Cannes, dzień 5: Guinness z nalewaka | FILM.ORG.PL

Cannes, dzień 5: Guinness z nalewaka








21.05.2013


Wczorajszy dzień zakończyliśmy pokazem „As I Lay Dying” Jamesa Franco, ale trudno nawet określić nasze wrażenia po sensie. I to nie dlatego, że film był trudny w odbiorze (choć był, i zresztą słusznie!), lecz z powodu niezrozumiałego akcentu bohaterów, przez co zrozumieliśmy może 10% dialogów. Oczywiście Francuzi – którzy dostali napisy – nie mieli tego problemu, więc oklaskali Franco owacją na stojąco. Ale biorąc pod uwagę, że klaskali jeszcze przed rozpoczęciem filmu gdy pojawiały się firmy produkujące nowy film Franco, nie traktowałbym tej reakcji zbyt poważnie.

Zmęczeni adaptacją Faulknera wróciliśmy na camping około godziny 1. w nocy ze świadomością, że czeka nas pobudka o 7:00 na nowy film Soderbergha o Liberace. Kiedy jednak zadzwoniły budziki, ani zakatarzony Fidel ani zaspany ja nie zdecydowaliśmy wywlec się z łóżek, a jako, że po „Behind the Candelabra” nie grano nic godnego uwagi, wstaliśmy dopiero koło południa. Jednak było warto, bo udało nam się „przespać” zmęczenie z kilku ostatnich dni i śmiało ruszyliśmy na kolejne pokazy – „Bastards”, „Wakoldy” oraz amerykańskiego remake’u meksykańskiego dreszczowca „We are what we are”. Michael Douglas i Matt Damon („A gdzie Jimmy Kimmel?” – dopytywał się oglądając konferencję Fidel) będą musieli jeszcze poczekać, bo dodatkowy seans dla prasy będzie jutro.

Spacerując po canneńskim deptaku trafiliśmy do Wioski Międzynarodowej – pola namiotowego, gdzie różne kraje promują swoją narodową twórczość. Nas szczególnie zainteresował namiot irlandzki, w którym dostrzegliśmy „Guinnessa” z nalewaka. Zachęceni takim widokiem stanęliśmy w kolejce, ale kiedy barman rozdał już piwo wszystkim przed nami i przyszła kolej na spragnionych polskich dziennikarzy, nagle młody Irlandczyk stracił swoje zdolności w porozumiewaniu się językiem angielskim. Z jego niezbyt czytelnej wypowiedzi zrozumieliśmy tylko tyle, że nie możemy dostać piwa z nalewaka, a piwa z puszki nie możemy wypić na uroczym irlandzkim patio znajdującym się obok. Niewiele rozumiejąc, poprosiliśmy więc o dwie puszki, na co barman rzucił nam – już absolutnie czytelne – „2,5 euro for each!”. Z rozczarowaniem zapłaciliśmy za Guinnessy i wyszliśmy, po drodze stwierdzając, że irlandzka kinematografia zyskała sobie właśnie dwóch nowych wrogów.

A tymczasem złodziejska szajka wciąż grasuje w Cannes: po godnej własnego filmu kradzieży drogich diamentów przyszedł czas na jednego z najważniejszych chińskich producentów (który na festiwal przyjechał promować superprodukcję z Keanu Reevesem), którego pokój w pięciogwiazdkowym hotelu został okradziony niemal doszczętnie. Cieszymy się więc, że mieszkamy tak daleko od riwiery. Jednak sytuacja producenta nie jest taka zła – nad sprawą pracuje już trzyraka Lara Croft, którą możecie podziwiać na zdjęciu poniżej.

A jutro zaczyna się zabawa – w Cannes premierę ma nowy film Renfra czyli „Only God Forgives”. Biorąc pod uwagę to co działo się choćby przy „Bling Ring”, obawiamy się o nasze wejście na pokaz. Dlatego jutro naszej jedynej szansy na wejście upatrujemy w porannym seansie o 8:30, kiedy celebryci oraz „mimozy w sukienkach” (bo tak nazywam wszystkie te modelki, które tak tłumnie wpuszczane są na pokazy) wciąż jeszcze smacznie śpią po całonocnym imprezowaniu.

Ekipa KMF

Ekipa KMF

Tekst redakcji Film.org.pl
Ekipa KMF






  • AnthonyCrow

    Powodzenia chłopaki z jutrzejszym wejściem na film!

    Czekam na waszą recenzję! :)






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

Borgman (prosto z Cannes)

Następny tekst

Only God Forgives (prosto z Cannes)



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE