Action Collection

PRAWDZIWE KŁAMSTWA. Niezapomniany hit Jamesa Camerona

Autor: Szymon Skowroński
opublikowano

Prawdziwe kłamstwa pozostają wzorem idealnie przygotowanego filmu akcji pomimo dwudziestu trzech lat stażu na półce z innymi dokonaniami tego gatunku. Sukces zawdzięczają świetnemu scenariuszowi opartemu na francuskiej komedii La Totale!, fachowej reżyserii Jamesa Camerona, błyskotliwej chemii między Arnoldem Schwarzeneggerem a Jamie Lee Curtis i oczywiście pokładom humoru balansującego na granicy radosnego kiczu i pastiszu. Ostatnie lata nie rozpieszczają miłośników komedii sensacyjnej – tym bardziej warto odświeżyć hit sprzed lat.

Postacie prowadzą grę pozorów, roztaczają przed sobą tytułowe kłamstwa – Harry udaje przeciętniaka, Helen udaje zainteresowaną, Simon udaje supermena.

James Cameron idealnie obsadził i wyreżyserował Arnolda, znanego już wcześniej za sprawą konkursów Mister Universe oraz głównej roli w Conanie Barbarzyńcy, w swoim przełomowym Terminatorze. Idealnie zbudowany kulturysta o niemal mechanicznym sposobie mówienia i zerowej mimice stał się w oczach publiczności idealnym cyborgiem – maszyną o wyglądzie człowieka. O ile pierwsza część cyklu cierpiała nieco z braków budżetowych (co jej w żadnym wypadku nie szkodzi), to już w Dniu Sądu wizja była absolutnie spełniona – w końcowych scenach widzimy obdartą ze skóry twarz tytułowego Terminatora, spod której wyłania się część metalowego szkieletu. Aktor szybko stał się gwiazdą, a potem obsadzono go w kilku rolach, które miały przełamać jego twardy, śmiertelnie poważny wizerunek. Jednak produkcje pokroju Gliniarza w przedszkolu, Juniora i Bliźniaków można najoptymistyczniej określić mianem bezbolesnych. Cameron nadal jednak wierzył w komediowy potencjał Austriaka i zaangażował go do kolejnego, po drugiej części Terminatora, filmu.

Humor Prawdziwych kłamstw opiera się w dużym stopniu właśnie o fakt, że Arnold się do komedii jednak nie nadaje. Z sylwetką greckiego boga po prostu nie można udawać przeciętnego faceta. Założenie garnituru i przeczytanie odpowiednich kwestii nie załatwia sprawy. Silny wizerunek aktora stał się jego przekleństwem – Cameron postanowił więc ten wizerunek umiejętnie ograć. I tak sytuacją wyjściową filmu jest małżeński kryzys Harry’ego Taskera i jego żony Helen. Harry jest tajnym agentem, którego życie zawodowe obfituje w ekscytujące akcje – infiltracje terrorystów, pościgi, strzelaniny, odwiedzanie egzotycznych miejsc, niedostępnych zwykłemu śmiertelnikowi. Ukrywa jednak ten fakt przed żoną, która myśli, że jej mąż jest sprzedawcą komputerów z nudnym, rutynowym życiem. Otwierająca film scena nie pozostawia widzowi wątpliwości co do prawdziwej tożsamości bohatera – tym większe zaskoczenie, że Helen nic nie podejrzewa. Życie tej dwójki wywraca się do góry nogami, kiedy Harry dowiaduje się, że Helen ma romans z fajtłapowatym dilerem samochodowym, Simonem, który podaje się za… tajnego agenta.

Pierwszą część filmu cechuje świetna konstrukcja, w której poszczególne sceny doskonale się uzupełniają. Komedia omyłek opiera się na niewiedzy bohaterów na temat sytuacji, w której się znajdują. Postacie prowadzą grę pozorów, roztaczają przed sobą tytułowe kłamstwa – Harry udaje przeciętniaka, Helen udaje zainteresowaną, Simon udaje supermena, a jednak każdy z nich w rzeczywistości jest kimś zupełnie innym – co wyjdzie w akcji. Cameron ma w zwyczaju poświęcać pierwsze połowy swoich filmów na ukazanie postaci i ich cech, które nabiorą znaczenia dopiero w punkcie kulminacyjnym – dramaturgicznym zwrocie, który „uwalnia” akcję i pozwala na rozpoczęcie spektaklu efektów specjalnych, widowiskowych ujęć, wybuchów i wszystkiego, co na dużym ekranie wygląda znakomicie. Nie inaczej jest tutaj –  wątek rozpracowywania szajki terrorystów zepchnięty jest początkowo na dalszy plan, na którym umieszczono sprawy rodzinne, co służy rozwojowi postaci. Stopniowo prywatność – małżeństwo – oraz powinność – służba dla kraju – zazębiają się, a na miejscu kłamstw pojawia się prawda. Kiedy ta zostaje ostatecznie odkryta – Helen dowiaduje się o prawdziwej pracy swojego męża – małżeństwo wspólnymi siłami staje do walki ze złymi ludźmi. Dodatkową motywacją jest mcguffinowska postać córki, która zostaje porwana po to, żeby finał mógł być bardziej dramatyczny.

Siłą filmu jest właśnie ta podwójna warstwa, przekładaniec prawdy i kłamstw, która objawia się w pierwszej połowie. Następują tu: stopniowa demaskacja Harry’ego, wzbudzanie w jego żonie świadomości jej seksualności, obalanie mitu zbyt pewnego siebie macho, obdzieranie piękna z postaci Juno Skinner – granej przez Tię Carrerę terrorystki, która swoją urodą odwraca uwagę od faktu, że jest terrorystką. Potem jednak, kiedy już wszyscy wiedzą wszystko, maskarada ustępuje miejsca widowiskowej rozwałce, która stanowi gablotę prezentującą reżyserskie predyspozycje Camerona do tworzenia scen akcji: idealna choreografia ruchu aktorów i kamery, precyzyjne wyczucie montażu i długości ujęć oraz czytelność i przejrzystość prezentowanych wydarzeń pomimo brawurowego tempa całości. Wystarczy przypomnieć, że zaledwie trzy lata później Cameron zaprezentuje światu Titanica. Kłamstwa należą do innego gatunku, jednak oba te dzieła łączy realizacyjny rozmach, oparty na doskonałym warsztacie. Zresztą reżyser Avatara już od swojego debiutu udowadniał, że bezkompromisowo potrafi przełożyć na ekran swoje pomysły – niezależnie od tego, jak wielkie i szalone by nie były.

Można zarzucić filmowi jedynie nierówność, nie do końca udane rozłożenie wątków, bo przecież ostatecznie dostajemy to, co nam obiecano: kino akcji na najwyższym możliwym poziomie.

O ile jednak technicznie to wszystko prezentuje się bezbłędnie, to jednak w drugiej połowie brakuje tego satysfakcjonującego napięcia. Wydaje się nawet, że są to dwa filmy w jednym – pierwszy to błyskotliwa komedia, a drugi – chwilami zabawny, wysokooktanowy akcyjniak. Odkrycie prawdy przez Helen sprawia, że kontrapunktowe linie fabularne przestają istnieć, łącząc się w dość standardowy trzeci akt. Może Cameron-scenarzysta wyłożył się na komedii, bo takie rozwiązania sprawdzają się w filmach akcji; a może na niekorzyść grają rozmiary całości – komedia trwa tu około osiemdziesięciu pięciu minut, a akcja: kolejnych pięćdziesiąt. Oczywiście skrócenie drugiej części nie pozwoliłoby na zrealizowanie tych wszystkich fantastycznych wizji, które urodziły się w głowie Camerona-reżysera.

Biorąc pod uwagę powyższe, można zarzucić filmowi jedynie nierówność, nie do końca udane rozłożenie wątków, bo przecież ostatecznie dostajemy to, co nam obiecano: kino akcji na najwyższym możliwym poziomie. A że film zaczął z tak dobrym pomysłem, że pojawia się niedosyt, kiedy ten zmierza w zupełnie innym kierunku? Cóż, przecież to prawdziwe kłamstwa!

korekta: Kornelia Farynowska

Ostatnio dodane