Filmowy profiler

Filmowy profiler #17. Al Bundy. Świat według Bundych

Autor: Adam Gaafar
opublikowano

Nietuzinkowy i rozbrajająco bezczelny. Nienawidzi swojej pracy, a za największy luksus uważa możliwość spożycia ciepłego posiłku oraz obejrzenia w spokoju kolejnego odcinka serialu Tata psychopata. Oto najpopularniejszy sprzedawca butów na świecie. 

W pilotażowym odcinku Świata według Bundych (wierne tłumaczenie oryginalnego tytułu brzmi Żonaty z dziećmi) w rolę pociech Ala i Peggy wcielili się zupełnie inni aktorzy niż ci, których oglądaliśmy na ekranach przez kilkanaście sezonów. Producenci eksperymentowali z formatem i szukali różnych sposobów dotarcia do widza. Również do roli Ala Bundy’ego brano z początku pod uwagę kogoś innego – w postać zgryźliwego „butmistrza” miał się wcielić popularny amerykański komik Sam Kinison. Ostatecznie postawiono jednak na genialny duet: Eda O’Neilla i Katey Sagal. Wybór ten okazał się strzałem w dziesiątkę. Sitcom został ciepło przyjęty, stając się z czasem najdłuższym serialem komediowym na świecie (rekord został pobity przez nasz rodzimy Świat według Kiepskich, wzorowany notabene na amerykańskim formacie).

Al Bundy jest całkowitym zaprzeczeniem „amerykańskiego snu”. Nie udało mu się spełnić marzeń, a jedynym sukcesem, o którym wspomina przy każdej okazji, są cztery przyłożenia zdobyte podczas jednego meczu w szkolnym turnieju.  Główny bohater wyolbrzymia to osiągnięcie do groteskowych wręcz rozmiarów. Jego ekscentryzm bardziej jednak bawił niż odpychał. Salwy śmiechu wywoływał nawet sposób, w jaki Al próbował się relaksować – wylegiwanie się na kanapie z dłonią włożoną do połowy w spodnie.

Tutaj należy oddać  jednak Alowi, że na sporcie zna się jak mało kto. Jak to jednak bywa w przypadku totalnego pechowca, zawsze pojawia się przeszkoda, uniemożliwiająca mu zarobienie na swojej wiedzy poprzez udział w telewizyjnych i radiowych teleturniejach. Niespełnione sportowe aspiracje Ala są lustrzanym odbiciem samego O’Neilla, który w młodości myślał poważnie o karierze futbolisty. Jego plany zostały ostatecznie pokrzyżowane przez kontuzję. Zanim dał się poznać jako znakomity aktor, wykonywał przez wiele lat zawód nauczyciela.

Jedną z najbardziej charakterystycznych cech Ala jest jego arogancki stosunek do rodziny. Nieustannie nabija się z lenistwa swojej żony, problemów syna z kobietami oraz głupoty córki. Pod tą maską kryje się jednak kochający mąż i ojciec, który – gdy tylko pojawia się ku temu okazja – pokazuje, że dla najbliższych jest gotów do największych poświęceń. Widać to szczególnie w odcinkach, w których Kelly wiąże się z bogatymi mężczyznami. Pomimo początkowego entuzjazmu Ala, związanego z wizją możliwych korzyści majątkowych, stawia on zawsze na dobro córki. Gdy okazuje się zatem, że jeden z wybranków jego „kluseczki” nie ma zamiaru rezygnować z innych kobiet, wygłasza wzniosłą (choć niepozbawioną sporej dawki ironii) mowę na temat instytucji małżeństwa:

Żadnego poszanowania dla świętej tortury zwanej małżeństwem. Coś wam powiem. Może my Bundy mamy wady, ale wierzymy, że małżeństwo jest wieczne i choćby nie wiem jak obrzydliwa była pobudka, każdego dnia przy tej samej przerażającej twarzy, przysięga to przysięga. Dlatego każdy, kto nie wytrzymuje gdaczącej, czekoladożernej baby, powinien się trzymać z dala od bezseksownej kuchni.

W innym epizodzie Al bierze udział w meczu futbolowym przeciwko drużynie diabła. Tuż przed złapaniem zwycięskiej piłki przeciwnik zatrzymuje czas, obiecując mu, że jeśli zrezygnuje z wygranej, otrzyma od niego miliony dolarów i harem przepięknych kobiet. Al opiera się jednak pokusie i łapie piłkę, gwarantując w ten sposób wolność swojej rodzinie.

Dużo większe problemy Al ma z akceptacją swojej pracy oraz ludzi, którym wiedzie się lepiej od niego. Na brak szacunku ze strony przełożonej i irytujących klientów reaguje kpiną, będącą swego rodzaju mechanizmem obronnym. W każdym niemal odcinku raczy domowników – przy aplauzie publiczności – opowieściami o makabrycznie otyłych kobietach, które, jak na złość, zawsze chcą zakupić buty o kilka rozmiarów mniejsze. I w tym przypadku Al nie jest jednak w pełni konsekwentny. Diametralnie zmienia swoje  poglądy o „grubych babach” , gdy tylko pojawia się okazja zarobienia na reklamie z ich udziałem.

Niemniej nie przejmuje się specjalnie skargami od klientek – wydaje mu się, że jest niezastąpiony ze względu na fakt, iż nikt nie zgodzi się pracować za te pieniądze co on. W serialu nigdy nie zostaje wprawdzie wspomniana wysokość jego zarobków, ale w jednym z epizodów dowiadujemy się, że zarabia mniej niż pakistański poganiacz bydła. Oczywiście jest to tylko humorystyczny zabieg, który – chociażby z naszej, polskiej perspektywy – wydaje się zdecydowanie przesadzony. Jak na człowieka, który ma wiecznie pustą lodówkę, zarabia bowiem na tyle dobrze, że stać go na kredyt hipoteczny na dwupiętrowy dom.

Gorzej wygląda to z perspektywy mieszkańców chicagowskiej dzielnicy, w której toczy się życie rodziny Bundych, zwłaszcza ich sąsiadki Marcy. Kobieta różni się od Ala pod każdym względem, dlatego staje się dla niego głównym oponentem. Marcy to przebojowa businesswoman, realizująca się w amerykańskim oddziale japońskiego banku Kyoto. Jeździ drogimi zagranicznymi samochodami (co dla Ala, poruszającego się wysłużonym, amerykańskim Dodgem, jest przejawem braku patriotyzmu), a do tego deklaruje się jako zagorzała feministka. Światopogląd Marcy jest dla Ala wodą na młyn do strojenia z niej żartów. Jako przewodniczący klubu „Antybab” i stały bywalec klubów ze striptizem uważa wręcz, że Marcy nie jest do końca kobietą. Argumenty sąsiadki traktuje jak zwykłe gdakanie, stąd przy niemal każdej konfrontacji porównuje ją do drobiu. Znacznie lepszy kontakt udaje mu się nawiązać z wybrankami jej serca, którzy – ulegając charyzmie Ala – niejednokrotnie narażają się ceniącej niezależność Marcy.

Al Bundy ma pewność, że jest niezastąpiony ze względu na fakt, iż nikt nie zgodzi się pracować za te pieniądze co on.

Paradoksalnie to właśnie przez swoją apodyktyczność Al Bundy zdobył ogromną sympatię widzów na całym świecie. Wydaje się, iż arogancja postaci wykreowanej przez O’ Neila sprawiła, że odbiorca był w stanie dużo bardziej docenić wszelkie przejawy jej pozytywnych zachowań. Dlatego Al potrafił rozczulić publikę przy pomocy najprostszych gestów . Bo jak się nie wzruszyć, gdy twardogłowy sprzedawca butów wydaje ostatnie pieniądze na prezent walentynkowy dla żony lub przytula swoją córkę, mówiąc, że chce dla niej jak najlepiej?

Wbrew pozorom Al posiadał pewne atrybuty, z którymi mogła identyfikować się spora część męskiej publiki. Nie przebierał w słowach, wiedząc jednocześnie, że  czyny znaczą zdecydowanie więcej, niż werbalne dowody miłości. Zwracał również uwagę na zdrową równowagę w związku. Al nie unikał seksu z żoną dlatego, że go nie pociągała, lecz wysyłał mężczyznom jasny komunikat: w pewnym momencie życia mija młodzieńczy popęd i pojawia się chęć dzielenia czasu pomiędzy pracę, rodzinę i kolegów.

Familia Bundych dawała do zrozumienia, że nie ma rodzin idealnych – w każdej zdarzają się kłótnie, nieporozumienia i pewna doza złośliwości. Te wszystkie różnice znikają jednak w krytycznych momentach, gdy trzeba się wzajemnie wspierać. Świat według Bundych pokazywał to oczywiście w absurdalny sposób, okraszony szczyptą czarnego humoru – każdy, kto chciał skrzywdzić członka rodziny, był nokautowany przez pozostałych. Na pierwszy rzut oka dostawaliśmy gloryfikację przemocy, ale w tych przerysowanych scenach przewijał się bardzo pozytywny przekaz: jak bardzo nie dogadywałbyś się ze swoją rodziną, powinna być ona dla ciebie najwyższą wartością.

 

 

Ostatnio dodane