Od szeptu w krzyk

Udręka (1987)

O niebezpieczeństwach kinowego seansu – pokręcona i złowieszcza „Udręka” Bigasa Luny.

Autor: Krzysztof Walecki
opublikowano

Śmierć w kinie

Kocham kino, odkąd pamiętam. I nie chodzi mi w tym przypadku o sztukę filmową, lecz sam budynek, zwłaszcza salę kinową, na której wygodnie rozsiadam się w fotelu, czekając, aż czarny ekran rozświetli się i ukaże swoje dobra. Dziś, gdy to multipleksy w dużej mierze odpowiadają za kinowe wykształcenie widzów, gdzie wszystkie sale wyglądają tak samo, a zanim rozpocznie się seans, musimy odczekać dwadzieścia minut najróżniejszych reklam, magia wielkiego ekranu trochę zbladła. Oczywiście małe, stare kina nadal istnieją, i warto, a nawet trzeba je odwiedzać, tam kupować bilety i oglądać filmy – doświadczenie jest często zupełnie inne, bo inna jest atmosfera, wygląd, zapach. Ostatecznie jednak wszystko sprowadza się do jednego – gdy gasną światła i zaczyna się seans, nasz świat znika, a my stajemy się uczestnikami innej rzeczywistości. Im lepszy film, tym iluzja jest silniejsza. Co jednak zrobić, kiedy to, co dzieje się na ekranie, zaczyna do nas przemawiać w sposób nieoczekiwany i przerażający?Anguish-Poster-1024x724

Hiszpańska Udręka w reżyserii Bigasa Luny w sposób zaskakujący staje się ilustracją naszych obaw i strachu przed tym, co czai się w ruchomych obrazach, każąc nam zastanowić się nad siłą kinowego medium.

Oto oglądamy historię Johna Pressmana (jeden z najbardziej charakterystycznych amerykańskich aktorów drugoplanowych, Michael Lerner), z pozoru dobrotliwego okulisty, który mieszka z matką (znana z Ducha Zelda Rubinstein), wśród niezliczonej ilości ślimaków i ptaków. Ekscentrycy? Najpewniej, choć gdy w jednej ze scen siedząca w domu starsza pani przykłada sobie do ucha wielką muszlę i słyszy rozmowę niezadowolonej z pracy Johna klientki z pielęgniarką, rozmowę, należy dodać, odbywającą się w jego gabinecie, wiemy, że wkraczamy w obszar fantastyki i grozy. Później matka hipnotyzuje swojego syna, aby zabił rzeczoną klientkę i wydłubał jej oczy. Obserwujemy tę nieprzesadnie krwawą, choć niesmaczną scenę, gdy nagle okazuje się, że nie jesteśmy w tym odosobnieni – okazuje się, że historia Pressmanów to oglądany w kinie film (pod wymownym tytułem Mamusia), a widzowie wyjątkowo mocno reagują na niego. Do tego stopnia, że wkrótce ekranowa rzeczywistość znajduje swoje odbicie w prawdziwym świecie.

Luna wykorzystuje formułę filmu w filmie, aby w równym stopniu przyjrzeć się mechanizmom rządzącym zbiorową świadomością widzów oraz pobawić się wizualnym dobrodziejstwem nakładania się na siebie dwóch, a być może nawet trzech światów. Horrorowa fabuła od pewnego momentu staje się niejako żartem z widzów (zarówno tych w Udręce, jak i nas), gdy John postanawia zapolować na więcej ofiar właśnie w kinie. Luna osiąga niezwykły efekt schizofrenicznej wręcz natury – straszy oglądających poczuciem zagrożenia wynikającym tylko z tego, że znajdują się w tej samej sytuacji, co bohaterowie Mamusi. Dodatkowy poziom tej pokręconej i złowieszczej zabawy można by odczuć, oglądając Udrękę w kinie, co powinno rodzić pytanie u bardziej wrażliwych, czy i ich ktoś nie ogląda; czy w rzeczywistości nie tkwimy w spirali, która kręcąc się, przypomina niekończącą się i żywą strukturę?

angustia-pelicula-de-miedo

Najbardziej przeżywającą seans postacią jest nastoletnia Patty, która nie tylko płacze i drży z przerażenia, ale również słyszy i widzi rzeczy jakby przeniesione z ekranu, w realnym świecie. Popołudniowa wyprawa do kina staje się dla niej wyjątkowo nieprzyjemnym, traumatycznym wręcz doświadczeniem. Najciekawsze jest to, że w pewnym momencie zaczyna trzeć oczy, jakby ją bolały. Dlaczego? Czyżby tak działały kiepskie filmy na widza? Bo, nie oszukujmy się, Mamusia nie wygląda na jedno z  najlepszych dokonań światowej kinematografii, ale byłby to chyba pierwszy przypadek, gdy wizja reżysera przekłada się na pogorszenie się wzroku u widza. A może ma coś z tym wspólnego pojawiające się na początku filmu ostrzeżenie o zawartych w obrazie wiadomościach podprogowych oraz hipnozie, co tłumaczyłoby jakże żywy odbiór wśród publiczności.

Jest też szansa, że dziewczynę bolą oczy na widok sugestywnych scen ich usuwania przez głównego bohatera. Motyw ten zresztą wydaje się dominować w filmie – Pressman jest seryjnym mordercą, który pozbawia swoje ofiary narządu wzroku, a następnie je kolekcjonuje. Wszystkie oczy w tym mieście będą nasze, mówi w pewnym momencie jego matka, co można rozumieć dosłownie i przenośnie. Czy nie o to chodzi każdemu filmowemu twórcy, aby jak największa liczba osób obejrzała jego dzieło? Czy nie nasze oczy są celem wszystkich reżyserów świata?

100903118

Swoje spostrzeżenia na temat natury kina Luna ubiera w kostium horroru, bo konkluzja rzeczywiście może być przerażająca – nie mamy żadnego wpływu na dobrodziejstwa kinowego ekranu, natomiast to, co wylewa się z niego, może pozostać z nami, nawet jeśli bardzo tego nie chcemy. Udręka ma dziwną fabułę, rytm i nastrój przypominający koszmarny sen, choć jednocześnie nie sposób odmówić jej wyjątkowo czarnego poczucia humoru. Sceny, w których grany przez Lernera bohater po cichu morduje kolejnych, niczego nieświadomych widzów, ukazują bezbronność i ewidentne poddanie się magii kina. Rzeczywiście oglądający są wtedy jak w hipnozie, nie zauważając nawet, że śmierć czai się rząd za nimi.

Ale prawie trzy dekady po premierze film Hiszpana trudno oglądać tylko jako przykład przemyślanej zabawy podszytej filozoficznymi rozważaniami – w ciągu ostatnich lat parokrotnie słyszeliśmy o seansach, które zakończyły się tragedią, kiedy to uzbrojony szaleniec zaczął strzelać do widzów. Taka śmierć wydaje się czymś nienaturalnym, wykorzystaniem sytuacji, gdy jesteśmy najbardziej bezbronni, wyłączeni z prawdziwego świata. Kino nigdy nie będzie nas dręczyło tak, jak rzeczywistość.

korekta: Kornelia Farynowska

Ostatnio dodane