Władysław Pasikowski | FILM.ORG.PL

Władysław Pasikowski








Jan Dąbrowski
09.11.2012


WŁADYSŁAW PASIKOWSKI,
czyli rewolucja w polskim kinie lat 90'

 

Autorem artykułu jest Jan Dąbrowski

 

Uwaga, skupiam się tylko na filmach kinowych Pasikowskiego (pomijam tym samym m.in. serial "Glina")

 

Film jest najlepszą elektroniczną zabawką dla chłopców, jaką kiedykolwiek wymyślono.

Orson Welles

   
Od czasu swojego debiutu porównywany do Quentina Tarantino, ganiony za wulgarne dialogi i epatowanie przemocą, twórca kina jednoznacznie "męskiego", brutalnego. Twórca powszechnie rozpoznawalnych kreacji aktorskich, autor scenariuszy nowatorskich, inspirowanych prawdziwymi wydarzeniami.

W swoich filmach ukazuje sposób działania organizacji państwowych jako aparatów upośledzonych i skorumpowanych. Twórczość Władysława Pasikowskiego odcisnęła wyraźne piętno na polskiej kinematografii, stworzyła w zasadzie nurt polskiego filmu kryminalnego, czasem wręcz gangsterskiego, a wszystko w sosie political fiction.

 

POCZĄTEK

 

Pasikowski jest profesjonalistą. Takim wypuściła go szkoła.
Juliusz Machulski

 

Urodził się 14 czerwca 1959 w Łodzi, gdzie ukończył kulturoznawstwo na Uniwersytecie Łódzkim oraz Wydział Reżyserii w Państwowej Wyższej Szkole Filmowej, Telewizyjnej i Teatralnej im. Leona Schillera. Uniwersytet wybrał w celu zdobycia wiedzy i obycia w zakresie szeroko pojętej sztuki. Sam twierdził później, że ukończenie kulturoznawstwa było swoistym przygotowaniem do kształcenia filmowego: potrzebowałem wykształcenia, zanim przystąpiłem do egzaminów do "filmówki", a kulturoznawstwo było w jakiś sposób najbliższe, bo specjalizowałem się na nim – uwaga – w krytyce filmowej. Ukończenie słynnej "filmówki" wyposażyło Pasikowskiego w potrzebny warsztat, z tej uczelni wyszedł także jego późniejszy wieloletni współpracownik i przyjaciel – Paweł Edelman. Grono pedagogiczne zasiedlali m.in. Wojciech Jerzy Has i Filip Bajon.

W ramach ukończenia studiów wyreżyserował w roku 1991 swój film dyplomowy, a tym samym debiut kinowy – Kroll. Film okazał się bardzo dobrym początkiem. Współpraca z Wyższą Oficerską Szkołą Wojsk Pancernych, Jednostką Wojskową i Komendą Policji zapewniła odpowiednie i wiarygodne obiekty do produkcji, potrzebny sprzęt (czołgi, jeepy, etc.).

W obsadzie znaleźli się tacy aktorzy jak Bogusław Linda, Maciej Kozłowski, Olaf  i Edward Lubaszenko oraz niezbyt jeszcze znany wtedy Cezary Pazura. Za oprawę muzyczną odpowiadał Michał Lorenc (który stał się potem nadwornym kompozytorem Pasikowskiego), a za kamerą stanął Paweł Edelman – przyjaciel reżysera, rozwijający skrzydła, później wybitny i doceniony na całym świecie operator.

Sam film okazał się nie tylko udaną pracą dyplomową, lecz także ciekawym, dotykającym drażliwych kwestii, mocnym kinem na wysokim (nawet z perspektywy dzisiejszych czasów) poziomie. Akcja zawiązuje się wokół żołnierza, Marcina Krolla (Olaf Lubaszenko), który pełni zasadniczą służbę wojskową, lecz na wieść o romansie żony z najlepszym przyjacielem (oraz samobójstwie prześladowanego kolegi z kompanii) decyduje się na dezercję. Jednostka w obawie przed kompromitacją wysyła na poszukiwania porucznika Arka (Linda) i kaprala Wiadernego (Pazura), by po cichu odnaleźć zbiega. Fabuła skupia się na dość newralgicznych kwestiach – samobójstwo żołnierza jest wynikiem niesławnej "fali" w wojsku, dezercja spowodowana jest zdradą żony, w dodatku z najlepszym przyjacielem. Główna część akcji filmu (poszukiwanie Krolla i jego aresztowanie) trwa mniej więcej dobę. W tym czasie postacie trafiają w różne miejsca, gdzie prowadzą ich poszlaki i informacje o zbiegu. Ciężka, posępna atmosfera towarzyszy widzowi przez całą ulewną noc, gdy samochód z bohaterami przeczesuje kolejne miejsca. Podczas drogi oficerowie i bliscy Krolla prowadzą rozmowy, które w ciekawy sposób ilustrują punkt widzenia każdej z postaci.

Mimo, iż dominantę fabularną stanowią poczynania tytułowego bohatera (przy czym wraz z akcją filmu poznajemy wydarzenia z jego przeszłości), w rzeczywistości każdego z bohaterów Pasikowski wyposażył w wyrazisty charakter i indywidualne cechy. Pobudki kierujące postaciami stanowią logiczny ciąg, a działania bohaterów, jeśli nie są racjonalne, to zawsze są prawdopodobne. I tak – żona Krolla, romansująca z jego przyjacielem, wyznaje miłość raz jednemu, raz drugiemu z nich, z kolei siostra Krolla, pałająca nienawiścią do jego żony i jej kochanka, reaguje strachem na obecność żołnierzy i martwi się o poszukiwanego brata. Wojskowi, mimo oczywistych podobieństw, stanowią także zespół zróżnicowanych charakterów.

Warto skoncentrować się tu na odtwarzających role "śledczych" – Bogusławie Lindzie i Cezarym Pazurze. Ten pierwszy już w czasie premiery Krolla (1991 r.) był aktorem rozpoznawalnym i cenionym (wystarczy wymienić Przypadek Kieślowskiego czy Człowieka z żelaza i Dantona Wajdy). Jednak wtedy kojarzony był z rolami zbuntowanych, wrażliwych osób. To właśnie Władysław Pasikowski, obsadzając go w Krollu, powołał do życia jedną z ikon polskiego kina akcji: Bogusia Lindę – twardziela, o którym Andrzej Wajda powie później (w rozmowie na temat obsady Pana Tadeusza): Ksiądz Robak nie jest księdzem. To zabijaka.(…) Nie trzeba było brać aktora, który nadawałby się na zakonnika, tylko na zabijakę. A u nas kto to jest? Linda.

Porucznik Arek to solidny i rozsądny żołnierz. Sumiennie wypełnia obowiązki, zna się na tym co robi. Nie został jednak w pełni zinstytucjonalizowany – kilka razy w filmie wspominane jest pewne zajście w Szczecinie, które skutkuje pomijaniem Arka przy awansach. Poza tym nie boi się otwarcie krytykować starszych stopniem, cechuje go szczerość i bezpośredniość, celnie i kąśliwie ripostuje każdą zaczepkę słowną. Jest też zdyscyplinowany, potrafi dobrze się zorganizować, gdy trzeba jest twardy, nie boi się używać siły, lecz robi to w konieczności. Linda gra tu oszczędnie, przez większość filmu wydaje się być wyciszony, ale chwilami ukazuje swoje emocje – gniew, rozbawienie, znużenie. Przez większość czasu jest jednak skupiony i poważny.

Z postacią tą kontrastuje kapral Wiaderny. Dla Cezarego Pazury Kroll także był ważnym tytułem, ponieważ aktor  po raz pierwszy zagrał ważną postać drugoplanową, przewijającą się przez cały czas trwania filmu. Rola Wiadernego zapada w pamięć. To cwaniakujący oficer z sadystycznymi upodobaniami, zapatrzony w Armię, dla której mógłby zrobić wszystko. W rozmowie z Kubą, przyjacielem Krolla, sam jasno wykłada swoje poglądy: Żona kumpla w wojsku jest święta. W Armii wszystko jest proste. Żony są w domach, a kurwy za płotem i trzeba być człowiekiem, a nie ścierą. Swoje sadystyczne zapędy rozładowuje na "kotach" z kompanii, a poza służbą na kolegach od wódki. Mimo to, jeśli w grę wchodzi obowiązek, jest absolutnie oddany sprawie, skrupulatny i ostrożny. Postać Wiadernego zwraca uwagę na problem "fali" w wojsku, któremu w całości poświęci dwa lata później swój film Samowolka Feliks Falk. Aktorstwo Pazury zwróciło uwagę krytyki i nie tylko jego kariera nabrała rozpędu – od tego czasu duet Linda-Pazura zaczął pojawiać się w późniejszych produkcjach Pasikowskiego.

Z kolei tytułowy bohater, Marcin Kroll, pojawia się w niewielu scenach, jest przyczynkiem do prowadzenia fabuły, lecz sam jest postacią zaledwie naszkicowaną. Złamany zdradą żony i przyjaciela, zszokowany śmiercią kolegi z wojska, ucieka i robi tournee po melinach i podejrzanych lokalach, umawia się z dziwkami i ciągle pije. Gdy w końcu zostaje odnaleziony, siedząc za stołem zastawionym butelkami po wódce, mówi do porucznika: Dobrze, że jesteście. Nie wiedziałem już co z sobą zrobić.

Strona techniczna filmu do dzisiaj może budzić zdziwienie. Od pierwszej sceny widać stosunkowo duży rozmach (na przykład podczas długiej sekwencji ładowania nocą w deszczu czołgów na transportery kolejowe), w filmie pojawiają się sceny bójek, pościgów, plenery często się zmieniają, co dynamizuje akcję. W kilku scenach występuje spowolnienie ruchu i odpowiednia ilustracja muzyczna. Pojawiają się także dość oszczędne sceny erotyczne. Wszystko to stanie się swoistymi leitmotivami w filmach Pasikowskiego. Nie jest także przypadkowe, że samochód, którym podążają bohaterowie przez większość filmu to Mercedes. Zagraniczne (szczególnie zachodnie) marki często będą pojawiać się u reżysera Psów, podobnie jak nawiązania do kina amerykańskiego. Swoją pracą dyplomową Pasikowski podbił serca wielu członków jury, gdyż film zebrał kilka nagród (m.in. Syrenkę Warszawską na Lubuskim Lecie Filmowym i Specjalnego Złotego Lwa).

Po tak udanym debiucie Władysław Pasikowski zapisał się w pamięci widzów jako twórca odważny, śmiało ukazujący rzeczywistość bez upiększeń i zakłamań (brak upiększeń odnosił się też do języka bohaterów, który niepozbawiony był najcięższych wulgaryzmów). Oczywiście, film budził kontrowersje jako uderzający w armię i ukazujący ją jako aparat moralnie upośledzony, chociaż sprawny. Nastrój filmu był chwilami mroczny, niczym z kina noir – szemrane meliny hotelowe, ciemne korytarze kompanii, znajoma sceneria kamienic z żółtą lamperią na ścianach i przyciemnione światła, deszcz za oknem i do tego stonowana, lecz wpadająca w ucho muzyka Lorenca. Bardzo sprawne i dynamiczne ruchy kamery Edelmana nie pozwalały się nudzić nawet przy dłuższych ujęciach. Poza tym aktorski duet Lindy i Pazury został doceniony – obaj otrzymali bardzo dobre recenzje.

Kroll rozpoczął pewien krótki, lecz wyrazisty nurt w polskim kinie. Był jednak dopiero przedsmakiem tego, co Pasikowskiemu udało się stworzyć w ciągu następnych kilku lat.

 

EWOLUCJA STYLU

 

W rok po swoim debiucie Pasikowski wyreżyserował (ponownie według swojego scenariusza) film Psy. Na planie zebrał swoich współpracowników – Pawła Edelmana, Michała Lorenca; producentem ponownie został Juliusz Machulski. W skład obsady weszli znani z Krolla aktorzy – Linda, Pazura, dwóch Lubaszenków, Kozłowski i Szymków. Do obsady dołączyli także inni znani aktorzy, tacy jak Marek Kondrat, Zbigniew Zapasiewicz, Janusz Gajos, Tadeusz Huk, Jerzy Bończak, Artur Żmijewski czy Jan Machulski.

Tym razem Pasikowski skupił się na środowisku funkcjonariuszy UB. Główną rolę – Franza Maurera, byłego ubeka wcielonego do policji w "nowym porządku" – otrzymał Bogusław Linda. Stanie się on później jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci w historii kinematografii polskiej. Pierwsza sekwencja filmu (podczas posiedzenia komisji weryfikacyjnej) informuje nas o jego przeszłości i o nim samym, co od pierwszych scen daje obraz inteligentnego i zdyscyplinowanego mężczyzny po przejściach, który rozsiada się wygodnie przed komisją, nonszalancko pali papierosa i patrząc w oczy przewodniczącemu zdawkowo odpowiada na pytania o to, jak zabił swojego przyjaciela, bo taki otrzymał rozkaz:

Wencel, przewidniczący Komisji Weryfikacyjnej: Przed Komisją Weryfikacyjną staje porucznik Franciszek Mauer. Lat 37, żonaty, jedno dziecko. Studia prawnicze w Krakowie ukończone w 78 r. z wyróżnieniem. W tym samym roku podejmuje pracę w resorcie… W roku 80-tym żeni się z Mileną Kurzepą, córką ówczesnego wiceministra Spraw Wewnętrznych. Natychmiastowy awans w grudniu 80 r. 31 nagan, 18 pochwał, dwie na wniosek ministra Spraw Wewnętrznych Rosyjskiej Republiki Federacyjnej. Trzykrotnie cofnięte dyscyplinarne zwolnienie ze służby, szczegółów brak… panie Mauer, co pan zrobił w sprawie kapitana Nowakowskiego, usiłującego w 80 r. założyć wolne związki zawodowe w resorcie?
Franz: Odstrzeliłem mu łeb z Mauzera 7,8 milimetra.
(…)
Ktoś z Komisji: Czy znał pan wcześniej kapitana Nowakowskiego?
Franz: Studiowaliśmy razem prawo, Witek… kapitan Nowakowski był moim… kolegą moim był…

Po tym krótkim prologu widz – zaznajomiony z ponurym CV bohatera – zostaje wrzucony w postubecką codzienność Franza Maurera, mieszkającego w dużym, pustym domu i palącego rzeczy związane z jego żoną, która opuściła go i zabrała jego synka (jedyną jego rodziną poza nimi jest brat mieszkający w Nowej Zelandii). Sceny te przeplatane są retrospekcjami z czasów, gdy Franz pracował z kolegami w bezpiece. Nocą na wysypisku śmieci palą akta operacyjne, piją wódkę, żartują (w pewnym momencie Franz, rzucając teczkę z aktami osobowymi w płomienie, krzyczy: Do piekła!), grzeją się przy ognisku. Reżyser skwapliwie ilustruje zachowanie funkcjonariuszy, ich idiolekt, wulgarne żarty i nadużywanie alkoholu. Są cyniczni, rubaszni i prostaccy. Podczas tego "ogniska" poznajemy kolegów Franza – jego przyjaciela Ola (Kondrat), kapitana Stopczyka (E. Lubaszenko), Kazka, Dziadka, Studenta. W ciągu dnia zaś borykają się z widmem weryfikacji, która zadecyduje o ich pracy.

Niedługo przed kolejną nocą na wysypisku zostaje do ich grupy przydzielony młody podporucznik, który otrzyma ksywkę "Nowy". Będzie miał on pełnić funkcje wtyczki "nowej władzy". Podczas kolejnej sceny palenia akt robi z ukrycia zdjęcia ubekom, na czym zostaje przyłapany przez Ola i pobity. Jest to jedna z najlepszych, głęboko symbolicznych scen filmu. Gdy Olo zabiera Nowemu aparat, ten ostrzega go, żeby uważał, bo to drogi sprzęt. Rozdrażniony Olo wyrzuca aparat i spycha Nowego ze skarpy. Gdy zbiega za toczącym się chłopakiem, w tle poza muzyką słychać szczekanie psów (mimo, że żadnych zwierząt tam nie ma). Kiedy chwilę później Olo mierzy z pistoletu i strzela, by przestraszyć Nowego, reszta ubeków podbiega do nich i da się słyszeć ujadanie sfory psów. Ten błyskotliwy, nowatorski zabieg w symboliczny sposób wyjaśnia tytuł filmu i w pewien sposób karykaturyzuje funkcjonariuszy UB. Są jak psy gończe, ciągnące do ofiary. W tej scenie także Olo wykrzykuje młodemu oficerowi swój pogląd na zastaną sytuacje:

Olo: Jak dorośniesz, to zrozumiesz, że polityka to nie jest dziennik telewizyjny! Polityka to jesteśmy my! Tu na tym wysypisku śmieci! Albo stąd uda nam się wyjść, albo tu zostaniemy na zawsze, palancie! Rozumiesz?!

Metafora bardzo celna, choć prosta. Z drugiej strony jest to szpila, wycelowana przez reżysera w zakłamane media z czasów przed rokiem 1989.  Sam Olo Żwirski przez ten incydent – jako jedyny spośród grupy ubeków – nie przejdzie weryfikacji pomyślnie i nie otrzyma posady w policji.

W międzyczasie Franz służbowo odwiedza w Domu Dziecka Andżelikę Wenz, która z rozkazu kpt. Stopczyka ma zostać pro forma przesłuchana, by przed spaleniem dokumentów zamknąć sprawę (ponieważ porządek w aktach musi być, bez względu na ustrój). Franz zabiera młodziutką dziewczynę do siebie, a ona bardzo chętnie zostaje jego kochanką (na co on, mimo oporów, przystaje). Tymczasem Olo, który został bezrobotny, wchodzi w układy z majorem Grossem (Gajos), który zatrudnia go w swojej organizacji przestępczej. Fabuła zaczyna się zagęszczać, gdy wcieleni na nowo do pracy policjanci zostają zdziesiątkowani przez Grossa i jego ludzi. Gdy Franz zostaje zawieszony w czynnościach, namawia Ola, by dał mu informacje o grupie przestępczej, która za tym stoi i rozpoczyna wraz z Nowym i Olem swoistą vendettę.

Pasikowski w myśl zasady, że "im głębiej w las, tym ciemniej" komplikuje fabułę i mnoży niuanse, wątki poboczne. Film można określić jako kryminalne political fiction. Bohaterowie poruszają się polskimi samochodami (tylko Franz ma zagraniczny wóz po żonie), piją wódkę z kubków na stołówce, palą Sporty. Olo jeździ Wartburgiem z niedomykającymi się drzwiami. Mimo nastania "nowych czasów" interesy dalej robi się z Niemcami i Rosjanami, przy tym samym stole zakrapiany obiad jedzą zarówno członkowie komisji weryfikacyjnej, jak i rosyjscy handlarze amfetaminą. Liczą się dawne kontakty partyjne i znajomości. Pojawiają się znane z Krolla motywy zdrady (w miłości, ale też w przyjaźni), ponownie aparat państwowy okazuje się kpiną z urzędu, gdzie sami pracownicy są cynicznymi, pozbawionymi szacunku pionkami:

Kobieta: Jesteście ze schorniska dla zwierząt?
Wawro (jeden z byłych ubeków): No, pensjonariuszami.

Spośród tego "materiału odpadowego", gdzie nawet przyjaźń zostaje skreślona, wyłania się bohater, który nie jest bez wad, lecz daje się polubić. Błyskotliwy i opanowany, oszczędny w słowach, rzucający od niechcenia cięte riposty – jest wewnątrz czułym i potrzebującym uczucia człowiekiem. Skreślając swój związek z Andżeliką i przyjaźń z Olem (którego zabija w imię zasad) ma świadomość ciężaru samotności i próbuje popełnić samobójstwo. Ostatecznie jest on jedynym bohaterem, który w żaden sposób nie skundlił się moralnie, nie sprzedał się nikomu, ani nie poszedł na żaden kompromis.

Psy Władysława Pasikowskiego pobiły Krolla popularnością. Film został wyróżniony Złotą Kaczką w kategorii Najlepszy film polski i aż pięcioma Złotymi Lwami (w tym za główną rolę męską, muzykę, montaż i reżyserię). Franz Maurer wrył się widzom głęboko w pamięć, a jego powiedzonka weszły na stałe do potocznej polszczyzny. Doceniono także muzykę Michała Lorenca (w wykonaniu Moscow Symphony Orchestra).

O ile w podczas oglądania Krolla nie sposób nie odczuć opisanego wyżej specyficznego klimatu polskich realiów, w Psach z kolei wyczuwalna jest nawet więcej niż odrobina "amerykańskości". Oto Franz Maurer raczy się papierosami marki Camel, nosi skórzaną kurtkę zdobną w zachodnie naszywki. Z kolei major Gross nie tylko ma złoty zegarek (jak również zapalniczkę), które pasują mu do drogiego, kaszmirowego płaszcza, ale też zamawia w lokalu whiskey z colą. Abstrahując od fabularnych detali, sam tytuł podobny jest do Wściekłych Psów – kinowego debiutu Quentina Tarantino. Oba filmy traktują o twardzielach, przemoc i język uważany powszechnie za wulgarny wylewają się z ekranu, strona techniczna obu produkcji stoi na dobrym poziomie, a obsada jest doborowa. Sam Pasikowski "amerykańskość" pojmuje jako profesjonalizm i techniczną biegłość, którą widać podczas seansu. Już w drugiej części Psów reżyser będzie garściami czerpał z zachodnich filmów gangsterskich i przedstawiał zapożyczone motywy na gruncie polskim.

Wszystkie te informacje prowadzą do oczywistej konkluzji. Maciej Gaździcki porównując twórczość Pasikowskiego i Tarantino wyszczególnia ogrom zbieżności – nie tylko powtarzalnych motywów (zdrady, zemsty, skreślonej przyjaźni, gangsterów, narkotyków, etc), ale także statystyki świadczące o podobnych upodobaniach obu tych reżyserów. Każdy z nich ma swoich ulubionych aktorów, obsadza niektórych z nich w podobnych rolach, obaj nie boją się pokazać realistycznej przemocy i ostrego języka, odwołania do popkultury i historii także pojawiają się często w ich twórczości (oczywiście są różnorodne ze względu na pochodzenie i miejsce pracy obu twórców).

 

POLSKI TARANTINO

 

Profesjonalizm to powtarzalny sukces.
Juliusz Machulski

Wraz z rokiem 1994 przyszła pora na premierę kontynuacji przygód Franza Maurera. Psy II: Ostatnia Krew na dzień dzisiejszy jest najbardziej "amerykańską" produkcją w filmografii Władysława Pasikowskiego. Przy czym to określenie można (i należy) pojmować dwojako. Przede wszystkim (w rozumieniu samego reżysera) chodzi o fachowe, profesjonalne wykonanie. I – w porównaniu do poprzednich jego filmów – łatwo zauważyć tu różnorodną scenerię, eleganckie wnętrza i równie szykowne kostiumy (prawie wszyscy bohaterowie noszą idealnie skrojone garnitury). Ma to uzasadnienie fabularne, lecz o tym za chwilę. Oświetlenie jest także na wysokim poziomie, dzięki czemu praktycznie każde ujęcie prezentuje się wyśmienicie, zwłaszcza częsty kontrast ciemnych i jasnych barw (chociaż Psach dużo było szarości). Oprawa muzyczna ewoluowała w istny koncert jazzowy, lecz czuje się bliskość nastroju z poprzedniej części.
   
Po drugie – "amerykańskość" objawia się szeregiem nawiązań do motywów kina zachodniego (na czele z tytułem przywodzącym na myśl film Rambo: Pierwsza Krew). Dostępność produktów z zachodu pobrzmiewa w dialogach (Nowy mówi, że widział Andżelikę na okładce Vogue'a), bohaterowie piją Johnny'ego Walkera i Coca-Colę, podczas ćwiczeń na strzelnicy (i świetnej sceny pojedynku na celność) Wolf wyciąga amerykańskie zapałki, etc. Prowadzenie kamery i drążenie motywów z kina gangsterskiego także nie jest tu zwykłym powielaniem. Przyjaźń (która nie jedno ma imię), zdrada, miłość, zemsta, przestępczość i jej "dobre i złe strony", widowiskowe pościgi, a nawet duże fajerwerki (potężna eksplozja pociągu).
   
W obsadzie wystąpiły pewne przetasowania, na bliższy plan wysunął się Aleksander Bednarz (który jako major Bień pojawił się w "jedynce" zaledwie kilka razy), natomiast z drugiego planu zniknęli ubecy – koledzy Franza, którzy pojawiają się dosłownie na moment. Główne role w tej części zagrali oczywiście Bogusław Linda, bardzo dobry Cezary Pazura, oraz – odrywający w pierwszej części jedynie małą rólkę – Artur Żmijewski. Nemezis Franza Maurera zagrał rosyjski aktor Valeri Priyomykhov, poza nim pojawiło zresztą się kilku innych Rosjan, co uatrakcyjniło obsadę, a dialogom w języku rosyjskim dodało autentyczności. 

Po czterech latach odsiadywania kary więzienia Franz Maurer wychodzi na wolność (za dolary brata z Nowej Zelandii). Spod więzienia odbiera go Nowy – który jako jedyny o nim pamięta. Oferuje mu nocleg, by ułatwić Franzowi start na wolności. W ramach resocjalizacji otrzymuje on pracę w hucie, lecz szybko zostaje z niej wyrzucony jako łamistrajk (a w dodatku kryminalista). Wkrótce potem z Maurerem kontaktuje się Radosław Wolf (Żmijewski), który w podzięce za dyskrecję podczas procesu Franza (Maurer zastrzelił Grossa i Ola z broni od niego) chce zaproponować mu pracę. Przy kolacji obecna jest też Nadia – młoda dziewczyna z Sarajewa, gdzie spotkał ją i przywiózł do Polski Wolf. Mówi o niej, że to jego "zdobycz wojenna" i proponuje Franzowi, że mu ją sprzeda za skrzynkę whiskey.

Sowicie zakrapiana rozmowa skupia się na konfliktach zbrojnych w Serbii, gdzie Wolf był przez pewien czas i zajmował się czarnorynkowym handlem bronią. Opowiada Franzowi o pewnym człowieku, dla którego pracuje – Sawczuku. Przedstawia go jako bezwzględnego i nieustępliwego człowieka, którego wpływy pozwolą im obu dobrze zarobić. Maurer werbuje Nowego i we trzech zaczynają prace jako przemytnicy broni na trasie Polska – Rosja. Nietrudno domyślić się, że jest to zaledwie szkic; każdy bohater ma własny, ukryty cel, ktoś gra na dwa fronty, ktoś jest zdrajcą. Pasikowski mógł w tym filmie pozwolić sobie na swobodę fabularną – nie charakteryzuje tu tak hermetycznej grupy, główni bohaterowie nie potrzebują wprowadzenia, dzięki czemu więcej czasu można poświęcić innym kwestiom.

Ponieważ akcja dzieje się kilka lat po transformacji politycznej kraju, w filmie czuć powiew świeżości, nowości. Zamiast pomalowanej olejną farbą stołówki MSW oglądamy piękne sceny w drogich restauracjach z kwartetem smyczkowym w tle, ekskluzywne hotele z białymi kolumnami i korynckimi kapitelami przed wejściem, zagranicznych dyplomatów, prawników. Mniej jest zadymionych gabinetów, więcej dobrze oświetlonych, skrupulatnie zaplanowanych scen, gdzie scenografia i rekwizyty nie tylko są potrzebnymi dodatkami, ale też dobrze wyglądają. Jedną z najpiękniejszych scen w tym filmie jest rozmowa u Sawczuka na temat pierwszego zadania Franza, Wolfa i Nowego. Zgromadzeni wokół okrągłego stołu, przystrojonego ananasem i cytrusami, jedzący owoce morza i popijający szampana bohaterowie, ubrani dodatkowo w ciemne garnitury, rozmawiają o interesach. Kamera otacza ich niespiesznie (jedno ujęcie trwa nieco ponad minutę), a w tle widać ciemną boazerię. Siedzący w półmroku eleganccy najemnicy, dogadujący warunki kontraktu przy lampce szampana i tacy homarów, zastąpili kotleta z psa, trzeciej kategorii, mielonego razem z budą, jedzonego we wspomnianej stołówce, czy też w ciemnym barze przy wódce. Cały film jest właśnie taki – elegancki.

Film – mimo charakterystycznych dla Pasikowskiego elementów – ma jedną nietypową cechę. O ile poprzednie produkcje skupione były na krytyce pewnych organizacji, tak w Ostatniej Krwi takiego wątku nie uświadczymy. Tym razem – co także jest na wskroś amerykańskie – Pasikowski uosabia zło nie z aparatem państwowym, instytucją, lecz z jednostką, konkretnym człowiekiem.
 
Sawczuk, rosyjski dyplomata/handlarz bronią, człowiek świadom ogromu konfliktów na świecie i gotów wyciągnąć z nich jak najwięcej pieniędzy, wszystko jedno po której stronie się opowiadając, stanowi nowy rodzaj przeciwnika – jednostki nie działającej dla idei, lecz po prostu dla pieniędzy. Jest to pozbawiony skrupułów biznesmen, którego boją się nawet jego zaufani pracownicy. W filmie punkt kulminacyjny stanowi egzekucja Sawczuka, lecz jest ona bardzo odmienna porachunków z Olem w poprzednim filmie. Tym razem prymu nie wiedzie tu prywata (zdradzona przyjaźń i uwiedziona kochanka), postacie stają się tu wręcz wcieleniem manichejskiego podziału na Dobro i Zło. Franz Maurer (o którym wiemy, że ma swoje za uszami) w zestawieniu z Sawczukiem zostaje tym Dobrym.

Franz: (…) to ma być egzekucja… (…)
Sawczuk: Dlaczego?
Franz: Dlaczego? Powiem ci dlaczego… bo nie podobają mi się newsy w telewizji… i wiesz, myślę, że to jest twoja wina…
Sawczuk: Moja śmierć niczego tu nie zmieni. Wydaje ci się, że jesteś taki dobry. Ale jest tak tylko dlatego, że ja jestem taki zły… beze mnie jesteś niczym… ty to ja, taki układ… raj – piekło,
Bóg – Szatan, dobro – zło, tak było i tak będzie, my albo oni…
Franz: A jeśli Boga nie ma, to co z ciebie za Szatan?

Władysław Pasikowski jest tu u szczytu swojej kariery (po pierwszych Psach stał się popularny i ceniony, nawet kontrowersyjny, co rzecz jasna podtrzymywało popularność). Jako reżyser stworzył i wypromował duet Linda-Pazura a z samego Lindy zrobił Brudnego Harry'ego polskiej kinematografii. Na czas premiery obu części Psów przypisuje się najlepsze lata twórczości Pasikowskiego (zarówno pod względem artystycznym, jak i komercyjnym). Sam w wywiadach podkreśla, że Psy to ulubione spośród jego dzieł, rozważa zresztą nakręcenie trzeciej części.

Po krótkiej przerwie powstał film zgoła odmienny od reszty twórczości Pasikowskiego, który do dzisiaj pozostaje wyjątkiem od reguły, swoistym eksperymentem z inną niż zazwyczaj, o wiele lżejszą tematyką. Słodko gorzki, bo o tym filmie mowa to dramat obyczajowy, opowiadający o problemach młodzieży i wchodzeniu w dorosłość. Portal filmpolski.pl tak prezentuje zarys fabuły: Bohaterami filmu są uczniowie pewnego liceum: Mateusz, Igor, Marlon, Paulina. Mateusz, po powrocie z Budapesztu, dowiaduje się o samobójczej śmierci jednego z kolegów, Piotra przezywanego Bąblem, który powiesił się na szkolnym boisku. Mimo, iż sam nigdy nie był jego przyjacielem, a nawet czasami mu dokuczał, Mat podejmuje "śledztwo" mające wyjaśnić przyczyny śmierci chłopca. Jak widać, fabuła nie przypomina żadnego z poprzednich filmów Pasikowskiego. Słodko gorzki miał być próbą odejścia od brutalnych i ciężkich filmów, obsada też składała się z wielu wówczas nieznanych młodych ludzi (np. Rafał Mohr, Anita Werner, Rafał Olbrychski).

 

KROK DO TYŁU, KROK DO PRZODU

 

Kolejnym, już bardziej "klasycznym" i typowym dla Pasikowskiego obrazem jest dramat wojenny pt. Demony wojny według Goi. Film miał swoją premierę w 1998 roku, ponad siedem lat po premierze Krolla, a jego tytuł (nawiązujący do prac hiszpańskiego malarza Francisco Goi) odnosił się do okropności wojen napoleońskich.
   
Film, opowiadający o polskiej misji ONZ w Bośni, to powrót do tematyki wojskowej. Głównym bohaterem jest dowódca oddziału, major Keller (ponownie Linda), który sprzeciwia się odgórnym poleceniom i wyrusza na pomoc zagrożonej załodze śmigłowca, który przymusowo lądował w pobliskich górach.

W przeciwieństwie do Krolla, Demony wojny według Goi skupiają się na konflikcie międzynarodowym (tzw. "kocioł bałkański", o którym głośno było pod koniec lat 90.). Nie sposób nie porównywać jednak tych dwóch filmów, łatwo także zestawić go z Psami. Dzieje się tak za sprawą obsady, która (oczywiście nie w całości) powtarza się. Nowe nazwiska to Zbigniew Zamachowski, Mirosław Baka i Aleksandra Nieśpielak. Dwa ostatnie powtórzą się przy następnej produkcji reżysera – Reichu. Reszta obsady to w sumie "sami swoi" – Linda, Huk, Żmijewski, Olaf Lubaszenko, Zapasiewicz, Szymków. Mimo dobrej obsady oraz Pawła Edelmana w roli operatora, film nie zdobył sławy i dobrych opinii. Sama fabuła (lokalny konflikt plus ratowanie załogi śmigłowca) okazała się banalna i – w porównaniu do poprzednich filmów Pasikowskiego – było jej za mało. Z jednej strony dawało to możliwość zrobienia filmu z dużą ilością akcji, co czyniłoby go mniej ambitnym, ale dobrze wykonanym.

Sukces można uznać za połowiczny. Sceny akcji są poprawnie wykonane, lecz sprawiają wrażenie patetycznych "na siłę". Ciekawie został zbudowany wątek najemnika, który ściera się z bohaterami, lecz nie poświęcono zbyt wiele czasu tej postaci, przez co ciekawość widza pozostaje niezaspokojona. To właśnie postacie są powodem, dla którego Demony wojny według Goi nie odniosły sukcesu poprzedników. Charaktery, pobudki i sposób działania bohaterów nie jest tak "pełnokrwisty" i czytelny dla widza, jak choćby w Krollu. Niestety, mimo wielu plusów (nadal dobre dialogi i świetna praca kamery Edelmana w pięknych Tatrach, gdzie powstawały zdjęcia) film jest słabszą pozycją na koncie Pasikowskiego. Rozpoczął on stopniowe osłabienie formy tego bardzo dobrego i zdolnego reżysera. Na szczęście nie nadszarpnął znacznie wizerunku twórcy, został potraktowany jako odejście od dusznego, brutalnego i ciężkiego klimatu, który charakteryzował poprzednie obrazy Pasikowskiego.

Wkrótce potem Pasikowski postanowił kontynuować modny w dalszym ciągu (i nadal aktualny) wątek konfliktów zbrojnych i działań obcych sił rozjemczych na zaognionych wojnami terytoriach. Film miał tytuł Operacja Samum i okazał się dużym sukcesem komercyjnym, a także przyniósł powiew świeżości i wytrącił argumenty tym, którzy Pasikowskiemu zarzucali wtórność. Tłem akcji Operacji Samum jest konflikt w Iraku, a wydarzenie ukazane w filmie bazują na faktach. Rys fabularny rozkłada się na dwa wątki – pierwszy z nich dotyczy emerytowanego asa polskiego wywiadu, Józefa Mayera (główny bohater tym razem zagrany przez Marka Kondrata), który próbuje odbić z rąk irackich żołnierzy swojego syna, Pawła (Radosław Pazura). Drugi wątek wiąże się ze ściśle tajnymi informacjami, umieszczonymi na mikrofilmie, które są w posiadaniu amerykańskich szpiegów, nie mogących wydostać się z Bagdadu. Na pomoc im wyruszają polscy agenci – Broński (Linda) i Kosiński (Olaf Lubaszenko).

Dwa wątki fabularne zręcznie przeplatają się ze sobą, z czasem fabuła komplikuje się i zadania bohaterów okazują się trudniejsze do wykonania, niż mogło się wydawać na początku. A w dodatku wojska amerykańskie szykują operacje "Pustynna Burza".
   
Pasikowski zgromadził na planie obsadę znakomitą, być może najlepszą ze wszystkich  dotychczasowych. Poza znanym składem aktorskim (Lubaszenkowie, Linda, Kondrat, Huk) w Operacji Samum wystąpili Krzysztof Globisz i Anna Korcz, a w rolach "mózgów" organizacji, biorących udział w konflikcie, pojawiły sie takie sławy jak Jerzy Skolimowski (jako szef CIA) i Gustaw Holoubek (jako szef Mossadu). Obaj są na ekranie tylko przez kilka chwil, lecz kradną każdą scenę, w której występują.    


   
Obraz ten jest na tle poprzednich nowatorski także pod względem muzycznym – za muzyką do Operacji Samum odpowiadał Goran Bregović (autor ścieżek dźwiękowych do Czasu Cyganów i Królowej Margot), który bałkańskim folkiem zajmuje się od dawna i który stworzył bardzo dobry, egzotyczny, ale nie przerysowany soundtrack. W filmie wykorzystano także piosenkę Śpij kochany, śpij, którą zaśpiewała Kayah (do muzyki Bregovica).

Mimo poważnego tematu nie zabrakło motywów humorystycznych. Taką funkcje pełni tu postać Fajsala, przewodnika Józefa Mayera po Bagdadzie. Dialogi tych dwóch bohaterów (oraz większość tekstów Bogusława Lindy, który gra tu z dużym dystansem do swojego image'u) zapewniają dobrą zabawę (wystarczy wspomnieć pamiętną scenę uczenia amerykańskich szpiegów polskich nazwisk na fałszywych paszportach przed granicą). Egzotyczne plenery (film kręcono m. in. w Turcji), nastrojowa muzyka Bregovica, ciekawa fabuła, porządnie wykonane sceny akcji (choć jest ich niewiele) oraz interesujące, pełnokrwiste postaci – wszystko razem sprawia, że film ogląda się dobrze, nie ma miejsca na nudę. Reżyser porusza tu kwestię wartości rodziny (ojciec ratujący syna), ukazuje konflikt zbrojny jako uciążliwy dla wszystkich i opresyjny dla mieszkańców Iraku, lecz nie ma tu tak silnego piętnowania jak choćby w Psach. Jest to produkcja bardziej rozrywkowa, bliższa filmom akcji niż kinu gangsterskiemu. Pomimo sukcesu komercyjnego, Operacja Samum podzieliła widzów. Część wielbicieli poprzednich obrazów Pasikowskiego nie była zachwycona takim lekkim produktem dla każdego, tymczasem szerokie grono pozytywnie przyjęło film jako "polskie kino hollywoodzkie". Nie bez znaczenia był fakt, że koproducentem było studio Warner Bros., a konsultantem merytorycznym został Gromosław Czempiński – szef polskiego wywiadu podczas operacji w Iraku.

Ostatnim wyreżyserowanym przez Władysława Pasikowskiego obrazem był Reich z 2001 roku. Był to z jednej strony powrót na "polskie podwórko" z Lindą w roli głównej, lecz ponownie reżyser postanowił stworzyć film akcji, osadzony w Sopocie i wiążący się z lokalnym gangiem złodziei samochodów. Ich szefowi (nowa twarz u Pasikowskiego – Krzysztof Pieczyński) nadepnął na odcisk Alex (Linda), były legionista, najemnik z dużym bagażem doświadczeń, który po wielu latach wraca do Polski. Towarzyszy mu Andre (melancholijny Mirosław Baka), który pracuje w ukryciu dla niemieckich służb. Obaj przyjeżdżają z Niemiec na urlop i podpadają lokalnej mafii, w dodatku Alex nawiązuje romans z dziewczyną szefa (Aleksandra Nieśpielak).

Muzycznie – znów innowacja – solowe partie na trąbkę wykonał Tomasz Stańko, co dodaje nastroju oraz współgra z obrazem. Natomiast inne strony filmu są zdecydowanie słabsze. Pod względem fabuły Reich jest banalny, w dodatku – mimo dobrej obsady – na pochwałę zasługuje tylko Mirosław Baka, który wykreował zupełnie nowy typ bohatera (przynajmniej na gruncie polskim). Bogusław Linda traci na wiarygodności, kopiując samego siebie w jednych scenach, to znów kreując nową postać, lecz brak mu wiarygodności. Ciekawy jest szkielet bohatera, ale widzowi trudno się go "kupuje" – być może przez krótkie sceny i brak miejsca na rozwinięcie psychologii postaci. Pozostałe role zagrane są poprawnie, lecz nie budzą żadnych emocji u widza, wobec czego nie są ciekawe. Podobnie jest z rozpoznawalnymi motywami w filmach Pasikowskiego – brak tu nawiązań, zapożyczeń, nieciekawy antagonista i niewiarygodne postacie powodują, że rozwój akcji nie jest dla widza interesujący. Również realizacja filmu budzi niepokój. W scenie strzelaniny (w zwolnionym tempie) aktorzy z dużym opóźnieniem reagują na postrzały, w dodatku pojemniki ze sztuczną krwią są widoczne pod kostiumami, więc nie ma mowy o budowaniu napięcia. Obsadzenie w pomniejszych rolach modelek może i pomogło warstwie wizualnej filmu, ale obniżyło znacznie poziom gry aktorskiej. Summa summarum film wypadł bardzo słabo (nie tylko w porównaniu z poprzednimi, nawet jako osobny byt wyrwany z filmografii). Bardzo daleko mu choćby do Operacji Samum, nie mówiąc już o Psach. Reicha można by zupełnie pominąć podczas analizy twórczości Pasikowskiego, ponieważ nie wnosi niczego nowego, nawet nie kontynuuje konwencji poprzedników.

 

Niestety, po Reichu nastąpiła jedenastoletnia przerwa w reżyserskiej karierze Władysława Pasikowskiego (nakręcił w tym czasie dwa sezony serialu Glina, ale nie zrobił ani jednego filmu kinowego). Był jednak scenarzystą głośnego Katynia Andrzeja Wajdy oraz tegorocznej produkcji Hans Kloss: Stawka większa niż śmierć Patryka Vegi.

Teraz do kin wchodzi Pokłosie – długo oczekiwany, kontrowersyjny film Pasikowskiego, nawiązujący do pogromu w Jedwabnem, który wywołał skrajne emocje wśród recenzentów (recenzja Grzegorza Fortuny 'Motodufa' [TUTAJ])

 

PODSUMOWANIE

 

Pasikowski uważa, że w kinie najważniejsza jest historia i charaktery, ale jeśli się mnie zmusi do wyboru, to wybiorę charaktery. W swoich filmach pamięta o tym, dzięki czemu jego bohaterowie obdarzeni są szerokim wachlarzem przymiotów, bogatą, często tragiczną lub smutną przeszłością. Zawsze występuje w nich konflikt, lecz jest on konsekwencją ich światopoglądu, który nie ulega kompromisom. Mimo, iż nie przystają do otaczającej ich rzeczywistości – zostają "ostatnimi sprawiedliwymi", samotnymi kowbojami. Z reguły są to bohaterowie wykształceni i zajmujący mniej lub bardziej wpływowe stanowiska (Maurer jest porucznikiem policji, Keller majorem w armii a Józef Mayer jest asem wywiadu). Są to zawsze mężczyźni, zawsze po przejściach, często rozwiedzeni lub skrzywdzeni przez kobietę. W życiu posługują się prostym kodeksem moralnym. To ludzie bardzo inteligentni, sprawni fizycznie, skryci i obdarzeni specyficznym poczuciem humoru. W razie potrzeby używają przemocy, jako że czasami "cel uświęca środki", lecz nigdy nie robią tego dla przyjemności.

Fabularnie można wyszczególnić pewne prawidłowości. Tłem dla właściwej fabuły jest zawsze szeroko pojęta polityka, sama akcja jednak dotyczy prywatnych porachunków między głównym bohaterem a antagonistą, lub zmagań bohatera z sytuacją, w której się znalazł.

Częstym motywem w filmach Pasikowskiego jest przyjaźń – zdradzona, prawie zawsze przez kobietę (która nie jest wzorem wszelkich cnót). Ukazane relacje damsko-męskie sprowadzają się zazwyczaj do kontaktów seksualnych, które rozładowują napięcie bohatera, często jest to gwałt lub stosunek pospieszny, w ubraniu, etc. Erotyzm zostaje zwykle zniwelowany, sprowadzony do biologicznych odruchów, jedynie w Krollu ukazano szczyptę namiętności. Poza seksualnym zaspokajaczem kobiety sporadycznie odgrywają tu istotną rolę. Jedynie w Operacji Samum pojawiła się postać kobiety-szpiega, która odegrała dużą rolę w fabule filmu.
   
Postacie epizodyczne dopełniają tło filmu, często to politycy, dawni funkcjonariusze aparatu państwowego, gangsterzy, biznesmeni w szerokim rozumieniu tego słowa. Czasem pełnią też funkcje rozładowywania napięcia, rozbawienia (dowcipny ubek w Psach, Fajsal w Operacji Samum).

Niezależnie od czasu i miejsca akcji filmu reżyser z pietyzmem oddaje klimat i charakteryzuje otoczenie tak, by odbiorca wczuł się z łatwością w nastrój, wychwycił ciekawostki i nawiązania. Stawia na realizm (oczywiście w miarę możliwości budżetu) i wiarygodność. Tworzy otoczenie typowe dla political fiction z całym dobrodziejstwem inwentarza. Jedynie główny bohater odstaje. I to czyni go bohaterem pozytywnym.

Odpowiedzialni za stronę techniczną współpracownicy Pasikowskiego także ukuli pewien poziom, poniżej którego nie zdarza im się schodzić. Michał Lorenc, który często zajmował się oprawą muzyczną, tworzył sugestywne, nostalgiczne i "przydymione" utwory instrumentalne, a także wpadające w ucho motywy przewodnie. Bregović jako wyjątek od reguły stworzył zestaw kompozycji barwnych i dynamicznych, oddających gorący i egzotyczny klimat. Etatową montażystką "polskiego Tarantino" została Wanda Zeman. Mając do pracy tak dobry materiał jak zdjęcia Pawła Edelmana, trzeba było wykonać przemyślaną pracę, by udoskonalić ten materiał, skupić się na istotnych wątkach, dozować długość ujęć w zależności od sceny.
   
Jako całość, kino Pasikowskiego w istocie jest zbieżne z dziełami Quentina Tarantino, oczywiście na gruncie polskim. Czerpiąc z filmów takich klasyków jak Coppola czy Scorsese, Pasikowski stworzył w naszym kraju nurt nowy, dynamiczny i dojrzały – wyrosły na gruncie filmów wojennych, szpiegowskich i kina moralnego niepokoju zaczątek kina gangsterskiego z polityką w tle. Budził dawniej kontrowersje (fala w Krollu, ubecy w Psach, brutalność i wulgarność), budzi kontrowersje dzisiaj (zamieszanie wokół Pokłosia). Pokazał widzom Lindę – twardziela, i talent Cezarego Pazury. Jednocześnie udowodnił, że film zaangażowany nie musi być laurką ani paszkwilem. Pokazał Polskę brudną, zgniecioną moralnie, choć momentami urokliwą. Jeden człowiek, który swoją pionierską pracą reżyserską i scenariuszami stworzył od podstaw cały osobny segment w polskiej kinematografii. Z drugiej strony, jest to reżyser, którego od ponad dziesięciu lat producenci odsyłają z kwitkiem, a jego scenariusze ( do takich produkcji jak Zawisza Czarny, Monte Cassino, Dywizjon 303) leżą na biurkach decydentów.

O kondycji i "pogodzie politycznej" polskiego przemysłu filmowego Władysław Pasikowski mówi, że można kręcić wszystkie filmy, najprawdopodobniej poza tymi, które kwestionują absolutną doskonałość polskiego narodu i być może poza tymi, które nie negują w stu procentach historii Polski od 1945 do 1989 roku. Nie można nakręcić reklamy, że Polacy kradną w domach towarowych na Zachodzie, bo – jak wiadomo – Polak nie kradnie, a Polki nie pracują w go-go barach na całym świecie. Nasz naród w całej swojej historii – jak wiadomo – nie zrobił nic wrednego i nawet jak wojny prowadzimy, to samymi siłami pokojowymi. Nie można więc robić filmów "antypolskich", które pokazują inną rzeczywistość. Być może dlatego kolejne filmy tego znaczącego i utalentowanego reżysera wchodzą do kin tak rzadko.

 

Bibliografia

Gaździcki Maciej, Władysław Pasikowski [tu:] Ciekawostki, Pasikowski vs Tarantino, 2006, dostępny w internecie:  http://www.filmowo.net/varia/wladyslaw_pasikowski_filmografia.html

Pasikowski Władysław, Jestem dowodem na istnienie cenzury w Polsce, rozmowę przepr. Donata Subbotko, "Duży Format" 2008, dostępne w internecie: http://wyborcza.pl/1,75480,5896770,Pasikowski__Jestem_dowodem_istnienia_cenzury_w_Polsce.html?as=5&startsz=x

Pasikowski Władysław, Psy, Psy II: Ostatnia Krew, dostępne w internecie:
http://www.scenariuszfilmowy.pl/

Pasikowski, Władysław, Kroll, Łódź, Zespół Filmowy "ZEBRA", 1991,

Pasikowski, Władysław, Psy, Łódź, Zespół Filmowy "ZEBRA", 1992,

Pasikowski, Władysław, Psy II: Ostatnia Krew, Łódź, Visa International, 1994,

Pasikowski, Władysław, Demony wojny wg Goi, Warszawa, Vision Film, 1998

Portal: filmweb.pl, Władysław Pasikowski, dostępne w internecie: http://www.filmweb.pl/person/W%C5%82adys%C5%82aw+Pasikowski-79

Szmania, Jan: Wszyscy ludzie filmu. Wyd. 1. Wrocław 1998,







  • Mefisto

    Polski Tarantino? Znaczący twórca nowatorskich scenariuszy? Na pewno myślimy o tym samym facecie? Owszem, pierwsze Psy w danym momencie historii przyniosły pewną świeżość i bezpardonowość oraz stały się kultowe. Ale poza tym cały dorobek Pasikowskiego to mniejszy lub większy shit, który niby tam czasem dotyka ważniejszych tematów, ale niewiele z tego wynika. Teraz co prawda dochodzi do tego Pokłosie, ale też, poza tematem, nie jest to jakieś niewiadomo co. Także może nie wywyższajmy pana Władysława na siłę. Co do tekstu per se, to trochę za dużo tu streszczeń poszczególnych filmów, a na polu interpunkcji zabrakło mi cudzysłowiów przy tytułach, co miejscami jest niewygodne.

  • Hitch

    Johnnie Walker, nie Johnny’ego Walkera!

    • JD

      A właśnie, że Johnny’ego Walkera. Tak samo jak Martina Scorsesego. Popularnie jest nieużywanie odmian polskich w nazwach/nazwiskach zagranicznych, ale poprawność językowa jednak nakazuje używać polskich końcówek fleksyjnych.

  • kadr

    Nazywanie Pasikowskiego „polskim Tarantino” to jakiś ponury żart dobry co najwyżej na Halloween. Tarantino ma przede wszystkim dystans do siebie i do tego co robi. W jego filmach istnieje zawsze gra konwencją, piorunująca mieszanka makabry i świetnie wycyzelowanego czarnego humoru, puszczanie oka do widza. To wszystko sprawia, że filmy Tarantino wydają się nie do końca serio i to jest świetne. Tymczasem u Pasikowskiego wszystko jest baaardzo poważne, nadęte i w głównej mierze nastawione na to aby było głośno, krwawo i z pierdnięciem. Nie ma u Pasikowskiego za grosz tej lekkości jaką dysponuje Tarantino.Cały problem z Pasikowskim polega na tym, że „Psy” były na dobrą sprawę jego właściwym debiutem. Koszmarku pt „Kroll” nie odbieram w kategoriach filmu. Za to „Psy” były naprawdę dobre. Tylko, że nagle okazało się, że Pasikowski nie ma nic więcej do powiedzenia. Cała reszta jego dzieł to były kompletnie nie wyróżniające się filmowo podobne bzdety na zadany temat, aż do serialu „Glina”. Tyle, że co z tego, skoro nie został ukończony? Teraz Pasikowski po raz wtóry, stawia naród pod pręgierzem i odsłania zaplutą przeszłość. Udało mu się to raz, vide Psy” i ani razu więcej.

  • ObiMarcin

    Warto zaznaczyć, że ktoś używający tu określenia „Polski Tarantino” nie ma na myśli „faceta, który jest taki sam jak Tarantino i robi tak samo filmy jak Tarantino”. Raczej chodzi tu o odpowiednik tematyczny – twórcę (najbardziej na gruncie polskim podobnego do QT), który w podobnym czasie robił filmy zawierające podobne elementy, klimat etc. Jasne, że Pasikowski nie jest aż tak lekki/nowatorski/rozwinięty jak QT, ale umówmy się, że na grunt POLSKI można użyć tego określenia.

  • kadr

    Ten facet po prostu sprzedaje takie typowo filmowe pulp fiction. I to jest jedyna zbieżność z Tarantino. Podczas gdy dla tego drugiego termin określający szmirowate powieści sensacyjne był jedynie pretekstem do wcale niebanalnych i śmiałych fabularnych rozwiązań, Pasikowski realizuje szmirę w sensie dosłownym: Faceci to niewybredni macho których ekspresja słowna jest bogato przetykana kurwami, chujami i pierdoleniem, zaś kobiety to wredne dziwki. I tylko bezpański pies z kulawą nogą raczy wiedzieć dlaczego o tym śmiesznym pseudo twórcy ktokolwiek pisze jakiekolwiek rozważania. Na zachodzie Pasikowski byłby nikim.

  • Maklakiewicz

    „Od czasu swojego debiutu porównywany do Quentina Tarantino, ganiony za wulgarne dialogi i epatowanie przemocą, twórca kina jednoznacznie „męskiego”, brutalnego.” Wytłumacz mi prosze jak Pasikowski mógł być porównywany do Q.T. skoro debutował filmem pełnometrażowym rok wcześniej niż Tarantino (1991 Kroll, 1992 Wściełe psy)

    • JD

      Ok, przyznaje rację, mój błąd. Chodziło mi tu o Psy (jako pierwszy głośny i znaczący film przez niektórych uważany ze pierwszy film Pasikowskiego z prawdziwego zdarzenia), a nie Krolla. Nie poprawiłem tego, kajam się.

  • K.B.

    Wiaderny był kapralem, nie oficerem.

  • rebelmale

    Drobna uwaga merytoryczna dotycząca historii PRL: UB, a właściwie Urząd Bezpieczeństwa Publicznego działał w Polsce w latach 1944- 1956, a od 1956 podległe mu jednostki zostały włączone do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych jako Służba Bezpieczeństwa (do 1990). Tak więc bohaterowie filmu – faceci mniej więcej w okolicach 40-ki musieliby służyć w UB jako przedszkolaki, a nawet najstarszy z nich „Dziadek” – maks. 60 lat nie mógł być pracownikiem Urzędu Bezpieczeństwa, ponieważ po jego rozwiązaniu poszedłby jak cała reszta na wcześniejszą emeryturę (w ramach oczyszczania szeregów i wybielania się po zakończeniu epoki Stalina).






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

Bogowie ulicy

Następny tekst

Na co do kina #5



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE