskiego reżysera? Wszystko. Tematyka i forma. Metaforyka i oryginalność przekazu. Nawiązania do literatury i (pop)kultury. A przede wszystkim centralna postać tego dzieła, jego główny bohater, powracający zza grobu Sir Alfred Hitchcock.

Rdzeniem filmowej opowieści są wyimki z prozy argentyńskiego pisarza Jorgego Luisa Borgesa, którego sobowtórowa obsesja znalazła odzwierciedlenie między innymi w opowiadaniach 25 sierpnia 1983 i Tamten. W filmie Grimonpreza mamy do czynienia z parafrazą borgesowskich opowieści o spotkaniu z sobowtórem. Spotkaniu podwójnie niecodziennym, bo nie z własną idealną kopią, ale młodszą/starszą wersją siebie. Podobnie jak w 25 sierpnia 1983, w filmowej historii Hitchcock spotyka swojego doppelgangera w hotelu. Wydarzenie to jest połączeniem realności i fikcji, prawdopodobieństwa i fantastycznej niesamowitości. Grimonprez częściowo umieścił to spotkanie w rzeczywistym czasie i miejscu, w którym Hitchcock ówcześnie przebywał, a jednocześnie nadał mu uniwersalny, symboliczny, mityczny – chciałoby się powiedzieć – charakter.

Rok 1962, pracujący na planie filmu Ptaki reżyser zostaje poproszony do telefonu. Otwiera pewne drzwi i widzi za nimi siebie… Spotkanie z sobowtórem odbywa się na styku różnych wymiarów. Ni to w biurze wytwórni filmowej, ni to w kawiarni. Miejsce przypomina też pokój hotelowy i kilka innych znanych reżyserowi miejsc. Dokładnie jak w opowiadaniu Borgesa Tamten nie sposób ustalić miejsca i daty spotkania. Odbywa się ono poza miejscem i poza czasem. Być może jest tylko snem.

Natychmiast rozpoznałem głos. Postać powoli odwróciła się w moją stronę. Czekałem na ciebie – powiedział. I tego właśnie się obawiałem. Mężczyzna, na spotkanie z którym podstępnie mnie zwabiono fałszywym telefonem, przypominał mnie pod każdym względem, z wyjątkiem jednego. Był – jak zauważył ochroniarz – starszy.

Na współczesnego sobowtóra Hitchcocka składają się dwie osoby (sic!). Pierwsza to doppelganger, z którym reżyser dzieli wygląd, czyli Ron Burrage, druga to człowiek mówiący głosem reżysera, Mark Perry. To niesamowite, jak świetnie imituje głos Hitchcocka. Barwa, głębia, tempo mówienia – wszystko się zgadza. Ale nie jest to talent wrodzony, nie obyło się bez prób. Jedna z pierwszych scen Dubla dokumentuje takie właśnie próbne nagranie. Mark Perry głosem Alfreda Hitchcocka opowiada słynny dowcip o nieistniejącym MacGuffinie. Tymczasem Ron Burrage w momencie kręcenia Dubla był miej więcej w wieku Hitchcocka, gdy ten pracował nad Ptakami. Burrage ma hitchcockowski wzrost, posturę, łysinę i twarz. Już po śmierci Hitchcocka w 1980 roku często wcielał się w rolę sławnego reżysera podczas imprez filmowych, imitował Hitchcocka w reklamach i zastąpił nieżyjącego reżysera w zapowiedziach włoskiej edycji programu Alfred Hitchcock Przedstawia. Obaj, Burrage i Perry, grają w Dublu podwójne role, Hitchcocka i samych siebie.

Osiemdziesięciominutowy film jest w większości czarno-biały ze względu na charakter cytowanych materiałów archiwalnych, fragmentów filmów Hitchcocka oraz serii telewizyjnej Alferd Hitchcock Przedstawia, reklam telewizyjnych z lat sześćdziesiątych, a także ówczesnych filmów propagandowych. Fragmenty w kolorze tym bardziej rzucają się w oczy i kontrastują z resztą obrazu. Charakterystyczne dla dzieła Grimonpreza jest zatarcie granicy między rzeczywistością a filmową kreacją. Czasami trudno orzec, czy widoczne na ekranie sceny i dobiegające z offu wypowiedzi to nadal materiały źródłowe z prawdziwym jedynym i niepodrabialnym Hitchcockiem, czy filmowa kreacja jego dublerów, duetu Burrage & Perry…

Już podczas czołówki filmu widzimy pary bliźniąt. Stare ziarniste zdjęcia i nagrania. Dwie identyczne dziewczynki, dwóch identycznych młodych mężczyzn stojących ramię w ramię i uśmiechających się do kamery. Wszystkie te podwojone postacie mają w sobie coś demonicznego. Złowieszcze spojrzenia, fałszywe uśmiechy, za którymi kryje się mrok i niewypowiedziana groźba. Ten epilog dobrze oddaje grozę spotkania z sobowtórem, które stanie się udziałem filmowego Hitchcocka.

Bardziej i mniej oczywistych sobowtórowych nawiązań, symboli i metafor jest w Dublu znacznie więcej: wszechobecne w dziele Grimonpreza cytaty z kampanii reklamowej marki Folgers Coffee, kawy instant, a więc imitacji, substytutu prawdziwej kawy, produktu, który – jak głosi producent – smakuje jak świeżo zmielona kawa, jest „taki jak” oryginał, ale oryginałem nie jest; dwa identyczne teriery reżysera, które Hitchcock prowadzał na smyczy; 13 sierpnia, data urodzenia Alfreda Hitchcocka i jego sobowtóra Rona Burrage’a – wiadomy znak pierwiastka sobowtórowości; toczący się po korytarzach i schodach czary melonik… Hitchcock wcale nie nosił często tego nakrycia głowy, nie rozstawał się z nim natomiast inny wielki artysta, rodak Grimonpreza, René Magritte, malarz surrealista, któremu podwojenia i lustrzane odbicia też nie chciały wyjść z głowy; sam Hitchcock bawiący się w swoich filmach motywem sobowtóra, rozszczepienia jaźni, oryginału i kopii i szerzej tożsamości (w jednym z epizodów Alfred Hitchcock Przedstawia pojawił się w kilku kopiach, a w innym w dwóch nieznacznie różniących się wcieleniach); do tego filmowa scenografia jako replika rzeczywiście istniejących miejsc, charakterystyczny montaż, pokazywanie po kilka razy pod rząd tych samych kadrów i scen; wreszcie le double, francuski termin oznaczający „sobowtór”, ale też „widmo”, to drugie znaczenie odnosi się bezpośrednio do filmu, kina jako odbicia – sobowtóra – rzeczywistości (Dubel to w pewnej mierze także metafilm, dzieło o tym jak film powstaje, o zdjęciach, udźwiękowieniu filmowego obrazu); Dubel pokazuje też, jak pomniejszony w rozmiarach, ale za to multiplikowany pod względem ilościowym ekran kinowy zaczął w latach sześćdziesiątych masowo trafiać pod dachy zwykłych obywateli…

Telewizor, ta niepozorna skrzynka, nierzadko połączona z fikuśną anteną, o wielkiej mocy oddziaływania. Szklany ekran, źródło informacji i rozrywki, ale też potężne narzędzie kontroli umysłów i manipulacji.

Dosłowny cytat z 23 kwietnia 1983 Borgesa jest w filmie tylko jeden. W adaptacji Grimonpreza znalazło się miejsce na fragment:

Nienawidzę twojej twarzy, która jest moją karykaturą, twojego głosu, który przedrzeźnia mój (…) Ja także – powiedział sobowtór.

Natomiast w opowiadaniu Tamten Borges napisał: Jeśli coś nadnaturalnego zdarza się dwukrotnie, przestaje przerażać. I zaproponował swojemu sobowtórowi, który rzecz jasna również nosił imię Jorge Luis Borges, ponowne spotkanie…

Dubel to smakowity kąsek nie tylko dla wielbicieli Alfreda Hitchcocka. Ten nietuzinkowy filmowy patchwork z genialnie weń wkomponowaną muzyką z filmów Psychoza i Ptaki zadowoli każdego kinomana, który ceni oryginalność i złożone, wielowymiarowe kino. Czego tu nie ma? Sputnik na orbicie; Łajka w kosmosie; inwazja na Kubę; amerykański sen, poranna kawa w jasnej kuchni z widokiem na równo przystrzyżony trawnik; Chruszczow i Nixon, Chruszczow i Reagan, Chruszczow i Castro – rozmowy na szczycie w każdej możliwej konfiguracji; Castro i jego sobowtóry, za pośrednictwem których pogrywał sobie z amerykańskimi tajnymi służbami; strach przed nuklearną zagładą; panika, psychoza; nastoje katastroficzne; UFO. A wszystko to ujęte w ramy wywołującego archetypiczny lęk spotkania ze swoim drugim ja. Co łączy wszystkie wyżej wymienione zjawiska? Strach, że jedne z nich okażą się prawdą a inne fikcją, najogólniej, strach przed śmiercią.

Właśnie to symbolizował dawniej doppelganger. Śmierć. Spotkanie sobowtóra zwiastowało w najlepszym wypadku wielkie nieszczęście w najgorszym nagły i niespodziewany zgon. Czy spotkanie reżysera ze swoim starszym wcieleniem oznacza, że niebawem umrze? Nie ma to sensu, przecież patrzy na siebie za kilkanaście, kilkadziesiąt lat, więc dożyje przynajmniej tego wieku. Przynajmniej. Bo spotkanie to może oznaczać przecież śmierć nie jego własną a właśnie tego drugiego… W opowiadaniu Borgesa wątek ten został przedstawiony znacznie bardziej dosłownie i dramatycznie, ponieważ Borges młodszy – narrator 25 sierpnia 1983 – widzi, jak Borges starszy umiera. Spotkanie w hotelu to konfrontacja z własną przyszłą śmiercią.

Na głębszym, metaforycznym poziomie wykreowane przez Grimonpreza spotkanie Hitchcocka ze starszą wersją siebie pokazuje reżysera rozdartego między pragnieniem zachowania wierności kinu wielkiego formatu, a pójścia z duchem postępu i kręceniem dla telewizji.

Czy Hitchcock i Burrage rzeczywiście się spotkali, ale ponieważ dzieliło ich trzydzieści lat, nie rozpoznali siebie i żaden z sobowtórów tego nie odnotował? To możliwe. Ron Burrage pracował w hotelu i restauracji, w których reżyser bywał. Czy filmowa wariacja Grimonpreza na temat pisarstwa Borgesa jest bardziej realna niż się z pozoru wydaje? Możliwe…

Pewne jest natomiast jedno, Alfred Hitchcock byłby Dublem zaintrygowany. Nawet gdyby nie on, a kto inny, stał się głównym bohaterem filmu belgijskiego twórcy, obejrzawszy ten niepospolity, pełen kontrastów obraz, Hitchcock rzekłby zapewne: „Świetna robota!”.

korekta: Kornelia Farynowska

Ostatnio dodane