publicystyka filmowa

„Breaking Bad” muzycznie

Autor: Rafał Donica
opublikowano

W Internecie aż roi się od składanek ulubionych / najlepszych piosenek z kultowego „Breaking Bad”. Wygląda na to, że prawie każdy fan choć w taki sposób chce oddać hołd Haisenbergowi. Pomyślałem sobie, że nie będę gorszy. Kilka numerów muzycznych ilustrujących „kamienie milowe” serialu weszło mi bowiem do głowy tak głęboko, że będę je wspominał przez kolejnych kilka lat, zawsze mając przed oczami konkretne wydarzenia, sylwetki, czyny i charaktery bohaterów. Bo geniusz „Breaking Bad” nie zasadza się jedynie na scenariuszu, znakomicie  nakreślonych postaciach i kapitalnej grze aktorskiej. To warstwa muzyczna (podobnie jak w „Rodzinie Soprano” czy „Chłopcach z ferajny”) jest tu równorzędnym partnerem treści i kropką nad „i”, wisienką na torcie, uzupełnieniem i dopełnieniem wszystkich elementów, sekretnym składnikiem wynoszącym bandytów jakby nie patrzeć, do rangi bohaterów romantycznych. Składnikiem, bez którego „Breaking Bad” nie byłby tak smakowitym daniem filmowym, jakim jest.

Jesse i Walter

Sezon 2 odcinek 10
Pierwszym sygnałem (w moim przypadku) zwiastującym muzyczny geniusz tego serialu była piosenka „Dance Hall Days” zespołu Wang Chung. Nie jest to żadna przełomowa scena, ot rodzinna impreza, a kawałek leci sobie w tle. Ale, po pierwsze, jest to bardzo klimatyczny utwór, który mógłby z powodzeniem ilustrować w encyklopedii muzyki hasło „lata 80.”, po drugie, był wykorzystany wcześniej w jednym z najlepszych filmów sensacyjnych ever – „Żyć i umrzeć w Los Angeles” Williama Friedkina. Jeśli ktoś wsadza do swojego serialu TAKI kawałek, oznacza to jedno – ten ktoś ma zajebisty muzyczny gust ;). Reasumując, od sceny z „Dance Hall Days” w tle, zacząłem uważniej słuchać serialu.

Sezon 2 odcinek 10
Jeszcze w tym samym odcinku nastąpił prawdziwy wybuch kreatywności osób odpowiedzialnych za dobór muzyki. Walter wychodzi ze sklepu, podchodzi do dwóch dealerów i z kamienną twarzą oświadcza im, żeby trzymali się z dala od jego terytorium. To właśnie w tym momencie Walter przekracza próg, przestaje być Walterem White’em i staje się Haisenbergiem. W tle niepokojący utwór  „DLZ” zespołu TV ON THE RADIO, który dla mnie stanowi leitmotiv postaci Waltera / Haisenberga.

Sezon 4 odcinek 2
Najlepszym pod względem doboru piosenek okazał się odcinek 2 sezonu 4. Kilka scen zrobiło na mnie tak niesamowite wrażenie, że oglądałem je wielokrotnie i przetrzepałem cały YouTube aby tylko odnaleźć trzy najlepsze utwory, które do dziś stanowią dla mnie muzyczną powłokę postaci Jessego. Utwór pierwszy to radosne „Money” Dr Perioda, czyli niewinne preludium do kilkudniowej imprezy w domu Jessego. Jesse z kolegami stoją przed wielkimi kolumnami i gibają się w jego rytmie. Schizowy i zwariowany „Unga Bunga Bunga”  Flavora Flava to już impreza w szczytowym punkcie, wszyscy pijani, ujarani, ućpani, Jesse w epicentrum pogrążony w ekstatycznym tańcu. Absolutu tej sceny, opisującej stan psychiczny Jessego, dopełnia chaotyczny montaż i zwariowana praca kamery. Gdy impreza dobiega końca Jesse siada samotnie przy podkręconym na maxa głośniku. Wystarczy przez chwilę popatrzeć na chwytającego się za głowę bohatera i posłuchać lecącego z głośnika utworu zespołu Honey Claws „Digital Animal”, by mieć pewność, że chłopak na dobre się zagubił i w tym punkcie swojego życia znajduje się w, przepraszam za mój francuski, głębokiej dupie. Oglądając ostatnie minuty tego odcinka zadałem sobie w końcu pytanie retoryczne: „Jak można być tak kurewsko bezczelnie bezbłędnym w trafianiu muzyką w punkt?”

Sezon 5 odcinek 4
Ostatnie radosne chwile w życiu rodziny White’ów i moment, w którym porozumienie ojcowsko-synowskie osiąga apogeum. Walter kupuje sobie i Flynnowi sportowe fury, po czym obydwaj siedząc w swoich samochodach stoją na podjeździe w towarzystwie piosenki „Bonfire” zespołu Knife Party, dodają gazu, uśmiechają się porozumiewawczo do siebie, a kamera flirtuje z nowymi nabytkami przesuwając się dynamicznie od jednego auta do drugiego. Dopełnieniem tej, chyba ostatniej w serialu, pozytywnej sekwencji jest późniejsza rozmowa Waltera z Flynnem, w której mężczyźni przekomarzają się na temat jazdy swoimi samochodami. Tekst Flynnna do ojca: „No nie pierdol, że driftujesz” – bezcenny ;).

Sezon 5 odcinek 16
Idę o zakład, że twórcy miesiącami zastanawiali się nad wyborem piosenki do finałowej sceny serialu. Od trafnego wyboru zależało to, jak ostatnia scena wybrzmi i jak zapisze się w pamięci widzów. Tego nie można było spieprzyć, nie można było chybić, nie było miejsca na najmniejszy błąd. I wybierając „Baby Blue” zespołu Badfinger – ponownie (który to już raz?) trafiono w dziesiątkę! Dzięki temu i pozostałym utworom, „Breaking Bad” na długo pozostanie w pamięci mojej i milionów widzów. Bez dwóch zdań, to najlepszy serial wszech czasów.

A Wy, macie własne ulubione kawałki z „Breaking Bad”?

Jesse i Walter 2

Ostatnio dodane