Fantastyczny cykl

AVALON (2001). Polsko-japoński cyberpunk od twórcy „Ghost in the Shell”

Autor: Jakub Piwoński
opublikowano

Japoński twórca Mamoru Oshii jest ostatnio na językach wielu osób. A to dlatego, że jest on twórcą wybitnego anime pod tytułem Ghost in the Shell  z 1995 roku, którego amerykański remake wszedł w ubiegłym tygodniu na ekrany kin. Niewielu jednak pamięta, że Oshii jest także autorem bardzo osobliwego tworu pod tytułem Avalon – filmu SF z 2001 roku, będącego owocem polsko-japońskiej współpracy. Przyszedł więc idealny czas na reminiscencję.

Oglądając film po latach, da się dojrzeć, że posiada on co najmniej kilka aspektów przemawiających na jego korzyść.

To zapomnienie nie wzięło się jednak znikąd. Wszak Avalon nie jest szczytem realizacyjnych możliwości japońskiego reżysera. Do polotu formy oraz treści kultowego już Ghost in the Shell brakuje mu mniej więcej tyle, ile mnie brakuje determinacji w wielkopostnej wstrzemięźliwości. Film został przez rodzimą i zagraniczną krytykę niemalże pożarty, widzowie z kolei do dziś wyśmiewają jego kiczowatą otoczkę formalną i zatrważająco niski poziom aktorstwa. Prawda jest jednak taka, że oglądając ten film po latach, da się dojrzeć, że posiada on co najmniej kilka aspektów przemawiających na jego korzyść. Uwierzcie, warto dać mu szansę.

Film powstał w 2001 jako polsko-japońska koprodukcja. Zdjęcia powstawały głównie we Wrocławiu. To zarazem jeden z nielicznych, szeroko zakrojonych filmowych przykładów takowej współpracy. Wieść głosi, że powody, dla których Mamoru Oshii zdecydował się kręcić w Polsce, były natury prozaicznej. Otóż po pierwsze, to polska armia jako jedyna zadeklarowała, że helikoptery, czołgi oraz inny sprzęt militarny zostaną wykorzystane w filmie nieodpłatnie. Po drugie, Japończykom najprawdopodobniej spodobał się język polski – jego kompletnie niezrozumiałe brzmienie w sposób przewrotny pasowało im do dystopijnego charakteru opowieści, którą chcieli nakręcić.

Scenariusz wyszedł spod ręki Kazunoriego Ito, który wcześniej pracował z Mamoru Oshiim przy Ghost in the Shell. Będę się upierał, że ta historia stanowi jeden z ewidentnych atutów filmu – czym innym jest bowiem sposób przeniesienia jej na ekran. Avalon traktuje o wojennej grze, tak samo się tytułującej, która staje się nałogiem dla pokolenia przyszłości. Wirtualna rzeczywistość realizuje ambicje wejścia w skórę bohatera, zgarnięcia laurów, osiągnięcia sławy, ale także spełnia się w roli miejsca ucieczki z szarej rzeczywistości. Doświadczona uczestniczka gry o imieniu Ash (Małgorzata Foremniak) dowiaduje się o istnieniu sekretnego poziomu zwanego Special-A, który daje możliwość wejścia na wyższy poziom doznań. Ash podejmuje wyzwanie jego odnalezienia.

Ta historia, gdy zajrzymy w jej głębię, zawiera wiele ciekawych przesłań, które dziś nabierają jeszcze bardziej aktualnego charakteru. Tytuł gry, w której uczestniczą bohaterowie, to odniesienie do celtyckiego raju, miejsca pośmiertnej szczęśliwości. Taką rolę pełni także wirtualna rzeczywistość. Zarówno w filmie, jak i w naszej stechnicyzowanej codzienności służy ona do ucieczki w świat fantazji, dającego możliwość zaspokojenia naszych najskrytszych pragnień. Co ciekawe, wiele dialogów w filmie opartych zostało o język gier cRPG – czyli tego specyficznego rodzaju wirtualnego świata, dającego w sposób dosłowny możliwość wcielenia się w dzielnego bohatera i wykonanie szereg dowartościowujących cię zadań. Avalon to zatem swoisty pamflet na erę gier komputerowych, ale mam wrażenie, że dniu premiery nikt go w takich kategoriach nie postrzegał.

Świat słusznie zachwycił się Matriksem, który miał premierę dwa lata wcześniej, a jego popularność i doskonała forma z pewnością nie przysłużyły się recepcji Avalonu, chcącego mierzyć się z podobną tematyką.

Ostatnio dodane