Od szeptu w krzyk

Dziewiąta sesja (2001)

Sugestywny horror psychologiczny, w którym do samego końca nie wiemy, z jakim rodzajem zła mamy do czynienia.

Autor: Krzysztof Walecki
opublikowano

Nawiedzony?

Już w pierwszych minutach Dziewiątej sesji Brada Andersona pada porównanie miejsca akcji filmu, dawnego szpitala psychiatrycznego, do ciała nietoperza. I rzeczywiście, gdy w końcu widzimy całość z lotu ptaka, główny budynek oraz jego skrzydła przypominają latające zwierzę. Trop wampiryczny jest tu wyraźny, pomimo de facto braku krwiopijców na ekranie – tym, co wydaje się wysysać wszelkie siły życiowe z głównych bohaterów jest ogromny, od lat nieczynny szpital, którego atmosfera oraz historia wydają się przytłaczać członków ekipy zajmującej się usuwaniem azbestu. O ile można się pozbyć szkodliwej substancji, o tyle nie sposób uchronić się przed strachem, paranoją i szaleństwem w przybytku, które aż za dobrze zna te pojęcia. Anderson czyni nas świadkami koszmaru, jaki staje się udziałem pięciu mężczyzn, ale próbuje również i w widzu wywołać uczucie konsternacji, niepewności, a przede wszystkim lęku przed nieznanym. Jest przy tym na tyle sugestywny, że jego film trudno wychodzi z głowy.

Zagrożenie wcale nie musi przyjść z zewnątrz, zwłaszcza jeśli bohaterowie, zamiast pracować, zaczynają błądzić po opuszczonych korytarzach budynku, szukając skarbów, bądź przeglądając karty dawnych pacjentów.

Główni bohaterowie mają zaledwie tydzień na wykonanie swojej pracy, która w normalnych warunkach zajęłaby dwa razy więcej czasu. Niemal od początku jednak zdajemy sobie sprawę, że zadaniu nie podołają, w najmniejszym stopniu z powodu złej sławy miejsca – w grupie daje się wyczuć niemałe napięcie, a wraz z mijającymi dniami ujawniają się w mężczyznach słabości, którym szybko ulegają. Jest Gordon (wspaniały Peter Mullan), właściciel firmy, a zarazem świeżo upieczony ojciec, mający na głowie męczącą sytuację w domu oraz widmo zamknięcia interesu; jego zaufany człowiek i przyjaciel, Phil (David Caruso, zanim wstąpił do CSI), którego dawna dziewczyna jest obecnie w związku z innym członkiem ekipy, Hankiem (Josh Lucas), co jest przyczyną licznych starć między nimi; są też Mike (Stephen Gevedon, również współscenarzysta filmu), dawniej dobrze zapowiadający się prawnik, zaskakująco dużo wiedzący o historii szpitala, oraz najmłodszy Jeff (Brendan Sexton III), bratanek Gordona, dopiero uczący się w fachu. Anderson kreśli te sylwetki, podpowiadając nam, że zagrożenie wcale nie musi przyjść z zewnątrz, zwłaszcza jeśli bohaterowie, zamiast pracować, zaczynają błądzić po opuszczonych korytarzach budynku, szukając skarbów, bądź przeglądając karty dawnych pacjentów. Wkrótce, gdy jeden z robotników znika, dochodzą wzajemne oskarżenia i nieufność, a klimat pogłębiającej się beznadziejności coraz mocniej odciska piętno na zachowaniu ludzi.

Reżyser bardzo szybko każe nam mieć się na baczności, bo już pierwszym kadrem, w którym widzimy stare krzesło na kółkach, stojące w samym centrum zniszczonego korytarza. Ale obraz ten jest początkowo odwrócony do góry nogami i dopiero po chwili obraca się o 180 stopni. Widok sam w sobie może przyprawić o ciarki, lecz to ta powolna, jednostajna i nieubłagana zmiana pozycji decyduje o sile i znaczeniu tego momentu. Momentu, w którym wszystko jest nieruchome poza perspektywą. Czy to oznacza, że i reszta filmu będzie ulegać stopniowej regulacji, startując od odwróconego, czyli niewłaściwego spojrzenia, aż w końcu naszym oczom ukaże się prawdziwy obraz?

Ostatnio dodane