Od szeptu w krzyk

Inni (2001)

Wspaniały film grozy Alejandro Amenábara – o pułapkach religii w nawiedzonym domu.

Autor: Krzysztof Walecki
opublikowano

Horror wiary

Przełom wieków przyniósł nam wysyp filmów, których jednym z głównych motywów było zakwestionowanie otaczającej bohatera rzeczywistości. Oczywiście najlepiej uwidoczniło się to w kinie science fiction, by wymienić tylko Matrixa Wachowskich, Mroczne miasto Alexa Proyasa oraz Trzynaste piętro Josefa Rusnaka, ale wkrótce potem refleksja ta stała się składową dzieł nie-fantastycznych. Zarówno w thrillerze Pi Darrena Aronofsky’ego, jak i sensacyjnym Memento Christophera Nolana główny bohater staje w obliczu prawdy o świecie, której nie akceptuje; jedynym sposobem, aby przeciwstawić się rzeczywistości, jest ucieczka od własnej tożsamości, stworzenie się na nowo. Tak również można zinterpretować Mulholland Drive Davida Lyncha, choć akurat w jego przypadku było to naturalne rozwinięcie tematów poruszanych w poprzednich dziełach. Szósty zmysł M. Night Shyamalana stał się chyba najlepiej znaną realizacją tej idei w horrorze, a i sam David Cronenberg w eXistenZ postanowił połączyć grozę cielesności i futurystyczny sztafaż, powątpiewając w możliwość odróżnienia prawdy od fikcji.

Są w filmie momenty autentycznie straszne, zaś napięcie budowane jest po mistrzowsku.

Osobiście tamten właśnie okres najlepiej kojarzę z nazwiskiem Alejandro Amenábara, urodzonego w Chile hiszpańskiego reżysera, który zaledwie swoim czwartym filmem doczekał się Oscara (statuetka dla najlepszego filmu nieanglojęzycznego za dramat W stronę morza). Wcześniej dał się poznać jako zręczny twórca kina gatunkowego, pełnych tajemnicy i wolt dreszczowców. W Tezie studentka pisze pracę na temat przemocy w filmach, przypadkiem natrafiając na kasetę z prawdziwym morderstwem. Wkrótce jej śledztwo przyciąga uwagę psychopaty nagrywającego filmy snuff. Jeszcze ciekawiej prezentuje się Otwórz oczy, historia młodego playboya, który traci w wypadku twarz tylko po to, aby odzyskać ją i miłość swojego życia, płacąc przy tym bardzo wysoką cenę. Zachwycony thrillerem Tom Cruise zrimejkował go później jako Vanilla Sky, zaś Amenábarowi umożliwił anglojęzyczny debiut, produkując jego następny film – Innych.

Rok 1945, Anglia. Wojna już się skończyła, a mieszkający w wielkim domu Grace i jej dwójka dzieci czekają na powrót męża i ojca. Kilkuletnie rodzeństwo cierpi na rzadką chorobę uniemożliwiającą im przebywanie w silnym świetle, dlatego nigdy nie opuszczają domostwa, tonącego nierzadko w mroku. Nowo przyjęta służba stara się pilnować, aby w pokojach, w których znajdują się dzieci, okna były szczelnie zasłonięte, zaś drzwi do sąsiednich pokojów zamknięte, lecz coraz częściej dochodzi do sytuacji zagrażających zdrowiu Anne i Nicholasa. A może jest tak, jak mówi dziewczynka, i rzeczywiście nawiedza ich widmo małego chłopca? Matka nie daje temu wiary, ale powtarzające się niezrozumiałe incydenty potwierdzają ingerencję duchów.

Pozwolę sobie w tym miejscu na małą dygresję związaną z moim pierwszym zetknięciem się z Innymi. Siedząc w fotelu nieczynnego już helskiego kina Wicher, byłem przez cały seans przerażony. Od początku do końca. Być może wtedy nie zdawałem sobie sprawy z tego, w jaki sposób horror Amenábara na mnie podziałał, bardziej zwracając uwagę na aspekty czysto techniczne, wspaniałą rolę Nicole Kidman i pozostałych aktorów oraz umiejętność tworzenia ekranowej grozy przez reżysera. Są w filmie momenty autentycznie straszne, zaś napięcie budowane jest po mistrzowsku, lecz największy niepokój sprawiła we mnie dziwnie melancholijna atmosfera braku… czegoś. Czegoś trudnego do sprecyzowania, czegoś znajomego, czego obecności byłem nieświadomy. Szok był na tyle silny, że wychodząc z kina w ciemną i zimną noc, wybrałem dłuższą niż zwykle drogę do domu. Coś mną wtedy szarpnęło. Nie wiem, czy jakikolwiek inny kinowy seans zrobił ze mną to samo.

Ostatnio dodane