Odmienne stany świadomości

JOHN GINIE NA KOŃCU. Sos tysiąca schiz

Autor: Jan Dąbrowski
opublikowano

ODMIENNE STANY ŚWIADOMOŚCI #12: John ginie na końcu

 

To czarne… ten sos sojowy. To narkotyk, prawda?

Dave Wong (Chase Williamson) siedzi w azjatyckiej restauracji i czeka na kogoś. W międzyczasie wspomina, jak zimą ściął głowę nazistowskiemu zombie i zaszlachtował w swojej kuchni ślimako-glonojada. Pamięta, że po każdym użyciu musiał naprawiać siekierę. Kiedy mija go kelnerka niosąca talerz, Dave wie, ile jest tam ziarenek ryżu i gdzie właściciel lokalu go kupuje. Wszystko to dzieje się w ciągu kilku minut. Po chwili przed Wongiem pojawia się wyczekiwany gość, Arnie Blondstone (Paul Giamatti). Jest dziennikarzem, szuka nowego tematu i chce dowiedzieć się, czym dokładnie zajmuje się Dave i jego kolega John (Rob Mayes). Podobno zajmują się zjawiskami nadprzyrodzonymi, ale nie wiadomo dokładnie, w jaki sposób, i jakie są ich zdolności. Wszystko to powiązane jest z substancją psychoaktywną zwaną sosem sojowym. Arnie chciałby się czegoś o nim dowiedzieć, a Dave jest właśnie pod jego wpływem. Dlatego wie, ile było ryżu na talerzu, oraz ile dziennikarz ma drobnych w kieszeni.

Ten sos… był żywy.

Rzeczywistość filmu John ginie na końcu to mieszanina popkulturowych odniesień i surrealistycznych wizji bazujących na opowiadaniu Davida Wonga pod tym samym tytułem. Przeniesione przez Dona Coscarelliego na duży ekran przygody dwóch przyjaciół ogląda się z rosnącym niedowierzaniem, głównie przez stężenie absurdu rosnące z każdą minutą. Jakby wszystko usprawiedliwiał fakt, że bohaterowie są pod wpływem tajemniczej substancji o niejasnym działaniu. Czy John naprawdę umiera? Czy Dave’a naprawdę atakowały latające wąsy? Czy obaj walczyli z potworem poskładanym z kawałków mięsa z chłodni? Może tak, a może nie – podczas seansu oddzielenie prawdy od fikcji wydaje się niemożliwe. Przyjęta przed chwilą hipoteza parę scen później okazuje się błędna, ponieważ świat filmu Coscarelliego nie jest ani racjonalny, ani logiczny. Tu w każdej chwili może okazać się, że kupiony w przydrożnej budce hot dog świetnie sprawdzi się jako telefon komórkowy, a niektóre drzwi można otworzyć tylko nieistniejącą już, amputowaną kończyną, po której został tylko ból fantomowy.

To czarne coś ma świadomość i wolę.

Dzięki sosowi sojowemu Dave i John zyskują niesamowite zdolności. Są w stanie odczytywać czyjeś sny i trafnie je interpretować. Widzą istoty nie z tego świata, niewidoczne dla innych. Szybciej kojarzą fakty, a ich mózgi zaczynają pracować prędzej. To pomogło Wongowi przekonać dziennikarza, by ten wysłuchał jego historii i traktował go poważnie. W rozmowie opisał mu działanie czarnego płynu jako wyostrzenie zmysłów i przeładowanie umysłu informacjami. Widzi się rzeczy, których nie powinno się zobaczyć – na przykład demony z innego świata, albo przeszłość i przyszłość. Najsilniejszym skutkiem zażycia sosu jest zdolność do otwierania drzwi do innych światów, czyli podróżowania między wymiarami. Dzięki temu John i Dave mogą przenieść się do alternatywnej rzeczywistości, gdzie przebywa istota planująca przejęcie władzy nad światem. W każdym razie takie rzeczy spotykają ich podczas wielogodzinnych odlotów pod wpływem sosu sojowego. Niezależnie od tego, czy to halucynacje, czy prawdziwe zdarzenia, bohaterowie dużo ryzykują, wpuszczając czarny płyn do krwiobiegu.

Każdy, kto wziął sos sojowy, zapadł w śpiączkę albo umarł. Oprócz mnie.

Jak każda substancja psychoaktywna, sos może być bardzo niebezpieczny dla ludzkiego organizmu. Kiedy Dave i John mieli z nim styczność po raz pierwszy, nie byli sami. Ich znajomi ze szkoły średniej po zażyciu czarnego płynu albo zaginęli, albo poumierali w strasznych męczarniach. Prawdopodobnie nie zabija sam sos, tylko masa nowych bodźców, które atakują mózg po jego zażyciu. I choć bohaterowie przeżyli wielokrotne dawki substancji, po fazie euforycznej (kiedy ich zmysły się wyostrzają) przechodzą przez fazę przykrych, ale nieokreślonych efektów ubocznych. Kiedy John pierwszy raz zażył trochę sosu, wydzwaniał do Dave’a i tłumaczył, że musi do niego przyjechać, bo sam nie może wyjść z mieszkania. Na miejscu twierdził, że widzi pod sufitem potwora i wydawał się przerażony. I choć Dave nie widział niczego podejrzanego (poza zachowaniem kolegi), z czasem okazało się, że to nie były halucynacje, tylko poszerzone widzenie świata. Jednak sos sojowy nie na wszystkich działa tak samo i nie każdy jest w stanie funkcjonować pod jego wpływem.

To nie ty wybierasz sos sojowy. To on wybiera ciebie.

John ginie na końcu Dona Coscarelliego zręcznie łączy w sobie czarną komedię, science fiction i elementy horroru. Siła filmu nie leży tu w bohaterach, choć są oni jedynym łącznikiem między kolejnymi scenami. Ale to właśnie bogactwo pozornie ubogiego świata jest tu takie ciekawe. Zwykłe miasteczko pod wpływem tajemniczego sosu sojowego staje się miejscem pełnym dziwacznych stworów, ślimako-glonojadów, zaburzeń czasoprzestrzeni i portalem do innego świata. Tutaj Bob Marley interpretuje sny, wąsy latają i mają własną wolę, a ładne dziewczyny mogą zmienić się w gniazdo żmij. To rzeczywistość zlepiona z fragmentów twórczości H.P. Lovecrafta, Stanleya Kubricka, Davida Cronenberga i sentymentu do kina lat 80. W tym wszystkim jest humor, dystans i polot nadające filmowi lekkości. Dzięki temu łatwo uwierzyć i poczuć niesamowite działanie sosu sojowego, jakkolwiek niedorzeczne by nie było.

korekta: Kornelia Farynowska

Ostatnio dodane