Cannes, dzień 2: Wyszło słońce | FILM.ORG.PL

Cannes, dzień 2: Wyszło słońce








18.05.2013


W końcu! Nad Cannes wyszło słońce! W nocy ulewa dała za wygraną, a z ulic otaczających Pałac Festiwalowy zniknęli czarnoskórzy jegomoście namawiający do kupna parasolek. O ile słoneczna pogoda się utrzyma, prawdopodobnie powrócą z szeroką ofertą okularów przeciwsłonecznych lub kapeluszy słomkowych, ale nie o tym, nie o tym.

Dzisiejszy dzień zaczęliśmy dość wcześnie – pobudka o 6:45. Zważywszy na to, że o „The Bling Ring” dyskutowaliśmy wczoraj do jakiejś trzeciej nad ranem, to poranna atmosfera nie była zbyt rozrywkowa. Wstać było jednak warto, bo o 8:30 w sali Lumiere (największa z canneńskich sal, ponad dwa tysiące miejsc) po raz pierwszy raz wyświetlano nowy film Asghara Farhadiego. Irański reżyser niejednokrotnie udowodnił, że jest obecnie jednym z najciekawszych twórców na arenie kina światowego. „The Past” zdecydowanie umacnia jego pozycję. O samym filmie więcej w tekście Karola.

Po seansie udaliśmy się do centrum prasowego, w którym oczekiwaliśmy na zakończenie konferencji dotyczącej „The Past”. Na terenie Pałacu wszystkie konferencje prasowe nadawane są na żywo i można oglądać je na ekranach telewizorów (po kilka odbiorników na każdym piętrze). W trakcie, gdy ja męczyłem się z wysyłaniem zdjęć do relacji, a Karol próbował odespać na kanapie nieprzespana noc, z ust jednego z dziennikarzy padło dość ciekawe pytanie. Farhadiego zapytano o to, czy z racji tego, że kręcił „The Past” we Francji, ten film jest mniej „irański” niż jego poprzednie produkcje. Zażenowany Farhadi odpowiedział, że wyjazd z kraju nie oznacza tego, że przestał być Irańczykiem – głupie pytanie, oczywista odpowiedź. Tego typu kwiatki powinny dać do myślenia organizatorom festiwalu, którzy na konferencje wpuszczają jedynie przedstawicieli największych mediów. A ci, jak to w robocie, kazali zadać pytanie to zadam. Nie wiem jakie, to palnę jakąś głupotę, ale nikt nie przyczepi się do tego, że nie odhaczam kolejnych punktów na grafiku. Analogiczna sytuacja miała miejsce w przypadku konferencji po azjatyckim „A Touch of Sin”, kiedy jeden z rozentuzjazmowanych dziennikarzy stwierdził z całą stanowczością, że to najlepszy japoński film w historii kina (anegdotka Karola). Odważne sądy, szczególnie na pięć minut po seansie. Reżyser znów zażenowany.

Po konferencji Farhadiego to my nie popisaliśmy się ogarnięciem sytuacji. Nieco zaspany Karol oddał mi w ręce swój aparat, a ja – zaaferowany rolą fotoreportera oraz opóźniającym się wysyłaniem materiałów z poprzednich dni – pobiegłem z nadzieją zrobienia kilku zdjęć ekipie „The Past”. No i udało się. Zdjęcie samego Farhadiego, zdjęcie Berenice Bejo (główna rola kobieca w oskarowym „Artyście”) z odległości maksymalnie dwóch metrów itd. Niestety, po powrocie do pressroomu okazało się, że zapomnieliśmy o zamontowaniu karty SD, a aparat nie ma pamięci wewnętrznej. Peszek (Berenice naprawdę szkoda, bo swojej granatowej sukni wyglądała olśniewająco). Kolejnym razem będziemy ostrożniejsi.

Reszta dnia odbyła się bez żadnych rewelacji. Poza Fahradim brak dziś dużych premier. Karol zdecydował się zatem na obejrzenie powtórki „Heli” Amata Escalante (wkrótce o nim napisze, rzecz ponoć wstrząsająca), a ja odmaszerowałem do sali Debusy i zaliczyłem kolejne dwa pokazy z cyklu Un Certain Regard – „Miele” oraz „Stranger by the Lake”.

Aha, widziałem również plecy Stevena Spielberga i Nicole Kidman – wyglądały całkiem normalnie.












Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

The Bling Ring (dyskusja prosto z Cannes)

Następny tekst

Stranger by the lake (prosto z Cannes)



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE