Buntownik bez powodu | FILM.ORG.PL

Buntownik bez powodu

Film - ikona, o nastoletnim buncie traktująca.




W poszukiwaniu autorytetu ojca




Jakub Piwoński
11.07.2016


Każdy z nas inaczej przeżywał swój okres buntu. Niektórzy nawet nigdy z niego nie wyrośli. Istotne jest jednak zrozumienie przyczyn tego zjawiska. Bo to, że mamy ochotę odwrócić się od najbliższych i otaczającego nas świata, przeważnie bierze się z jakiegoś powodu. Młodzieńcze frustracje przychodzą zazwyczaj w momencie, w którym mamy w sobie już na tyle siły, by wykrzyczeć swój ból; by z gryzącym nas problemem zawalczyć i mu się przeciwstawić. Ciężar egzystencji po raz pierwszy staje się odczuwalny. A przecież byłoby o wiele łatwiej, gdyby wcześniej ktoś poświęcił nam odrobinę więcej uwagi…

Już w pierwszej scenie filmu Nicholasa Raya dowiadujemy się, na czym polegają wewnętrzne rozterki głównych bohaterów. Młody Jim Stark (James Dean) na skutek pijaństwa został ściągnięty w nocy na komisariat i wezwano jego rodziców. Włócząca się po mieście Judy (Natalie Wood) przez policję zatrzymana została prawdopodobnie dlatego, że przypominała prostytutkę. Z kolei John (Sal Mineo) – zwany przez kolegów Platonem – nagrabił sobie najbardziej, gdyż zastrzelił porzucone przez matkę szczeniaki. Choć się jeszcze nie znają, a każdy z nich popełnił inny występek, to jednak jest coś co ich łączy – zagubienie.

californiamain4

Oczywistym jest, przynajmniej dla mnie, dlaczego Buntownik bez powodu z 1955 roku stał się obrazem kultowym. Przemawiają za tym głównie dwa czynniki. Pierwszy związany jest z wydźwiękiem filmu, wpisującym się w głosy pokolenia. W latach pięćdziesiątych amerykańscy twórcy w końcu zrozumieli, że grupą docelową, do której dotychczas kierowali zbyt mało treści, byli nastolatkowie. Filmów dla młodzieży się po prostu nie kręciło, pojęcie teen movie jeszcze nie istniało. A jak wiadomo, grupa ta przeżywała swoje specyficzne rozterki i najwyraźniej potrzebowała czegoś, co obrazowo ubierze te rozterki w słowa, nada im znaczenia. Bunt amerykańskiej młodzieży to właśnie taki pozorny „bunt bez powodu”, ponieważ wygenerowany w sytuacji powszechnego, społecznego dobrobytu; wygenerowany w dodatku ku niezrozumieniu rodziców, skupionych na zapewnieniu swym pociechom wszelkich dóbr materialnych, przy jednoczesnym ignorowaniu tego, czego najbardziej potrzebują – odrobiny uwagi.

Drugi czynnik to James Dean. Nikt inny. To jego rola i jego film. Aktor, którego kariera została nagle przerwana przez tragiczną śmierć, zdołał zagrać w zaledwie trzech pełnometrażowych filmach. Najbardziej ikoniczna jest oczywiście kreacja w Buntowniku bez powodu. Ale nie tylko przez czerwoną od uczuć kurtkę i brawurową scenę samochodową. Nie trzeba zgłębiać biografii Deana, by dostrzec, że naturalność, z jaką potrafił oddać zagubienie Jima Starka, musi być wynikiem jego własnych życiowych przeżyć. Dean może i szkolił się na aktora, ale tego głębokiego jak przepaść i magnetyzującego spojrzenia pełnego pustki nie dało się wypracować żadną metodą. On był po prostu prawdziwy. To w nim w końcu wielu młodych zobaczyło idola – kogoś, kto zna ich problemy i jest w przeciwstawianiu się im równie bezradny, gdyż musi uczyć się świata wartości całkowicie po swojemu.

maxresdefault

Zarówno prywatnie, jak i w filmie Dean był chłopakiem cierpiącym z powodu upadku ojcowskiego autorytetu. Funkcjonujący od dziesięcioleci system pracy obligujący ojców do skupienia się na zarabianiu pieniędzy, a oddający wszelkie kwestie wychowawcze w ręce matek zaowocował tym, że społeczeństwo poczęło wypuszczać chłopaków z zaburzonym wzorcem męskim. Dean z pewnością szybko poczuł łączność z bohaterem, którego miał odegrać w Buntowniku…, gdyż sam dużą część życia spędził na poszukiwaniu mentora. Ten miałby zapełnić emocjonalną pustkę po jego ojcu, przez którego został odrzucony (to tłumaczyłoby jego przyjaźń z pastorem metodystów).

W jednej z kluczowych scen filmu grany przez niego Jim, przeciwstawiając się matce, prosi ojca, być choć raz stanął w jego obronie, by choć raz zdołał pokazać, kto w tym domu rządzi. W innej scenie zwraca się do ojca, by ten dał mu lekcję dotyczącą honoru i sposobów jego obrony. Pobożne są zarówno jego życzenia, jak i wielu innych, tęskniących za autorytetem. Czytelność tych przesłań nie mogłaby być osiągnięta, gdyby nie reżyserskie decyzje. Duży plus dla Nicholasa Raya, który portretując nastoletnie problemy, nie szukał ich źródła w szkole, społeczeństwie lub w skomplikowanej naturze człowieka. To w domu bowiem najczęściej mają początek wszelkie frustracje i Buntownik… daje temu jasny wyraz.

PAR45572

Inna zasługa reżysera dotyczy umiejętnego wykorzystania języka metafor, którymi film aż kipi. Swoją drogą, w obliczu istnienia Haysowej cenzury, ich przydatność była nieoceniona. W pierwszej części filmu jest scena rozgrywająca się w obserwatorium astronomicznym. Miejsce to tylko pozornie nie niesie sobą żadnego znaczenia, tylko pozornie odgrywa kolejny etap losów bohatera. Przewodnik opowiadający o kosmicznej zagładzie, jaka może spotkać Ziemię, daje do zrozumienia zgromadzonej widowni, jak mały jest człowiek w obliczu wielkości wszechświata. Ludzkie problemy wydają się trywialne wobec nieskończoności przestrzeni – rzecze trybun. Ale tak jak naszą planetę przytłacza ogrom wszechobecnej próżni, tak analogicznie dla Jima dominującym uczuciem jest samotność. Koniec jego świata odbywa się bowiem nieustannie, każdego dnia.

korekta: Kornelia Farynowska

Jakub Piwoński

Jakub Piwoński

Film fascynuje mnie odkąd sięgam pamięcią. Każdy seans jest jak nowa przygoda, nowa podróż, która pozwala przenieść się do miejsc jeszcze nie odwiedzonych, poznać ludzi jeszcze nie poznanych, zmierzyć się z problemami jeszcze nie doświadczonymi. Każdy seans pozwala lepiej zrozumieć otaczający mnie świat, lub utwierdzić w tym co już zdążyłem zrozumieć. Szukam przesłań, tych oczywistych, bądź ukrytych w drugim dnie dzieła.
Jakub Piwoński






  • Mefisto

    Z tą tragiczną śmiercią to bym nie przesadzał. Tragicznie to skończył Yelchin, Walker lub Morrow. Dean jak idiota kozakował na drodze, to i się doigrał. Szkoda talentu oczywiście, niemniej daleko temu do tragizmu.






Poprzedni tekst

UCIECZKA Z NOWEGO JORKU – 35 lat od premiery

Następny tekst

Czy Quentin Tarantino wróci z emerytury?



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE