WYŚCIG PO OSCARY 2014, czyli ostatnia prosta | FILM.ORG.PL

WYŚCIG PO OSCARY 2014, czyli ostatnia prosta








Kacper Kowalski
01.03.2014


oscars-2014-ellen-poster__140108193621-575x851

Być może jestem naiwny, ale tegoroczne nominacje wydaje się cechować dostatecznie dużo odwagi, werwy i wyrazistości, by pozyskać kapitule oscarowej rzeszę nowych wyznawców. Nawet, jeśli wielu niezmiennie kręci nosem na gust Akademików, faktem pozostaje, że tym razem gremium z całą pewnością proponuje nam eklektyczny zestaw filmów, który mógłby stanowić ilustrację zachowania równowagi w naturze.

Jest to w dużej mierze zasługa wytwórni Paramount Pictures, której włodarzy warto nagrodzić gromkimi brawami. Miarą ich sukcesu jest nie tylko fakt, że po raz drugi w ciągu ostatnich trzech lat oscarowych batalii udała im się niezwykle trudna sztuka pozyskania więcej niż jednej nominacji za reżyserię, ale przede wszystkim świadomość, losami jakich filmów musieli pokierować w wyścigu. “Wolf of Wall Street” to prawdopodobnie najbardziej hardcore’owy rozdział amerykańskiego mainstreamu od dłuższego czasu, gdy pisana oszczędnością “Nebraska” stanowi jego niemal absolutne przeciwieństwo; na wieść, że wytwórni udało się w dodatku pozyskać podwójne wyróżnienia aktorskie czy srebrny laur za zdjęcia dla filmu Payne’a, niektórzy z pewnością zaczęli przecierać oczy ze zdumienia. Być może także z powodu pominięcia wybitnego montażu “Wilka”, co stanowi na szczęście jedyne poważne (aczkolwiek niezbyt wybaczalne) przeoczenie.

ellison

Megan Ellison tryumfowała na gali Złotych Globów. Zatryumfuje z Oscarem w rękach?

Niewiele wskazuje jednak na to, by wytwórnia miała w tym roku przełamać miałką passę w zamianie nominacji w złoto – ich jedynym kandydatem z realną szansą na wygraną jest Leonardo DiCaprio, który mimo uzupełnienia swojego kompletu nominacji z trzech do pięciu (wszak jest nie tylko gwiazdą, ale również producentem “Wilka”) ma niewielkie szanse na zajęcie pierwszej lokaty. Więcej szczęścia dopisać może wschodzącej gwieździe producenckiego światka, Megan Ellison, która po zeszłorocznym debiucie z „Zero Dark Thirty” pozyskała dzięki “Her i “American Hustle” kolejne dwa wyróżnienia w głównej kategorii. Kto wie, czy nie wygryzie wkrótce legendarnego już Weinsteina, którego koniunktura tym razem wyjątkowo oklapła – czym są sygnowane jego nazwiskiem trzy nominacje aktorskie (Dench, Roberts, Streep) w porównaniu do zeszłorocznych ośmiu (kwartet z “Silver Linings Playbook”, trio z “The Master”, Waltz)? Obecnie wygląda na to, że jego jedyną szansę na połechtanie ego w oscarowy wieczór jest scenariusz “Philomeny”, w przeciwnym wypadku król będzie nagi po raz pierwszy od lat.

Być może to właśnie jego absencja w wyścigu po trofeum za najlepszy film doprowadziła do sytuacji prawdziwie nietuzinkowej. W rozdaniach z ostatniej dekady, na tym etapie mieliśmy już nakreśloną jasną sytuację – na czoło nieubłaganie wychodził i wysuwał się jeden pretendent (“Argo”, “The Artist”, “The Hurt Locker”), z wyjątkiem przypadków, gdy dochodziło do wyrównanych starć (“The Social Network” i “The King’s Speech”, “The Departed” i “Little Miss Sunshine”, “Crash” i “Brokeback Mountain”). Tym razem walka toczy się między aż trzema obrazami i zwycięstwo żadnego z nich nie powinno być niespodzianką: “Gravity” zdobyło największą ilość nagród, gdy “12 Years a Slave” nie pozostaje dłużny dzięki wadze swoich, a na deser mamy “American Hustle”, którego ewentualny tryumf może być kolejnym dowodem na decydujący głos aktorskiej gałęzi Akademii, zwłaszcza na takim grząskim gruncie.

Istnym kuriozum jest fakt, że “12 Years a Slave” nie wygrywa niemal nic poza, bagatela, trofeami za najlepszy film.

Istnym kuriozum jest fakt, że “12 Years a Slave” nie wygrywa niemal nic poza, bagatela, trofeami za najlepszy film.

To przedziwne, ale mimo iż superprodukcja Cuaróna dominuje w nagrodach znacznej większości suplementarnych organizacji (nie tylko dzięki technologicznemu zapleczu, ale również reżyserskiej maestrii), głosującym zdaje się brakować odwagi, by stanąć za nią murem i w najważniejszej kategorii. Istnym kuriozum jest fakt, że “12 Years a Slave” nie wygrywa niemal nic poza, bagatela, trofeami za najlepszy film. Trudno odgadnąć, czy elektorzy zwyczajnie deprecjonują tożsamość gatunkową kasowego SF, czy raczej przyciąga ich ważka tematyka najnowszego dramatu McQueena i fakt, że jednym z jego producentów jest szalenie lubiany w przemyśle Brad Pitt. Trzecia opcja jest niemal równie prawdopodobna, choć brzmi mniej nobliwie – “tak to po prostu wypada”, co należy odczytywać jako wyjątkowy pech ekipy “12 Years a Slave”, których film w wielu kategoriach może ocierać się o zwycięstwo, co oczywiście pozostaje w sferze moich domysłów ze względu na niejawność głosowania.

nagroda za najlepszą reżyserię dla Cuaróna jest jedną z najpewniejszych zdobyczy nadchodzącej gali

Nagroda za najlepszą reżyserię dla Cuaróna jest jedną z najpewniejszych zdobyczy nadchodzącej gali

Koniec końców, “12 Years a Slave” nadal pozostaje więc sensownym kandydatem do wygranej, a jego całkiem realny – mimo kilku niepowodzeń – sukces podparty może zostać paroma innymi ważnymi statuetkami, o czym za moment. Niezależnie od tego, nagroda za najlepszą reżyserię dla Cuaróna jest jedną z najpewniejszych zdobyczy nadchodzącej gali, co oczywiście może nam przynieść kolejny historyczny split między filmem i reżyserem, zwłaszcza, że szans pozbawiony nie jest także projekt Russella, który wydaje się znakomitym kandydatem do wykorzystania zamieszania powstałego “na szczycie”. Obowiązująca ordynacja preferencyjna w oddawaniu głosów z pewnością stoi po jego stronie, jednocześnie komplementując także “Gravity”. Ostatecznie skłaniam się w kierunku filmu McQueena, gdyż waga tematyczno-historyczna ma potencjał na faktyczne przeważenie szali.

Cate Blanchett bezwzględnie zdominowała wyścig z impetem, który ostatni raz widzieliśmy w tej kategorii przed siedmioma laty podczas tryumfalnego marszu Helen Mirren.

Cate Blanchett bezwzględnie zdominowała wyścig z impetem, który ostatni raz widzieliśmy w tej kategorii przed siedmioma laty podczas tryumfalnego marszu Helen Mirren.

Niestety, kategoriom aktorskim towarzyszą wyraźnie mniejsze emocje, zwłaszcza, jeśli rozmawiamy o pierwszoplanowej sekcji żeńskiej i drugoplanowej męskiej. Ta wcześniejsza nie pozostawia miejsce na alternatywy – Cate Blanchett bezwzględnie zdominowała wyścig z impetem, który ostatni raz widzieliśmy w tej kategorii przed siedmioma laty podczas tryumfalnego marszu Helen Mirren. Ostatnim testem możliwości Australijki było rozdanie nagród BAFTA, gdzie poważne zagrożenie dla jej hegemonii stanowiła choćby Judi Dench. Lekkość, z jaką ostatnia protagonistka Allena podbija serca, odziera ze wszelkich wątpliwości: to ona odbierze lada dzień statuetkę.

dallas_buyers_club_jared_leto_-_h_-_2013

 

Jared Leto, który przewodzi aktorom drugiego planu również może spać spokojnie; mimo iż jego film został całkowicie zignorowany przez Brytyjską Akademię (co osobiście postrzegam tylko i wyłącznie jako wypadkową późnej premiery i braku dostatecznej ilości pokazów), artysta zdążył ugruntować swoją pozycję wśród rodzimych prekursorów, a w sukurs rusza także pamięć o niedawnym, niemal identycznym położeniu Melissy Leo, która ostatecznie wygrała mimo większej konkurencji. Czy Barkhad Abdi, który wyrósł na głównego rywala Leto może coś jeszcze zmienić? Choć bardzo trzymam kciuki za jego dalszą karierę, śmiem powątpiewać.

Który z nich zgarnie statuetkę?

Który z nich zgarnie statuetkę?

Sam gwiazdor “Dallas Buyers Club”, Matthew McCounaghey, stoi przed nielada wyzwaniem – mimo zdobycia tych samych nagród i noszenia znamion faworyta, trafił do bardziej konkurencyjnej kategorii, przez co ma czego pozazdrościć kompanowi z planu – aktor pierwszoplanowy to już nie przelewki. Chiwetel Ejiofor jako dusza “12 Years a Slave” zjedna sobie zapewne wielu sympatyków, a szans pozbawiony nie jest także Leonardo DiCaprio, który nadal czeka przecież na swojego Oscara – czy status największej gwiazdy kina ostatnich lat i szlachetny rodowód w osobie Scorsesego to wystarczająca przeciwwaga dla wyraźnie mniejszego “buzzu”? Jak bardzo bym tego chciał, nie mogę na to uczciwie postawić – największym konkurentem McCounagheya pozostaje odtwórca Solomona Northupa.

Lupita Nyong’o i Jennifer Lawrence zdają się królować równą ilością serc.

Lupita Nyong’o i Jennifer Lawrence zdają się królować równą ilością serc.

Bardziej interesujący pojedynek rozegra się jednak w żeńskiej sekcji drugiego planu. Równie zaciętego starcia nie widzieliśmy od czasu jatki między Streep i Davis sprzed dwóch sezonów: Lupita Nyong’o i Jennifer Lawrence zdają się królować równą ilością serc, a choć ta druga zgarnęła więcej populistycznych trofeów, jej szanse ciągnie w dół oczywisty fakt wygranej w zeszłym roku. Co jednak ważniejsze, prawdopodobny tryumf młodej Meksykanki (kenijskiego, nota bene, pochodzenia) stanowić będzie fundament pod sukces “12 Years a Slave” w najważniejszej kategorii. Którakolwiek z pań wyjdzie z tej walki obronną ręką, ani chybi stanie się zapowiedzią kulminacji wieczoru.

Druga i zarazem ostatnia podpora, jakiej faktycznie potrzebuje dramat McQueena to scenariusz adaptowany. John Ridley, skryba filmu, musiał obejść się ze smakiem parokrotnie: zgodnie z regulaminem Gildii Scenarzystów, do nagród stowarzyszenia nominowani mogą tylko jego aktualni członkowie, przez co pisarz nie mógł zyskać ich poparcia; na dodatek, Brytyjczycy wsparli nagrodą BAFTA swoich własnych twórców, Steve’a Coogana i Jefe’a Pope’a, którzy przyszykowali skrypt “Philomeny”. Autor “12 Years a Slave” może jednak pocieszyć się łupem USC Scripter, który w ostatnich pięciu latach czterokrotnie wskazał przyszłego zwycięzcę Oscara, a także powszechnym uznaniem krytyków.

Spike Jonze odebrał za tekst “Her” niemal wszystkie najważniejsze nagrody, ale...

Spike Jonze odebrał za tekst “Her” niemal wszystkie najważniejsze nagrody, ale…

Rozkład sił wśród scenariuszy oryginalnych ma się nieco inaczej – Spike Jonze odebrał za tekst “Her” niemal wszystkie najważniejsze nagrody, ale poważną rysą na jego pancerzu jest brak nominacji do BAFTA, bowiem od przeszło dekady nie mieliśmy w tej kategorii laureata pozbawionego wyraźnej pomocy kontyngentu brytyjskiego. Ponadto, trudno dać wiarę, że Akademia nie skorzystałaby z szansy nagrodzenia Davida O. Russella, który w ciągu ostatnich trzech lat zdobył pięć oscarowych nominacji i poprowadził tyle oszałamiających obsad aktorskich. Pewne jest, że to tylko jedna z kategorii w tym wyścigu, o której zadecydować mogą pojedyncze głosy.

Grawitacja zdominuje sekcję techniczną?

Grawitacja zdominuje sekcję techniczną?

Tego samego nie można powiedzieć o sekcji technicznej, gdzie w najlepsze poczyna sobie “Gravity”. Tym samym, statuetka za najlepsze zdjęcia (wreszcie) trafi do Lubezkiego, który już kilkakrotnie ocierał się o zwycięstwo. Tuż za nią niechybnie podążą nagrody za efekty specjalne, muzykę, dźwięk i montaż dźwięku, choć na wyłuskanie tej ostatniej równie ogromną szansę ma “Captain Phillips”, będący faworytem do wygranej za montaż ścisły, co stanowi zresztą doskonałą okazję do symbolicznego wyróżnienia pisanego frenetyczną narracją filmu. Złotym laurem za scenografię najpewniej okryje się nieodparty przepych “Gatsby’ego” Luhrmanna, gdy najlepszych kostiumów Akademicy niechybnie dopatrzą się w “American Hustle”. Oczywisty wybór najbardziej godziwej charakteryzacji to natomiast “Dallas Buyers Club”, a nagroda za piosenkę oryginalną będzie tylko jednym z dwóch trofeów, które złowi “Frozen”.

Włoskie "Wielkie piękno" to zdecydowany faworyt?

Włoskie „Wielkie piękno” to zdecydowany faworyt?

Nieco większą zagwozdkę stanowi film nieanglojęzyczny, jako że mimo namaszczenia włoskiego kandydata na faworyta przez prekursorów, nie brakuje powątpiewających głosów, czy Akademicy nie zwrócą się w stronę obrazu bardziej korespondującego z ich gustem, jakim jest choćby “The Broken Circle Breakdown”. Konkurencję wśród pełnometrażowych dokumentów zdeklasuje najpewniej “20 Feet from Stardom”, crowd-pleaser o atrakcyjnej tematyce.

Podsumowując:

Najlepszy film: “12 Years a Slave”

Najlepszy aktor pierwszoplanowy: Matthew McConaughey, “Dallas Buyers Club”

Najlepsza aktorka pierwszoplanowa: Cate Blanchett, “Blue Jasmine”

Najlepszy aktor drugoplanowy: Jared Leto, “Dallas Buyers Club”

Najlepsza aktorka drugoplanowa: Lupita Nyong’o, “12 Years a Slave”

Najlepsza reżyseria: Alfonso Cuarón, “Gravity”

Najlepszy scenariusz oryginalny: David O. Russell & Eric Warren Singer, “American Hustle”

Najlepszy scenariusz adaptowany: John Ridley, “12 Years a Slave”

Najlepsze zdjęcia: Emmanuel Lubezki, “Gravity”

Najlepsza scenografia: “The Great Gatsby”

Najlepsze kostiumy: “American Hustle”

Najlepszy dźwięk: “Gravity”

Najlepszy montaż: “Captain Phillips”

Najlepszy montaż dźwięku: “Captain Phillips”

Najlepsze efekty specjalne: “Gravity”

Najlepsza charakteryzacja: “Dallas Buyers Club”

Najlepsza piosenka: “Let It Go”, “Frozen”

Najlepsza muzyka oryginalna: Steven Price, “Gravity”

Najlepszy pełnometrażowy film dokumentalny: “20 Feet from Stardom”

Najlepszy film nieanglojęzyczny: “La grande bellezza” (“The Great Beauty”), Włochy

Najlepszy długometrażowy film animowany: “Frozen”

 







  • Troby

    Jeżeli chodzi o starcie Nyong’o vs. Lawrence to ja jestem w kropce!
    Jedna i druga zachwyca, Nyong’o pokazała warsztat, Lawrence utwierdziła, że jest najlepsze, kradła każdą scenę w której występowała!
    Myślę, że powtórzy się sytuacja sprzed bodajże 4 lat, kiedy Gabourey Sidibe czarowała w Precious i to jej należała się statuetka, ale akademia zachowawczo dała ją komuś innemu. I myślę, że będzie tak samo teraz…
    Oczywiście, życzę Lupicie niesamowitej kariery, ale patrząc się na szał jaki wywołał parę lat temu Gabourey, o której słuch teraz zaginął (ostatnio dobry występ w Sabacie American Horror Story), to skłaniam się oscarowi ku Lawrence.
    Marzę o remisie, … ale to marzenie niemożliwe!:)

  • Przemysław Zakrzewski

    Ja trzymam mocno kciuki za Lawrence. Nie tylko dlatego, że uważam że bardziej zasługuje na Oscara niż Nyong’o, ale również dlatego, że będzie to precedens! Tak młoda, z dwoma Oscarami z rzędu, z trzema nominacjami. Moja równolatka, może dlatego też tak mocno wzbudza moją sympatię. Oby ona!






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

Urwany Film #47 - LEGO PRZYGODA

Następny tekst

Stallone & Ali - bójka na Oscarach 1977



Tagi:

OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE