publicystyka filmowa

Bracia Myersa, następcy Kruegera. Kultowe slashery a rzeczywistość

Autor: Karolina Chymkowska
opublikowano

Co nam przychodzi na myśl, kiedy mówimy o typowym slasherze? Diablo skuteczny zabójca o niezidentyfikowanej tożsamości, niezwykle pomysłowy, jeżeli chodzi o sposoby uśmiercania swoich ofiar, motywowany najczęściej osobistą krzywdą z przeszłości, napędzany pragnieniem zemsty, nieuchwytny i nienasycony.

Krew leje się strumieniami, wszystkie chwyty są dozwolone, na koniec zazwyczaj zostaje samotna główna bohaterka (rzadziej bohater) i otwiera się furtka do sequela. Ofiary slasherowego zabójcy są młode, najczęściej atrakcyjne, lekkomyślne i pogrążone w hedonistycznych rozrywkach. Niepisany kodeks zakłada, że „niewłaściwe” występki zostaną ukarane. Horrorowa heroina raczej takich występków unika, nie upija się, nie pali trawki, nie uprawia przypadkowego seksu i zachowuje zdrowy rozsądek. Złożoność fabuły czy rozwój charakterologiczny postaci mają w slasherach znaczenie względne – liczy się przede wszystkim przemoc i posoka. Im brutalniejsza śmierć i im bardziej różnorodne narzędzia, którymi posługuje się zabójca, tym lepiej.

Ten rodzaj filmów balansuje na granicy dramatu i komizmu, wręcz groteski, jest celowo przejaskrawiony do absurdu, z niezmordowaną machiną do zabijania w samym centrum. Morderca jest niezniszczalny, silny jak tur i odporny na ciosy. Wydaje się postacią niemal nadludzką, a czasem faktycznie nią jest. Brutalność i śmiech idą tu w parze, a rola slasherów jest przede wszystkim rozrywkowa i odprężająca, bo po prostu trudno brać to wszystko na poważnie. Ponadto w gronie stereotypowych postaci (zimna suka, dziwak, ćpun-klaun, sportowiec, puszczalska i tak dalej) możemy znaleźć odpowiednik tych, którzy zaleźli nam za skórę w okresie licealnym i doznajemy dzięki temu drobnej satysfakcji po latach. Należało im się, a co…

Tym trudniej jest mentalnie połączyć konwencję slashera z prawdziwym życiem. A jednak wiele z nich czerpało z rzeczywistości i co więcej, okazało się również źródłem inspiracji. Może nie wszystkie na taką skalę, jak Miasteczko, które bało się zmierzchu, ponieważ dla Texarkany w Teksasie ten film jest niemal elementem lokalnej historii, a już na pewno folkloru. Zabójca, znany wyłącznie jako Phantom – nigdy go bowiem nie schwytano – zaatakował łącznie osiem osób między 22 lutego a 3 maja 1946 roku. Z czasem, jeszcze przed premierą filmu w 1976, a na większą skalę również później, wokół jego postaci i wokół tych wydarzeń narosło tyle plotek, nadinterpretacji, niedomówień i opowieści z dreszczykiem, że Phantom przeobraził się w figurę niemal mityczną. Jak łatwo można się domyśleć, ku niezadowoleniu bliskich jego ofiar, dostrzegających w tym formę gloryfikacji, chociaż w gruncie rzeczy i sam film, i otoczka wokół niego służyły raczej za mechanizm obronny w niewielkiej społeczności obawiającej się, że jej spokój może kiedyś zostać ponownie zburzony.

Trylogia Krzyku Wesa Cravena według scenariusza Kevina Williamsona (pierwsza i druga część, za scenariusz trzeciej odpowiadał Ehren Kruger) wniosła swego czasu do gatunku zupełnie nową jakość dzięki zabawie schematami i horrorowymi kliszami. Pierwsza część trafiła na ekrany w 1996 roku: bohaterka, grana przez Neve Campbell Sidney Prescott, zmaga się z polującym na nią mordercą w groteskowej masce (z czasem nazwanym Ghostface), prowadzącym ze swoimi ofiarami grę pod hasłem „jaki jest twój ulubiony horror”.

Danny Rolling, inspiracja scenariusza „Krzyku”

Bezpośrednią inspiracją Williamsona była sprawa Danny’ego Rollinga, zwanego też Gainesville Ripper, który w 1989 i 1990 roku na Florydzie zamordował osiem osób (w tym pięciu studentów). Rolling został skazany na karę śmierci, a wyrok wykonano w 2006 roku. Na pozór inspiracja jest bardzo luźna – przede wszystkim obsesja na punkcie filmów, już nie mówiąc o horrorach, nie pojawiła się w przypadku Gainesville Rippera w żaden sposób. Jednak do Williamsona ewidentnie przemówił sam klimat zdarzeń. Rolling na przykład wdarł się do mieszkania zajmowanego przez dwie studentki w nocy, gdy obie spały. Wszedł do pokoju jednej z nich, poobserwował chwilę, ale jej nie obudził. Pokrążył nieco po domu, zajrzał do drugiej sypialni, obezwładnił śpiącą tam dziewczynę, związał, zakneblował, zgwałcił i zadźgał nożem. Potem wrócił do pierwszej sypialni i dokończył dzieła. Ciała ofiar ustawił w prowokacyjnych pozach i wyszedł. Powtarzał ten proceder przy każdym włamaniu, czasem posługując się lustrami dla wzmocnienia makabrycznego efektu. Co gorsza, kiedy rozniosła się wieść o polującym mordercy, na campusie wprowadzono maksymalne środki bezpieczeństwa, a jednak nie okazały się wystarczające. Co więcej, uwaga policji skoncentrowała się wyłącznie na wypatrzonym koźle ofiarnym: Edwardzie Humphreyu, studencie, który znakomicie prezentował się jako domniemany zabójca w mediach z uwagi na pokrytą bliznami twarz i długą historię leczenia psychiatrycznego. Po fakcie oficjalnie oczyszczono jego imię, ale co chłopak przeżył, to jego. Zamieszanie na campusie, szukanie winnych na ślepo, narastająca panika i przede wszystkim morderca przemykający się anonimowo jak cień – właśnie na tych elementach sprawy Williamson oparł wstępny szkic scenariusza, który miał się rozwinąć w Krzyk.

Trylogia Krzyku doczekała się również swojej porcji kontrowersji z powodu wydarzeń, które bezpośrednio zainspirowała. Najsłynniejsze z nich to śmierć Giny Castillo w 1998 roku. Sprawa szybko została przez gazety określona jako „The Scream Murder”. Syn Giny, siedemnastoletni Mario Padilla, i jego kuzyn, szesnastoletni Samuel Ramirez, brutalnie zamordowali (45 ciosów nożem) kobietę po to, by wykraść jej oszczędności. Pieniądze miały posłużyć do zakupu kostiumów Ghostface’a, masek i urządzenia zmieniającego głos. Parę młodocianych zabójców szczęśliwie zatrzymano, zanim ruszyli na planowaną morderczą wyprawę. Na pierwszy ogień miała pójść szkolna koleżanka Padilli, wizualnie bardzo podobna do Drew Barrymore… Pytani o powody, chłopcy zgodnie twierdzili, że zainspirował ich seans Krzyku i Krzyku 2.

Mario Padilla

W 1999 roku belgijski kierowca ciężarówki Thierry Jaradin zamordował kilkunastoletnią Alisson Cambier, która odrzuciła jego zaloty. Wcześniej założył maskę i pelerynę Ghostface’a i uzbroił się w dwa potężne noże kuchenne. Podczas przesłuchania zeznał, że było to planowane morderstwo i zaczął o nim myśleć już w chwili, gdy pierwszy raz zapoznał się z filmami Cravena.

Jest też przypadek trzynastoletniego Ashleya Murraya, który szczęśliwie uszedł z życiem, chociaż jego najbliżsi kumple, Daniel Gill i Robert Fuller, bardzo chcieli przeobrazić fabułę Krzyku w rzeczywistość. Wśród ich rzeczy znaleziono liczne szkice maski Ghostface’a. Trylogia Cravena byłą również przywoływana podczas dyskusji na temat wpływu przemocy w mediach, filmach i grach na młodzież po masakrze w Columbine. Anonimowy amerykański sędzia w odniesieniu do sprawy Giny Castillo powiedział, że paradoksalnie to właśnie dekonstrukcja horroru zaprezentowana w Krzyku, chociaż jej celem jest przecież satyra, okazała się znakomitym poradnikiem „jak stworzyć efektywnego zabójcę”.

Na początku 1978 roku Irwin Yablans, który miał zostać producentem wykonawczym Halloween, zwrócił się do Johna Carpentera z propozycją nakręcenia horroru zawierającego w sobie dwa elementy: opiekunkę do dziecka i akcję rozgrywającą się podczas jednej nocy. Chciał go nawet zatytułować The Babysitters Murders, bo w końcu niemal każdy Amerykanin dorastając miał jakąś opiekunkę, kojarzącą się automatycznie z „niewinnością młodości”. Carpenter wpadł jednak na lepszy pomysł: niech będzie jedna noc, ale wybrana, noc Halloween. Miał bardzo konkretne wyobrażenie postaci zabójcy: uosobienie absolutnego zła, pierwotna, niepowstrzymana, niemal ponadnaturalna siła niszcząca wszystko na swojej drodze. Skąd jednak wziął się pomysł na Michaela Myersa? W odróżnieniu od niektórych swoich kolegów po fachu (jak na przykład Wes Craven) Carpenter nigdy nie lubił analizować szczegółów swoich inspiracji. Przyznał jednak, że w czasach studenckich brał udział w wycieczce do zakładu dla obłąkanych w Kentucky, gdzie zapragnął spotkać się z najpoważniej chorymi pacjentami. Szczególnie dobrze zapamiętał chłopca cierpiącego na schizofrenię, który miał w oczach „czyste zło”. To spotkanie znalazło odzwierciedlenie w filmowej wypowiedzi doktora Loomisa (Donald Pleasance) na temat Michaela:

Spotkałem tego sześcioletniego chłopca z pustą, bladą, pozbawioną emocji twarzą i oczami diabła. Zdałem sobie sprawę, że za tymi oczami ukrywa się zło.

Ponieważ jednym z intensywniejszych doświadczeń Carpentera jako widza był seans Teksańskiej masakry piłą mechaniczną w latach siedemdziesiątych, pragnął stworzyć postać zabójcy równie charakterystycznego i ikonicznego jak Leatherface i umieścić akcję w mieście na tyle anonimowym i zwyczajnym, by wyglądało znajomo niemal dla każdego. W pierwotnej wersji Michael Myers był określany wyłącznie jako The Shape. Jego motywacje i historia, chociaż częściowo ją poznajemy, są w gruncie rzeczy mało istotne, ponieważ to zupełna przypadkowość działań mordercy miała być czynnikiem wywołującym najbardziej intensywny strach. Można spodziewać się po nim wszystkiego. Może być wszędzie. Może wszystko.

Utożsamiający się z Myersem Jake Evans i jego ofiary

Pierwszy Halloween zapoczątkował nie tylko serię, ale cały kult, głównie związany właśnie z osobą Myersa, wcielenia zła. Druga część weszła na ekrany w 1981 roku i tak się nieszczęśliwie złożyło, że niejaki Richard Delmer Boyer ją obejrzał. Boyer, narkoman i alkoholik, niedługo potem wybrał się z wizytą do znajomej starszej pary. Zamierzał pożyczyć od nich pieniądze, jednak, jak później argumentował na sali sądowej jego obrońca, doznał wtedy psychotycznego, napędzonego narkotykami flashbacku z filmu. Przypomniał sobie scenę, w której ginie podobna do jego znajomych starsza para i wprowadził ją w życie. Potem twierdził, że niczego nie pamięta. Halloween II zostało pokazane ławnikom na sali sądowej jako dowód w sprawie, był to pierwszy taki przypadek w historii amerykańskiego sądownictwa.

W 2007 roku remake, a w zasadzie reinterpretację oryginalnego Halloween wyreżyserował Rob Zombie. Odbiór filmu był w większości negatywny, po części także dlatego, że Zombie odebrał Halloween jego największy atut, groźną anonimowość i symbolizm postaci Myersa. Niemniej scena, w której Myers morduje ojczyma, siostrę i jej chłopaka, głęboko przemówiła do siedemnastoletniego Jake’a Evansa. Zafascynował go kompletny brak empatii u zabójcy, ponieważ poczuł, że może się z nim identyfikować. W swoim czterostronicowym zeznaniu napisał:

Byłem pod wrażeniem, jak bardzo był na luzie (…) i jak niewiele wyrzutów sumienia czuł z tego powodu. Pomyślałem, że na jego miejscu czułbym się podobnie.

I faktycznie tak było. Po zastrzeleniu matki i siostry myślał głównie o tym, że teraz czas na innych członków rodziny. Szczęśliwie przynajmniej do tego nie doszło. Na zakończenie zeznania napisał:

Wiem, że skończyłem z zabijaniem (…) Wspomnienie poprzedniej nocy będzie mnie już zawsze prześladować.

Ostatnio dodane