Artykuł

Rok 2017 w światowym box offisie

Autor: Grzegorz Fortuna
opublikowano

Nie radziły sobie także filmy cyberpunkowe. Ghost in the Shell nie pomogła ani Scarlett Johansson, ani udane zwiastuny – film kosztował 110 milionów, a zarobił w kinach 170. Nieco lepiej poradził sobie Blade Runner 2049 – 256 milionów w box offisie – ale niewiele to dało, bo film kosztował aż 150 milionów.

Tytuł najbardziej kuriozalnej klapy roku przypada jednak filmowi Monster Trucks, który Paramount przygotował w 2015 roku, a potem przez półtora roku przerzucał z ręki do ręki jak gorącego ziemniaka. To sytuacja o tyle ciekawa, że szefostwo firmy już przed premierą określiło swój produkt jako klapę i spisało go na straty. Cóż, panowie w garniakach się nie pomylili – Monster Trucks kosztowało 125 milionów, a zarobiło 64 miliony.

Idzie nowe?

Czy duża liczba spektakularnych finansowych porażek powinna wywoływać strach o przyszłość filmowej rozrywki? Raczej nie. Warto zauważyć, że większość z wymienionych wyżej klap to filmy nieudane, miażdżone wszem i wobec przez krytyków i widzów. Największe sukcesy odnosiły natomiast filmy dobre, pomysłowe i w wielu przypadkach… kompletnie niespodziewane.

Spójrzmy jeszcze raz na powyższą listę – doskonały wynik udało się uzyskać Loganowi, czyli najbardziej dojrzałej, brutalnej i poważnej części przygód X-Menów, która kosztowała w dodatku o wiele mniej niż inne produkcje superbohaterskie (97 milionów). Eksperymentalny i niełatwy blockbuster Christophera Nolana, Dunkierka, zarobił natomiast przeszło pięć razy więcej, niż kosztował.

Niespodziewanym hitem okazał się także Baby Driver, który zarobił 227 milionów (przy budżecie wynoszącym 34 miliony), przełamując niezbyt dobrą passę Edgara Wrighta na amerykańskim rynku (jego filmy mają co prawda status tytułów kultowych, ale zwykle nie sprzedają się za dobrze). Jeśli dodamy do tego wyniki Coco i wspomnianych wyżej niskobudżetowych, często ambitnych horrorów, okaże się, że rok 2017 był całkiem niezłym sezonem dla kina intrygującego i odważnego. Oby ta tendencja się utrzymała.

A w Polsce?

Dokładne dane nie zostały jeszcze opublikowane przez Stowarzyszenie Filmowców Polskich, ale z fragmentarycznych informacji jasno wynika, że… polski rynek filmowy jest obecnie najszybciej rosnącym rynkiem w całej Europie Zachodniej. W 2017 roku padł kolejny rekord sprzedaży biletów, co oznacza, że był to najlepszy sezon od czasów PRL-u.

Nie ma wątpliwości, że Polacy uwielbiają chodzić do kina. Zgrzyt zębów może jedynie powodować informacja o tym, jakie filmy wybierają. Dwa najchętniej oglądane polskie tytuły 2017 roku to Listy do M. 3, czyli uwielbiana przez widzów kontynuacja TVN-owskiego przeboju, i – oczywiście – Botoks, czyli kolejna wspaniała produkcja Patryka Vegi. Łącznie te tytuły sprzedały ponad pięć milionów biletów, co przekłada się na ponad sto milionów złotych zysku dla kin, dystrybutorów i producentów.

W rozpoczynającym się właśnie roku raczej wiele się nie zmieni, w planach dystrybutorów znaleźć można wszak kolejne filmy Patryka Vegi, następnego Pitbulla i całą garść komedii romantycznych. Pod znakiem zapytania stoi tylko kwestia chłonności polskiego rynku i ewentualnego wzrostu liczby widzów w kolejnych latach – jeśli jednak tendencja się utrzyma, w 2018 roku powinniśmy odnotować kolejne rekordy.

korekta: Kornelia Farynowska

Ostatnio dodane