Trująca mgła czyli filmowe oblicza depresji | FILM.ORG.PL

Trująca mgła czyli filmowe oblicza depresji








Kaja Kryda
05.05.2013


Autorką tekstu jest Kaja Kryda.

Kilka tygodni temu na ekrany polskich kin wszedł film „Panaceum” w reżyserii Stevena Soderbergha. Film to dla wielu obiecujący, bo dotykający ważnej problematyki zaburzeń psychicznych i niepożądanych efektów leków psychotropowych. Dobór tematyki był jednak tylko pretekstem do zbudowania skomplikowanej fabuły thrillera, który wskutek nieco konfundującego zakończenia okazał się mieć zupełnie inny od oczekiwanego wydźwięk. Mimo to, warto w tym kontekście zastanowić się nad sposobem kreowania motywu depresji w kinie, tym bardziej że mniej więcej od dekady zaczęto podejmować ten temat częściej i z większą odwagą. Oto 5 filmów, które podchodzą do tej kwestii w sposób szczególnie interesujący.

1. Helen

Problem depresji pokazano w „Helen” od strony klinicznej. Mimo udanego życia rodzinnego i wysokiej pozycji zawodowej, tytułowa bohaterka, bez wyraźnej przyczyny, przestaje odczuwać szczęście. Helen długo przebywa w szpitalu, poddaje się terapii lekowej, a w końcu również elektrowstrząsowej. Wiernie i sugestywnie oddano objawy jej choroby oraz bezsilność otoczenia. Wydaje się też, że depresja u Helen nie jest zależna od czynników zewnętrznych, a warunkowana biologicznie.

Znacząca jest postać jednej z jej uczennic, która, również zmagając się z zaburzeniami psychicznymi, staje się przyjaciółką i powierniczką głównej bohaterki – jedyną osobą, której ta od siebie nie odpycha. Pokazuje to, że niekiedy tylko ludzie o podobnych doświadczeniach są w stanie zrozumieć chorych na depresję. Pod wpływem wydarzeń w filmie może jednak nasunąć się pytanie czy tego typu relacje nie mają w sobie cech toksyczności.

„Helen” momentami może razić melodramatyzmem, przedstawia jednak depresję prawdziwie i przejmująco. Przekonująca kreacja głównej bohaterki (Ashley Judd) wzbudza sprzeczne uczucia, co można uznać za sporą zaletę filmu i sukces w pokazaniu różnych stron zaburzeń psychicznych. Jest to jeden z obrazów odnoszących się do depresji w najbardziej bezpośredni i rzetelny sposób, stanowi więc konieczną pozycję dla każdego kinomana zainteresowanego tym tematem.

2. Melancholia

Wnikliwe studium depresji stworzone przez Larsa Von Triera zachwyca artyzmem i porusza prawdziwością. Twórca maksymalnie poszerza w nim perspektywę, zderzając historię dwóch sióstr z bezmiarem wszechświata i nieuchronną kosmiczną katastrofą.

Na przykładzie rozsądnej Claire oraz wrażliwej, pogrążonej w depresji Justine reżyser pokazał marność i ulotność ludzkiego życia, jednocześnie otwierając dyskusję na temat końca świata i słusznej wobec niego postawy. Lęk i poczucie beznadziei towarzyszące depresji są przedstawione w tym obrazie nad wyraz prawdziwie, wręcz przytłaczająco. Z poczuciem dyskomfortu obserwujemy jak pozornie szczęśliwa i spełniona Justine osuwa się stopniowo w otchłań przygnębienia, by w końcu stać się niemal niezdolną do samodzielnego funkcjonowania.

Film pokazuje jednak nie tylko brak motywacji do życia i nieumiejętność odczuwania szczęścia. Von Trier odkrywa przed nami też drugą stronę depresji – swoistą nadwrażliwość, obracanie się w sferze misterium. Wyrażono to już w pierwszych ujęciach: niezwykłych onirycznych wizjach
z dźwiękami preludium do „Tristana i Izoldy” Wagnera w tle. To właśnie ten magiczny pierwiastek sprawia, że w obliczu końca świata Justine, w przeciwieństwie do Claire, zachowuje spokój – wydaje się, jakby była w kontakcie z pewną nadprzyrodzoną tajemnicą, do której jej uporządkowana siostra nie ma dostępu.

Oryginalna, niejednorodna wizja Von Triera i robiąca wrażenie strona techniczna filmu sprawiają, że „Melancholia” to niewątpliwie jeden z najciekawszych obrazów dotykających problematyki depresji.

3. Pokolenie P

W filmowej adaptacji wspomnień pisarki Elizabeth Wurtzel pokazano wielowymiarowy wizerunek depresji. Młoda dziewczyna, Lizzie, zaczyna studia dziennikarskie na uniwersytecie Harvarda. Jest bystra i ma talent literacki, jednak problemy psychiczne nie pozwalają jej na rozwinięcie skrzydeł. Panicznie boi się odrzucenia, co działa jak samospełniająca się przepowiednia: coraz bardziej zniechęca do siebie otoczenie.

Dziewczyna jest głęboko nieszczęśliwa, jej emocje oscylują od gniewnej rozpaczy do skrajnej euforii – żaden z tych stanów nie jest jednak zdrowy. Jej depresję pokazano jako wynik skomplikowanych relacji rodzinnych oraz przekleństwo uzdolnionych twórców, którzy tracą motywację do życia razem z natchnieniem do pisania (trudno jednak określić, co odchodzi pierwsze). Studentka zdaje się też zmagać z pogranicznym zaburzeniem osobowości; doświadcza radykalnych wahań nastrojów i ma bardzo niestabilny obraz swojej osoby. Wobec otoczenia zachowuje się niekiedy w sposób toksyczny, ma tendencje do manipulowania innymi. Swoimi działaniami rani i zniechęca do siebie ludzi wokół, chociaż tak naprawdę nieumiejętnie próbuje wołąć o pomoc. Bardzo ciekawie pokazano jej mniej lub bardziej świadome dążenie do autodestrukcji, wzmacniając głębię przekazu umiejętnym zarysowaniem złożonej relacji Lizzie z rozwiedzionymi rodzicami.

Film pokazuje farmakologiczną stronę leczenia depresji, jednak podkreśla też znaczenie szczerego rozrachunku pacjenta z przeszłością. Obraz można traktować jako przypowieść o tym, jak ważne dla naszego zdrowia psychicznego jest budowanie indywidualnego obrazu siebie
i poczucia własnej wartości niezależnego od tego, jak postrzegają nas inni.

4. Przekleństwa niewinności

Pełnometrażowy debiut reżyserski Sofii Coppoli w niezwykle poetycki sposób pokazuje szczególną melancholię, która często towarzyszy ludziom w młodym wieku. Przypominający momentami marzenie senne film podejmuje próbę oddania specyfiki tego stanu, jednocześnie zaznaczając, że niemożliwe jest pełne racjonalne pojęcie go.

Siostry Lisbon od początku do końca owiane są aurą enigmy – poznajemy je poprzez wielogłosową narrację prowadzoną przez poboczne postacie i to z tej perspektywy widzimy skrawki życia dziewcząt. Możemy jednak tylko domyślać się jakie są uczucia i przeżycia wewnętrzne bohaterek. Obsesyjnie obserwujący je chłopcy dochodzą do wniosku, że żyją one w magicznym i tajemniczym kobiecym świecie, niedostępnym dla mężczyzn. Mimo, że nieustannie starają się oni zrozumieć siostry, w ich układance wciąż brakuje wielu elementów – natura dziewcząt do końca pozostaje niezbadana.

Depresja bohaterek w filmie jest cicha i w pewien sposób utajniona. Na pozór też niczym nie spowodowana – siostry mają w końcu kochających rodziców, są też jeszcze bardzo młode, przez co można przypuszczać, że nie mają poważnych problemów. Od początku czuje się jednak ich wielką wrażliwość, idealizm i skłonność do uniesień – staje się więc zrozumiałe, dlaczego pełne zawodów życie zaczyna je przerastać. Bardzo sugestywne w filmie są sceny przyjęć młodych ludzi, podczas których nastolatki zdają się udawać dorosłych, jednocześnie mając pragnienia typowe dla swojego wieku. Ten konflikt pomiędzy rozbuchaniem emocjonalnym związanym z dojrzewaniem i próbą przestrzegania zachowawczych obyczajów narzucanych przez starsze pokolenie to niewątpliwie jeden z powodów wewnętrznych cierpień sióstr Lisbon.

„Przekleństwa niewinności” to przejmujący i działający na zmysły portret wielopłaszczyznowej natury młodzieńczej depresji. Coppola umiejętnie zarysowała specyficzny świat nastoletnich dziewczyn, ukazując jego romantyzm i bezpretensjonalność. Wisienkę na torcie w postaci muzycznej interpretacji melancholii bohaterek stanowi rewelacyjna, nostalgiczna ścieżka dźwiękowa, stworzona przez duet Air.

5. Droga do szczęścia

Ekranizacja powieści Richarda Yatesa odnosi się do poczucia uwięzienia i niedopasowania towarzyszącego depresji. Problem intensyfikuje osadzenie go w skostniałej społeczności amerykańskich przedmieść lat 50. – narzucone z góry role zdają się przytłaczać bohaterów.

April i Frank rozpoczynają małżeńskie życie pełni nadziei i optymizmu. W miarę upływu czasu porozumienie między nimi jednak niszczeje i tracą umiejętność podejścia do siebie nawzajem z empatią. Oboje czują, że są stworzeni do czegoś większego niż poukładane życie na przedmieściach – Frank w młodości miał aspiracje literackie, April była aktorką. Małżeństwo zaczyna planować przeprowadzkę do Paryża, symbolicznej ziemi obiecanej, mającej zapewnić sens ich istnieniu. W końcu nie decydują się jednak na żaden odważny krok, przełamujący życiową rutynę i bezpieczeństwo. Teoretycznie jest to racjonalnie słuszna decyzja, jednak sprawia ona, że April po cichu i stopniowo pogrąża się w depresji. Rola gospodyni domowej i matki ją obezwładnia, nie pomaga jej również brak porozumienia z mężem. W końcu wszystko w życiu przestaje ją uszczęśliwiać, a jej codzienne czynności stają się mechaniczne.

„Droga do szczęścia” świetnie pokazuje złożoność relacji międzyludzkich i cierpienie związane z poczuciem alienacji. Unaocznia też, jak łatwo można stracić kontakt z drugim człowiekiem żyjąc obok niego i do jakich tragicznych skutków może to prowadzić.

 

*

 

Dlaczego podejmowanie problematyki depresji w kinie jest ważne? Dlatego, że mainstreamowe filmy amerykańskie od lat próbują nam wmówić, że zaburzenia psychiczne nie istnieją i że wszelkiej „nienormalności” należy się bać. Melancholia to jednak element człowieczeństwa,  a traktowanie jej jak tabu na pewno nie sprawi, że problem zniknie. Nie należy też zapominać o tym, że depresja to często domena wielkich artystów i filmowych twórców – z jednej strony jest to więc „trująca mgła” odbierająca chęć do życia, ale z drugiej może być przyczyną tworzenia wielkich arcydzieł (jak w przypadku Larsa Von Triera, który sam zmagał się z chorobą). Odniesienie się w filmie do tej nie do końca zbadanej i nieperfekcyjnej części ludzkiej natury nie jest łatwe ani szczególnie wdzięczne, ale gdy robi się to z odpowiednim zaangażowaniem  i biegłością dzieło zdecydowanie nabiera wartości, co można zaobserwować w powyższych przykładach.







  • Fidel

    melancholia =/= depresja

    • baska

      ale w tekscie chyba nie jest powiedziane ze jedno rowna sie drugiemu. chociaz i taka interpretacja bylaby poprawna, biorac pod uwage ze dawne medyczne okreslenie depresji to wlasnie melancholia. w takim czy innym wypadku chyba nie da sie zaprzeczyc temu, ze sa to pojecia scisle powiazane

      • Fidel

        Melancholia jest równana z depresją jedynie w języku potocznym, w którym definicja obu stanów sprowadza się do tego, że ktoś jest w fatalnym nastroju, ma poważne problemy natury emocjonalnej itp. Jeśli chodzi o kontekst kulturowy, to melancholia i depresja to dwa zupełnie inne pojęcia, posiadające odmienną tradycję, ikonografię itd.

        A w tekście pojawia się chociażby coś takiego:
        „Dlaczego podejmowanie problematyki depresji w kinie jest ważne? Dlatego, że mainstreamowe filmy amerykańskie od lat próbują nam wmówić, że zaburzenia psychiczne nie istnieją i że wszelkiej „nienormalności” należy się bać. Melancholia to jednak element człowieczeństwa, a traktowanie jej jak tabu na pewno nie sprawi, że problem zniknie.”

        W tych dwóch zdaniach terminy są ze sobą zrównane. A wracając do dawnej terminologii medycznej – jak sama nazwa wskazuje jest ona „dawna” i obecnie nie ma raczej zastosowania. Zresztą, autorka nie pisze rozprawy medycznej, tylko tekst, który porusza problem od strony kulturowej.

        • baska

          wydaje mi sie, ze chodzi o melancholie jako jeden z glownych, ale nie jedyny objaw depresji, czyli przygnebienie. moge sie mylic, ale jakos mnie uzycie tego slowa w tym kontekscie nie razi, mimo ze jak wiadomo te dwa pojecia maja rozne konotacje

          • psycholog

            w tekście, powiedzmy, „psychologicznym” taki znak równości byłby jednak nie do przyjęcia. dlaczego więc pisząc o kulturze możemy mieszać takie pojęcia? podobnie jest z psychopatią – w większości tekstów dotyczących filmowych morderców autorom nie przeszkadza wkładać do jednego worka schizofrenii, osobowości wielorakiej itd., podobnie jest z autyzmem i zespołem aspergera. nie mamy tu do czynienia z publikacją naukową, ale to nie usprawiedliwia braku rzetelności. jeśli już wprowadzamy terminologię z jakiejś dziedziny, pozostańmy jej wierni, inaczej będziemy tylko utrwalać błędy w potocznym myśleniu o ważnym problemie.

          • kkryda

            Nie jestem psychologiem, ale poznałam dosyć dobrze depresję i powiązane z nią zaburzenia również od strony medycznej. W tekście omówiłam jednak funkcjonowanie tego motywu w kinie, zabiegi twórców, które wpływają na recepcję obrazów itd. W najogólniejszym pojęciu, rzecz to o teorii kina, a nie o psychologii – te dziedziny, mimo pewnych punktów wspólnych, w wielu miejscach mogą sobie nawzajem przeczyć. Znaku równości pomiędzy melancholią i depresją postawić nie chciałam, starałam się wręcz używając tych dwóch słów podkreślić różne strony zagadnienia. Odwołałam się do melancholii jako egzystencjalnego smutku, ethosu starożytnych filozofów, „nadmiaru człowieczeństwa” – tak ten topos funkcjonuje w kulturze i w niektórych z powyższych filmów. W moim odczuciu to zamieszanie wokół semantyki tych dwóch pojęć wynika między innymi z tego, że wielu ludzi (w szczególności artystów) cierpiących na depresję bardziej utożsamia się z definicją melancholika niż ze ścisłą diagnozą typu „niedobór serotoniny”. Dlatego uważam, że melancholię, między innymi przez jej kulturowe konotacje, można traktować jako tę poetycką i nieco tajemniczą część (odmianę?) depresji, do której często odnoszą się twórcy – w końcu w materii tak delikatnej jak kwestia ludzkiej psychiki bardzo wiele zależy od podejścia. Do mnie osobiście bardzo przemawia to poszerzenie definicji, szczególnie, że istnieje hipoteza, że to prawa (artystyczna) półkula mózgu odpowiada za depresję. To by wyjaśniało, dlaczego wielu ludzi potrafi przekuć ten stan w coś pięknego: wiersz, film, czy obraz. Według mnie to bardzo ciekawe w jaki sposób kino może rzucić nowe światło na sklasyfikowaną medycznie chorobę, w szczególności jeżeli reżyser buduje swoją wizję na własnych doświadczeniach. Może to służyć jako przypomnienie, że nie wszystko da się zracjonalizować i wiele pojęć wymyka się definicjom. Między innymi do tej strony zagadnienia chciałam odnieść się w tekście, ale rozumiem, że ktoś może się z tym nie zgodzić – wszystko zależy od punktu widzenia. ~ autorka

          • Ghoul

            świetna odpowiedź :)

          • Fidel

            Odpowiedź tłumaczy tok rozumowania i w zasadzie mogę zgodzić się z interpretacją autorki. Sam tekst nie naprowadza jednak na takie rozumowanie i do tego odnosi się mój zarzut. I zdecydowanie nie chodzi mi tu o ścisłe definicje, ale o kontekst kulturowy pojęć. Pozdrawiam.

  • Kursant Malbork

    ważny tekst, ważne filmy

  • Robert

    W tym temacie to jeszcze „Control”.

  • P. Sawicki

    Brakuje bodaj najważniejszego filmu o tej tematyce, czyli „Błędnego ognika” L. Malle’a.

  • Marcin

    Zacząłem oglądać Pokolenie P (Prozac Nation), szczerze mówiąc po opisie filmu spodziewałem się więcej – tymczasem jest to raczej dość banalny film dla nieszczęśliwych nastolatków… Nie polecam, jeśli ktoś szuka filmu, który dotyka istoty problemu.

    • Marcin

      Cofam co napisałem :D Pisząc komentarz, przypomniałem sobie o tym filmie i z ciekawości obejrzeałem do końca – pierwsze pół h jest kiepskie, potem film jest bardzo dobry.






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

Aguirre, gniew boży

Następny tekst

Skrzydełko czy nóżka?



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE