ZABIJ MNIE, GLINO, czyli Ameryka w Polsce | FILM.ORG.PL

ZABIJ MNIE, GLINO, czyli Ameryka w Polsce








Krzysztof Połaski
29.12.2013


plakat_mJacek Bromski w licznych wywiadach stale podkreśla, jak bardzo nienawidzi minionego ustroju, lecz to właśnie w czasach Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej udało mu się stworzyć swoje dwa – chyba najlepsze – filmy, czyli „Ceremonię pogrzebową” i „Zabij mnie, glino”. Ten drugi obraz jest szczególny, ponieważ wrocławski reżyser nie tylko zadrwił w nim z tamtej epoki, ale przede wszystkim zrobił to przy aprobacie i uśmiechniętych twarzach towarzyszy, którzy myśleli, że wystawiana jest im laurka.

O twórczości Jacka Bromskiego można powiedzieć wiele, łącznie z tym, że dzieli widzów. Część z nich bez większych grymasów przyjmuje tę przaśną wizję kina autora „Biletu na Księżyc”, natomiast część kompletnie nie może tego znieść. Jednak urodzonemu w 1946 roku twórcy nie można odmówić jednego – jako jeden z nielicznych polskich reżyserów potrafi robić kino gatunkowe, a co więcej, sprawdza się nie tylko w komediach, czego dowodem są lekkie, łatwe i przyjemne kolejne części „U Pana Boga w…” czy niedoceniana „Kariera Nikosia Dyzmy”, ale odnajduje się również w gatunkach poważniejszych. Wszak to właśnie Bromski, za sprawą „Zabij mnie, glino”, wprowadził Amerykę do Polski, serwując widzom pełnokrwisty film kryminalny, okraszony zarówno wartką akcją, jak i humorem, wyrazistymi postaciami pierwszo- i drugoplanowymi, zapadającymi w pamięć dialogami oraz bardzo dobrym scenariuszem inspirowanym amerykańskimi i europejskimi produkcjami.

Mówiąc o „Zabij mnie, glino” nie sposób pominąć społecznego kontekstu: obraz realizowano na przełomie 1985 i 1986 roku, gdy w kraju wizerunek Milicji Obywatelskiej był przez Stan Wojenny jeszcze bardziej nadszarpnięty niż w latach ubiegłych, więc polski widz po prostu nie uwierzyłby w film, gdzie dobry i kryształowy milicjant ściga złego i groźnego bandytę. Zresztą można przypuszczać, że i sam reżyser nie był zainteresowany taką formą sportretowania służb mundurowych, dlatego postanowił w jak największy sposób odrealnić przedstawiony na ekranie świat, przez co śmiało można przyznać, iż dzięki temu zabiegowi produkcja ta starzeje się z godnością i ogląda się ją dość dobrze nawet dzisiaj.

1

Akcja dzieła, którego premiera odbyła się w czerwcu 1988 roku, skupia się na rywalizacji pomiędzy dwoma mężczyznami z krwi i kości: skazanym za napady i rozboje bandytą Malikiem (Bogusław Linda) a sprawcą jego zatrzymania, kapitanem Popczykiem (Piotr Machalica). Pomiędzy tą dwójką rozgrywa się pojedynek na śmierć i życie, a zwycięstwo w nim jest sprawą honoru. Żadna ze stron nie odpuści, bo nie ma już nic do stracenia, działania każdego z nich były przyczyną straty kobiety przez tego drugiego; Popczyk aresztując Malika doprowadził do rozpadu jego małżeństwa z ukochaną żoną Jadwigą (Jadwiga Jankowska-Cieślak), natomiast Malik przyczynił się do śmierci partnerki życiowej kapitana, Teresy (piękna Maria Pakulnis).

Żaden z tych bohaterów nie jest ani do końca dobry, ani do końca zły, ich świat nie jest czarno-biały, ale pełno w nim odcieni szarości. Trzeba przyznać, że z doborem głównych bohaterów Jacek Bromski „strzelił w dziesiątkę”, pomiędzy Lindą a Machalicą wyczuwalna jest swojego rodzaju chemia oraz chęć rywalizacji. Zresztą nie było to ich pierwsze spotkanie, wcześniej mieli okazję dwukrotnie grać braci, pierwszy raz u Bromskiego w „Ceremonii pogrzebowej”, a rok później w „Roślinach trujących” Roberta Glińskiego.

2

MALIK

Najpierw poznajemy Malika, postanawiającego w dość schematyczny sposób samowolnie oddalić się z zakładu karnego, a wszystko dlatego, aby poprosić żonę, aby go nie opuszczała. Niestety, zmęczona ciągłymi wizytami stróżów prawa Jadwiga Malik ma już dość i wyraźnie nie jest zainteresowana kontynuowaniem związku ze swoim mężem, za co zresztą później Malik będzie obwiniał aresztującego go Popczyka, a o tym, że to nie przelewki, lecz sprawa honoru, świadczą wypowiedziane w samochodzie słowa: tego ci nie daruję, lepiej mnie zabij, glino.

On ma wyłącznie jeden cel, zemścić się. I to zarówno na Popczyku, którego pragnie zlikwidować, ale także na swoim byłym szefie, Stawskim (Jerzy Zass). Ex pracodawca podpisał wyrok śmierci na swojego dawnego wspólnika i zlecił zamach na jego życie jeszcze w więzieniu, aby nie musieć dzielić się zyskami z łupu, za którego rabunek Malik poszedł „pierdzieć w pasiak”. Dzięki czujności jednego ze współwięźniów, Seweryna (Zbigniew Zamachowski), Malik uniknął ciosu nożem, a narzędzie zniknęło w tajemniczych okolicznościach, aby przydać się niedługo później.

samochod

Malik ma jedną zasadę – nienawidzi zdrady. Każdy, kto się obrócił przeciwko niemu musi ponieść tego konsekwencje. Przekonuje się o tym Seweryn, gdy w obawie o własne życie wydaje ludziom Stawskiego miejsce pobytu swojego partnera. Oni darowali mu istnienie, natomiast Malik już nie był taki łaskawy.

Warto dodać, że Malik tak naprawdę planował tylko jedno morderstwo, chciał zabić wyłącznie kapitana Popczyka. To zastana na wolności rzeczywistość zmusiła go do popełnienia pierwszej zbrodni, w obronie własnej zresztą. Przypadkowa była również śmierć niewiernej żony Popczyka, Teresy, znajdującej się na linii strzału podczas szamotaniny z jej bohaterskim kochankiem, ostatecznie także dostającym „bilet do królestwa niebieskiego”. W tym miejscu należy zwrócił uwagę na zachowanie Malika tuż po oddaniu śmiertelnego strzału – idzie zwymiotować, brzydzi go to co właśnie zrobił, ale wie, że jeżeli chce zachować wolność, musi eliminować wszelkie przeszkody. Podobnie postępuje z milicjantami w cywilu chcącymi go wylegitymować, albo on ich, albo oni jego, prosta zasada. To pokazuje stopień zezwierzęcenia tej postaci, będącej świadomej polowania i muszącego walczyć o przetrwanie nawet za cenę życia innych. Uchowają się jedynie najsilniejsi.

3

Jedyną osobą niewidzącą w Maliku bandyty jest Dorota (Anna Romantowska), przypadkowo poznana w pociągu lekarka. Zdaje się, że wyłącznie ona była w stanie dostrzec szlachetność w jego oczach, ale w jednej kwestii się myliła, Malik był w stanie zabić. Jego tajemniczość i arogancja jej imponowała, wiedziała, iż ma przed sobą urodzonego przywódcę. Nie wiedziała, że z dnia na dzień pogarszał się stan zdrowia jej lubego, mającego problemy z wątrobą, leczone sprowadzanym ze Szwajcarii lekiem.

Pierwotnie Jacek Bromski do roli Malika zatrudnił… Daniela Olbrychskiego, jednak ten nie mógł pojawić się na zdjęciach i dosłownie w ostatniej chwili zastąpił go Bogusław Linda. Dzisiaj trudno sobie wyobrazić, aby w tę postać wcielił się odtwórca roli Kmicica, a wszystko dlatego, że Linda zbudował niezwykle charakterystycznego bohatera. Dla pochodzącego z Torunia aktora była to jedna z ważniejszych ról, za pomocą której uwalniał się od wizerunku swoich bohaterów z kina moralnego niepokoju i stawał się takim, jakim znamy go dzisiaj – romantycznym twardzielem. Śmiało można zaryzykować stwierdzenie, że rola w „Zabij mnie, glino” była rozgrzewką przed tym, co widzowie otrzymali w „Psach” Pasikowskiego. Tak narodził się Bogusław Linda, któremu nie należy nic mówić o zabijaniu, bo coś, kurwa, o tym wie.

4

POPCZYK

Kapitan Popczyk stanowi absolutne przeciwieństwo Malika, różni ich niemal wszystko, łącznie z budową ciała. Kapitan jest postawny i bardzo wysoki, już samym swoim wyglądem może wzbudzać poczucie bezpieczeństwa oraz zaufania. Sprawia wrażenie osoby wyciszonej, żeby nie powiedzieć zamkniętej w sobie. Nie lubi lub nie potrafi okazywać uczuć, dlatego powoli rozpada się jego małżeństwo, zwyczajnie nie umie rozmawiać z żoną, a ona doskonale widzi, że w jego życiu od niej ważniejsza jest praca. Popczyk ma dwukrotną szansę na poprawienie stosunków ze swoją towarzyszką życia, jednak nie wykorzystuje jej, wybiera rywalizację z Malikiem.

Popczyk zupełnie inaczej niż Malik reaguje również na zdradę; gdy żona oznajmia mu, iż ma romans, przyjmuje to zupełnie spokojnie, prawie bez mrugnięcia okiem, praktycznie tak, jakby od dawna się tego domyślał lub nawet spodziewał. Boli go to, ale z drugiej strony nie protestuje, nie złości się, jakoby był spokojniejszy o żonę, że znalazła sobie kogoś, kto lepiej o nią zadba.

6

Początkowo funkcjonariusz chce jedynie doprowadzić do trzeciego aresztowania Malika, jednak wraz ze śmiercią żony to się zmienia. Od tej chwili liczy się tylko chęć pomszczenia swojej kobiety wszystkimi możliwymi metodami, bez względu na konsekwencje. Popczyk momentalne przechodzi metamorfozę ze skutecznego, lecz działającego konwencjonalnie policjanta, w prawdziwego „psa”, który gdy złapie trop, to pod żadnym pozorem nie odpuści, nawet, gdy oficjalnie zostanie odsunięty od śledztwa i wysłany na urlop.

Ani razu w „Zabij mnie, glino” w odniesieniu do Popczyka nie pada sformułowanie „milicjant”. To celowy zabieg reżysera, aby widz myślał, że obcuje z kimś na kształt detektywów z filmów amerykańskich, czy policjantów z kina europejskiego. Bohater wykreowany przez Piotra Machalicę ma w sobie jakąś tajemnicę, nie jest typem showmana i kobieciarza jak naczelny milicjant PRL-u, porucznik Borewicz z serialu „07 zgłoś się”, bardziej wygląda jak protoplasta najważniejszego telewizyjnego policjanta lat 90. XX wieku i wolnej Polski, Olgierda Halskiego z „Ekstradycji”. Obydwaj są zmęczeni życiem, skrywają w sobie osobiste problemy, lecz w obliczu zagrożenia ich bliskich są gotowi „poruszyć niebo i ziemię”, aby ukarać winnych.

7

Rola w kryminale Bromskiego to jedna z najciekawszych kreacji Piotra Machalicy w całej jego karierze, zresztą urodzony w Pszczynie aktor swoje najlepsze chwile przeżywał właśnie na przełomie lat 80. i 90. ubiegłego wieku. To wtedy był stałym aktorem Bromskiego, u którego zagrał jeszcze w m.in. „Sztuce kochania” czy „Kuchni polskiej”, ale wprowadzał także do Polski kapitalizm i wolny rynek za sprawą „Kapitał, czyli jak zrobić pieniądze w Polsce” Feliksa Falka. Dzisiaj Machalica niestety jest już raczej pomijaną postacią przez filmowców, a ostatnią zapadającą w pamięć rolę miał okazję zagrać w 1998 roku, gdy w „Ekstradycji 3” wcielił się w czarny charakter, generała Bogusława Górę, bo niestety, lecz jego główna rola w „Kameleonie” Janusza Kijowskiego została przyćmiona przez brak pomysłu twórców na obraz.

DRUGI PLAN

Ogromnym problemem wielu filmów jest fakt, że charyzmatycznym i wyrazistym głównym bohaterom towarzyszy zupełnie nijaki drugi plan. W przypadku „Zabij mnie, glino” na szczęście jest inaczej, ponieważ postacie będące w tle są równie interesujące i porywające jak czołowy duet, jeżeli nawet nie bardziej.

9

Najbardziej barwną postacią tego dzieła jest bez wątpienia policyjny partner Popczyka, Jachimowski. Jest nieporadny i jednocześnie w tej swojej niezdarności szalenie zabawny, ciągle jest w cieniu swojego zwierzchnika, więc nic dziwnego, że jego największym marzeniem jest samodzielne poprowadzenie akcji. Czerpie z zachodnich wzorców, czego największym wyrazem jest scena, gdzie prezentuje „znany sekret francuskiej policji”. W Jachimowskiego brawurowo wcielił się Andrzej Grabarczyk i dzisiaj aż żal patrzeć, że ludzie nie kojarzą go z tą rolą, tylko bardziej identyfikują z reklamą Knorra, kierowcą karetki z serialu „Matki, żony i kochanki”, czy przede wszystkim z „psem na baby”, czyli Jurkiem Chojnickim z „Klanu”.

Równie przebojowego bohatera stworzył Zbigniew Zamachowski, filmowy Seweryn. Taki typowy „bandziorek”, dużo szczeka, ale mało może. Postać mniej inteligentna od Malika, dlatego nie jest w stanie przewidzieć konsekwencji swoich czynów. Nie wymaga dużo od życia, bycie utrzymankiem prostytutki mu w zupełności wystarcza.

10

W drugiej połowie filmu na ekranie zaczyna brylować również Marek Barbasiewicz, jako człowiek Stawskiego, Donald. Ma ambicje i nie chce do końca swoich dni być podrzędnym gangsterem, dlatego obmyśla w jaki sposób wykiwać swojego szefa i wyznając zasadę, że największy wróg mojego wroga jest moim przyjacielem, brata się z Malikiem. Barbasiewicz doskonale sprawdza się w rolach złoczyńców i czarnych charakterów, czego przykładami są kreacje w „Psach 2” Pasikowskiego, czy chociażby w serialu „Policjanci” Łukasza Wylężałka.

Nie sposób zapomnieć także o aktorach zaliczających w „Zabij mnie glino” większe, bądź mniejsze epizody. Przez film przewijają się Jan Machulski, Olgierd Łukaszewicz, Marek Walczewski, Krzysztof Zaleski, Marcin Troński, Piotr Grabowski, Karol Strasburger i przede wszystkim Henryk Talar oraz Piotr Fronczewski. Szczególnie ten drugi, jako wszechwiedzący technik w grubych, przyciemnianych okularach, zapada w pamięć.

11

KOBIETY

Płeć piękna w obrazie Bromskiego swoje miejsce pozornie ma na drugim planie, lecz to tak naprawdę one determinują działania głównych bohaterów. Warto zwrócić uwagę na fakt, iż Malika i Popczyka dzielił również gust. Żona kapitana, którą zagrała Maria Pakulnis, to typowa blondwłosa piękność. Kobieta elegancka i pociągająca zarazem. Emanująca seksapilem nawet, gdy ma na sobie powyciągany dres. Teresa pragnie zainteresowania, chce być kochana, więc w obliczu bierności męża, znajduje pocieszenie w ramionach kochanka.

W zupełnie innych kobietach gustuje Malik, bo z całym szacunkiem do aktorek, ale trudno o Jadwidze Jankowskiej-Cieślak oraz Annie Romantowskiej powiedzieć, że są typowymi pięknościami. Z całą pewnością są to kobiety o interesującej urodzie, aczkolwiek podejrzewam, iż na ulicy większość mężczyzn obejrzałoby się jednak za Marią Pakulnis.

pakulnis

O żonie Malika trudno powiedzieć cokolwiek więcej niż to, że jest zmęczona gangsterkim życiem  męża i dlatego go opuszcza, natomiast w o wiele większym stopniu mamy możliwość poznania Doroty. Kobieta wyraźnie jest zafascynowana Malikiem, jest to miłość od pierwszego wejrzenia, a przeszłość mężczyzny nie ma dla niej żadnego znaczenia. Co więcej, ona nawet nie chce znać tej przeszłości, wie, że Malik przed czymś ucieka, czegoś się boi, lecz nie zadaje niepotrzebnych pytań, mogących go zniechęcić do niej. Dorota jest tak bardzo zaślepiona uczuciem, że zaryzykuje nawet własną karierę lekarską, aby ratować ukochanego.

ZAWARTOŚĆ POLSKI LUDOWEJ W POLSCE LUDOWEJ

Krytycy po premierze „Zabij mnie, glino” mieli rację, Jacek Bromski zrobił pierwszy amerykański film w Polsce. W tych słowach nie ma ani grama przesady, obraz trzyma w napięciu już od pierwszych minut, a następnie ani przez chwilę nie pozwala widzowi się nudzić. Mamy tutaj chyba wszystko, co dobry kryminał mieć powinien – akcję, ciekawe dialogi i wyrazistych bohaterów. Oczywiście, można narzekać, że strzelaniny czy pościgi zrealizowano w dość toporny sposób, ale tak kręcono film, jak ówczesne warunki na to pozwalały.

romantowska

Reżyser dołożył wszelkich starań, aby obraz ten odrealnić, by miejscem akcji nie była znana szara i smutna „peerelowska” rzeczywistość. Zabieg ten udał mu się w stu procentach, w wyniku czego otrzymaliśmy Polskę przyszłości, miejsce, gdzie na podstawie analizy głosu stwierdza się chorobę wątroby i skłonności patologiczne.

Trzeba zacząć od tego, że twórca za żadne skarby nie chciał w swoim dziele portretować milicji, dlatego w odniesieniu do Popczyka i jego kolegów ani razu nie pada sformułowanie milicjant, a co ważniejsze, jedna z prostytutek wprost jednego z agentów nazywa policjantem. Milicjanci co prawda są obecni na ekranie, ale znamiennym jest, że jednego z umundurowanych funkcjonariuszy Milicji Obywatelskiej bije… pijany kapitan Popczyk.

8

Autor „To ja, złodziej” unika również pokazywania godła Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej. We wszystkich scenach, gdzie godło znajduje się na ścianie, jest pokazywane praktycznie jedynie do połowy, aby widz nie mógł zobaczyć, że orzeł pozbawiony jest korony. Inne smaczki zaserwowane przez prezesa Stowarzyszenia Filmowców Polskich to trzy kanały publicznej telewizji, chociaż wówczas były tylko dwa, oraz przerywanie programów telewizyjnych reklamami. W jednej ze scen asystentka przynosi kapitanowi Popczykowi burgera z restauracji McDonald’s, o której w ówczesnej Polsce chyba jeszcze nikt nawet nie śnił. Jako ciekawostkę można dodać, iż opakowanie Big Maca reżyser przywiózł z Londynu. Innym niuansem, mającym za zadanie imitować amerykanizację Polski, było używanie kart kredytowych, a właściwie naklejka „Visa” na drzwiach jednego ze sklepów, sugerująca, że takiego środka płatniczego można używać.

Jacek Bromski starał się większość zdjęć realizować z dala od typowej dla ludowej Polski architektury oraz przyozdobionych meblościankami wnętrz, dlatego blok z prawdziwego zdarzenia pojawia się dopiero pod koniec filmu. Warto zwrócić uwagę, że samochody polskiej produkcji, jak Fiaty 125p oraz Polonezy, występują wyłącznie w nielicznych scenach, natomiast w zdecydowanej większości bohaterowie poruszają się autami zachodnimi, jak np. Fordy, Mercedesy, BMW czy Volkswageny.

13

Największy dysonans pomiędzy rzeczywistością a filmem widać jednak na przykładzie metod działa oraz wyposażenia milicji. Polskie służby wówczas nie dysponowały praktycznie niczym, natomiast Jacek Bromski wyposażył ich we wszystkie możliwe gadżety, z aparaturą jakby żywcem wyjętą z NASA. Do dyspozycji „psów” z „Zabij mnie, glino” były różnej maści komputery, broń maszynowa, nie wspominając już o naszpikowanym elektroniką, czujnikami, kamerami oraz podsłuchami tirze, „niepozornie” zaparkowanym tuż pod blokiem Malika.

Także ekranowi gangsterzy nie mieli nie wspólnego z rzeczywistością, byli wręcz karykaturalni, do przesady eleganccy, zbudowani według modelu zachodniego, gdzie nawet bandyta musi gustownie wyglądać. Na szczęście Bromski nie usunął wątków typowych dla polskiego środowiska przestępczego, więc mamy knajpę o „swojskiej” nazwie Alcatraz, gdzie za złotówki, marki oraz dolary można przebierać w paniach lekkiego obyczaju. Istny raj dla dewizowych gości w naszym kraju.

14

W „Zabij mnie, glino” można znaleźć również wiele, mniej lub bardziej zamierzonego, humoru. Doskonałym tego przykładem jest scena z Piotrem Fronczewskim jako technikiem, z kamienną twarzą oznajmiającym współtowarzyszom, iż na podstawie analizy głosu stwierdza, że Malik cierpli na chorobę wątroby. Trudno zachować powagę w tym momencie. Jest też fragment, w którym Bromski puszcza oko do widza. Warto zwrócić uwagę na wystrój gabinetu kapitana Popczyka, gdzie na ścianach można znaleźć pewne naklejki, na jednej z nich jest napis „wanted”, a na drugiej „Europe”.

FAZA PRZEJŚCIOWA

„Zabij mnie, glino” to obraz będący fazą przejściową polskiego kina z lat osiemdziesiątych do lat dziewięćdziesiątych. Tak naprawdę, gdy mówimy o wszelakich polskich komercyjnych hitach lub kitach z pierwszych lat III RP, to nie powinniśmy zapominać o tej produkcji, stanowiącej przedsmak tego, co zafundował nam Pasikowski i spółka. Ameryka panie, Ameryka!

12

Film ten wyprzedził swoją epokę, przez co dość dobrze ogląda się go także dzisiaj, a dzięki rekonstrukcji cyfrowej można mieć nadzieję, że odkryją go młodsi widzowie. Trzeba oddać Jackowi Bromskiemu, iż napisał bardzo dobry scenariusz, zapadające w pamięć dialogi i jakkolwiek to brzmi, jako jeden z pierwszych uczynił z Bogusława Lindy mężczyznę, takiego twardziela, jakiego znamy współcześnie. Urodzony we Wrocławiu reżyser „zagrał na nosie” ówczesnej władzy i, cytując Malika, pozostaje zapytać: to z jego strony bezczelność, czy pewność siebie?

Polas - ostatnie teksty: (zobacz wszystkie)







  • SilverAG

    Dobry film, dobry artykuł, słabe polskie kino. Coś jest takiego w Zabij mnie, glino, że ogląda się to jak Szklaną Pułapkę. Z uwag do autora – ucieczkę Malika trudno nazwać schematyczną. Powinna być „schematyczna”, wzięta właśnie w cudzysłów. Autor nie wspomniał również o tym, ale (o ile mnie pamięć nie myli) dokładnie ta scena była inspirowana prawdziwą ucieczką z więzienia. Scena wskakiwania pod deptak do tunelu wygląda jak żywcem wyciągnięta z programu „997”, w którym rekonstruowano właśnie tę słynną ucieczkę. Notabene „997” z perspektywy czasu też można uznać za jedną z pierwszych prób „amerykanizacji” polskiej telewizji – niezwykle udaną zresztą. Amerykanie uwielbiają paradokumenty o pracy policji. I, słowem podsumowania, chyba największym „bulem” polskiego kina jest to, że nie dość, że filmów gatunkowych jest jak na lekarstwo, to jeden z najlepszych powstał w czasach, gdy mało kto „wiedział coś o kręceniu filmów”. I rzeczywiście, Grabarczyk wymiata, podobnie jak jedna z żon Juliusza Machulskiego, Eliza. Gratuluję, świetny artykuł.

    • dillinger79

      To chyba Zdzisław Najmrocki w ten sposób uciekał z więzienia.
      A Magazyn 997 to był kult ;)

  • malik

    Zajebiście opisany film świetna recenzja !!!!






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

Porachunki

Następny tekst

Fota #114 - Tom Hanks



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE