Miasto złodziei – recenzja Blu-Ray | FILM.ORG.PL

Miasto złodziei – recenzja wydania Blu-Ray








Jacek Lubiński
05.12.2012


Miasto złodziei – recenzja wydania Blu-Ray

 

 

 

 

FILM   

Zdaje się, iż po ‘odbębnieniu’ roli hollywoodzkiego pięknisia, Ben Affleck na stałe zadomowił się także za kamerą. Po świetnym i niebanalnym, acz w oczach fanów nieco spłycającym swój literacki odpowiednik, debiucie „Gone Baby Gone” Affleck-reżyser pozostał w swoim rodzinnym Bostonie oraz klimatach kryminalnych, zmieniając jedynie rozmach opowieści oraz głównego aktora – zamiast brata obsadził… sam siebie.

„The Town” jest, jak sam polski tytuł mówi, opowieścią o grupie rabusiów pod przewodnictwem Bena właśnie (tu jako Doug MacRay), którzy niczym Robin Hood napadają na kolejne konwoje z pieniędzmi i banki, jednocześnie żyjąc sobie spokojnie wśród lokalnej ‘biedoty’. W przeciwieństwie jednak do legendarnego banity z Anglii nasza banda skarby dzieli tylko między siebie, ‘skromny’ procent oddając jedynie lokalnemu bossowi, który trzęsie całą okolicą swym irlandzkim charakterem i zamiłowaniem do kwiatów (świetny Pete Postlethwaite w swej przedostatniej roli). Oczywiście po kolejnym rabunku sprawy lekko się komplikują. Nieoczekiwanie pojawia się wątek romantycznej wersji syndromu Sztokholmskiego, co skutkuje spięciami w ekipie – zwłaszcza pomiędzy Benem, a jego honorowym bratem, Jamesem (kapitalny Jeremy Renner) – i coraz intensywniejszym myśleniu o porzuceniu przestępczego fachu. To z kolei prowadzi do konfrontacji zarówno z ww ‘Kwiaciarzem’, jak i aktualną seks-partnerką, w którą wciela się ponętna Blake Lively – ileż bowiem można płacić alimenty? Dodatkowo FBI depcze naszym (anty)bohaterom po piętach, a na horyzoncie pojawia się ‘skok dekady’, który z pewnością pomoże w planach na świetlaną przyszłość…

Jak więc widać film oryginalnością nie grzeszy. Ba! Affleck nie ukrywa tu zresztą oczywistych inspiracji, na które składa się głównie „Gorączka” Michaela Manna (przemykająca zresztą na telewizorze w jednej ze scen). Nie zmienia to jednak faktu, że twórca zdołał tu zachować pewną odrębność i oryginalność, w czym duża zasługa m.in. miejsca akcji oraz osadzenia fabuły w szerszym aspekcie tegoż. Tym samym, prócz zabawy w policjantów i złodziei, otrzymujemy też swoiste spojrzenie na bostońską społeczność i samo miasto. Nie jest to portret zbyt wnikliwy, ale z pewnością dodaje filmowi charakteru i kolorytu (zwłaszcza, że jest to nieco inny i bardziej osobisty Boston, niż np. u Scorsese w „Infiltracji”). I choć jest to kino stojące jednak o klasę niżej od wspomnianego „Heat”, gdyż brak mu zarówno ciężaru gatunkowego, jak i wagi nazwisk stojących naprzeciw siebie, przez co całość, choć dobrze się ogląda jest trochę letnia, ale koniec końców to porządne kino sensacyjne do wielokrotnego użytku z (przynajmniej) dwoma niezapomnianymi scenami. Słowem: warto.

Warto tym bardziej, że film przekmnął przez rynek polski zupełnie niezauważalnie. Początkowo planowana premiera kinowa zamieniła się w zwykłe wydanie dvd, które samo w sobie także nie otrzymało większej reklamy. Film oczywiście dalej krąży po sklepowych półkach, również w postaci błękitnego krążka. Ja jednak skupię się na amerykańskim rynku, gdzie wyszło aż pięć różnych wydań filmu (podczas, gdy np. w Anglii i Francji mamy do wyboru dwie opcje) – a konkretniej na wypuszczonej w marcu tego roku „Ostatecznej Edycji Kolekcjonerskiej”, która już nazwą nie pozostawia żadnych wątpliwości, co do swojej zawartości, a na którą składa się oczywiście największa liczba dodatków, jak i, co ważniejsze, wszystkie trzy wersje filmu: kinowa, rozszerzona oraz rozszerzona z alternatywnym zakończeniem (różnice pomiędzy nimi można znaleźć TU i TU – opisy po angielsku).

 

OBRAZ    

Mamy trzy płyty. Dysk 1 zawiera wersją rozszerzoną z alternatywnym zakończeniem, dysk 2 wersją kinową i rozszerzoną, a dysk 3 kopię dvd (zakodowaną już na region 1, podczas gdy blu-raye są region free) z wersją rozszerzoną z alternatywnym zakończeniem. Dwie pierwsze mieszczą także liczne materiały bonusowe i zamykają się w 50 GB. Obraz jest zapisany w 1080p jako MPEG-4 AVC w niemalże oryginalnym formacie 2.40:1.

Film liczy sobie jedynie dwa lata, a sama edycja pachnie nowością, co znajduje swoje odzwierciedlenie w obrazie. Jest to po prostu żyleta. Ostry, dokładny i oddający perfekcyjnie wszelkie detale bostońskich ulic. Co prawda film sam w sobie jest lekko wyprany kolorystycznie, celowo zimny, a większość akcji dzieje się albo w nocy albo w lekkim półmroku albo też w zwykły, szarawy dzień (ujęcia na pełnym słońcu można policzyć na palcach jednej ręki) i być może dlatego największe wrażenie robi tutaj czerń. Ale nie zmienia to faktu, iż mamy do czynienia z wydaniem z górnej półki blu-ray, którym spokojnie można się chwalić znajomym. I dotyczy to zarówno wersji kinowej, jak i obu rozszerzonych, które są przecież dłuższe aż o pół godziny. Być może w kontekście drugiego krążka, gdzie umieszczono dwie wersje filmu, pokuszono się o jakąś kompresję (takie przynajmniej chodzą ploty), ale nawet jeśli, to nie odbija się to na jakości video – wszystko jest czyste i przejrzyste, gołym okiem nie da się wykryć ani brudów, ani tym bardziej komputerowej ingerencji w obraz, a film w pełni rozwija skrzydła, nie dając wrażenia, jakby brakowało mu miejsca. Pewnie najwięksi puryści zdecydują się odtwarzać film klatka po klatce, byleby tylko dojrzeć jakieś nieścisłości lub miejscowe przycięcia przy zmianie scen pochodzących z różnych wersji. Dla mnie jednak obraz jest idealny, niezależnie od wariantu jaki w danym momencie oglądam. Najwyższa nota.

 

DŻWIĘK  

Do wyboru mamy trzy ścieżki: oryginalną w formacie DTS-HD Master Audio 5.1 oraz (tylko na płycie nr. 1) francuską i hiszpańską w Dolby Digital 5.1. I, podobnie jak video, tak i audio stoi tu na najwyższym poziomie, niezależnie od wersji filmu robiąc ogromne wrażenie. Pościgi samochodowe, wybuchy, ostre serie karabinów maszynowych, przeładowywany shotgun, uderzenia, czy też wszelkie odgłosy tła oraz, rzecz jasna, stonowane dialogi i skromna, nienarzucająca się widzowi ilustracja duetu Gregson-Williams/Buckley – to wszystko znajduje tu swoje odpowiednie ujście i idealnie zostaje rozplanowane między głośnikami, częstokroć (co tyczy się głównie tych bardziej rozbuchanych efektów dźwiękowych) zmuszając nas potem do tłumaczenia się przed sąsiadami. W dodatku każdy ten element brzmi naturalnie i nieproszony nie dominuje nad pozostałymi. Krótko: dźwięk powala i gdybym miał możliwość, to dałbym nawet i 6/5, bo zwyczajnie na to zasługuje.

W kwestii napisów możemy oczywiście zapomnieć o wersji polskiej. Do wyboru jest za to angielski dla niesłyszących oraz francuski, hiszpański, niemiecki i turecki.

 

DODATKI SPECJALNE  

Pomijając dodatki fizyczne (o których więcej poniżej), oto co rozrzucono po dwóch płytach:

3 komentarze reżysera do każdej z trzech wersji filmu. W porównaniu z pozostałymi wydaniami tegoż, tutaj nowością jest głównie komentarz do alternatywnego zakończenia. Razić może trochę fakt, iż Affleck nie dobrał tutaj sobie w przynajmniej jednym komentarzu innych członków ekipy do pogadania, niemniej trzeba mu oddać, że jego solowy występ jest tyleż interesujący, co zwyczajnie szczery. Affleck podchodzi do najmniejszych szczegółów produkcji z odpowiednim szacunkiem, ale też i nie boi się przyznawać do błędów, opowiadać anegdot z planu, jak i dzielić się swoimi odczuciami co do poszczególnych sekwencji gotowego filmu. No i poza tym ma on czysty, dobry głos, który nadaje się do słuchania. Przypuszczalnie ze wszystkich tych trzech komentarzy najbardziej wartościowy jest ten do wersji rozszerzonej (wiadomo, część informacji powtarza się we wszystkich trzech ścieżkach) i to ją polecam ciekawskim. Jeśli zaś idzie o komentarz do alternatywnego zakończenia, to by uniknąć powtórek najlepiej przewinąć film właśnie do finału – gdzieś od ok. 2:20 godz. zaczyna się świeży materiał.

– dokument “The Town: A Director's Journey” – raz jeszcze Affleck na głównym planie (co jest lekką zmorą tego wydania i może poważnie obrzydzić jego osobę nawet fanom), a za nim trochę ujęć z planu i tak dalej. Część info pokrywa się tutaj rzecz jasna z komentarzami, ale zarówno czas trwania (30 minut), jak i ponownie dość szczere podejście do całości sprawia, że być może dokument będzie dla niektórych wartościowszy, niż ‘suche’ komentarze.

  

– dokument “Ben's Boston: Focus Points” – to sześć odrębnych filmików o łącznym czasie 31 minut, które odnoszą się do poszczególnych aspektów produkcji. Można je wybierać pojedyńczo z menu lub też puścić jako całość. Jest też opcja wybrania funkcji ‘in-movie’, która sprawi, że materiał ten ujrzymy w trakcie oglądania wersji kinowej. Całość dzieli się kolejno na rodziały: “Pulling Off the Perfect Heist” (o kręceniu napadu z prologu), “The Town” (ogólnie o Charlestown i jego mieszkańcach), “Nuns with Guns: Filming in the North End” (jak sama nazwa mówi, ten segment sprowadza się do powstawania sceny pościgu), “The Real People of the Town” (ponownie o mieszkańcach Charlestown, z tą różnicą, iż tutaj mamy do czynienia z osobami, które w taki czy inny sposób pomagały w tworzeniu filmu), “Ben Affleck: Director & Actor” (tu chyba nie trzeba wyjaśniać) oraz “The Cathedral of Boston” (o wyzwaniach i korzyściach kręcenia w Fenway Park).

trailer filmu – ok. 3-minutowa, standardowa zapowiedź produkcji

– coś, co nazywa się “Extended Cut Scene Indicator” – bonus polegający na tym, iż w trakcie trwania wersji kinowej, na ekranie pojawia się niewielkie okienko, w którym możemy obserwować sceny z wersji rozszerzonej. Na dłuższą metę zbędny bajer, ale pozwalający przynajmniej bezpośrednio porównać ze sobą obie wersje filmu i na gorąco stwierdzić, która lepsza.

Ponadto otrzymujemy też tradycyjne za oceanem UV digital copy (wraz z kodem dostępu doń na osobnej kartce) i BD-Live. Ja osobiście uważam takie rzeczy za zbędne (zwłaszcza kopie elektroniczne, do których dostęp wygasa po jakimś czasie – w przypadku „The Town” jest to marzec 2014 r., do którego film można ściągnąć trzykrotnie), ale może dla kogoś będzie to bardziej wartościowy dodatek.

Wszystkie te materiały są w jakości HD i większość zdecydowanie spełnia swe zadanie. Jeśli o mnie chodzi, to zabrakło mi może scen wyciętych (o ile takowe pozostały po trzech różnych wersjach filmu), jak i nieco szerszego spojrzenia na produkcję, z perspektywy kogoś innego, niż sam Affleck. Poza tym nie mam większych zastrzeżeń – dodatki są warte czasu i pieniędzy, jakie poświęcamy na to wydanie. Mocna czwórka.

 

WYDANIE   

Solidny, ładnie wykonany i niewiele wyższy od zwykłego amaraya box z bocznym otworem na wyciąganie/wkładanie zawartości oraz tekturową nakładką z informacjami odnośnie samego wydania. Na minus fakt, iż nie ma tu jakiegoś zamknięcia, które trzymałoby to wszystko w ryzach, niemniej ze środka nic samo z siebie nie wypada i o ile nie rzucamy tym nonszalancko po pokoju, to nie powinno stanowić większego problemu. Na plus natomiast estetyka wykonania – ładnie połyskująca, niebiesko-czarna grafika ze srebrnymi elementami bardzo ładnie komponuje się z dużym, czerwonym tytułem. Brak także jakichkolwiek znaków kategorii wiekowych, sponsorów, reklam…

W środku równie gustowny digipack (także bez dodatkowego zamknięcia) ze spisem zawartości płyt i krótkimi informacjami na temat filmu, książka tego samego formatu z mnóstwem zdjęć, jak i tekstu odnośnie różnych etapów produkcji; oraz sympatyczna, zapinana na rzep imitacja policyjnej teczuszki mieszcząca pozostałe bonusy, na które składają się kolejno:

– list od reżysera;

– 3 zmywalne tatuaże;

– 4 karty stylizowane na policyjne portrety;

– kopia pracowniczej ewaluacji jednego z członków ekipy Bena (w stosownej teczuszce);

– grubaśna kopia raportu z postępu śledztwa FBI;

– plakat-mapa Charlestown z zaznaczonymi miejscami akcji i lokacjami kolejnych napadów, wraz z krótkimi przypisami.

Prawdziwy full-wypas, a przy tym coś więcej, niźli tylko fanowski zestaw do ślinienia się.


 

PODSUMOWANIE  

Myślę, że nie ma potrzeby dodatkowo się tu rozpisywać. „Miasto złodziei” w postaci „Ultimate Collector’s Edition” zasługuje na szóstkę z plusem. Każdy fan filmu powinien się w nie zaopatrzyć. Pozostałych, mniej zainteresowanych dziełem Afflecka i/lub morzem dodatków, odsyłam raczej do wydań skromniejszych, choć oni także nie powinni się wahać, gdy trafi się możliwość kupna tegoż boxu – zwłaszcza, że cena nie jest specjalnie wygórowana w porównaniu z niektórymi wydaniami co głośniejszych filmów…

 

 

Jacek Lubiński

Jacek Lubiński

KINO - potężne narzędzie, które pochłaniam, jem, żrę, delektuję się. Często skuszając się jeno tymi najulubieńszymi, których wszystkich wymienić nie sposób, a czasem dosłownie wszystkim. W kinie szukam przede wszystkim magii i "tego czegoś", co pozwala zapomnieć o sobie samym i szarej codzienności, a jednocześnie wyczula na pewne sprawy nas otaczające. Bo jeśli w kinie nie ma emocji, to nie ma w nim miejsca dla człowieka - zostaje półprodukt, który pożera się wraz z popcornem, a potem wydala równie gładko. Dlatego też najbardziej cenię twórców, którzy potrafią zawrzeć w swym dziele kawałek serca i pasji - takich, dla których robienie filmów to nie jest zwykły zawód, a niezwykła przygoda, która znosi wszelkie bariery, odkrywa kolejne lądy i poszerza horyzonty, dając upust wyobraźni.
Jacek Lubiński






  • panegir

    Wydanie wygląda spoko ale sam film raczej nijaki.

  • Rinzler

    Fajna recka fajnego filmu:)






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

Mój rower

Następny tekst

Urwany film #7 - Atlas Chmur



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE