publicystyka filmowa

Co się w Tobie kryje, Trumanie? 20 ROCZNICA PREMIERY TRUMAN SHOW

Autor: Łukasz Budnik
opublikowano

Tekst zawiera spoilery.

Mija dwadzieścia lat, od kiedy Truman Show Petera Weira trafił na ekrany kin. Historia człowieka nieświadomego, że jego całe życie to tak naprawdę program telewizyjny stworzony i nadzorowany przez mężczyznę imieniem Christof, jest wizją tragiczną i przejmującą. Wszystko, co Truman widzi dookoła siebie, jest jedynie iluzją, a jego naturalna dobroć i przyjazne usposobienie dzień w dzień zderzają się ze sztucznym światem będącym pożywką dla telewidzów. Kiedy rozmyślałem nad filmem Weira, odkryłem, że zarówno postać Trumana, jak i sam tytułowy show przedstawić można, rozwijając pierwsze litery imienia bohatera, co też niniejszym czynię.  

TĘSKNOTA

Człowiek stał się narzędziem.

Towarzyszy Trumanowi właściwie bezustannie od czasu fatalnej w skutkach morskiej wyprawy z ojcem. Jego śmierć jest z perspektywy Trumana efektem własnego błędu i uporczywości – gdyby zawrócili odpowiednio wcześnie, sztorm nie dopadłby ich na pełnym morzu i do portu wróciliby razem. Straszny ciężar, z którym musi się zmagać już ponad dwadzieścia lat. Poczucie tęsknoty miesza się z wiarą, że ojciec jeszcze kiedyś się odnajdzie, bo przecież ciała nigdy nie odnaleziono. Truman oczywiście nie ma pojęcia, że zaginiony, domniemanie zmarły mężczyzna zupełnie nie jest z nim spokrewniony, a sztorm i cała tragedia były jedynie symulacją zorganizowaną przez Christofa. Paniczny strach przed wodą, którego się nabawił, ciężar winy, poczucie utraty – wszystkie te złe emocje Trumana zostały sztucznie wykreowane na potrzeby oglądalności programu. Człowiek stał się narzędziem.

Kiedy tęsknota dobiega końca, a ojciec Burbanka rzeczywiście pojawia się znów na scenie, jest to doskonała szansa, by zrealizować wzruszający, podniosły moment, który zachwyci telewidzów i naprawi nieprzewidziane w scenariuszu sytuacje z ostatnich dni. Truman jest oczywiście emocjonalnie rozbity i nie ma co mu się dziwić – powrót jego ojca to tylko jedna z nieprzewidzianych okoliczności, z jakimi niedawno się spotkał, ale jednocześnie w tym jednym momencie chyba najbardziej wyczekana, bo dająca promyk nadziei, że sprawy mogą jeszcze przybrać właściwy obrót. Przynajmniej do czasu.

RUTYNA

Każdy dzień przebiega tak samo. Pobudka, po której następuje chwila wygłupów przed lustrem. Wyjście do nudnej pracy za biurkiem (choć według Marlona, przyjaciela Trumana z dzieciństwa, nie ma lepszego sposobu na zarobek). Wizyta w kiosku po kilka magazynów. Konfrontacja z nielubianym szefem. Po drodze oczywiście zawsze ci sami ludzie, działający według jednego schematu i – bez względu na dzień – zachowujący się tak samo. Teoretycznie nic nie może zaskoczyć Trumana. Choć o tym nie wie, żyje w bańce, gdzie wszystko działa według bezpiecznego scenariusza. Rutynę przełamać mogą jedynie niespotykane okoliczności, z perspektywy Trumana trudne zresztą do wyjaśnienia, bo skąd na ziemię mógłby chociażby nagle spaść reflektor?

W tak perfekcyjnie ułożonym, nudnym wręcz świecie wystarczy tylko trochę otworzyć się na otoczenie, przyjrzeć się dokładnie jego elementom, a może się okazać, że pod warstwą tej rzekomej doskonałości kryje się tak naprawdę dużo rys. To właśnie one mogą się ostatecznie okazać przepustką do wolności.

UŁUDA

Pod warstwą rzekomej doskonałości kryje się tak naprawdę dużo rys.

Schematy i rutynowe zachowania mieszkańców miasta nie dotykają Trumana w takim stopniu, jak jego najbliższe otoczenie. Dom rodzinny, małżeństwo z Meryl, wieloletni bliski kontakt z najbliższym przyjacielem to zaledwie iluzja. Aby tylko utrzymać Burbanka wciąż w takim samym położeniu, ekranowi najbliżsi stale zniechęcają go, gdy wraca kwestia realizacji jego marzeń i chęci wyrwania się wreszcie poza miasto. Fałszywe są nawet zdjęcia w albumie rodzinnym z rzekomych wycieczek poza miasto – fotomontaże są w dodatku niechlujne, tak jakby nikt nie wierzył, że Truman jest w stanie czegokolwiek się domyślić, siedząc w swojej metaforycznej bańce. Wystarczy zresztą spojrzeć na Meryl, która na ekranie funkcjonuje głównie jako żywy product placement, a każdy wyraz zdziwienia Trumana na jej poczynania dziwi ją równie mocno. Wydaje się, że jedynie aktor występujący w roli Marlona rzeczywiście czuje do Trumana pewną dozę sympatii. Choć ich przyjaźń to w założeniu jedynie wytwór scenariusza, to na całkiem szczerą wygląda jego reakcja, gdy mówi Trumanowi o tym, że by go nie okłamał – jakby żałował, że rzeczywiście musi to robić.

Ostatnio dodane