Odmienne stany świadomości

GŁOSY. Najbezpieczniej we własnej głowie

Autor: Jan Dąbrowski
opublikowano

ODMIENNE STANY ŚWIADOMOŚCI #4: Głosy


Jerry (Ryan Reynolds) prowadzi spokojne, dobre życie. Mieszka w przytulnej kawalerce nad starą kręgielnią. Pracuje w małym, przemysłowym miasteczku Milton, gdzie zajmuje się pakowaniem elementów wyposażenia łazienek. Nigdy nie narzeka, ma pozytywne nastawienie i lubi angażować się w różne rzeczy, choć bywa nieśmiały, zwłaszcza w obecności kobiet. Kiedy udaje mu się spotkać z koleżanką z pracy, Fioną (Gemma Arterton), Jerry jest wniebowzięty. Niestety chwilę potem przez przypadek zabija ją. Po pozbyciu się ciała zostawia sobie w lodówce głowę kobiety. Ale nie ma tego złego – przecież zawsze może się wygadać poczciwemu psu Bosco i Panu Wąsikowi, wrednemu, rudemu kotu. Zwierzęta cierpliwie słuchają swojego właściciela. Nawet mu odpowiadają, w dodatku po angielsku. A bohatera to nie dziwi, on wręcz nie wyobraża sobie życia bez swoich czworonożnych przyjaciół i ich opinii. Nie wszystko jest jednak tak różowe, jak kombinezon roboczy głównego bohatera. Spokój, pogodny nastrój oraz kontakt z psem i kotem mogą zniknąć – wystarczy, że Jerry zażyje swoje lekarstwa.

„Weź je, a wkroczysz w smutny i samotny świat” – ostrzeżenie kota nie brzmi zbyt wiarygodnie dla bohatera. Przecież psychiatra (Jacki Weaver) upomniała go, że bardzo ważne jest branie tabletek. Więc Jerry je łyka, bo nie chce się sprzeciwiać i nie ufa niemiłemu Panu Wąsikowi. Kiedy leki zaczynają działać, uporządkowany, pastelowy świat zmienia się w bury, depresyjny koszmar. Na co dzień uporządkowane i schludne mieszkanie bohatera okazuje się zagraconą norą pełną worków ze śmieciami, opakowań po pizzy i zwierzęcych odchodów. Bosco i Pan Wąsik dziwnie się zachowują, są apatyczni i co gorsza – już nie mówią do Jerry’ego. Zamieszkująca lodówkę głowa Fiony już nie wygląda tak świeżo i żywo, jest brudna i zaczyna gnić. Cała radość życia, towarzystwo i porządek zniknęły, a rzeczywistość okazała się przerażająca. I nie do przyjęcia dla wrażliwego, zagubionego bohatera. Dla niego bardziej rzeczywisty jest pastelowy, pozytywny świat, w którym potrafi się odnaleźć, pracować i żyć, nawet mimo docinków ze strony złośliwego kota.

Jerry ucieka przed problemami w chorobę psychiczną, która go zżera. Kiedy jego osobowość rozszczepia się na kilka części, to łatwiej mu prowadzić monolog wewnętrzny, który w filmie staje się… zewnętrzny. Kot jest przenikliwym kombinatorem, pies niezbyt bystrym, lecz oddanym sojusznikiem, a głowa Fiony koleżanką od spraw towarzyskich. Otoczony nimi bohater może prowadzić rozmowę i dochodzić do różnych wniosków, konfrontując punkty widzenia różnych aspektów własnej psychiki. W taki sposób dochodzi np. do wniosku, że to nie Pan Wąsik kazał mu zabić Fionę, tylko tak naprawdę Jerry sam tego chciał i że jest mordercą. Zmiany w jego mózgu każą mu postrzegać gadające zwierzęta jako osobne byty, ale w rzeczywistości bohater wie, że ich głosy są jego głosem. I przez większość czasu to jedyny głos, jaki słyszy. O wiele łatwiej rozmawiać z różnymi aspektami siebie samego po kolei, niż mieć je wszystkie naraz w głowie. A kiedy Jerry tłumaczy, że terapeutka zapewniła go, że tabletki mu pomagają, Pan Wąsik ripostuje: „Psychiatry nie obchodzi, czy jesteś szczęśliwy. Chce, żebyś się podporządkował”.

Głosy, które bohater słyszy, reprezentują tak odmienne poglądy, że nie potrafi podjąć właściwej decyzji – wszystko dlatego, że można ją różnie definiować. Sposób widzenia świata przez Jerry’ego zależy od tego, czy weźmie swoje lekarstwa czy nie. Jest w sytuacji bez wyjścia. Terapeutka nalega, by brał tabletki, ale przeraża go świat, który widzi po ich zażyciu. Poza tym pod ich wpływem bohaterowi przypomina się smutne dzieciństwo wypełnione agresją ojca i (dziedziczną) schizofrenią matki. Wcześniej jedynym przyjacielem chłopca była wypchana skarpeta w kształcie królika. Już wtedy bohater uciekał od depresyjnych realiów, które wcale nie musiały być dla niego prawdziwe. Dorosłemu Jerry’emu również wygodniej jest uwierzyć w lepszą, barwniejszą rzeczywistość, gdzie do głosu dochodzi domowy inwentarz, a głowy martwych kobiet się nie rozkładają, tylko pachną dziecięcym szamponem i szeroko się uśmiechają.

Reżyserka Głosów, a wcześniej Persepolis – Marjane Satrapi – niestabilność bohatera podkreśla przedstawieniem obu światów, w których żyje. Pastelowa rzeczywistość bez leków jest niemal bajkowa. Rozmarzony Jerry słyszy w głowie delikatną muzykę i śpiew, a w pobliżu unoszą się kolorowe motylki. Bosco i Pan Wąsik – choć nie wychodzą z kawalerki – nie zostawiają odchodów ani niczego nie niszczą. Zauroczony koleżanką z księgowości, Jerry w pracy wózków widłowych widzi niemal taneczną choreografię. Z kolei leżące w lesie ciało Fiony w dzień po zamordowaniu nadal ma żywe kolory,  na jej białej sukience brak śladów krwi, trawa wokół niej jest intensywnie zielona i gęsto poprzetykana kwiatami. Kiedy jednak poprzedniego wieczoru Jerry zabijał Fionę, obficie broczyła, a jej ubranie było brudne i podarte. Łatwo jednak wyprzeć z pamięci niewygodne wspomnienia, wymazać brzydkie obrazki i zastąpić je kolorową i pachnącą rzeczywistością. Marjane Satrapi zależało na tym, by widzowie mogli polubić świat Jerry’ego, a tym samym choć trochę z nim sympatyzować.

Bohater jest jednocześnie mordercą i ofiarą. Przed jednym i drugim ucieka w podkoloryzowaną rzeczywistość, gdzie nie ma brudu i krwi, a wszystko ładnie się prezentuje.

I choć wygląda to naiwnie i nieco dziecinnie – tak samo jak niektóre zachowania Jerry’ego – trudno się temu dziwić. Przecież dla niego alternatywa to smutny, samotny świat regularnych dawek leków i nieprzyjaznej, obrzydliwej świadomości. Przez balansowanie na granicy trzeźwości umysłu bohater jest bardzo niejednoznaczny w ocenie. Genetyczne obciążenie chorobą psychiczną, trudne dzieciństwo, samotność, nieśmiałość i poczytalność wymykająca się spod kontroli – patrząc na zbrodnie Jerry’ego przez pryzmat jego skomplikowanej historii, niełatwo nazwać go człowiekiem jednoznacznie złym. Nie zmienia to faktu, że im dłużej trwa film, tym bardziej Jerry staje się rasowym seryjnym mordercą, któremu oderwanie od rzeczywistości służy również za wymówkę i zagłuszacz sumienia. Tym sposobem Głosy są nie tylko ciekawym zlepkiem konwencji gatunkowych (czarnej komedii, kryminału, dramatu, a nawet horroru), lecz także przemyślaną wariacją na temat wpływu choroby psychicznej na postrzeganie otoczenia.

Film Marjane Satrapi z polotem podchodzi do wszystkich kwestii, które porusza. Nie ma tu jednoznaczności, a każde wydarzenie ma podwójne dno, co utrudnia prostą ocenę Jerry’ego. Jerry w swojej głowie ma więcej głosów, niż potrafi przetworzyć, więc rozdziela je na psa, kota i głowę martwej koleżanki. I jakkolwiek groteskowo to nie brzmi, słuchając ich rozmów z bohaterem, można odczuć, że mimo lekkiej formy nie jest to film płytki i służący jedynie rozrywce. Reżyserka daje widowni wgląd do umysłu schizofrenika i choć nie jest to najpoważniejsza analiza w historii kina, potrafi dać do myślenia. Głosy to nietypowa mieszanka gatunków, która okazuje się zaskakująco spójna i ciekawa. Jerry ucieka z prawdziwego świata w podkoloryzowaną, autorską rzeczywistość, gdzie ma wpływ na jej wygląd i prawa, które nią rządzą. Na doradców oraz przyjaciół wybiera sobie Bosco i Pana Wąsika i tworzy sobie mały, przytulny zakątek, w którym czuje się bezpiecznie. Biorąc pod uwagę alternatywę, trudno powiedzieć, co zrobiłby miejscu Jerry’ego zdrowy człowiek.

korekta: Kornelia Farynowska

Ostatnio dodane