John Cazale - wiem, że to byłeś ty | FILM.ORG.PL

Wiem, że to byłeś ty – John Cazale

John Cazale swoimi rolami na stałe zapisał się w historii kinematografii. Wyspecjalizował się w odgrywaniu bardzo niewdzięcznych, ale jednocześnie niezwykle trudnych ról.








Piotr Han
12.08.2016


Wspomnienie o Aktorze Wyjątkowym.

Ojciec chrzestny, Rozmowa, Ojciec chrzestny 2, Pieskie popołudnie, Łowca jeleni. Co łączy te pięć filmów? Stali bywalcy tej strony być może znają odpowiedź, ale dla osób nie pałających tak szalonym uczuciem dla kina osoba Johna Cazale’a prawdopodobnie pozostaje nieznana. Kto by się bowiem interesował kolesiem, który wystąpił tylko w kilku starych filmach? Na dodatek grał tylko role drugoplanowe i nie udało mu się wywalczyć nawet jednej marnej nominacji do Oscara. Po co o kimś takim w ogóle czytać?

Otóż, moi drodzy, jest po co.

John Cazale jest chyba jedynym aktorem w historii, który pracował wyłącznie przy filmach uznawanych za skończone arcydzieła. Było ich jedynie 5, ale łącznie zebrały 40 nominacji do Oscara (w tym aż 15 w kategoriach aktorskich). W każdym z nich stworzył zapadającą w pamięć kreację, jak nikt inny potrafił przekonująco odgrywać postaci słabe i  godne pożałowania, nadając im przy tym ludzkiego charakteru, który sprawiał, że po prostu nie dało się ich nie lubić. Wszystkie jego role to małe (lub średniej wielkości – zależy od przyjętej skali) perełki. Prawdopodobnie, gdyby nie tragiczna śmierć, to Cazale uznawany byłby dzisiaj za jednego z najwybitniejszych aktorów swojego pokolenia.

Warto przyjrzeć się bliżej dorobkowi artystycznemu Johna C. Nie będę streszczał jego filmów, gdyż zakładam, że wszyscy je widzieli. A jeżeli nie, to mają świetną okazję, by nadrobić braki.

Rolą, z którą najbardziej kojarzy się jego osoba, jest z pewnością Fredo Corleone z dwóch pierwszych części „Ojca chrzestnego”. Coppola długo nie mógł znaleźć odpowiedniego kandydata do roli Freda. Większość młodych aktorów chciała się wcielić w Sonny’ego i Michaela, nikt nie marzył  o roli słabego i pomiatanego przez wszystkich Frederica. W sumie trudno się im dziwić – łatwiej się wykazać grając herosów. W jaki więc sposób John Cazale wkręcił się do ekipy? Zupełnym przypadkiem. F.F. Coppola dostrzegł go w jednym z Off-Broadwayowskich teatrów i szybko zdał sobie sprawę, że ten niepozorny człowiek na scenie jest tym, kogo potrzebował. Reszta przeszła do historii. W pierwszym „Ojcu” Fredo miał tylko kilka scen na pokazanie swojego talentu, ale zagrał je tak doskonale, że pisząc scenariusz do drugiej części Coppola znacznie rozbudował tę postać. Dlatego też w dwójce Cazale ma już miejsce, aby w pełni rozwinąć skrzydła. Nie boi się być głupi i momentami żałosny.  Mimo to jego Fredo jest bez wątpienia postacią tragiczną – jego historia jest być może najbardziej przejmującym wątkiem całej trylogii.

Między „Ojcami” nasz bohater wystąpił w kameralnej „Rozmowie” Coppoli. Wcielał się tam w postać asystenta Gene’a Hackmana. Jego rola nie była zbyt rozbudowana, ale po raz kolejny udowodnił, że jak nikt inny potrafi grać „małych ludzi”. Gene Hackman powtarzał, iż sama obecność Cazale’a  w filmie sprawia, że wszyscy partnerujący mu aktorzy grają lepiej.  Siłą Cazale’a były niuanse. Jak nikt potrafił utkać rolę z ukradkowych gestów czy nieśmiałych spojrzeń.

Sidney Lumet od początku chciał powierzyć główną rolę w „Pieskim popołudniu” Alowi Pacino (on sam się wahał, czy przyjąć propozycję, ale kiedy dowiedział się, że jego zastępcą może zostać Dustin Hoffman, przestał płakać i wziął się do roboty), nie wiedział jednak, komu powierzyć rolę jego wspólnika. Pacino bardzo nalegał na kandydaturę Cazale’a, ale reżyser miał co do tego wątpliwości – chciał kogoś młodszego. Dopiero po wielu staraniach przyjaciela John dostał zaproszenie na przesłuchanie.  Gdy tylko Cazale odczytał swoje kwestie, z miejsca dostał angaż.

Jego Sal mało mówi, gra głównie mimiką – rozbiegane oczy, świdrujące spojrzenie – to wystarcza, aby widz przez cały czas podskórnie czuł, że ten człowiek jest nieobliczalny. Każda scena, w której się pojawia, naładowana jest napięciem  (trzeba uczciwe przyznać, że duża w tym zasługa lekko psychodelicznej fryzury, ale to tylko dodatek). Introwertyczna postawa Sala doskonale kontruje nadaktywność bohatera granego przez Pacino. Aby uzyskać większą naturalność, Lumet w wielu scenach pozwalał aktorom na improwizację. W jednej z najsłynniejszych scen filmu główni bohaterowie dyskutują nad tym, do jakiego państwa uciekną podstawionym przez policję samolotem. Po chwili namysłu Sal (Cazale) zaproponował: Wyoming. W tym momencie Sidney Lumet zaczął się śmiać, Pacino ostatkiem sił zachował kamienną twarz (już za tę „interwencję” należała mu się nominacja do Oscara). Ujęcie zostało uratowane, a światowe kino „dorobiło się” kolejnej wybitnej sceny.

W chwili, gdy rozpoczynały się zdjęcia do „Łowcy jeleni”, John Cazale miał już zaawansowanego raka płuc i jego stan był na tyle poważny, że lekarze nie dawali mu wielkich szans na przeżycie. On jednak ciągle wierzył, że uda mu się pokonać chorobę, pragnął również pracować nad kolejnymi filmami. Producenci początkowo nie chcieli go zaangażować z powodu jego kondycji – w biznesie nie ma sentymentów, a potencjalna śmierć jednego z odtwórców głównych ról naraża wytwórnie na wielkie straty. Robert De Niro chciał wystąpić z nim w jednym filmie i był na tyle zdeterminowany, że zdecydował się z własnych pieniędzy ubezpieczyć jego występ (szacunek Panie Robercie!). John Cazale dostał więc angaż i po raz kolejny stworzył świetną rolę – trochę cwaniaczka, trochę drobnego łobuziaka, ale przede wszystkim wiernego kolegi. Niestety nie dane mu było dożyć premiery „Łowcy” .  Zmarł 12 marca 1978 roku.

John Cazale swoimi rolami na stałe zapisał się w historii kinematografii. Wyspecjalizował się w odgrywaniu bardzo niewdzięcznych, ale jednocześnie niezwykle trudnych ról. Wszyscy związani z filmem artyści doceniają jego rzadki talent, pragnęli z nim występować najwięksi aktorzy. Niestety jednak w oczach zwykłych widzów ciągle jest niedoceniany. Nikt nie zwraca uwagi na specjalistów od czarnej roboty.

W 2009 roku na festiwalu w Sundance miał premierę film dokumentalny poświęcony osobie Johna Cazale’a – „I Knew It Was You: Rediscovering John Cazale”. Właśnie to dzieło skłoniło mnie do napisania tego tekstu. Innymi słowy: film jest godny polecenia.

Upokarzająco prosta zagadka na koniec: skąd pochodzi kwestia, która jest tytułem zarówno powyższego filmu, jak i mojego skromnego tekstu?

 







  • KetRaab

    „Wiem, że to byłeś Ty, Fredo”, ofkors

  • Jakub Piwoński

    tragiczna postac. dobrze, ze o niej przypominamy.

  • Mr.T

    W natłoku marnej jakości artykułów, które co raz częściej pojawiają się na tej stronie, chciałbym podziękować autorowi za czas i słowa o tym wspaniałym i zapominanym już aktorze. Dziękuje bardzo – dobra robota, oby tak dalej!

  • majlo

    Świetny tekst. Dobrze, że przypomina o Cazale’u. Najbardziej podobała mi się jego rola w ŁJ. Jako ciekawostkę można by powiedzieć, że w scenie, w której są w górach na polowaniu i w którymś momencie jeden z kolegów celuje do niego z broni, Cazale spontanicznie rozpiął koszulę i kazał strzelać prostu tu (pokazując na klacie wytatuowany punkt służący do naświetlania w terapii przeciwnowotworowej). Ta improwizacja przebija chyba tę z artykułu.
    A o tym ubezpieczeniu ufundowanym przez DeNiro to nie wiedziałem, więc tym bardziej dzięki za tekst. :)

  • Mefisto

    Super – od dawna wyczekiwany artykuł, który jest jednak… zbyt krótki jak dla mnie. Rozumiem jednak, iż to jedynie rozgrzewka przed polecanym dokumentem.

  • kadr

    Cóż, ani wielkim ani tym bardziej wyjątkowym aktorem nie był. Zyskał po części pamięć głównie tym, że wcześnie zmarł. Rzeczywiście, tak się złożyło, że wszystkie role Cazale to bardzo dobre kino, jednak on sam za każdym razem grał ten sam typ bohatera. Słabego, płaczliwego niedorajdę i nie był w tym jakoś szczególnie genialny, tylko zupełnie przeciętny

  • antinazi

    Czy wybitny? Chyba nie, bo choć charakterystyczny, to jednak zawsze w tle i jako jeden z wybitnych elementów… Bardzo dobrze jednak, że ktoś o nim przypomina.

  • TO PRAWDA .JOHN CAZALE NIE ZAGRAŁ W WIELU FILMACH.ALE ZA TO JAKICH.DZIĘKI NIM PRZESZEDŁ DO HISTORII.GDYBY NIE RAK KTÓRY GO WYKOŃCZYŁ MÓGŁBY ZAGRAĆ JESZCZE W JAKIMS WYBITNYM FILMIE.A GDYBY NIE MERYL STREEP PRAWDOPODOBNIE NIE ZAGRAŁBY W ŁOWCY JELENI.JAKO JEGO ÓWCZESNA ŻONA KTÓRA CHCIAŁA SPĘDZIĆ Z NIM OSTATNIE CHWILE JEGO ŻYCIA NIE BYŁOBY GO W TYM FILMIE.TO BARDZO DOBRZE ŻEKTOŚ O NIM PAMIĘTA.POZDRAWIAM

  • Pingback: John Cazale – aktor wyjątkowy – piotrhan()






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

David Fincher i apokalipsa zombie?

Następny tekst

Łotr 1. Gwiezdne wojny – historie. Nowy zwiastun



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE