Od szeptu w krzyk

Medium (1985)

Przez wielu uważany za najlepszy polski horror – „Medium” Jacka Koprowicza urzeka atmosferą grozy, która wiąże się z poczuciem braku kontroli nad własnym życiem.

Autor: Krzysztof Walecki
opublikowano

W naszym kraju horror jest gatunkiem albo ignorowanym, albo nieudolnie realizowanym. Ale nie jest wcale tak, że film grozy w Polsce nie istnieje – niedawne przykłady Demona Marcina Wrony, a nawet Córek dancingu Agnieszki Smoczyńskiej dowodzą, że szukamy nowych, bliższych naszej mentalności i kulturze dróg do wkomponowania horroru we współczesne kino polskie. Choć trudno nazwać powyższe dwa przykłady pełnoprawnymi przedstawicielami tego gatunku (zwłaszcza ten drugi, kolorowy musical fantastyczny, któremu niespecjalnie zależy, abyśmy się bali, choć nie rezygnuje z krwawszych scen), to jednak wolę, aby nasza polska filmowa groza szła właśnie w tym kierunku niż proponowanym w zeszłej dekadzie wykorzystaniu schematów z Zachodu.

Wtedy właśnie powstały Legenda Mariusza Pujszo (2005) oraz Pora mroku Grzegorza Kuczeriszki (2008), koszmarki straszące przede wszystkim poziomem realizacji, choć przyznać trzeba, że po latach dziewięćdziesiątych zeszłego wieku, kiedy polski horror praktycznie nie istniał, były to bardzo pożądane próby ożywienia gatunku. A przecież jeszcze przed czasami transformacji ustrojowej powstało kilka dzieł niezwykle udanych, udowadniających nie tylko chęć, ale i możliwości naszego kina, aby efektownie zmierzyć się z fantastyką grozy. Medium Jacka Koprowicza (1985) nie bez powodu uważane jest przez wielu za najlepszy horror, jaki u nas powstał.

picmonkey-collage

Rok 1933, Wolne Miasto Gdańsk. Podczas gdy NSDAP zaczyna sprawować faktyczną władzę na tym terenie, flagi ze swastyką dumnie powiewają, a Hitler straszy z licznych plakatów, w ciągu jednego październikowego dnia dochodzi do serii niesamowitych wydarzeń. Siostra okultysty Wagnera, Greta, wyczuwa obecność potężnego medium, które kieruje losami trójki obcych sobie ludzi – komisarza Selina, nauczycielki Luizy oraz przybyłego z Warszawy Andrzeja – próbując sprowadzić wszystkich do pewnego domu w Sopocie. Kontakt zostaje jednak przerwany, osoby te odzyskują świadomość, lecz całkowicie przypadkowo policjant zaczyna prowadzić śledztwo mogące wyjaśnić owo fantastyczne ubezwłasnowolnienie. Również Andrzej chce wiedzieć, w jaki sposób znalazł się na Pomorzu, w tym celu kierując się bezpośrednio do Wagnera. Tymczasem sympatyzujący z nazistowską władzą Krank, partner Selina, odkrywa tajemnice przeszłości sugerujące kto i dlaczego stoi za nadnaturalną groźbą.

Nietrudno zauważyć, gdzie leży źródło uwielbienia i niesłabnącego podziwu dla filmu Koprowicza, który był również autorem scenariusza. To właśnie tekst, nagrodzony nagrodą na festiwalu Mystfest w Cattolice we Włoszech, wydaje się tu najważniejszy, nie tylko mądrze umieszczając fantastyczne elementy w dobie rodzącej się dominacji III Rzeszy (wszakże Hitler był znany ze swoich okultystycznych zamiłowań), lecz również proponując widzowi horror, jakiego w Polsce nie było. Do tej pory gatunek ten ograniczał się do kostiumowych opowieści, najczęściej rozgrywających się w poprzednim stuleciu albo jeszcze wcześniej – wymienić warto nastrojowego Lokisa. Rękopis profesora Wittembacha Janusza Majewskiego (1970), gorączkowego Diabła Andrzeja Żuławskiego (1972) oraz najlepiej spełniającą wymogi gatunku Wilczycę Marka Piestraka (1982). Również oparte na prozie Karola Irzykowskiego Widziadło w reżyserii Marka Nowickiego (1984) oraz telewizyjny Dom Sary Zygmunta Lecha (1985), choć akcja ich umiejscowiona jest już na początku XX wieku, nadal tkwiły w zbyt dalekiej dla widza przeszłości, aby mogły się wyróżniać. Tymczasem w Medium gotycka oprawa zostaje zastąpiona widmem powoli zbliżającej się zagłady i końcem pewnej epoki – kostium zmienia się na mniej odległy czasowo i zdecydowanie bliższy ówczesnemu widzowi, który wojenne reperkusje mógł jeszcze odczuć na własnej skórze.

0003mg6v3mywpv9m-c322

Koprowicz bawi się konstrukcją swojej opowieści, ograniczając czas akcji do jednego dnia, nie wybierając pojedynczego bohatera, lecz zbiorowego, a źródłem zagrożenia czyniąc osobę fizycznie niezdolną do jakiegokolwiek działania, przeciwnika wręcz nieobecnego.

Są to elementy, dzięki którym Medium korzystnie wybija się na tle innych horrorów, jednocześnie stwarzając dla widza spore wymagania. Film jest bowiem łamigłówką, nie tylko fabularną zresztą.

Pośród pytań o cel tytułowej postaci, jego tożsamość oraz motywacje mamy trudności także z pozostałymi bohaterami, a konkretnie z utożsamieniem się z którymkolwiek z nich. Komisarz Selin wydaje się idealny do tego, aby być naszym przewodnikiem, lecz od początku wiemy, że jest jednym z pionków, których ruchami kieruje medium. Tym samym również Luiza, Andrzej oraz garbus Georg Netz (ujawniony później jako czwarta ofiara parapsychicznej kontroli) nie mogą być traktowani jako w pełni wiarygodne i świadome postaci. Rodzeństwo Wagnerów, choć najbardziej zaznajomione z sytuacją oraz rodzajem zagrożenia, jest zbyt statyczne, pełniące rolę raczej informacyjną niż aktywną. Jest i Krank, im bliżej końca, tym wyraźniej sygnalizowany jako jedyny, który może podjąć walkę z wszechwładnym przeciwnikiem, ale jako sympatyk Hitlera niemożliwy do zaakceptowania w roli bohatera. Jak na ironię, w filmie o sterowaniu ludźmi, reżyser wyraźnie utrudnia widzom wejście w skórę swoich postaci.

i2rktkqturbxy8xndm3ytbkyje3nznioweznmm1mzvmmdjinze5nta2nc5qcgvnkzmfzqqazqi_

Tym samym Medium staje się przede wszystkim opowieścią o bezsilności – bohaterowie są niczym marionetki w rękach bezlitosnego i potężnego kuglarza, a ci, którzy nie są pod jego wpływem, nie liczą się w jego rozgrywce. Jedni pozbawieni są wystarczającej siły, aby mu się przeciwstawić, inni naiwnie sądzą, że sami będą mogli nim pokierować we własnej walce. Nie oznacza to jednak, że bez emocji obserwujemy nierówny pojedynek zwykłych ludzi z nieznaną mocą. Koprowicz potrafi utrzymać naszą ciekawość przez cały seans – gdy pada odpowiedź na jedno pytanie, pojawia się następne. Świadomość znajdowania się w orbicie zjawisk nadprzyrodzonych czyni z zagadki kryminalnej egzystencjalną wręcz tajemnicę, a umiejętne wplecenie w to wszystko historii i polityki tylko podbija stawkę.

Ktoś zauważy, że nie piszę nic o strachu, choć to przecież horror. Ale reżyser i scenarzysta inaczej postrzega funkcje swojej fabuły i gatunku, w jakim się realizuje – Medium urzeka atmosferą grozy, która wiąże się z poczuciem braku kontroli nad własnym życiem, tym widoczniejszym, gdyż ukazanym na tle wydarzeń bezpośrednio związanych z koszmarem nadchodzącej wojny. Finał przynosi nam odpowiedzi na większość pytań dotyczących tajemnicy domu w Sopocie oraz celu medium, ale groźba wciąż wydaje się wisieć w powietrzu, prowokując do jeszcze bardziej niepokojącej wizji, w której tylko przemocą i mordem można zwyciężyć. Widz natomiast pozostaje z dylematem niełatwym do rozstrzygnięcia – gdyby zmuszony był wybrać między złem fantastycznym, wiecznym, bezlitosnym, niepokonanym, lecz jednostkowym, a złem namacalnym, znanym z podręczników historii, ludzkim, acz w swoim bestialstwie wręcz zwierzęcym, po której stronie by się opowiedział?

0003mg6p2qklaolv-c322

Można również traktować Medium jako metaforę, gdzie obie siły wcale nie stoją w opozycji. Czy nie jest bowiem tak, że Koprowicz opowiada o skazanej na porażkę próbie walki z kierującym naszymi umysłami i uczuciami wrogiem, porównując tytułowego bohatera do hitlerowskiego najeźdźcy? Jeśli takie odczytanie jest trafne, konkluzja pozbawia nas jakiejkolwiek nadziei – jeden porządek zostanie zastąpiony nowym, bo historia lubi się powtarzać.

Niewinna buzia dziecka w ostatnim ujęciu nieprzypadkowo nasuwa skojarzenia z finałem Omenu, a złowieszcza muzyka Krzesimira Dębskiego podkreśla tylko fatalizm rozwiązania. Cały film jest eleganckim, niezwykle klimatycznym thrillerem z wiodącym wątkiem paranormalnym, wspaniale zagranym (w obsadzie m.in. Władysław Kowalski, Michał Bajor, Jerzy Stuhr, Grażyna Szapołowska, Jerzy Zelnik, Ewa Dałkowska, Jerzy Nowak) i pierwszorzędnie sfotografowanym przez Jerzego Zielińskiego i Wita Dąbala. Brak tu miejsca na rozwinięcie paru rewelacyjnych pomysłów – osobiście posłuchałbym więcej o splecionych losach jednego z bohaterów z… żółwiem morskim, lub obejrzał bardziej wyrównany pojedynek mediumiczny, lecz ostatecznie te fantastyczne idee działają wystarczająco mocno na wyobraźnię widza.

0003mg6usw66b3h6-c322

Tym, co czyni z dzieła Koprowicza prawdziwy horror, są implikacje wykraczające daleko poza typowe dla kina grozy zagadnienia, sugerujące istnienie w pętli tych samych wcieleń i wydarzeń, pozbawiając nas jakiegokolwiek wpływu na nasze losy. I już pierwsza scena niejako o tym mówi – gdy Wagner wyciąga sporządzony przez siebie horoskop zmarłego niedawno człowieka, przekonujemy się, że okultysta przewidział co do dnia jego śmierć. Jeśli wszystko jest z góry zapisane, czy ważne jest, z której strony nadejdzie ten ostateczny cios?

korekta: Kornelia Farynowska

Ostatnio dodane