Pierwszy zwiastun "Przed Północą" (Before Midnight) | FILM.ORG.PL

Celine i Jesse w pierwszym zwiastunie








Rafał Oświeciński
29.03.2013


Lato 1995 roku zmieniło w życiu wielu osób bardzo wiele. Właśnie wtedy, w gorące lipcowe popołudnie, można było wybrać się do kina na film, który potrafił na nowo zdefiniować pojęcie romantyzmu; który mógł przewartościować dotychczasowe postrzeganie tego, co zwie się miłością i seksem. „Przed wschodem słońca” było w emocjonalnej rewolucji idealne – inteligentne, inspirujące i… Zresztą, kto widział ten film mając lat kilkanaście nie może go nie pamiętać.

Krótko – pojawił pierwszy zwiastun do BEFORE MIDNIGHT, sequela BEFORE SUNSET, który był sequelem BEFORE SUNRISE. Seria Richarda Linklatera z Julie Delpy i Ethanem Hawkiem w rolach głównych to jeden z niewielu dowodów na sensowność tego typu kontynuacji, której celem nie jest żerowanie na portfelach widzów, ale ukazanie dojrzewania emocji. Tak, jak fizycznie zmieniali się Celine i Jesse na przestrzeni 18 lat, tak zmieniały się ich uczucia względem siebie – od szczenięcego zafascynowania i brawury, poprzez niepewność chwili, aż do…  No właśnie. Co pokazuje najnowsza, prawdopodobnie ostatnia odsłona ich spotkania po latach?

Mają już po blisko 40 lat, osiągniętą stabilizację życiową. Kim są dla siebie? Jak oceniają to, co się zdarzyło?

Bo jednak Jesse zdjął obrączkę.

Gdzie mogą być za chwilę? I czy warto tam być? Pewnie na te i na wiele innych pytań film odpowie i – jak sugerują festiwalowi krytycy, którzy film już widzieli – odpowiada na nie tak inteligentnie, błyskotliwie i niebanalnie, jak się można by spodziewać.

Czerwiec 2013 może na nowo otworzyć oczy.

 

Rafał Oświeciński

Rafał Oświeciński

REDNACZ at FILM.ORG.PL
Celuloidowy fetyszysta.
Kino istnieje nie tylko dla rozrywki. Powinno budzić emocje. Powinno szokować ibulwersować. Powinno bez skrupułów zmuszać mózg i serce do wytężonej pracy. Dlatego wolę nieudane eksperymenty od udanych średniaków tworzonych od linijki.
Rafał Oświeciński






  • tomashec

    Jest moc. Wydaje się, że będzie równie znakomicie. Piękna rzecz. Chyba wiem, co już dziś wieczorem zapuszczę z DVD :)

  • mademoiselleDrama

    Zapowiada się cudownie! Wydawałoby się, że skoro Before Sunset jest jeszcze lepszym filmem od Before Sunrise (przynajmniej według mnie!) to kolejna część może być już tylko gorsza. Ale nie, pomysł tej kontynuacji to prawdopodobnie jedna z lepszych decyzji – tylko bajki i komedie romantyczne kończą się w stylu Before Sunset. Prawdziwe życie trwa dalej i zwiastun w cudowny sposób to ukazuje. Nadzieje są wielkie, mam nadzieję, że nie będzie rozczarowania. Obok Bling Ring Sofii Coppoli to drugi najbardziej wyczekiwany przeze mnie film 2013.

  • Kazik

    Wszystko ładnie, tylko oboje wyglądają tak jak gdyby byli po 50-tce. Szczególnie ona.

    • be

      To ja chcę, żeby moja żona tak wyglądała po 50-tce! :D

  • Kazik

    Dodatkowo, Desjudi, ewidentnie przesadzasz z z emocjonalną rewolucją „Before Sunrise”. Ta jakaś predyspozycja do tworzenia odrębnego kanonu… Mógłbyś mi po krótce wyjaśnić na czym z grubsza polegało wg. Ciebie owo przewartościowanie ekranowej miłości i seksu? Bo kompletnie nie znajduje uzasadnienia dla tego efekciarskiego wywodu. Rewolucją, rewolucją emocjonalną jak ty to nazywasz był już film Leloucha pt „Kobieta i mężczyzna”, można byłoby dorzucić też „Zeszłego roku w Marienbadzie”. Generalnie kino od zawsze co jakiś czas posiłkuje się kinem „chodzono-mówionym” i do tej właśnie grupy, niewątpliwie wybijając się ponad przeciętną należą przygody Celine i Jesse’go. No ale pisanie, że lato 1995 w życiu osób zmieniło bardzo wiele… Naprawdę, piszesz jakbyś miał 10 lat.

    • Kazik

      Z tym 10 lat to i tak byłem łagodny.

      • Nie chce mi się nic wyjaśniać, bo to jak grochem o ścianę. Zrozum jedynie, że chodzi o subiektywne doznania, które towarzyszyły szczególnie tym, którzy mieli tyle samo lat, co Jesse/Celine. Ciebie to nie dotyczy? Żyj i daj żyć innym.

        • Kazik

          To bardzo źle, że nie chcesz nic wyjaśnić. Ja naprawdę bardzo staram się zrozumieć, tylko nie mogę zrozumieć w imię czego wypowiadasz się za innych? Przeprowadzałeś sondaż? Wyłoniłeś grupę reprezentacyjną sposród tych, którzy byli na seansie „Before Sunset” a następnie odpowiadali na zadawane im przez Ciebie pytanie „jak film, który właśnie obejrzałeś, zmienił Twoje życie?” Jak film może wiele zmienić w życiu kogokolwiek? Z pewnością może wpłynąć na podjęcie takiej a nie innej decyzji ale zmienić WIELE? Zastanów się, kto piszący poważne recenzje używa tego typu dziecinnej afektacji? Chyba tylko Ty. Doznania? Jak najbardziej , ale pisanie tekstu, że lato 1995 r. bardzo zmieniło życie wielu ludzi, to już po prostu głupota, nie mówiąc już o tym, ze jakoś nie znajdujesz uzasadnienia na „rewolucyjność” tego dobrego skadinąd filmu.

          PS. I odpierdolcie się z tą łatką trolla jeden z drugim! Wystarczy mieć inne zdanie niż reszta, nie podrygiwać wspólnie do wspólnego śpiewania „Ach jakie to piękne:)”, to wyzwą Cię od trolla. Naprawdę głąbie-Antykaziku sięgnij do źródeł albo do środka swojego łba i znajdź definicję słowa „troll”.

          • Adam Nguyen

            Ja w 1995 mając 6 lat, obejrzałem „It” Stephena Kinga. Do dziś panicznie boję się klaunów i nie chodzę do cyrków. Gdy rodzina i przyjaciele bawią się w „Zalewskim”, ja siedzę sam w domu. Więc tak, mogę szczerze powiedzieć, że lato 1995, wiele zmieniło w moim życiu. Lawyerd.

          • Kazik

            To żart, czy ty tak na serio?

          • Adam Nguyen

            Bardzo, bardzo, bardzo serio. Rodzice zapisali mnie na terapię, ciągnęli od lekarza do lekarza. Musiałem zmagać się i codziennie znosić takie określenia jak „dziwak” czy „wykolejeniec”. Za każdym razem gdy w lato, na ulicy widziałem plakaty jakiegoś cyrku, który zawitał do miasta, zbierało mi się na płacz, w najlepszym przypadku na niekontrolowane dreszcze. Matka robiła dobrą minę do złej gry, ale u ojca od początku widziałem jedynie rozczarowanie i rezygnację. Jak pomyślę ile było wylanych łez, ile wstydu, ile cierpienia…wszystko przez tę cholerną mini serię BBC. Do dziś nie mogę obejrzeć żadnego filmu z Timem Curry i wciąż zdarza mi się przed snem sprawdzić czy szafy w sypialni są puste, a pod łóżkiem nikogo nie ma. A o zbliżeniu się na 100 metrów do cyrku czy imprezy urodzinowej w McDonaldzie, nie ma nawet co myśleć.

            Aha, no i od czasu do czasu zdarza mi się gołymi rękoma udusić prostytutkę w garażu.

            Tak więc drogi Kaziku (o ile to Twoje prawdziwe imię), istnieją ludzie, którzy odbierają kino bardzo osobiście. Tak, Istniejemy i nie podoba nam się, gdy ktoś taki jak Ty postanawia nas zmarginalizować i traktować jakbyśmy byli powietrzem. Jakbyśmy dla Ciebie nie istnieli. Dlaczego uważasz, że nie przysługuje nam prawo do zawierania małżeństw? Dlaczego odbierasz nam prawa do istnienia? Żyj i pozwól żyć innym.

            W sumie nawet Ci zazdroszczę tej błogiej niewinności, życia w świecie odgrodzonym parasolem ochronnym od świata popkultury. Niektórzy twierdzą, że nie potrafimy odróżnić rzeczywistości od fikcji. Jajogłowi rzucają określaniami jak „zaburzenia maniakalno-depresyjne”, czy „schizofrenia”. Mądrzą się i wyrokują: „obawiam się, że Pani syna należy poddać leczeniu w zakładzie zamkniętym”. A ja im wszystkim mówię – nie zna życia ten kto nie rozpłakał się gdy umierała mama Bambi, lub nie posikał się gdy Tim Curry w przebraniu Clowna, pokazywał kły.

          • człowieku, jeśli masz ze mną kłopot, to nie zaglądaj na tą stronę, nie klikaj w linki prowadzące do moich tekstów. A najlepiej byłoby gdybyś po prostu znalazł sobie inne miejsce do komentowania – jest wiele stron o podobnym profilu co KMF. Łatkę trolla masz nie dlatego, że podrygujesz do wspólnego śpiewania, ale ze względu na cholernie napastliwy ton twoich wypowiedzi.

          • Troll

            Mam kłopot, tyle, że nie rozwiążę go poprzez omijanie KMF szerokiem łukiem. Pod wieloma względami, jest to fajny serwis, zacny i potrzebny. Mój kłopot jest taki, że za cholerę nie rozumiem, dlaczego zachęcając swoich czytelników do obejrzenia świetnego filmu jakim jest bez wątpienia „Before Sunrise”, nie napiszesz po prostu: „Słuchajcie, naprawdę wam go polecam, bo to świetny film”. Koniec i kropka.
            Akurat bohaterowie, których tak lubisz, Celine i Jessie nie używają wielkich słów. Dlaczego Ty to robisz? Piszesz za to mniej więcej tak: „Lato 1995 roku było szczególne, właśnie wtedy wszedł na ekrany pewien film a świat już nie był taki sam”. Po co? I jeszcze raz pytam, już nie napastliwie, ale zwyczajnie, gdzie masz przykład przewartościowania czegokolwiek w tym filmie? Bo np główni bohaterowie, nie wiem, nie uprawiają seksu w toalecie w pociągu w 5 minut po poznaniu? Albo w 20 minut po poznaniu nie wyznają sobie miłości? Lub też po godzinie od poznania nie ryczą do siebie wyrzucając sobie nawzajem traumy z dzieciństwa?
            Po prostu, dwoje młodych, fajnych, inteligentych ludzi, którzy się poznają, coś między nimi zakwita a oni sobie gadają pozwalając jednocześnie aby coś rzeczywiście między nimi wyrosło i oplotło miłosnymi więzy. Po jaką cholerę od razu pisać o jakimś przewartościowaniu, jakieś tam rewolucji, srucji, itd, itp. To znaczy ja się domyślam dlaczego. Bo to takie głęobkie, takie ważne, takie fajne, przykuwające uwagę… Ale też tanie, nieprawdziwe, płytkie, niepotrzebne.

            Adamie Nguyen, przepraszam Cię najmocniej, wszak idą Święta a dookoła radośnie biegają Wielkanocne króliczki i rzucają w siebie śnieżkami, ale niemiłosiernie pierdolisz. Nie próbuj być zabawnie, kpiarsko ironiczny bo mi wychodzi to o wiele lepiej niż Tobie a i tak się nieco powstrzymuję. Ja również odbieram kino bardzo osobiście, może nawet za bardzo. Wielka cześć i chwała tym, którzy siedząc w zaciemnionej kinowej sali potrafią wydobyć z siebie otchłań emocji. Lubię takich ludzi, oby było ich jak najwięcej, są solą życia. Bez nich ten pier…ony świat powinien by już sie dawno skończyć. Na szczęście oni są i oby byli jak najdłużej. Także nie w tym rzecz, Adam.

            Mi chodzi o coś zupełnie innego. Po prostu, nie wdając się zbytnio w to, jak powinno wyglądać rzetelne słowo pisane na temat takiego czy innego filmu – żaden ze mnie krytyk ani tym bardziej nauczyciel dziennikarstwa – jednak zwyczajnie, jak śniegu na Wielkanoc, nie cierpię popadania w niczym nie uzasadniony, niepotrzebny patos, czytaj: „Lato 1995 roku….itd” Nie będę tutaj oceniał jak bardzo destrukcyjnie podziałał na ciebie „It”. Pewnie obejrzałeś ten film o kilka lat za wcześnie. No ale jak piszę, nie jestem psychologiem dziecięcym. Z drugiej strony piszesz, że punktem zwrotnym było dla ciebie owo pamiętne lato 95 r.. Chcesz mi powiedzieć, że tamtego dnia nastąpiło jakieś masowe pożegnanie się z dziecięcą traumą spowodowaną projekcją „It” Stephena Kinga? No, to byłaby jakaś zupełnie nieprawdopodobna historia.

            Pytam się więc nad wyraz grzecznie, „WTF” jak ten antykwiariusz, który od pół dnia nie mógł znaleźć biografii Galla Anonima. Człowiek w wieku kilku lat, zaledwie poznaje świat, uczy się rzeczywistości, wtedy obrazy z którymi się spotyka, film, muzyka, zdarzenia których jest świadkiem… To wszystko może wpłynąć na jego życie.
            Ale co tak naprawdę może zmienić jakiś film w życiu 20-parolatka? Z pewnością może przyczynić się do podjęcia jakiegoś kroku, nie wiem, zmiany wyższej uczelni a może taki film sprawi, że ktoś po wyściu z kina powie coś miłego swojej bliskiej osobie, albo przeciwnie, zerwie z tą osobą… Przykładów może być mnóstwo. Jednak Desjudi pisze że fakt wyświetlenia rzeczonego filmu zmienił w życiu wielu osób BARDZO WIELE! Co znaczy, owo „bardzo wiele”. Kim, na Boga Ojca, były te osoby, skoro fakt obejrzenia przez nie jednego filmu WIELE zmienił w ich życiu? Na czym polegała ta wielość? Jak bardzo trzeba być emocjonalnie ubogim, żeby w miarę realnie opowiedziana miłosna historia, zmieniła bardzo wiele w życiu tego, kto jej wysłuchał czy też obejrzał. To jakie to życie wcześniej było? No, chyba żadne. A może taki ktoś wszelkie interakcje pomiędzy kobietą a mężczyzną znał jedynie ze starych filmów z Jamesem Bondem nie mówiąc już o swoich własnych.

            Wstyd, panie Rafale. Tak się po prostu nie pisze, bo to zwyczajnie bzdura i raczej powinen pan zdawać sobie z tego sprawę. No, chyba, że chodziło o pewną umowność, no ale jednak powinno to się wcześniej jakoś zaznaczyć. Najgorsze jest to, że Ty chyba naprawdę wierzysz, ze ten film zmienił bardzo wiele w życiu bardzo wielu osób. Więc pytam się po raz ostatni. Jeżeli zmienił, to JAK? Jeżeli wiesz, to pisz, jeżeli nie wiesz, to nigdy więcej tak nie pisz, ani tutaj, ani nigdzie indziej.

            W sumie znam jeden przykład filmu w całej jego ponad 100-letniej historii, który zapewne zmienił wiele w życiu wielu osób. To „Wjazd pociagu na stację w Ciotat” – obraz braci Lumiere z 1896 r.

            Panie Adamie Nguyen, ja również płakałem kiedy umierała matka Bambi i wie pan co. Właśnie dlatego, jestem wyczulony na wszelkie przejawy emocjonalnych nadużyć, łapiesz teraz? Nie wchodzę w ten spór, nie znoszę w miarę cierpliwie, błędnie przyczepionej mi przez co poniektórych, łatki trolla, nie dlatego, że jestem emocjonalnie ubogi, nie płaczę, nie wzruszam się a najchętniej oglądał bym tylko durne, polskie komedie. O nie. mr. Nguyen, piszę o tym wszystkim dlatego, że mam w sobie o wiele więcej emocji od Ciebie. A już ten tekst o małżeństwach? Ale o co… Chyba jednak pamiętne lato 1995 roku za wiele ci nie pomogło.

            Wszystkim zaś życzę Smacznych, zwłaszcza wiosennych, Świąt Wielkanocnych, zacnych poświątecznych tytułów do omówienia i aby nam się dzieci nie czepiały rakiet.:)

          • bosze, człowieku, ciężko się z tobą dyskutuje z kilku powodów – stawiasz siebie ponad wszystkimi, umniejszasz rolę emocji u innych, a sam próbujesz wywyższać własne. Budujesz teorie, których bohaterami są konkretne osoby – oceniasz nie tylko to, co napisały, ale też kim są. I jeszcze stawiasz mi ultimatum. Jakim prawem? Skąd u ciebie tyle negatywnych emocji w stosunku do jednego zdania? Nie rozumiem, w jaki sposób jedno zdanie, której jest przejawem subiektywnych odczuć względem filmu Linklatera, buduje w Tobie przekonanie jakobym był emocjonalnie ubogi?

            Jasne, zaznaczyłem, że u wielu film zmienił rozumienie romantyzmu i sposób definiowania takiej miłości – nie wiem dlaczego nazywać to patosem? Przecież nie mówiłem o Celine i Jessie, a o emocjach związanych z tą historią – że jako kilkunastoletni szczeniak chciałem być taki jak Jesse (chciałem mieć taką kurtkę!), marzyłem o takiej dziewczynie jak Celine; tak sobie wyobrażałem tzw. romantyzm – spacerowanie, gadanie. W obcym mieście, z obca dziewczyną. Naiwne, wiem, ale gówniarz ma tak prawo myśleć, marzyć. Te uczucia nie są tylko moje, bo wiem, że dla wielu osób (badanie CATI na próbie 1200 osób przeprowadzone dzisiaj rano, ale osobiście znam kilkanaście osób podzielających odczucia) „Before Sunrise” właśnie jest filmem, powiedzmy, osobistym, inspirującym, ze względu na sposób pokazania _miłości_, _zauroczenia_. To nie tylko „fajne” kino. Dlaczego uważasz te emocje za nieprawdziwe? Bo ich nie podzielasz? A kto ci każe?

          • Kazik

            Nie rozumiemy się do końca. Ani razu nie wywyższałem się ponad innych, nie stawiałem się wyżej ani nie stawiam się wyżej od całej reszty. Jestem szarym człowiekiem uwielbiającym kino, tak samo jak Ty. Po prostu pewną moją winą wg Ciebie pewnie jest to, że piszę bardzo konkretnie, że jest w tym jakaś pasja i tyle. Taki głos też się przydaje i powinieneś się raczej cieszyć że dyskusja wre, że ten portal jest dość popularny, że mają prowo wypowiadać się w nim ludzie mający różne podejście i różne zdanie co do różnych kwestii. Uwierz mi, że nie jestem taki straszny jak co poniektórzy mnie malują.

            Co do samego filmu. Wierzę ci w pełni. Co więćej, twoje emocje związne z tym filmem były piękne i jestem przekonany, że bardzo prawdziwe. Jestem też pewien, że mnóstwo młodych ludzi oglądając ten film, jak sam piszesz, tęskniło skrycie do tego typu przygody jaka spotkała Jessiego i Celine (chociaż to imię specjalnie nie przypadło mi do gustu:)) Właśnie po to ten film powstał, żeby wbudzać tego typu „zazdrość”, wywoływać emocje itd. No ale powiedz sam, gdzie tu rewolucja? Gdzie jest tutaj przewartościowanie? Linklater nie stworzył tutaj żadnego, odrębnego gatunku. Naprawdę, miejmy pewne proporcje w oceniaiu, tylko o to mi chodzi. To, że uczucie tych dwojga zostało pokazane bardzo subtelnie, sam ten film bardzo lubię, to nie oznacza, że wszystko co było wcześniej odbywało się na zasadzie ciągnięcia wybranki za kudły do jaskini! Tak jak pisałem wyżej, pewną rewolucją był film Leloucha z 1966 r. Wcześniej w opowieściach o uczuciu obowiązywały w sumie dwa nurty – Ona była femme fatale a on tragicznym jej kochankiem albo na odwrót – On był wrednym macho a ona biegała za nim z maślanymi oczami po łące. Opowieść Leloucha nie dość, że zgrabnie wpisywała się w „Nową Falę”, to jeszcze, chyba po raz pierwszy, kobieta i mężczyzna byli dla siebie w pełni równymi partnerami. Co ciekawe, jakiś czas potem powstał „Kobieta i mężczyzna 20 lat później”. Wszystko co zrobił Linklater, to pewien luźny remake tamtego filmu z całą resztą. Aczkolwiek, jeżeli chodzi o mnie, kontynuacja zupełnie nie przypadła mi do gustu.

          • Kazik

            Bo jeżeli chodzi o samo słowo „przewartościować”, to oznacza ono, że wcześniej pogląd na daną kwestię był zupełnie inny, zgadza się? No więc jak definiowałeś pojęcie romantyzmu zanim obejrzałeś”Przed wschodem słońca”? Jak definiowali je inni? Nie wiem, poprzez mickiewiczowskie „Dziady” albo „Cierpienia Młodego Wertera”? No bo chyba jakaś wcześniejsza definicja istniała.
            W „Walce o ogień” jest taka scena, gdzie główny bohater siedząc ze swoją wybranką, patrzy na księżyc i w pewnym momencie czułym gestem kładzie swoja dłoń na jej ciężarnym brzuchu. Czyli pojawia się w jego głowie coś w rodzaju uczucia, bo wczęśniej to było i wyłącznie chędożenie od tyłu.:)

          • Kazik

            Ale jak jeszcze patrzę na te fotosy, to Delpy naprawdę staro wygląda.

          • w tym jednym zdaniu nie starałem się dokonać filmoznawczej analizy sięgając do historii kina. Naprawdę, spuść trochę z tonu, rozluźnij pośladki, weź głęboki oddech. Nie bierz wszystkiego aż tak na serio; nie domagaj się, proszę, wyjaśnień do każdego ze słów, które w moim wpisie wpadły bo nie o poszukiwania obiektywnych prawd mi chodziło, tylko o krótki wpis o nowym zwiastunie, forkrajstsejk. Nic sugerującego, że bawię się w socjologiczno-psychologiczne dywagacje, o które mnie posądzasz.

            Cholernie trudno mi zrozumieć twoje tyrady. Nie boli mnie to, że dyskusja wre, ale że tak się spinasz, a przy okazji atakujesz ad personam. Zluzuj, eot z mojej strony, bo czytelnicy też już pewnie mają dość tej dyskusji…

          • Kazik

            Ależ ja jestem zluzowany i wcale się nie spinam, tylko piszę to o co mi chodzi. Umówmy się, że weźmiesz do serca większość z tego co napisałem a ja postaram się na przyszłość powstrzymać się od większych socjologiczno-psychologicznych dywagacji, jak to nazywasz i może wspólnie doczekamy w jako takim zdrowiu kolejnych Świąt Wielkanocnych czego Tobie i wszystkim życzę.

          • Mr.T

            Z całym szacunkiem, ale akurat użytkownik „Kazik” wreszcie nadał jakiegoś tempa tej stronie, czekam na jakieś recenzję ze strony tego osobnika, gdyż ma on pojęcie o kinie dużo większe niż większość osób umieszczające swoje wypociny na tym portalu, panie Rafale – więcej cierpliwości i luzu a na pewno wyjdzie coś z tego konstruktywnego:). Wesołych świąt Wam życzę:)

          • Kazik jedynie nadał tempo komentarzom, ale nie stronie.

          • Mr.T

            Oczywiście, tutaj pełna zgoda:). Niemniej jednak, zamiast się spinać, warto wsiąść pewne komentarze do serca, w końcu nikt nie jest idealny, a krytyka też jest konstruktywna.

          • Scarlet Pumpernickel

            Może ma, może nie ma…póki co, to dużo tutaj tupania nóżkami – jasne, intelektualnie podrasowanego, ale tupania. Moja racja, bo jak nie to buu – dla mnie to dziecinada podszyta syndromem jedynaka. Wracając do pisania, jeśli Kazik coś popełni i uzna, że jesteśmy godni tego aby jego teksty tu zamieszczać, to na bank to zrobimy…z drugiej strony, nie wiem czy Kazik chciałby aby jego teksty wisiały obok naszych grafomańskich wypocin. Kocham, całuje – spocony Radosław

          • Adam Nguyen

            Ok w takim razie już bez pierdolenia i żartów, postaram się odpowiedzieć na Twoje pytania.
            „Before Sunrise” przez wielu uważany jest za film, w pewnym względzie przynajmniej pokoleniowy. Nie wiem czy takie określenie podpada u Ciebie pod definicje patosu, ale prawda jest taka, że dla wielu ludzi, którzy byli wtedy młodzi, ten film był bardzo osobisty. Nawet jeżeli nie zmienił DOSŁOWNIE wiele w ich życiu, nie sprawił, że nagle stali się innymi ludźmi, to i tak był to rodzaj przedstawienia dialogu o związkach damsko-męskich, z którym większość z nich wcześniej się nie spotkała. Są pewne płyty, książki, filmy, które potrafią mocno wpłynąć na widza i nie mam wcale na myśli, żadnych gromkopierdnych objawień, które zmienią radykalnie jego światopogląd. Post Rafała poniżej, dobrze obrazuje jak może wyglądać taka fascynacja. „Before Sunrise” mógł sprawić (i dla wielu sprawił), że niektórzy młodzi zaczęli inaczej patrzeć na omawiane w filmie sprawy, pierwszy raz myśleć o nich w ten sposób. Nie oznacza to, że nigdy nie doszliby do tych samych wniosków w życiu bez obejrzenia „Before Sunrise”. Nie oznacza, że sam film musiał być pod tym względem rewolucyjny, przełomowy czy absolutnie niedościgniony na tle innych dzieł kultury. Podawałeś wcześniej przykłady innych tytułów, ale to, że Before Sunrise wpłynął na wielu ludzi, nie oznacza, że nikt inny wcześniej czy później nie porwał się na podobną narrację. Po prostu ten konkretny film okazał się być całkiem ważny dla sporej grupy osób, która obejrzała go po raz pierwszy, wtedy latem 1995… ;)
            Rozpisaliśmy się tu wszyscy na kilka stron teksu w Wordzie, a tak naprawdę całość rozbija się o to, że wybrałeś sobie jedno zdanie z artykułu, którego przekaz dla wszystkich był jasny i czytelny i postanowiłeś odebrać je jak fragment jakieś naukowej rozprawki socjologicznej.
            Osobiście radziłbym Ci podchodzić do publicystyki z nieco mniej dosłownym, mniej roszczeniowym podejściem. Bo nawet jeżeli miałbym na chwilę, na potrzeby argumentu zgodzić się z Tobą (nie zgadzam się – żeby wszystko było jasne), to wtedy oznaczałoby to, że w najgorszym wypadku Rafał dopuścił się jedynie lekkiej językowej przesady (według Twojej osobistej skali). I to wszystko. Ale na pewno nie można mówić o żadnym błędzie merytorycznym, żadnym nadużyciu godnym tak długiej dyskusji, ani posądzeń o język 10 latka. Zwłaszcza, że Rafał sobie tego nie wymyślił i Before Sunrise był ważny dla wielu ludzi, którzy nie przestali o filmie rozmyślać po wyjściu z kina i pamiętali te dialogi i sceny przez lata. A czy był na tyle ważny by mówić o przewartościowaniu w rozumieniu romantyzmu jakiejś grupy osób? Cóż, jeżeli uważasz, że nie, to wiedz, że jest to Twoje subiektywne, osobiste spojrzenie na tę kwestię, czyli dokładnie to samo czym jest tekst Desa. Dalsza kłótnia w tej sprawie nie ma więc już sensu.

          • Kazik

            …”jedynie lekkiej językowej przesady”. Jestem w stanie to zaakceptować. Tak samo jak to, że był to ważny film dla wielu osób, niewątpliwie był.

            Co do reszty, nie chodzi tutaj o żaden subiektywizm czy obiektywizm. Nigdy nie ośmieliłbym się napisać, nie mając ku temu żadnych podstaw w sensie badań społecznych, przeprowadzonych sondaży, lub bycia społecznym guru, że dany film dla wielu przewartościował to czy tamto. Dla mnie, dla mnie osobiście, jak najbardziej, ale nigdy dla innych bo nie wiem o tym, bo nie mam o tym najmniejszego pojęcia. Bo nikt mnie nie upoważnił do tego aby w temacie innych zabierać głos. Jasne? I nie chodzi o to, że kumple i kumpele z mojej paczki wzdychali po wyjściu z kina, jaki to zajebisty film. To za mało. PRZEWARTOŚCIOWANIE, to naprawdę brzmi dumnie i poważnie. Tak, chodzi mi o pewne imponderabilia a dlaczego nie? I w tym wypadku, pisz i mów sobie co chcesz, ale des dokonał tutaj dosyć poważnego nadużycia i koniec. I zaręczam Ci, że każdy redaktor techniczny w dowolnym piśmie ukazującym się na rynku i podejmującym kulturalną tematykę, by to zdanie wywalił i bardzo słusznie.

          • Kazik

            Czy Ty w ogóle zdajesz sobie sprawę z powagi tego słowa? Ruch hipisowski był przewartościowaniem tego w co się wierzyło, marzec 68 w Polsce również, wcześniej koniec I wojny światowej podobnie. Herbert w wierszu „Ocalony” zwraca sie o to aby nauczyć go jeszcze raz wszystkich wartości… Nawet jeżeli weźmiemy „Paktofonikę”, jestem w stanie uznać, wszyscy jesteśmy w stanie uznać, że coś w tych chłopakach się pozmieniało, coś zmieniło ich podejście do życia, ale to nie był, kurwa, żaden film! Tylko świat, realia za oknem. No i nagle czytam sobie, że czegoś podobnego dokonał najnormalniejszy pod słońcem film, żaden dramat, żaden wstrząs, ot po prostu zgrabnie i ciekawie pokazana ludzka historia. No i co? I miałem sobie pomyśleć: „Oooooo, ale zajebiste!”? Pisz chłopie, że „Before Sunrise” okazał się dla mnie bardzo ważnym obrazem, i koniec. A nie szukasz na siłę w komplenie jakiś niepoważny sposób drugiego czy nawet trzeciego dnia, dorabiajac kompletnie pokraczną ideologię.

          • Kazik

            Sorki za literówki.

  • antykazik

    Przyszedł Kazik i rozwala impreze. Nie da się go zbanować, toż to troll jakiś.

    • kazik

      To nie ja, tylko ktoś kto się pode mnie podszywa, ja zawsze podpisuję się z małej litery…






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

Avi Lerner. Nieugięty

Następny tekst

Griswoldowie znów na wakacjach



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE