Cooper nie żyje. Odważna analiza INTERSTELLAR | FILM.ORG.PL

Cooper nie żyje. Odważna analiza INTERSTELLAR








Rafał Donica
12.03.2016


Strony: 1 2

Czy Cooper zginął w czarnej dziurze? Wszyscy się nad tym zastanawiają, fora internetowe pękają w szwach od wynurzeń domorosłych fizyków kwantowych. Mnie jednak podczas seansu Interstellar intrygowało zupełnie coś innego. Mianowicie silne poczucie, że rozbuchana fabuła traktująca o ratowaniu świata to tylko fasada, pod którą kryje się coś zupełnie innego, coś bardzo romantycznego, że to żadne tam science fiction, tylko wielki traktat o miłości w najczystszej postaci.

Do rzeczy. Co powiecie na to, że Christopher Nolan tymi wszystkimi niesamowitymi próbami, które bez trudu przechodzi główny bohater, chciał odwrócić naszą uwagę od okrutnej prawdy, że Cooper zginął już w pierwszych minutach filmu?

„Kiedy?” – spytacie. Podczas snu/retrospekcji o katastrofie” – odpowiem. Jest to moim zdaniem scena kluczowa dla całej opowieści – jeśli bowiem nie traktuje ona o śmierci Coopera, po co w ogóle miałaby znaleźć się w filmie, w dodatku jako tak ważna sekwencja otwierająca całe widowisko?

maxresdefault

Załóżmy na potrzeby mojej tezy, że najgorsze stało się na samym początku Interstellar – Cooper ginie w katastrofie tu, na Ziemi, gdy jego córka Murph ma dwanaście lat. W tym miejscu większa część z was, czytelników filmorgu, scrolluje już pewnie stronę do samego końca, do działu komentarzy, żeby wypisać sto jeden przykładów podważających moją tezę. Tak, wiem, macie rację, sam bez trudu mogę ją obalić na milion sposobów. Jeśli jednak przymrużycie trochę oczy i zawiesicie na chwilę niewiarę, no, może na nieco wyższym kołku niż zwykle, i zechcecie spojrzeć na Interstellar przez pryzmat śmierci Coopera i dołączyć do nieco naiwnego z mojej strony co by było gdyby”, zapraszam do dalszej lektury.

Ok, skoro wciąż tu jesteście, jedziemy dalej. A zatem Cooper istnieje dla Murph już tylko jako duch, a wszystko, co dzieje się z nim podczas filmu (ratowanie świata, wykonanie niewykonalnego dokowania, przeżycie niemożliwego do przeżycia spotkania z czarną dziurą itd.), to tylko fantazja/projekcja umysłu Coopera, która przelatuje mu przed oczami w chwili śmierci lub tuż po niej, gdy Cooper jest już bytem niematerialnym.

INTERSTELLAR

W takim przypadku najważniejszymi i jedynymi w miarę rzeczywistymi wydarzeniami w całym filmie byłby ów sen Coopera, w którym dochodzi do katastrofy pilotowanego przez niego pojazdu, oraz spotkanie z umierającą córką w finale. Reszta to wytwór jego wyobraźni ilustrujący nieoczekiwane rozstanie z Murph i rozpaczliwe próby ponownego spotkania się z nią, by móc się pożegnać. Zwróćmy uwagę na scenę odjazdu Coopera bez pożegnania z obrażoną na niego córką. Normalny, kochający człowiek – a do takich należał Cooper – nie wiedząc, czy kiedykolwiek wróci na Ziemię, nie odjechałby bez słowa, szukałby dziewczynki, choćby miał przewrócić dom i cały świat do góry nogami, a nie ruszył przed siebie zalewając się łzami. Cooper zginął nagle, dlatego nie miał szansy pożegnać córki – w filmie ilustruje to właśnie scena jego wyjazdu ze łzami w oczach oraz Murph patrząca na chmurę pyłu za odjeżdżającym samochodem.

54d451d9ed309_-_esq-tars-high

TAMTEN ŚWIAT

O tym, że niemal cała fabuła Interstellar rozgrywa się gdzieś na granicy życia i śmierci, na skrzyżowaniu snu i jawy, świadczy cały katalog odrealnionych, niemal baśniowych wydarzeń.

Dlaczego TARS, wojskowy wielki i toporny robot o zupełnie niepraktycznej konstrukcji, kawał blachy pozbawiony nóg i rąk, tandetniejszy nawet od Robby’ego z Zaginionej planety, okazuje się nagle szybki, zwinny i chwytny? Dlaczego udało się niemożliwe, dokowanie do uszkodzonej w eksplozji wirującej stacji? Dlaczego Cooper przeżył w czarnej dziurze? Dlaczego Romilly, spędziwszy na statku trzydzieści lat w całkowitej samotności, czekając na powrót towarzyszy, nie zwariował i nie zaczął biegać po pokładzie z toporem, tylko grzecznie czekał, by powitać towarzyszy, jakby wrócili z baru zza rogu, a nie po trzydziestoletniej nieobecności? Te wszystkie spektakularne i nierealne nawet w bardzo naciąganym kinie SF rzeczy, wydarzyły się być może tylko w wyobraźni Coopera, podczas jego duchowej podróży ku spotkaniu z córką. Czarna dziura to w takim przypadku nic innego, jak nicość symbolizująca śmierć, a fakt przeżycia Coopera w tejże to symboliczny triumf nad śmiercią, pokonaną dzięki sile miłości. Wnętrze czarnej dziury, z którego Cooper obserwuje przeszłość, to nic innego, jak film z całego życia przelatujący przed oczami umierającego człowieka w ułamku sekund, który ponoć każdemu z nas zostanie kiedyś wyświetlony w sali kinowej z miejscem dla jednego widza. Siła miłości Coopera do córki jest jednak tak wielka, że zamiast pasywnie obserwować pokazywane mu sceny z życia, które przecież już się wydarzyły i nic nie można w nich zmienić, nawiązuje z Murph kontakt, pokonując ostatecznie ograniczenia czasu i przestrzeni, granicę życia i śmierci.

the-two-quotes-that-are-the-most-significant-in-interstellar-856936

Nolan i owszem, opowiada ambitnie i bardzo inteligentnie o podróży do innych światów. Ale, choć z pozoru wydaje się, że to wyprawa w kosmos, w rzeczywistości mamy do czynienia z wędrówką bez powrotu na „tamten świat”, o którym słyszymy od dzieciństwa i na który wszyscy się kiedyś wybierzemy. Może wtedy też będzie nam dane poskakać do woli po całym wszechświecie po każdym czasie. Dodatkowym elementem przemawiającym za proponowanym przeze mnie odczytaniem filmu jest muzyka organowa ilustrująca większość wydarzeń, przypisana wszak ściśle do instytucji kościoła, a w kościele, jak to w kościele, odbywają się między innymi pogrzeby. Cooperowi, pogrzebanemu dawno temu na Ziemi, po wielu latach prób i szukania możliwości kontaktu z córką, udaje się wrócić z „tamtego świata”, by na chwilę spotkać się z umierającą Murph.

Interstellar, samo w sobie będące kapitalnym kinem science fiction, rozpatrywane przez pryzmat śmierci Coopera nabiera głębi niewyobrażalnych rozmiarów. Potraktowanie filmu Nolana w ten sposób przyniosło mi przeżycia duchowe podobnych rozmiarów jak obejrzenie Łowcy androidów przez pryzmat snu Deckarda o jednorożcu.

phr2AGg

Rafał Donica

Rafał Donica

Rocznik 77, od chwili obejrzenia „Łowcy androidów” pasjonat kina (uwielbia „Akirę”, „Drive” i niedocenioną „Nienawistną ósemkę”). Miłośnik Szekspira, Lema i literatury rosyjskiej (Bułhakow, Tołstoj i Dostojewski ponad wszystko). Ukończył studia w Wyższej Szkole Dziennikarstwa im. Melchiora Wańkowicza w Warszawie na kierunku realizacji filmowo-telewizyjnej. Od seansu „Frankensteina” Jamesa Whale'a – niepoprawny wielbiciel postaci monstrum. Założyciel i w latach 1999 – 2012 redaktor naczelny portalu FILM.ORG.PL. Wieloletni współpracownik miesięczników CINEMA oraz FILM, publikował w Newsweek Polska, CKM i kwartalniku LŚNIENIE.
Prowadzi blog tematyczny poświęcony klasycznym monster-movies: cinemafrankenstein.blogspot.com
Rafał Donica

Strony: 1 2





  • Naciągana ta opowieść niemiłosiernie, ale podobała mi się, patrząc pod tym kątem, to nawet film by mi się bardziej spodobał :)

  • Bardzo dobry artykuł choć, pewnie dla niektórych to będzie stek bzdur lecz ja podobnie odebrałem ten film i tylko w takiej wersji wydarzeń mi się on podoba. W innym wypadku, czyli jeżeli wszystkie akcje, które widzimy na ekranie są prawdziwe, film oceniłbym na marne 3/10. Pozdrawiam ;)

  • Przemysław Baran

    żadnej riposty,żadnego równania czy innej fizycznej teorii ,dziwne

  • Agata

    W samym filmie raził mnie sentymentalizm, tzn. zawsze określałam go jako melodramat z elementami sf. Ten tekst poniekąd, ale tylko poniekąd (bo minusy obraca w plusy), potwierdza moje wrażenia, a to dlatego, że nadaje mu, nomen omen, nowy wymiar. Skłania do ponownej lektury, oglądu pod innym kątem, co może widza tylko wzbogacić. To lubię – artykuł znakomity, bo nakłania do refleksji :) Dzięki i pozdrawiam!

  • frost

    Scena z prologu, którą określasz jako kluczową dla swojej teorii ma swoje wyjaśnienie w filmie. Katastrofę samolotu spowodowała anomalia zainicjowana przez „Nich” (pięciowymiarowe istoty), te same które umieściły tunel czasoprzestrzenny… Scena ta również jest wprowadzona po to, by wyjaśnić widzom, iż Cooper w przeszłości był pilotem i testował dokładnie taki sam model statku, którym później wyruszy w kosmos… Problem czasochłonnego szkolenia i przygotowania bohatera znika, dlatego praktycznie od zaraz może wziąć udział w misji. Sorry autorze, ale cały artykuł jest naciągany bardziej niż twarz Ewy Minge :)

  • Yoyek

    Bardzo ciekawa teoria. Mnie również zawsze niepokoiły dwie sceny, początkowa kraksa, która wyglądała na zakończoną tragicznie i końcowa scena spotkania, w której praktycznie nikt go nie widział i nie chciał znim rozmawiać. Artykuł zapełnia treścią, to co pomiędzy. Gratuluję pomysłu i spostrzegawczości!

  • Maciej Matuszewski

    Bardzo ładnie opisane i tylko w takiej wersji ten film ma w ogóle sens.

  • Mefisto

    No właśnie nie tylko córka Coopera widzi go pod koniec, bo wszyscy na niego spoglądają, robiąc mu w dodatku miejsce :) W dodatku jak wytłumaczyć poza tym biegnącą dwutorowo narrację i zapiski wideo do Coopera i innych. Nie wiem też po co on sam miałby sobie pośmiertnie wyobrażać te wszystkie misje na odległe planety, pełne istot, których przecież nie zna. Naciągana ta teoria jak guma do majtek. Ale czyta się fajnie. Zawsze to jakaś przyjemna alternatywa.

  • Podoba mi się ta interpretacja :)

  • H34

    Największe przeżycia duchowe daje Ci interpretowanie filmów jako snów? Taka „interpretacja” filmu jest najbardziej żałosną rzeczą jaką można zrobić analizując film. Niszczysz w ten sposób całą fabułę oraz uznajesz reżysera za kogoś kto idzie na największą możliwą łatwiznę. Wtedy nie ma znaczenia co się działo w filmie, czy coś miało sens, bo przecież „To był tylko sen!”. Takie coś można powiedzieć o każdym filmie. A co powiesz na to, Matt Damon w „Marsjaninie” zginął w burzy, ale umierając wszystko mu się przyśniło! Ależ jestem genialny, cóż za odważna interpretacja!

    • Rafał Donica

      Drogi H34, skąd wyciągnąłeś wniosek, że największe przeżycia duchowe daje mi interpretowanie filmów jako snów? Przecież „Interstellar” to jedyny przykład takiej interpretacji, jaki podałem.

      • H34

        „Potraktowanie filmu Nolana w ten sposób przyniosło mi przeżycia duchowe podobnych rozmiarów jak obejrzenie Łowcy androidów przez pryzmat snu Deckarda o jednorożcu.”. Rzeczywiście, jak teraz uważne przeczytałem to zdanie to widzę, że mowa tu o czymś innym. To prawda, mój błąd. W takim razie, sama interpretacja „Interstellara” jako snu daje Ci mocne przeżycia duchowe, cofam liczbę mnogą. Lecz, oczywiście, nadal utrzymuję resztę mojego komentarza.

  • Lawrence

    Ciekawa interpretacją, w którą co prawda w ogóle nie wierzę, ale bardzo miło się to czyta. I w sumie to też przemawia za filmem, że można go tak na wiele sposobów analizować i interpretować.

  • ponczek

    Ej… ten tekst nie może być na poważnie prawda? Ten tekst jest w stylu… Rednacz: elo Rafałku weź przelej kawałeczek strumienia świadomości na stronkę bo coś ostatnio mały ruch mamy… Rafałek: ok boss, tylko o czym tu napisac??? O koziorożcach w tęczu? o Power Rangers Turbo Max Drive?o okresie godowym waranów z Comodo? wiem! jako że zawsze Nolan powodował gównoburze pod artykułami to teraz zrobię coś jeszcze głupszego i dla beki walnę tekst, że Interstellar to sen… LOL made my day KMF made my day :D :D :D

  • MishaPl

    Interpretacja (artykuł jest bowiem interpretacją filmu, a nie jego analizą – takie przynajmniej definicje ja poznałem) mocno życzeniowa ale ciekawa (a właściwie tylko to się liczy). Wydaje mi się jednak, że bardziej wiarygodna jest jej odwrotna wersja – perypetie Coopera, są kreacją umysłu Murph. Spowodowane są początkowo (idąc tokiem rozumowania powyższej interpretacji) próbą dostrzeżenia jakiegoś sensu w śmierci ojca. W dalszych losach kreacja/wspomnienie ojca staje się motorem napędowym oraz inspiracją dla jej późniejszych dokonań. Gloryfikacja postaci Coopera wynika z z perspektywy z jakiej go obserwujemy (dla dwunastoletniej Murph ojciec musiał być postacią posągową). Dodatkowo jest to swoista próba jego wskrzeszenia, na swój sposób zrealizowana na samym końcu. Według mnie w tej wersji przytoczone odniesienia pasują jeszcze lepiej oraz sama interpretacja jest ciekawsza.

  • Uszatek

    Nie „Zaginiona planeta”, tylko „Zakazana planeta”…






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

SMOLEŃSK - pierwszy zwiastun

Następny tekst

Kino gadane. Kilka najlepszych filmów o rozmawianiu



Strony: 1 2

OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE