Od szeptu w krzyk

Resolution (2012)

„Resolution” to jeden z najbardziej oryginalnych filmów grozy tej dekady – metahorror o przenikaniu się treści i formy.

Autor: Krzysztof Walecki
opublikowano

Skażeni narracyjnością

Cykl Od szeptu w krzyk powstał z myślą, aby przypomnieć bądź odkryć stare horrory, twórców mających na swoim koncie jeden lub więcej pamiętnych filmów grozy, i szukać jej pod najróżniejszymi postaciami. Łatwiej jest mi pisać o pozycjach mających już swoje lata, gdyż doskonale widzę, jaki jest ich wkład w przyszłe kino, gatunkowe i nie tylko, czym zapisały się w historii i dlaczego warto o nich wciąż pamiętać. Nie mówiąc o strachu, którego czas bywa największym wrogiem – coś, co straszyło kiedyś, dziś może nie tylko nie robić wrażenia, ale wręcz nużyć, a nawet śmieszyć. A że coraz częściej pisząc o nowych horrorach używam terminów „schematyczny”, „zapożyczenia” oraz „remake”, postanowiłem tym razem zaprezentować w miarę świeży, powstały w tej dekadzie film, który od pierwszego seansu poraził mnie swoją oryginalnością.

Znaleziska głównego bohatera sugerują dużo bardziej złowieszczą formę groźby niż lokalni dilerzy narkotykowi. Skupiona jest ona wokół pozornie przypadkowych zdjęć, taśm filmowych, slajdów, książek, tego wszystkiego, co jest nośnikiem jakiejś narracji, opowieści.

Resolution rozpoczyna się od nagrania, na którym pewien brodaty jegomość ćpa, chodzi ze strzelbą na łonie natury, strzela do butelek i w powietrze, ale przede wszystkim sprawia wrażenie bardzo nieszczęśliwego człowieka. Filmik ten otrzymuje Michael (Peter Cilella), ostatni przyjaciel Chrisa (Vinny Curran), i nazajutrz po jego obejrzeniu jedzie w swoje rodzinne strony, aby ratować kumpla przed niechybnym końcem. Na miejscu odkrywa, że mieszka on w jakimś pustostanie blisko lasu i nie interesuje go żadna pomoc, zwłaszcza odwyk. Michael traktuje go zatem paralizatorem i przykuwa do rury w domku, proponując, że jeśli po tygodniu takiej właśnie kuracji nadal będzie chciał trwać w narkotykowym otępieniu, da mu spokój i pogodzi się z wyborem przyjaciela. Podczas gdy Chris uwięziony jest u siebie, jego kolega odkrywa coraz to dziwniejsze rzeczy na zewnątrz.

Nie jest to bynajmniej jeszcze jeden horror o domku w lesie, który atakują złe siły bądź psychopatyczni mordercy. Zagrożenie ma tu zresztą wymiar cokolwiek niedookreślony i początkowo może się wydawać, że główni bohaterowie najbardziej powinni się bać okolicznych dilerów narkotykowych lub Indian, bo to na ich terenie Chris squatuje (pustostan stoi na terytorium rezerwatu). Ci pierwsi są głupi, ci drudzy ugodowi, ale obie grupy stawiają warunki, których niespełnienie może grozić śmiertelnym niebezpieczeństwem. O ile jednak jest to ryzyko wiadome dla dwójki przyjaciół, o tyle kolejne znaleziska Michaela sugerują mniej oczywistą, ale dużo bardziej złowieszczą formę groźby. Skupiona jest ona wokół pozornie przypadkowych zdjęć, taśm filmowych, slajdów, książek, tego wszystkiego, co jest nośnikiem jakiejś narracji, opowieści. Co ważniejsze, historie te kończą się dla ich bohaterów tragicznie i wygląda na to, że Chris i Michael znaleźli się w takiej właśnie fabule.

Zgodzę się, że w tak przedstawionym streszczeniu da się wyłapać pewne zbieżne punkty z innymi powstałymi w podobnym czasie filmami grozy – odwyk mimo woli, na dodatek w domku w lesie, przypomina nową wersję Martwego zła (2013), makabryczne filmiki, mogące być dziełem mordercy, odsyłają pamięcią do Sinister (2012), zaś z Domem w głębi lasu (2012) łączy Resolution próba analizy działań filmowego horroru. Zwłaszcza ten ostatni tytuł jest dosyć dobrym odniesieniem do głównej myśli, wokół której debiut Justina Bensona i Aarona Moorheada jest skonstruowany, acz tamten obraz, opowiadający o piątce studentów odgrywających wbrew sobie role typowe dla bohaterów slashera, stawiał na bardziej zabawową i bezpośrednią grę z widzem. Resolution tymczasem nie podaje niczego na tacy, każąc widzom domyślać się, co tak naprawdę oglądają.

Ostatnio dodane