Tańczący z Wilkami – recenzja wydania Blu-Ray | FILM.ORG.PL

Tańczący z Wilkami Blu-Ray








Jacek Lubiński
18.11.2012


 Tańczący z Wilkami recenzja wydania Blu-Ray

 

 

FILM   

Film na podstawie prozy Michaela Blake’a, opowiadający małą-wielką historię amerykańskiego żołnierza Północy, który na własne życzenie, jakie wzięło się z czystej ciekawości, zostaje oddelegowany do najdalej wysuniętej placówki. Tam jego ścieżka krzyżuje się z jednym z ostatnich wielkich plemion Siouxów Lakota. Początkowo zdziwieni i wystraszeni swą obecnością, z czasem zaczynają ulegać wzajemnej fascynacji…

Cóż można napisać nowego o fresku Costnera w ponad 20 lat po premierze? Chyba tylko to, że to epickie, dostojne widowisko, które na początku lat 90. wywalczyło sobie 7 Oscarów, wciąż porusza i zachwyca swoim pięknem, naturalnością oraz mistyką. Owszem, mamy tu do czynienia z lekko przejaskrawionym, romantycznym przedstawieniem Dzikiego Zachodu, ale nie leżącym daleko od prawdy. Film zresztą bardziej skupia się na kulturowym starciu białego człowieka z Indianami, aniżeli na faktycznym podboju prerii przez tego pierwszego. Pod tym względem film aktora-reżysera jest bezbłędny i stanowi wciąż produkcję unikalną w danym temacie. Na szczęście nie tylko w tym tkwi jego siła – to także świetna i rewelacyjnie nakręcona historia sama w sobie, która w wielu aspektach jest dziełem wybitnym i kompletnym.

„Tańczący z Wilkami” wyszedł ongiś w naszym kraju na dvd, jednakże bodaj tylko w wersji kinowej. Obecnie można go zdaje się nabyć w ramach jakiejś dużej kolekcji z tymi okropnymi, białymi okładkami na jedno kopyto. O wydaniu blu-ray nic mi nie wiadomo. Film na niebieskim nośniku z powodzeniem wydano natomiast już dawno na szeroko pojętym Zachodzie. I tak Amerykanie mają swoje rocznicowe wydanie na 20-lecie filmu (niestety zakodowane wyłącznie na region A), a w Europie można film nabyć m.in. we Francji, Szwecji, Grecji, Italii, Holandii i na brytyjskiej ziemi obiecanej. Oczywiście poszczególne edycje różnią się od siebie szczegółami, a za najbogatszą uznaje się wersję USA.

Moje oczy padły jednak swego czasu na Deutsches Land i tak już zostało. Ponieważ jednak nasi byli najeźdźcy posiadają kilka wydań tego zacnego filmu, toteż uściślę, iż przedmiotem recenzji jest to najlepsze i najbardziej optymalne w moich małych, polskich oczkach, a więc dwupłytówka w przecudnym steelbooku (pudełko metalowe – nie mylić z ironpackiem), zawierające obie wersje filmu – kinową i reżyserską (porównanie obu TUTAJ). Na pozostałe składają się odpowiednio: jednopłytowy amaray i dwupłytowe wydanie rocznicowe z książeczką (całą po niemiecku). Za tę ostatnią odpowiada Canal Plus i jej zawartość jest mi nieznana, natomiast pozostałe ujrzały światło dzienne dzięki Kinowelt Home Entertainment i są zamknięte na region B (tak więc, gdy odwiedzamy ciotkę w Kanadzie nie warto brać filmu ze sobą – no chyba, że ciocia ma PS3 albo jakiś region free odtwarzacz).

OBRAZ   

Dwa dyski po 50 GB, zapisane rzecz jasna w 1080p jako MPEG-4 AVC. Format panoramiczny, oryginalny 2.35:1, co bardzo cieszy (przy czym film na kopiach 70 mm puszczany był także w 2.20:1). Jakość: WOW! Film od zawsze był po prostu pięknie nakręcony i to wydanko w pełni oddaje jego klasę. Ba! Śmiem twierdzić, że nawet w kinie costnerowska epopeja nie wyglądała tak dobrze, jak na płycie blu-ray. I nie ma w tym wiele przesady. Wszystko po prostu powala tu na kolana – począwszy od niesamowicie żywych kolorów, przez ostrość i detale, a na czystości samego obrazu skończywszy. Brak ingerencji komputerowych ulepszaczy, brak jakichkolwiek przeszkadzajek i paproszków, naturalnie ziarno. Jest to zresztą mniej więcej ten sam transfer, co w amerykańskim wydaniu, choć po informacjach i screenach zamieszczonych w sieci można wywnioskować niewielką zmianę w kolorystyce. Wersja amerykańska jest pod tym względem nieco jaskrawsza, dominuje żółć, natomiast europejska idzie lekko w czerwień. Przypuszczam, iż dość trudno wychwycić to w ruchu i najlepiej widać to na zbliżeniach (patrz: poniższe porównanie), ale trudno uznać mi to za wadę któregoś z wydań – tym bardziej, iż nie rzutuje to ani na odbiór filmu, ani na jakość samego transferu, który (poza tą drobną ciekawostką) jest absolutnie perfekcyjny.

screen wydania amerykańskiego

DŹWIĘK  

Do wyboru mamy cztery ścieżki w dwóch językach – po dwie na każdą płytę. I tak na płycie z wersją kinową wybrzmiewa angielski i niemiecki w DTS-HD Master Audio 7.1, a płyta z dir cutem posiada DTS-HD Master Audio 5.1. Na obu krążkach możemy też opcjonalnie włączyć niemieckie napisy (polskiej wersji rzecz jasna tu nie uświadczymy – w ogóle Niemcy słyną pod tym względem z dużej hermetyki w stosunku do reszty świata). Oczywiście we wszystkich scenach odgrywanych w języku Lakota pojawiają się wtłoczone napisy angielskie.

Osobiście nie mam jeszcze ujścia dla ‘siódemki’, jednak obie wersje filmu brzmią imponująco już w ‘piątce’, więc podejrzewam, że 7.1 dosłownie zrywa beret. I choć mamy do czynienia z filmem, w którym przeważa raczej powolna narracja i sporo, w większości stonowanego dialogu, to jednak pełen jest on wyzwań dla naszego sprzętu grającego i ze wszystkimi z nich to wydanko radzi sobie bardzo dobrze. Wspomniane dialogi bez problemu dochodzą do naszych uszu już przy średnim ustawieniu ‘volume’, podobnież jak i często obecny ‘trzask’ tlącego się ogniska. Głośniki swobodnie wyłapują też różnorakie odgłosy przyrody, a tętent koni i wystrzały postawią nas w odpowiednim momencie na równe nogi. Potężnie i dostojnie zarazem brzmi też świetna muzyka Johna Barry’ego, która w tej formie zyskuje wprost nowy wymiar i z pewnością niejeden audiofil będzie tu zmuszony do zmiany slipów w trakcie seansu. Oczywiście największe wrażenie pozostawia po sobie słynna scena polowania na bizony, która po prostu miażdży i przy odpowiednim nagłośnieniu spokojnie można niepokoić sąsiadów fonią nadciągającego trzesięnia ziemi. Kolejna wysoka i jak najbardziej zasłużona nota.

DODATKI SPECJALNE  

Cały materiał rozłożono rozsądnie na dwie płyty, a jego ilość na każdej z nich wiąże się bezpośrednio z daną wersją filmu. I tak kinówka posiada dwa komentarze do wyboru: Costnera i producenta, Jima Wilsona oraz operatora, Deana Semlera i montażysty, Neila Travisa. Także otrzymujemy mnóstwo ciekawostek z różnych aspektów produkcji i punktów widzenia. Na dokładkę dostajemy jeszcze trailer (w dwóch wersjach językowych) oraz garść zapowiedzi innych filmów.

Te same zwiastuny są także na drugiej płycie, na której znajdziemy jednak sporo więcej materiału. Jest więc potężny dokument „The Creation of an Epic – A Retrospective Documentary”, który trwa prawie 75 minut; jest nieco bardziej klasyczne, 20-minutowe „The Original Making of Dances with Wolves” z czasów, gdy film wchodził do kin; niespełna 4-minutowy klip z muzyką Barry’ego; dwa spoty telewizyjne (ok. minuty), galeria plakatów, montaż fotosów z filmu ze wstępem ich autora, Bena Glassa (ok. 9 minut), a także ciekawostki tekstowe (tylko po niemiecku) i BD-Live na deser.

Dużo, ale przypuszczam, że można tu było jeszcze coś dorzucić, nawet biorąc pod uwagę długość samego filmu (zwłaszcza w wersji reżyserskiej) – szczególnie, że wspomniane wydanie US zawiera nieco więcej bonusów. Niemniej ich powyższy dobór niemal całkowicie zaspokoił mój głód wiedzy na temat filmu, także generalnie jestem zadowolony. Wszystkie materiały są oczywiście po angielsku z opcją włączenia niemieckich napisów i niestety przeniesione wprost z dvd, a więc w standardowej rozdzielczości.

WYDANIE  

Bardzo ładne. Może niekoniecznie metal kontrastuje z tematem filmu, ale wrażenie to zaciera piękna grafika – tak na zewnątrz, jak i w środku opakowania. Napisy z tyłu są oczywiście po niemiecku, ale wszystko jest na tyle przejrzyste, że bez problemu możemy wyszukać interesujące nas kwestie i domyśleć się co jest co. Duży plus także za bezproblemowo zdejmującą się naklejkę z kategorią wiekową – w przeciwieństwie do np. Anglików, Niemcy stawiają na estetyczną funkcjonalność i chwała im za to (w jednopłytowej wersji tegoż filmu mamy dwustronną okładkę z kategorią widoczną jedynie na jednej stronie – także standardowa niemiecka procedura). Pudełko pozbawione jest również wszelkich reklam i dużych, oczojebnych logosów, za co Kinowelt też plusuje. Jeśli ewentualnie miałbym się do czegoś tu przyczepić, to może do faktu, iż sam metal jest wbrew pozorom dość delikatny i można stosunkowo łatwo go uszkodzić. Poza tym zero zastrzeżeń.

PODSUMOWANIE  

Film super, obraz w porządku, dźwięk spoko, dodatki zadowalające, estetyka ponad normę. Słowem: satysfakcja gwarantowana. Jeśli, jak ja, jesteście fanami dzieła Costnera, to jest właśnie wydanie warte zachodu (choć niekoniecznie od razu dzikiego), gdyż, poza świetną stroną techniczną, jako jedyne na rynku posiada obie wersje filmu oraz najważniejsze bonusy. Osoby postronne także nie powinny kręcić nosem – zwłaszcza, że na chwilę obecną nie jest to rarytas i można dość tanio nabyć je, np. poprzez niemiecki oddział Amazonu. Gorąco polecam!

Jacek Lubiński

Jacek Lubiński

KINO - potężne narzędzie, które pochłaniam, jem, żrę, delektuję się. Często skuszając się jeno tymi najulubieńszymi, których wszystkich wymienić nie sposób, a czasem dosłownie wszystkim. W kinie szukam przede wszystkim magii i "tego czegoś", co pozwala zapomnieć o sobie samym i szarej codzienności, a jednocześnie wyczula na pewne sprawy nas otaczające. Bo jeśli w kinie nie ma emocji, to nie ma w nim miejsca dla człowieka - zostaje półprodukt, który pożera się wraz z popcornem, a potem wydala równie gładko. Dlatego też najbardziej cenię twórców, którzy potrafią zawrzeć w swym dziele kawałek serca i pasji - takich, dla których robienie filmów to nie jest zwykły zawód, a niezwykła przygoda, która znosi wszelkie bariery, odkrywa kolejne lądy i poszerza horyzonty, dając upust wyobraźni.
Jacek Lubiński






  • Dimitri

    Film jak najbardziej ok, ale do końca życia będzie mnie nurtowało pytanie co w tym filmie jest takiego wybitnego, że wygrał z Chłopcami z ferajny w walce o Oskary :/

    • Scarlet Pumpernickel

      więcej koni…

  • Wezyr

    No cóż, to emocjonalna amerykańska historia. Część ich tradycji. To w końcu western, który w tamtym okresie uchodził już za coś rzadkiego. To też liryczna muzyka Johna Barry’ego. Trudno, aby taki film nie wygrał. „Chłopcy z ferajny” mogą być lepszy, ale film Costnera jest bardziej uniwersalny, mainstreamowy, ma szersze przesłanie.

  • zonk

    Mała poprawka. W Polsce było wydanie DVD wersji reżyserskiej, nawet dodawali je kiedyś do jakiejś gazety. Pozdrawiam :)






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

Mistrz

Następny tekst

Fuck For Forest



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE