Indiana Jones - kolekcja – recenzja Blu-Ray | FILM.ORG.PL

Indiana Jones – kolekcja – Blu-Ray








Jacek Lubiński
15.12.2012


FILM  

O samych filmach nie ma się co rozpisywać. Po ponad trzydziestu latach od powstania pierwszej części chyba każdy, kto słyszy słowa rozpoczynające się na „I” oraz „J” wie, o co kaman. A nawet jeśli znajdzie się ktoś nieświadomy, to na stronie stanowiacej zlepek słów na „K”, „M” i „F” przez lata narosło wystarczająco tekstów edukacyjnych. Jest praca ogólna o Indym, spis sequeli , opisy efektów specjalnych do części pierwszej, drugiej i trzeciej, analiza części czwartej i pełen wybór recenzji doń. Jest odrębne 50 prawd odnośnie „Kryształowej Czaszki”, jak i wcześniejszej trylogii oraz dwa ciekawe artykuły – o kobietach Indy’ego i o pozytywach „Ostatniej Krucjaty„. Ba! Jest także recenzja wydania dvd całej trylogii, sprzed niespełna dekady. Jest więc w czym wybierać.

Żeby jednak nie było, iż wysługuję się jedynie linkami, to od siebie dodam, iż jest to typowo sinusoidowa seria, gdzie części absolutnie rewelacyjne (1 i 3 – obie oceniam na 5/5) sąsiadują z tymi mniej udanymi (2 i 4 – odpowiednio 3/5 i 2/5), choć, mimo wszystko, także dającymi się w jakiś sposób lubić i oferującym przynajmniej kilka scen przedniej rozrywki. I nawet na siłę zlepiona po latach część czwarta, choć równie dobrze mogłaby wciąż nie istnieć, nie sprawiła mi rozterek w kontekście sięgnięcia po zbiorczą edycję blu-ray. O wydaniu Indiany na błękitnym krążku mówiło się mniej lub bardziej poważnie od jakichś czterech lat, gdy na ekrany zawitała właśnie czwarta odsłona sagi. I jakieś dwa lata temu stało się to faktem, lecz musiał upłynąć jeszcze roczek, byśmy mogli cieszyć się oficjalnymi zapowiedziami. No i w końcu stało się! We wrześniu br. wszystkie cztery filmy zadebiutowały oficjalnie we wspólnym pakiecie (albo raczej trzy pierwsze, gdyż „Królestwo…” miało wcześniej występ solo).

Generalnie cały świat dostał dokładnie to samo – połyskujący digipack z wypukłymi literkami, a w środku cztery płyty, z czego jedna z dodatkami. Dwa kraje postanowiły jednak pokazać reszcie globu środkowy palec, wypuszczając kolekcjonerskie cuda w nakładzie limitowanym. I tak też w Niemczech dostać można steelbook z dołączoną doń zapalniczką, z której ‘straszy’ sylwetka głównego bohatera – pikuś w porównaniu z tym, co przygotowali Brytyjczycy… Na Wyspach wypuszczono bowiem prawdziwe cudo: do pudełka o wyglądzie starej, grubej knigi wrzucono powyższy digipack i dowalono całą masę artefaktów, jakich nie powstydziłby się żaden szanujący się kolekcjoner. I to właśnie na tym wydaniu się skupię. Już na wstępie zacznaczam, iż edycja ta pozbawiona jest rodzimej wersji językowej (za wyjątkiem płyty bonusowej, gdzie znajdują się polskie napisy – zagwozdka…), niemniej zawartość dysków jest dokładnie taka sama, co i u nas (w końcu region free). Tak więc jeśli ktoś ma pieniądze i pokład dobrych chęci, może zawsze zamówić sobie takie wydanko (póki jeszcze można – przypominam, jest to limit!), a następnie podmienić znajdujący się w środku box (lub same płyty) na polski, a angielski opylić przez internet i tyle. Czysty zysk to co prawda nie będzie, ale przy odrobinie szczęścia można wyjść na zero, zachowując przy tym jedno z najfajniejszych wydań zbiorczych ostatnich lat. Ale po kolei…

OBRAZ    

Wszystkie płyty mają po 50 GB i zapisane są w 1080p, w formacie AVC MPEG-4. Filmy zachowano w oryginalnych rozdzielczościach 2.35:1 (oryginalna trylogia) i 2.40:1 („Królestwo…”), co tylko cieszy. Cieszy także i jakość każdego z nich. Na tym jednak kończą się elementy wspólne i dalej zmuszony jestem przyjrzeć się bliżej każdemu tytułowi z osobna.

„Poszukiwacze Zaginionej Arki” wyglądają na blu-ray obłędnie! Dawno dawno temu, w nie tak odległej galaktyce miałem okazję obejrzeć ten film w kinie, wielokrotnie katowałem go także na kasetach video, a tuż na początku XXI wieku stałem się szczęśliwym posiadaczem boxu dvd całej trylogii za iście bandycką cenę 250 zł (który następnie sprzedałem nie tak dawno za 1/5 tej ceny… życie), tak więc nie sądziłem, że film może mnie jeszcze czymś zaskoczyć. A jednak! Ilość detali, głębia kolorów, niesamowicie czysta faktura obrazu, który jednocześnie wygląda bardzo kinowo – to zdecydowanie plusy tego wydania, które pozostawiają daleko w tyle wszystkie wcześniejsze nośniki użytku domowego.

Mało tego! Obraz jest niekiedy tak dokładny, iż czasem działa to wręcz na niekorzyść filmu, gdyż widzimy detale, które do tej pory nie były dla nas tak oczywiste. Tu przykładem niech będzie ikoniczna jazda Indiany pod ciężarówką, w której bardzo wyraźnie widać niewielki rów, jaki wykopano po to, by kaskader mógł się tam bez problemu zmieścić. Albo scena, w której Indy grozi wysadzeniem Arki – w pewnym momencie po twarzy Belloqa zaczyna przechadzać się mucha, która po chwili znika w jego ustach (ponoć montażyści wycięli dla żartu kilka klatek i w rzeczywistości owad odleciał). I choć obie te rzeczy od zawsze tam były, to na dvd trzeba się było mocno wślepiać, by w ogóle coś dostrzec, podczas gdy teraz jest to widoczne aż za bardzo. Kiksuje to także w spotęgowaniu studyjnych makiet udających prawdziwe lokacje – jak w końcówce, gdy Indy z Marion stoją na skałach, przywiązani do słupa. Są to co prawda raczej ciekawostki, aniżeli rzeczy mocno kłujące w oczy i raczej nie powinny obrzydzić seansu (przy czym efekty wizualne trzymają się wciąż niezwykle mocno – w przeciwieństwie do np. „Powrotu do przyszłości”, któremu lepsza jakość wyraźnie na tym polu zaszkodziła).

Gorzej ma się sprawa z autentycznymi wadami obrazu, który nie jest niestety perfekcyjny. Po pierwsze odrobinę zmieniła się kolorystyka „Poszukiwaczy…”. Całość ma teraz bardziej żółtawy posmak i w zależności od sceny jest to mniej lub bardziej widoczne. Ponieważ jednak gros filmu dzieje się na pustyni i w egzotycznych, gorących lokacjach, toteż jestem w stanie przymknąć nań oko, bo zwyczajnie pasuje to do filmu. Za znacznie większe niedopatrzenie uważam obecność zwykłych brudów, które pojawiają się tu i ówdzie. Przeciętny widz powinien raczej przejść obok nich obojętnie, być może nawet ich nie dostrzegając, ale – biorąc pod uwagę ilość osób pracujących nad całością, jak i wagę samego tytułu – raczej nie powinny one mieć miejsca. Z tych większych baboli mamy np. odcisk kciuka na niebie w jednej ze scen w Kairze (acz celowo nie powiem, w której dokładnie), czy też wyjątkowo biały paproszek w jednej z początkowych scen na uczelni.

Mocno uderzył mnie także fragment, w którym Indy, już po przedostaniu się z łodzi podwodnej Nazistów na wyspę, zaszywa się w półmroku za skrzyniami i zastanawia co robić dalej. Przez kilkanaście sekund ziarno osiąga wtedy dziwacznie monstrualne rozmiary, które przy odpowiednio gładkiej fakturze filmu trudno przeoczyć. Największy problem czai się jednak w samym materiale źródłowym. Otóż w niektórych scenach  (abstrahując już od wrażenia ogólnej ‘miękkości obiektywu’) od czasu do czasu kamera traci ostrość i całe ujęcia lub tylko ich fragmenty rozmywają się. Dzieje się tak wielokrotnie, np. podczas prologu, w scenie w kajucie na statku Katangi albo, gdy Indy z Marion stoją na schodach rządowego gmachu pod sam koniec filmu. Niby tak to zostało nakręcone, jednakże na blu-ray wygląda to po prostu źle, zwłaszcza w porównaniu z w pełni ostrymi kadrami. Pomijając jednak te drobne wpadki i kiksy, to film wygląda naprawdę świetnie, częstokroć w niczym nie ustępując współczesnym blockbusterom. Aczkolwiek drobny niesmak pozostaje.

Znacznie mniej zmartwień, o ile w ogóle jakieś, sprawia „Świątynia Zagłady”, której transfer jest właściwie perfekcyjny. Ponieważ sam film jest mroczniejszy od poprzednika (dosłownie i w przenośni), toteż złośliwi stwierdziliby, iż wszelkie wady sprawnie ukryto w cieniu. Ale nie będą mieć racji, gdyż największe wrażenie robią właśnie sceny w świątyni Kali, które wręcz rozgrzewają niesamowicie głębokim nasyceniem barwy czerwonej z jednej i solidną, piekielną wręcz czernią z drugiej strony. Czerwony w ogóle zdaje się być motywem przewodnim filmu, co widać już od niesamowicie bezsensownej, ale i równie efektownej sceny otwierającej, w której Kate Capshaw i jej cekinowa suknia wyglądają wprost zabójczo. Przy czym detale są na tyle rewelacyjne, iż swobodnie można robić zakłady o to, kto pierwszy policzy ilość koralików na tejże kreacji. Przez cały film nie zauważyłem też jakichś większych niedoróbek. Owszem, okazjonalnie i tutaj pojawiają się chwilowe rozmycia kamery, ale jest ich znacznie mniej i nie są tak obfite, jak w „Poszukiwaczach…”. Tak więc sequel, choć fabularnie gorszy, wygrywa jakością transferu, a jego największym problemem pozostaje dziś okazjonalnie nadmierne ziarno oraz… efekty specjalne, które w porównaniu z oryginalnym filmem wyglądają wprost koszmarnie po przenosinach na niebieski krążek (czego żywym dowodem choćby finałowa ucieczka kopalnianymi tunelami i następująca po niej akcja z mostem). Jak widać coś za coś.

Zdecydowanie najlepiej z całej trójki prezentuje się jednak „Ostatnia Krucjata”, która już od momentu przygód młodego Indiany Jonesa poraża jakością detali oraz intensywnością kolorów. Nieważne, czy jest to ogień, w którym Naziści palą książki, czerwień na ich flagach, jak i równie gorąca szminka Elsy, błękitna poświata strzegącego Graala rycerza, czy też niesamowita zieleń przyrody w momencie ucieczki Indiany z ojcem na motocyklu – tutaj dosłownie KAŻDY kadr robi piorunujące wrażenie, a cały film wygląda niesamowicie żywo, plastycznie, a przy tym naturalnie i lepiej, niż kiedykolwiek (i wątpię, by w najbliższej przyszłości się to zmieniło). Tego fantastycznego wrażenia nie jest w stanie zatrzeć nawet jedna jedyna rysa w postaci sceny, w której Indy, Henry i Sallah jadą przez miasto autem – przez te kilkanaście sekund ostrość lata w te i wewte tak często, iż zacząłem się zastanawiać, co też przytrafiło się wtedy na planie Douglasowi Slocombe (swoją drogą to ostatni film tego legendarnego operatora, który z wiekiem padł ofiarą narastającej ślepoty)…

Warto też wspomnieć o scenach odwołujących się bezpośrednio do Graala, w których bliżej nieobeznany widz może poczuć niewielki dysonans – spowija je bowiem leciutka, filmowa mgiełka, nieobecna w pozostałych sekwencjach opowieści. Ich faktura jest więc ciut inna od reszty filmu, powodując zamierzony efekt odrealnienia. No i efekty specjalne po raz kolejny nie wytrzymują próby czasu i częstokroć zwyczajnie rażą. Wszystko to, choć wcześniej nie rzucało się przesadnie w oczy, w jakości HD jest aż nadto widoczne, ale, podobnie do „Świątyni Zagłady”, wynika bardziej z natury samego filmu, a nie z jakości transferu, który sam w sobie jest bliski absolutu.

Tymczasem „Królestwo Kryształowej Czaszki” powraca odrobinę do stylistyki „Poszukiwaczy…”. Zdjęcia Janusza Kamińskiego mocno hołdują bowiem dokonaniu Slocombe, starając się przy tym zachować ciągłość serii. Czwarta część charakteryzuje się więc odpowiednią miękkością obrazu, przy czym głębia detali stoi tu na wysokim poziomie (film jest zresztą ‘nowy’). To samo tyczy się kolorów, w których raz jeszcze położono akcent na żółć, a także zieleń. Poza pewnymi wyjątkami – jak iskrzące się w nocy czerwone lampy toru z prologu, tytułowy artefakt, czy poszczególne odcienie dżungli – nie atakują one widza tak, jak w poprzednich dwóch częściach – są lekko stonowane, ale też wystarczająco zaakcentowane i naturalne dla danych lokacji (pod tym względem świetnie wygląda np. bar, w którym Indy rozmawia z Muttem). Jest też sporo zabawy światłem, zwłaszcza w finale, co tylko potęguje wrażenie delikatnej faktury zdjęć, jakby wyjętej z innych czasów. Jest to jednak jak najbardziej porządny, ostry i udany transfer, godny miana HD, w którym tym razem, z oczywistych względów, nawet wszelki F/X wypada OK.

Ogółem oceniam więc to wydanie pozytywnie, a wszystkie filmy zrobiły na mnie ogromne wrażenie na niebieskim nośniku, ukazując swą nową, lepszą twarz, a przy okazji zachowując ducha oryginalnych transferów. I pewnie gdyby nie te parę drobnych kiksów tu i tam, to byłaby pełna piątka, jak Nazistę w mordę strzelił.

DŻWIĘK  

Tu bez zarzutu. Co prawda nie mam najlepszego systemu dźwiękowego na świecie, więc jest szansa, iż coś mi umknęło, niemniej oryginalna ścieżka dźwiękowa w DTS-HD Master Audio 5.1 sprawdza się wyśmienicie w każdej kolejnej części, co tym razem pozwoli zaoszczędzić trochę miejsca na opis.

Wszystkie cztery filmy, niezależnie od sceny rozbrzmiewają wspaniale, a każdy dźwięk z osobna, choćby najdrobniejszy i będący częścią bardzo złożonej całości bez problemu da się wychwycić i każdy brzmi równie naturalnie, co jego partnerzy. Rzecz jasna największe wrażenie robią na tym polu wszelakie sceny akcji, jak walka przy samolocie w „Poszukiwaczach…”, pełna robali i pułapek jaskinia oraz ucieczka wagonikami w „Świątyni…”, Indy vs czołg w części trzeciej, czy też pościg po dżungli w „Królestwie…”. I choć do najbardziej charakterystycznych elementów serii należy rzecz jasna efekt uderzenia pięścią w twarz i strzał z bicza, to mi najbardziej zapadły w pamięć właśnie te skromniejsze odgłosy, które ońgiś bez problemu potrafiły zniknąć w ogniu walki – jak choćby delikatne, acz dosadne „ugh!”, które jakby mimowolnie wydostaje się z ust Indiany na widok odbijających się w lusterku Niemców podczas legendarnego już pościgu ciężarówką w pierwszej części.

Jedynym mankamentem, do którego mógłbym się przyczepić jest muzyka w części drugiej i czwartej, która w niektórych scenach ustawiona jest ciutkę za głośno i niepotrzebnie dominuje nad ekranową akcją. Na szczęście jest to bardzo dobra muzyka (swoją drogą szkoda, że nie doczekaliśmy się tu wyodrębnionych ścieżek dźwiękowych), która zalicza jedynie parę takich ‘ataków’ i, raz jeszcze, wina leży tu raczej w pierwotnym rozplanowaniu dźwięku, aniżeli w samym wydaniu. Wydaniu, które w tej kwestii być może nie prezentuje najwyższego z najwyższych możliwych poziomów (wszak powoli 7.1 staje się wyznacznikiem, a tacy „Expendables 2” serwują nam już nawet Neo X 11.1 surround), lecz bez wątpienia stanowi górną, a przy tym najbardziej optymalną półkę standardu blu-ray.

Oprócz języka angielskiego mamy także do wyboru niemiecki i francuski w Dolby Digital 5.1 (części 1-3, przy czym „Poszukiwacze…” posiadają także drugą, oryginalną ścieżkę germańską z 1981 r. w 2.0), a także hiszpański i włoski na płycie z czwartym filmem, który dodatkowo posiada też ścieżkę angielską dla niewidomych w tej samej jakości dźwięku. A jeśli idzie o napisy, to pierwsze trzy płyty zawierają zestaw do czytania po: angielsku (normalny i dla niesłyszących), duńsku, fińsku, francusku, holendersku, niemiecku, norwesku i szwedzku, a „Królestwo…” dodaje do tejże listy jeszcze kataloński i włoski.

DODATKI SPECJALNE  

Materiały dodatkowe na płytach są dość obszerne, choć u najbardziej wymagających mogą pozostawić niedosyt. Przede wszystkim brakuje komentarzy (co przy nazwiskach Lucas i Spielberg jest raczej normą) i wielu dzisiejszych bonusów elektronicznych, do których część kinomaniaków zdążyła się już przyzwyczaić (mam tu na myśli takie ‘pierdoły’, jak kopie cyfrowe, BD-Live, znacznik scen…). Oprócz płyty dodatkowej cała reszta krążków jest praktycznie goła – na pierwszych czterech dostajemy jedynie garść zwiastunów. Część pierwsza otrzymała aż trzy (teaser, kinowy i reedycji), część drugą i trzecią reprezentują po dwa (teaser i kinowy), a czwarta odsłona posiada trzy kinowe zapowiedzi. Co ciekawe, niby wszystkie są w 1080p, lecz te starsze wyglądają na efekt skalowania do wyższej rozdzielczości, ergo nie porażają pięknością (i na dobrą sprawę zawartością też).

Na płycie piątej mamy już cały wór dodatków, na które składają się głównie dokumenty, które podzielono na trzy podrozdziały. Tu gwoździem programu okazuje się być „On Set with Raiders of the Lost Ark” („Na planie z Poszukiwaczami Zaginionej Arki”), który dzieli się na dwie części (do puszczania razem lub osobno): „From jungle to desert” (“Od dżungli po pustynię”) i “From adventure to legend” („Od przygody do legendy”). Oba te segmenty trwają po blisko pół godziny i jako jedne z niewielu są w jakości HD. To pierwsza nowoścć względem wcześniejszych wydań dvd i w dodatku jedyna, z której możemy dowiedzieć się czegoś autentycznie nowego. Jej największa wartość leży we wmontowanych między wypowiedzi twórców i materiały z planu (wszystkie sprzed lat, także rozdzielczość obrazu się zmienia) nigdy przedtem nie publikowanych ujęć alternatywncyh i scen, które ostatecznie nie dostały się do gotowego filmu. Po raz pierwszy mamy więc okazję zobaczyć, jak pierwotnie wyglądała walka Indiany z gościem z wielkim mieczem; jak Indy zdołał się przedostać na wyspę, będąc uczepionym łodzi podwodnej oraz oryginalny pomysł wydostania się jego i Marion z zamknięcia w świątyni. Co ciekawe, wszystkie te sceny zostały odrestaurowane i ukazane w tej samej jakości, co reszta filmu, a więc są tym bardziej cenne.

 

Kolejną sekcją jest zbiór „Making Of”, z których pierwszy jest także nie publikowanym dotąd materiałem. Trwający niemal godzinę „The Making of Raiders of the Lost Ark” (nie mylić z nieco krótszym dokumentem o tej samej nazwie, który także jest tu obecny!) nie jest jednak bynajmniej nowy, gdyż pochodzi z czasów produkcji filmu. Spodziewajcie się więc jakości SD i starej maniery dokumentalnej. Ogółem znacznie mniej wartościowy od poprzedniego materiał, ale także mocno informatywny i warty swego. Pozostałe bonusy mogliśmy już wcześniej spotkać na wydaniu dvd – ich jakość to już w większości standardowa rozdzielczość (jedynie część materiałów do „Królestwa…” jest w HD). Z oczywistych względów nie będę już ich opisywał, a jedynie wymienię szczegółowy spis.

 

Zakładkę „Making Of” uzupełniają więc materiały ze wszystkich kolejnych części (pierwsze trzy można było spotkać wcześniej pod wspólną nazwą „Making the Trilogy”):

The Making of Raiders of the Lost Ark (50:52 min.);

The Making of The Temple of Doom (41:09 min.);

The Making of The Last Crusade (35:03 min.);

The Making of The Kingdom of the Crystal Skull (1080p, 28:49 min.).

W podmenu o tytule: “Behind the Scenes” znajdziemy natomiast następujące filmiki:

The Stunts of Indiana Jones (o kaskaderach; 10:56 min.);

The Sound of Indiana Jones (o efektach dźwiękowych; 13:21 min.);

The Music of Indiana Jones (o muzyce do serii i wpływie na karierę Johna Williamsa; 12:22 min.);

The Light and Magic of Indiana Jones (o efektach ILM; 12:22 min.);

…w tym materiały pochodzące z reedycji boxu dvd wypuszczonego z okazji premiery „Kryształowej Czaszki”:

Raiders: The Melting Face (o efektach specjalnych w finale pierwszego filmu; 8:12 min.);

Indiana Jones and the Creepy Crawlies (o zwierzakach używanych na planie, jako straszaki; 11:46 min. i możliwość włączenia opcji dodatkowych ciekawostek w trybie pop-up);

Travel with Indiana Jones: Locations (o filmowych lokacjach wraz z trybem pop-up; 9:58 min.);

Indy’s women: The American Film Institute Tribute (sesja Q&A z aktorkami trzech pierwszych filmów; 9:15 min.);

Indy’s friends and enemies (rzecz o bohaterach drugoplanowych; 10:10 min.);

…oraz kilka odrzutów z osobnego wydania „Kryształowej Czaszki” – wszystkie w 1080p:

Iconic props (o rekwizytach; 9:52 min.);

The Effects of Indy  (o efektach specjalnych w tej części; 22:34 min.);

Adventures in post production (o ostatiej fazie produkcji filmu, w tym montażu; 12:36 min.).

A na koniec można jeszcze wybrać taką zakładkę:

Credits (0:58 min.) – ni mniej, ni więcej, jak lista osób pracujących nad rzeczonym wydaniem.

Uff… Jak więc widać szału nie ma, ale jest na czym zawiesić oko i umysł. Zagorzali fani z pewnością będą kręcić nosem – choćby na fakt, iż nie zdecydowano się na przeniesienie większej ilości materiału (głównie z odrębnego wydania „Królestwa…”). Ale ja nie będę wybredny, zwłaszcza, że otrzymałem porządną dawkę informacji pokrywającą lwią część poszczególnych aspektów wszystkich czterech produkcji.

 

WYDANIE   

Prawdziwe cudeńko. Owszem, opakowanie zbiorcze może wydać się z początku lekko tandetne i zbyt ładne, jak na ‘znoszonego’ Indy’ego, a i przedmioty w środku chętniej zobaczyłbym raczej w gustownej kopercie, aniżeli w zwykłej folii, niemniej wrażenia te zaciera sama zawartość, którą mogę porównać do bonusów z limitowanego wydania „Powrotu do Przyszłości” (także dostępnego ońgiś jedynie na rynku brytyjskim).

 


Oto, co znajdziemy w środku:

1 klatka filmu umieszczona w solidnym kartoniku rozmiarów pocztówki, wraz z opisem;

2 zdjęcia: młodego Indiany z ojcem oraz dorosłego Indiany w Kairze (z dopiskiem Marion);

3 reprodukcje biletów: dwa na lot niemieckim sterowcem, jeden American Airlines;

4 fotosy/pocztówki z planu;

gustowne menu wieczoru z Pałacu Pankot;

zapałki z klubu Obi-Wan;

replika częściowego odrysu inskrypcji na temat Graala, który Indiana uzupełnia w części trzeciej;

wierna reprodukcja notatnika Henry’ego Jonesa seniora – 144 strony z pełnymi opisami, rysunkami i szkicami odnośnie kolejnych przygód, z których część widzimy z trzeciej części.



Nie muszę chyba pisać, co stanowi największą atrakcję? Dziennik jest fenomenalnie odwzorowany (choć oczywiście jasnym jest, iż to nie jest dokładnie to samo – w środku znajdziemy zresztą notatki odnośnie wszystkich przygód, a nie tylko poszukiwania Graala) i pod względem informacji stanowi niemniej cenny załącznik, co wszelakie dokumenty i wywiady. Już choćby on sprawia, że warto w ogóle zainteresować się tym wydaniem. Ale i inne dodatki stanowią miły i z pewnością niezapomniany wkład w kolekcję każdego indianomaniaka. Wszystko, włączając w to sam digipack jest zresztą wykonane dość pieczołowicie, także ‘nie ma lipy’. Czepialscy zauważą zapewne brak przedmiotów odnoszących się stricte do części czwartej, ale mi to zupełnie nie przeszkadza. Najwyższa ocena.

 

PODSUMOWANIE  

Cóż można napisać? To świetne, acz niepozbawione wad wydanie świetnych, acz nie doskonałych filmów, które warte jest swojej pierwotnej ceny (55-60 funtów w zależności od sklepu w dniu premiery; na chwilę obecną koszta poszły już jednak w górę i przypuszczalnie będą rosły wraz z ubywającym inwentarzem). Jeśli więc we śnie cytujecie teksty z „Poszukiwaczy…”, na wieszaku trzymacie wysłużonego Stetsona, nazwaliście psa na cześć głównej postaci i pod wpływem emocji zapisaliście się na archeologię, albo po prostu lubicie trzymać na półkach wypaśne edycje, to jest to idealne wydanie dla Was. W innym wypadku możecie sięgnąć po zwykły box zbiorczy i raczej obejdzie się potem bez łez. Ale gdy pewnego dnia – już po spłaceniu rachunków, teściowej i ZUSu, napełnieniu brzuszka dzieci i baku auta – odkryjecie w portfelu nieoczekiwany zapas gotówki, to raczej nie warto dłużej się zastanawiać…

Jacek Lubiński

Jacek Lubiński

KINO - potężne narzędzie, które pochłaniam, jem, żrę, delektuję się. Często skuszając się jeno tymi najulubieńszymi, których wszystkich wymienić nie sposób, a czasem dosłownie wszystkim. W kinie szukam przede wszystkim magii i "tego czegoś", co pozwala zapomnieć o sobie samym i szarej codzienności, a jednocześnie wyczula na pewne sprawy nas otaczające. Bo jeśli w kinie nie ma emocji, to nie ma w nim miejsca dla człowieka - zostaje półprodukt, który pożera się wraz z popcornem, a potem wydala równie gładko. Dlatego też najbardziej cenię twórców, którzy potrafią zawrzeć w swym dziele kawałek serca i pasji - takich, dla których robienie filmów to nie jest zwykły zawód, a niezwykła przygoda, która znosi wszelkie bariery, odkrywa kolejne lądy i poszerza horyzonty, dając upust wyobraźni.
Jacek Lubiński






  • Wezyr

    Zawsze żałuję, że Steve tak oszczędnie podchodzi do kwestii elementów dodatkowych. W przeciwieństwie do Lucasa nie wydaje wersji rozszerzonych, poprawionych, z wyciętymi scenami itp. A szkoda. Chciałbym zobaczyć Indy’ego w wersji extended…takiej extended jak np. „King Kong” Petera Jacksona.

  • Guest

    Swietna, doglebna recenzja. Bardzo przydatna przy podejmowaniu decyzji o zakupie. Jako ze to Indy, to taki zestaw bedzie zawsze kosztowal wiecej niz inne tytuly.

  • Bartek Michalski

    Świetna recenzja, bardzo przydatna przy podejmowaniu decyzji o zakupie zestawu. Niestety, jak wynika z moich obserwacji Indy to Indy i zawsze będzie odrobinę droższy niż inne pozycje. Nawet teraz, w czasie świątecznej manii zakupów i okazji cenowych tytuł ten nie schodzi poniżej pewnego poziomu cenowego.

  • Bartek Michalski

    W miarę możliwości prosiłbym o recenzję trylogii BD „Powrót do przyszłości” :)

    • Mefisto

      Zobaczymy, co Mikołaj zrobi w tej sprawie :) Aczkolwiek posiadam jedynie wydanie kolekcjonerskie, które już od dawna jest niedostępne, więc nie wiem czy jest sens, bo i tak mało kto na tym skorzysta :)






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

Wysoka fala

Następny tekst

Urwany film #10 - Bronson



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE