Serialowe uniwersum

Serialowe uniwersum. Pani Doktor Who?… Aktualizacja: komentarz do wyboru Trzynastego Doktora

Autor: Kornelia Farynowska
opublikowano

Być może jestem wredną, niefeministyczną szują, która zdradza swoją płeć i wręcz działa na jej szkodę, ale będę się upierać, że następny Doktor nie powinien być kobietą.

Głosy o konieczności (!) obsadzenia aktorki w roli kolejnego wcielenia głównego bohatera Doktora Who pojawiły się już wtedy, gdy Matt Smith ogłosił swoją abdykację ze stanowiska. Kiedy ujawniono, że nowym Panem Czasu będzie Peter Capaldi, zewsząd dało się słyszeć protesty: kolejny mężczyzna, w dodatku biały i heteroseksualny? I jeszcze taki stary?! Minęły cztery lata i apele o zmianę płci Doktora pojawiły się jakąś jedną setną sekundy po tym, jak Capaldi zapowiedział, że w 2017 roku pożegna się z rolą. W dodatku wraz z Capaldim odejdzie dotychczasowy producent, Steven Moffat. W pewnym sensie twórca Broadchurch, Chris Chibnall, który przejmie po Moffacie stery, będzie mógł zacząć Doktora Who po swojemu, od zera. Teoretycznie byłby to dobry moment, by zmienić całkowicie formułę serialu. Pytanie tylko, czy to rzeczywiście taki znakomity pomysł.

Doktora Who często porównuje się z Sherlockiem Holmesem i Jamesem Bondem, gdy mowa o ikonicznych brytyjskich postaciach. Holmes i Bond są na świecie bardziej znani niż Doktor, ale dla każdego, kto chociaż odrobinę poznał brytyjską (pop)kulturę, nie powinno ulegać wątpliwości, że porównanie jest słuszne.

Uwielbiam Sherlocka Holmesa, bardzo dużą sympatią darzę Doktora Who i nieszczególnie przepadam za Bondem, ale na ich temat mam jedno i to samo zdanie: nie powinno się obsadzać kobiet w tych rolach. Rozumiem chęć przełamania stereotypowego myślenia, ale dla mnie przeskok byłby za duży i nie do przyjęcia. Nawet w przypadku Jamesa Bonda, do którego nie jestem nawet w połowie tak przywiązana, jak do Sherlocka Holmesa czy Doktora. Nie interesuje mnie wzrost, ubranie, figura, kolor oczu, włosów czy skóry Sherlocka/Doktora/Bonda – Idris Elba na Bonda, tak na marginesie – natomiast uważam, że powinien być mężczyzną.

Z jednej strony owszem, po prostu się przyzwyczaiłam, ale z drugiej – to trochę tak, gdybym ja jutro nieoczekiwanie i bez zapowiedzi obudziła się mężczyzną. Nie potrafiłabym się odnaleźć, bo całe życie byłam kobietą. Moi znajomi i rodzina, nie mówiąc nawet o chłopaku, również mieliby trudności z przyzwyczajeniem się do takiej zmiany. I jeśli na chwilę wyobrazimy sobie, że Doktor rzeczywiście istnieje, w dodatku ma ponad dwa tysiące lat i cały ten czas regenerował się z mężczyzny w mężczyznę, chociaż mógł wybrać inaczej, to moim zdaniem po prostu się nim czuje. Taka jest jego tożsamość płciowa i tyle.

Oczywiście, że chcę oglądać silne kobiece postacie w filmach i serialach.

Ale wydaje mi się, że z feministycznego punktu widzenia byłoby lepiej, gdyby producent Doktora Who stworzył nową postać, Panią Czasu, która nie byłaby związana z Doktorem. Miałaby wówczas własne miejsce, oddzielną osobowość, nie musiałaby się ścigać z jego popularnością i nikt nie porównywałby jej do poprzednich trzynastu wcieleń. Mogłaby być sama dla siebie, odrębną, niezależną postacią. Zgoda, ustalono wprawdzie, że Doktor jest ostatnim Panem Czasu, ale tak samo przekonywano nas, że ma tylko dwanaście regeneracji do wykorzystania, a jednak Steven Moffat poradził sobie z obejściem tej kwestii.

Rzecz w tym, że nie da się zadowolić każdego. Gdy obsadzono Christophera Ecclestona jako Dziewiątego Doktora, obawiano się, że nie zagwarantuje dobrej oglądalności, ponieważ nie jest aktorem komediowym ani charyzmatycznym (ha, ha). Gdy obsadzono Davida Tennanta jako Dziesiątego, obawiano się, że nie będzie tak dobrze odebrany jak swój poprzednik (ha, ha, ha). Gdy obsadzono Matta Smitha jako Jedenastego, obawiano się, że jest zbyt młody i niedoświadczony, by poradzić sobie z tak wymagającą rolą (ha, ha, ha, ha). Gdy obsadzono Petera Capaldiego jako Dwunastego, obawiano się, że jest zbyt stary, by przyciągnąć i utrzymać przy serialu nastolatki (bez komentarza).

Z perspektywy czasu łatwo mi się śmiać, że ktoś zastanawiał się, czy Tennant będzie tak popularny jak Eccleston albo czy Matt Smith jest wystarczająco uzdolniony aktorsko. Podejrzewam, że gdyby teraz ogłoszono, że Trzynastego Doktora zagra kobieta, jakakolwiek by to nie była aktorka, jedna połowa fanów wróżyłaby klęskę serialu, druga jego sukces; jedna połowa rozpaczałaby nad tak drastyczną zmianą, druga pewnie by świętowała. Głosy za i przeciw zmianie płci Doktora wydają się dosyć równo rozłożone.

I ustalmy sobie jeszcze jedną rzecz na sam koniec – niezależnie od wyboru Chrisa Chibnalla Doktora Who i tak będę oglądać. Niemniej uważam, że to Doktor jest głównym bohaterem serialu. To lekki absurd, ale ile razy odcinki za bardzo koncentrowały się na towarzyszce – czyli kobiecie! – robił się szum, że w Doktorze Who było za mało Doktora. Cała dynamika produkcji zakłada bowiem, że mamy pomylonego gościa z niebieską budką, którego mamy odbierać jako obcego, który ma nas fascynować i intrygować, którego chcemy oglądać, i (zazwyczaj) ludzką, ziemską towarzyszkę, prezentującą bliższy nam, widzom, punkt widzenia. I zakłada tak od lat sześćdziesiątych, a jeszcze wyraźniej od 2005 roku. To nie kwestia domniemanej wyższości mężczyzn nad kobietami – chodzi po prostu o to, kim Doktor jest. I nie ma nic złego w tym, że jest akurat mężczyzną.

* * *

Wczoraj ogłoszono, że Trzynastego Doktora zagra Jodie Whittaker, z którą Chris Chibnall pracował już wcześniej przy Broadchurch. Nadal nie uważam, żeby Doktor koniecznie musiał być kobietą, i nie jestem również przekonana, że Jodie Whittaker była najlepszym wyborem. Oglądałam Broadchurch i wiem, że jest dość dobrą aktorką, ale moim zdaniem jest za mało wyrazista, żeby zagrać tak ekscentryczną postać. Po prostu nie pasuje mi do tej roli. Nie oznacza to oczywiście, że nie będę serialu dalej oglądać, jestem także jak najdalsza od dramatycznych stwierdzeń w rodzaju „to już koniec Doktora Who„. Oczywiście, że dam jej szansę, oczywiście, że jeśli okaże się fantastyczna, a odcinki będą lepiej napisane niż te z ostatnich siedmiu lat, napiszę kolejny felieton o tym, że się pomyliłam i że nie miałam racji.

Biorąc pod uwagę, jak wiele rzeczy się zmieni – nowy producent, najprawdopodobniej nowa towarzyszka, nowy Doktor, w dodatku kobieta – Chris Chibnall rzeczywiście sporo ryzykuje. I jednego jestem pewna – zostanie zapamiętany albo jako ten, który przyczynił się do końca kultowego serialu, albo jako ten, który go zrewolucjonizował.

Ostatnio dodane