Quo Vadis, Expendables? | FILM.ORG.PL

Quo Vadis, Expendables?








Rafał Donica
27.03.2014


W serwisie IMDb pod hasłem „Expendables 4” widnieje lista aktorskich dinozaurów, którzy mają wziąć udział w czwartej przygodzie Barneya Rossa i spółki. Pal go sześć, czy lista to fake (przy wszystkich nazwiskach stoi „rumored”), mokry sen jakiegoś miłośnika epoki VHS, czy też ma jakieś odzwierciedlenie w rzeczywistości. Nie ma podanej ani planowanej daty premiery, nie ma reżysera ani scenarzysty, ba!, wśród nazwisk brakuje  nawet Sylvestra Stallone i Jasona Stathama – trzonów projektu. Mniejsza o to, jest znakomita okazja żeby sobie co nieco poanalizować zjawisko, czy raczej, niechże użyję tego popularnego w ostatnim czasie słowa, franczyzę spod szyldu „Niezniszczalnych”.

niezniszczalni1

Sylvester Stallone wpadł na genialny w swojej prostocie pomysł, by zebrać na jednym planie jak najwięcej przygasłych gwiazdorów kina akcji. Część pierwsza okazała się strzałem w dziesiątkę. Były władca kina akcji, wciąż trzymający formę Stallone oraz będący na topie i trzymający formę ponad normę Statham, grali pierwsze skrzypce. Na drugim planie w sympatycznych epizodach mignęli Rourke, Willis i Schwarzenegger, a całość doprawili Dolph Lundgren i Jet Li oraz Eric Roberts w roli czarnego charakteru. Było dynamicznie i nostalgicznie, a film skrzył się akcją i humorem. Starzy wyjadacze znów porządnie i widowiskowo skopali kilka tyłków, a testosteron aż tryskał z kinowego ekranu. W drugiej części wszystko zostało już puszczone na tak zwany żywioł, sequel leciał na jałowym biegu, korzystając z prędkości nabranej przez część pierwszą. Od znanych nazwisk zrobiło się tłoczno, nie tylko na liście płac, ale przede wszystkim przed kamerą, przez co każdy z nestorów kina akcji dostał zaledwie kilkadziesiąt sekund, kawałek kadru i kilkanaście naboi do wykorzystania.

Najgorzej wypadli Willis, Schwarzenegger i Chuck Norris, każdy z nich postrzelał przez chwilę do wrogów bez większego zaangażowania i każdy z nich dostał do wypowiedzenia kilka czerstwych, często własnych sprzed lat, one-linerów. Ich wyliczanka pod koniec filmu zaczynała już nie tyle męczyć, co drażnić, ocierając się o autoparodię, niestety mało zabawną, bo podawaną na łopacie z prędkością karabinu maszynowego bez oglądania się na kontekst. Reasumując, druga część, zgodnie z prawem sequeli, zaoferowała więcej, ale tylko aktorskich wykopalisk. Akcja wyraźnie zwolniła i jedynie Stallone, Statham i Van Damme kręcili tym cyrkiem na kółkach. Już pierwszy sequel zdradzał zmęczenie (dosłowne ;) materiału, a czekają nas być może jeszcze dwie dokładki. Stallone i młoda inaczej reszta, powinni powoli zacząć przyjmować do wiadomości to, co powtarzał Roger Murtough, czyli Jestem już na to za stary.

niezniszczalni2

W trzeciej części zobaczymy kolejne odkurzone facjaty kina sensacji i wielkiej przygody sprzed lat – będzie Harrison Ford, Mel Gibson (z tego co mi wiadomo, on jeden przypakował ostro na potrzebę roli), Antonio Banderas, Wesley Snipes i Robert Davi. Patrząc na poprzednie odsłony cyklu, obsadę trójki znacznie posunął czas. Harrison Ford w dniu premiery będzie miał na karku 72 lata, a Arnoldowi brakować będzie rok do 70. Ford już w czwartym Indiana Jonesie pokazał, że jego ekranowa energia mocno przygasła. Arnold już daaawno nie ten, Mela Gibsona jedynie jestem ciekaw, tzn. czy przyświruje jak za dawnych lat („Mad Max”, „Zabójcza broń”). Zaczynam jednak coraz mocniej obawiać się o jakość serii, bo już dwójka pokazała, że większość wiekowej obsady nie czuje się dobrze w środku głośnej strzelaniny. Cały cykl zaczyna przypominać  pokazowy mecz seniorów w piłkę nożną. Może i fajnie byłoby zobaczyć znów na boisku Maradonę, Pele’ego, Bońka, ale co z tego, skoro truchtaliby zamiast biegać i popychaliby piłkę zamiast zdrowo przykopać z woleja. Na szczęście dla kibiców i samych piłkarzy, takie mecze nie są organizowane.

niezniszczalni3

Z części na część rozrasta się lista nazwisk. Hipotetyczna obsada hipotetycznej części czwartej zawiera chyba z milion kultowych aktorów kina kopanego / akcji klasy B., często jednorazowych . Podobnie, jak w przypadku poprzednich części „Niezniszczalnych”, prawdziwą przyjemnością byłoby podziwianie znanych panów we wspólnym występie, ale 20-25 lat temu, gdy byli u szczytu sławy. No tak, ale wtedy każdy z nich zainteresowany był rozwojem własnej kariery, a na ekranie było miejsce co najwyżej miejsce dla dwóch z nich na raz (patrz „Tango i Cash” – swoją drogą, wśród Niezniszczalnych, jeśli już odkopujemy starych kultowców, brakuje mi mocno Kurta Russella). Teraz, gdy gwiazdy ich wszystkich są nieco przygasłe, mocno przygasłe, a niektórych zgasłe, nie ma juz obaw o to, że pozabijają się o miejsce przed kamerą oraz kolejność w napisach początkowych i hurtowo decydują się na wstąpienie w szeregi mini-armii starych wyjadaczy pod batutą Stallone’a. Warto jednak zauważyć, że średnia wieku Niezniszczalnych od części pierwszej do czwartej (założyłem, że skoro kolejne częsci powstają co dwa lata, będzie ona miała premierę w 2016 roku) przesunęła się z 52 lat do prawie 60. Odnoszę lekkie wrażenie, że potencjalna część czwarta może okazać się dla serii „Niezniszczalnych”  jednym filmem za dużo…

srednia2

Dlaczego i po co w ogóle ten artykuł? Otóż z przykrością stwierdzam, że patrząc na listę nazwisk zaproponowanych na IMDb do części czwartej… w ogóle nie czekam na ten film. Mimo wielu znanych twarzy (choć kaliber nazwisk już nie ten, co w poprzednich odsłonach cyklu), które towarzyszyły mi w dzieciństwie podczas seansów zakończonych wypiekami na twarzy, nie mam większej ochoty oglądać ich wysiłków i prób rozbłyśnięcia raz jeszcze w kinie akcji. Filmowy czas większości z nich dawno się skończył. Z całym szacunkiem dla Stallone’ego i jego dzielnej ekipy „Niezniszczalnych”, trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść niepokonanym. Zamiast porywać sie na kolejny mecz, może czas usiąść w końcu na trybunie honorowej i z godnością ustąpić miejsca młodszym, zanim popadnie się w śmieszność próbując walczyć wręcz w wieku 70 kilku lat i biegając z M-40 w ręku oraz 80-tką na karku. Skończcie, póki  czas panowie, bo za kilka lat ziści się to, co przepowiadali twórcy „Spokojnie, to tylko awaria” plakatem reklamującym film „Rocky XXXVIII”.

Nie chcę oglądać filmowych ikon mojego dzieciństwa, robiących z siebie pośmiewisko.

obsada niezniszczalni 4 mlodzi

Rutger Hauer, uwielbiam go za „Autostopowicza” i „Łowcę androidów”, za dwa arcygenialne czarne charaktery, które na zawsze będą w moim filmowym serduchu. Gdyby tacy „Niezniszczalni” powstali w tamtym okresie, byłby wyczepistym villainem. Bolo Yeung na zawsze pozostanie demonicznym Chong Li z „Krwawego sportu” – także znakomicie sprawdziłby się jako czarny charakter-psychopata. Dziś Bolo Yeung ma 68 lat i choć podobno trzyma formę, to już, bądźmy realistami,  nie będzie to to samo co podczas kultowych zawodów Kumite. Michael Dudikoff – sześćdziesiątka na karku, z „Amerykańskiego wojownika” pozostał tylko blady cień. To samo 54-letni dziś Olivier Grunner – gwiazdka całkiem niezłego jak na B-klasowca „Nemesis”, który katowałem w dzieciństwie do zdarcia taśmy.

Największą niespodzianką i jednocześnie najstarszym aktorem wśród „Niezniszczalnych” (obecnie ten tytuł współdzielą Harrison Ford z Chuckiem Norrisem) byłby, jeśli czwórka w ogóle powstanie i on w niej wystąpi, 73-letni dziś Sonny Landham, czyli  indianin Billy z „Predatora”. Tylko czy ktoś jakoś szczególnie czeka na wielki powrót tego aktora? Steven Seagal – nie wiem co on w ogóle robi na liście, bo obecnie jest, jak to mawiał o sobie Eric Cartman, „ślicznie pulchny”, gra na gitarze i siedzi na Kremlu. Nie mam też większej ochoty oglądać w kinie akcji 58-letniego Michaela Biehna, którego mam w pamięci jako szybkiego, sprawnego, sprytnego i przede wszystkim młodziutkiego Kyle’a z „Terminatora” i Hicksa z „Aliens” – kapitalne postaci, nieprawdaż? Wesley Snipes po odsiadce chce zapewne rozprostować kości na planie filmowym i podreperować budżet gażą od której pewnie znów nie zapłaci podatku, ale czy zostało mu coś z dawnej formy i ekranowej charyzmy (patrz Simon Phoenix w „Demolition Man”)? Kto wie, może Blade w pudle ostro pakował i ćwiczył, jak jego bohater z filmu „Champion”. Mathias Hues to ten z filmu „Mroczny anioł” – bardzo wysoki kosmita z białymi oczami, co to przybył z kosmosu by „w pokoju” zabijać kogo popadnie. On też „zrobił” niejedno dzieciństwo dzisiejszych 30-kilku latków, ale lepiej chyba niech w tym naszym dzieciństwie „w pokoju” pozostanie. Michael Quissi to także jedna, ale jakże charakterystyczna rola, którą zapisał się złotymi literami w historii kina kopanego. Podobnie jak Bolo Yeung w „Krwawym sporcie”, został skopany do krwi ostatniej przez Van Damme’a (który występ w serii „Niezniszczalnych” ma już za sobą) – w filmie „Karate Tygrys III”. Ileż ten finałowy pojedynek generował emocji, ileż radochy sprawiało obserwowanie jak Van Damme katuje złego do szpiku kości Tong Po w wykonaniu Quissiego. Jak tylko Tong Po padał, cofało się kasetę i dawaj od nowa, owijanie dłoni, moczenie w kleju, szkle i Tong Po znowu dostaje łomot.

Don „The Dragon” Wilson? Kojarzę go ze szczenięcych lat, ale jakoś nigdy nie było mi po drodze z jego filmami, więc nie mam  żadnych związanych z nim wspomnień. Patrząc na poniższe zestawienie aktualnych zdjęć wymienionych właśnie panów, łatwo stwierdzić, że do filmu akcji pokroju „Niezniszczalnych” nadają się jedynie Dolph Lundgren i Wesley Snipes. Reszta mogłaby zagrać co najwyżej role pokroju Walta Kowalskiego z „Gran Torino”, ale, sorry Winnetou, talent aktorski nie ten co u Clinta Eastwooda.

Z całym szacunkiem, czy naprawdę chcemy zobaczyć ten zestaw starszych panów w akcji?

obsada niezniszczalni 4

Rafał Donica

Rafał Donica

Rocznik 77, od chwili obejrzenia „Łowcy androidów” pasjonat kina (uwielbia „Akirę”, „Drive” i niedocenioną „Nienawistną ósemkę”). Miłośnik Szekspira, Lema i literatury rosyjskiej (Bułhakow, Tołstoj i Dostojewski ponad wszystko). Ukończył studia w Wyższej Szkole Dziennikarstwa im. Melchiora Wańkowicza w Warszawie na kierunku realizacji filmowo-telewizyjnej. Od seansu „Frankensteina” Jamesa Whale'a – niepoprawny wielbiciel postaci monstrum. Założyciel i w latach 1999 – 2012 redaktor naczelny portalu FILM.ORG.PL. Wieloletni współpracownik miesięczników CINEMA oraz FILM, publikował w Newsweek Polska, CKM i kwartalniku LŚNIENIE.
Prowadzi blog tematyczny poświęcony klasycznym monster-movies: cinemafrankenstein.blogspot.com
Rafał Donica

Rafał Donica - ostatnie teksty: (zobacz wszystkie)







  • Kazik

    Tekst spoko. Tak jak pierwszych Niezniszczalnych obejrzałem z wielką przyjemnością. Świetny wątek postaci, którą gra Rourke, bardzo fajna gra samego Stallone… Tak drugiej części nawet nie tknąłem. Ciężko zrozumieć dlaczego całej pary, iskry, starczyło tylko na jeden film.

    • Dwójka była dobra. Przegięta, trochę na siłę wepchnięto więcej gwiazd, ale nie czułem, że to film po prostu niepotrzebny. Zabawa była przednia i chyba o to chodzi, o nic więcej. Kwestia tego, żeby nie przedobrzyć. Jedna łyżeczka cukru jest ok, z dwoma herbatę da się jeszcze wypić, ale więcej to już zęby zgrzytają.

  • Boruld

    Artykuł super. Ale tabelka w wiekiem aktorów to już skandal. Dołożono lat Arnoldowi,Willisowi, Gibsonowi, Banderasowi, Fordowi. Więc trochę ta średnia wieku będzie niższa.

    • Rafał Donica

      Wielkie sorki, najpierw obliczałem wiek aktorów z części 4 odejmując od daty urodzenia rok 2016 i pewnie mi sie pokałapućkało i w przypadku częsci 1 czy 2 tez odjąłem ten rok, zamiast 2010 czy 2012. Już poprawiłem wskazane błędy, ale średniej to nie zmieniło za bardzo. Co więcej, zwiększyła się o cały rok różnica średniej wieku aktorów pomiędzy częscią 1 a 4 ;)

      • student.krk

        Arnold ma 66 lat więc nie więc nie wiem jakim cudem w dniu premiery expendables będzie mu brakowało roku do 70 ? W ogóle zastanawia mnie cel w jakim powstał artykuł. Wiemy, że jesteś młodszy. Gratulacje ;-)

  • Adolf

    Sorki Dux, ale „Karate Tygrys III”? przecież Quissi walczył z Van Dammem w Kickboxerze :/ poza tym zbyt negatywnie oceniasz Niezniszczalnych 2, którzy są filmem lepszym od oryginału, ogląda się sprawnie, akcja wcale mocno nie zwalnia, nie brakuje też dozy dramatyzmu, zaś całość wie w jakim kierunku zmierza seria, nie mogę doczekać się trójeczki :))

    • Rafał Donica

      Sorki Adolf, ale ja znam ten film pod tytułem „Karate Tygrys III”, tak był podpisany pirat przed wieloma laty ;). Zresztą wpisz sobie na Google „Karate Tygrys III” – wyskoczą Ci foty z „Kickboxera” a w kilku przypadkach obok tytułu „Karate Tiger III” wyskoczy Ci w nawiasie („Der Kickboxer”), tak więc obydwaj mamy rację :)

      • Adolf

        a to chyba że tak ;) ja to VHSy tylko nagrywane z tv :P no a film legenda

      • hajoo

        Niemcy nazwali go Karate Tygrys III w wersji niemieckojęzycznej dostępnej na bazarze :) To tak jak u nas z Wirującym Seksem.

  • docx

    Tyle że Harrison Ford kończy w tym roku 72 lata a nie 74…

  • vendigo

    zagadzam sie z poprzednikami co do oceny jedynki i dwojki. Mi tez sie podobala bardziej dwojka niz jedynka. Patrzac nawet na te wyeksploatowane postacie z lat ’80 i ’90 niesamowite wrazenie zrobilo zobaczenie ich wszystkich razem. Az sie lezka w oku krecila :)

  • Andriej

    Ja akurat rozczarowałem się mocno sequelem – jeśli nie podniosą poziomu w „trójce”, to faktycznie nie będzie na co czekać. Swoją drogą negatywna wymowa tego artykułu coś nieprzyjemnie zgrywa się z pojawieniem się recenzji kolejnego marvelowskiego chłamu, któremu rzecz jasna dajecie bardzo wysoką notę. Arnie i Sylvek mogą mieć nawet 80 lat na karku, ale nawet wtedy będą mieć więcej charyzmy, siły i życia w sobie niż te żałosne, nędzne wypierdy wyduszające z siebie z trudem odrobiny charakteru, a mówię tu o Hemsworthcie i Evansie!

    • Rafał Donica

      Nie ma w KMF żadnego kółka wielbicieli Marvela, cały sekret polega na tym, że recenzje marvelowskich filmów pisza osoby znające i lubiące to universum, a co za tym idzie, osoby oglądające marvelowskie filmy najszybciej. Łamy KMF od zawsze sa otwarte na inne zdanie, jeśli ktoś ma ochotę skrytykować Marvela – zapraszamy.

  • Dariusz

    Mnie bardziej podobała się druga część Niezniszczalnych. JCVD jako czarnych charakter był genialny, a Roberts był mocno przeciętny. Wiadomo co to za akcyjniak bez wyrazistego szwarccharakteru. Poza tym jak dla dwójka jeszcze bardziej poszła w pastisz i autoironię, dlatego pełno było nawiązań tak prostackich, że każdy je wyłapywał. Jak kiedyś zero subtelności, liczy się akcja.

  • Mefisto

    9 akapitów i tabelka, które można podsumować słowami: nie chcesz, to nie oglądaj (albo obejrzyj i napisz 50 prawd). Poza tym całość, to trochę takie dzielenie skóry na niedźwiedziu – do premiery trójeczki jeszcze nieco czasu, a część 4 jest na razie „w planach”, więc to takie narzekanie dla samego narzekania. Fakt, część druga miała to wszystko, co wymienione w tekście, choć mimo to potrafiła wywołać uśmiech nostalgii na twarzy, a wszyscy grający w owym sequelu ani na moment nie ukrywali, że chodzi o jedną wielką zgrywę.

    P.S. A okazjonalne, towarzyskie mecze przebrzmiałych gwiazd futbolu chyba jednak mają miejsce.

  • tomashec

    Faktycznie dwójka była trochę słabsza, ale na trójkę mocno liczę. Szczególnie na świeże spojrzenie młodego hollywoodzkiego debiutanta. Bo Simon West to jednak drugoligowy wyrobnik bez krztyny oryginalności, a Patrick Hughes może namieszać. Warto byłoby wspomnieć, że studio Millennium Films ma w planach żeński spin-off „The ExpendaBells” (nooooooooooo!!!!!!!)

  • Arturo

    Seagal i Lundgren owszem robią z siebie na stare lata pośmiewisko, ale raczej związane z ich pro-putinowską propagandą.

  • rob

    ja bym zrobił ten film z kobiecą ekipą rothrock khan oshima mai lee yeoah do tego parę młodszych i mogło by być całkiem niezła zabawa

  • Tomasz Kocot

    gdzie trailer?

  • Artur Trzebny

    W kwestii tytułu: „Karate Tiger”. Pod takimi tytułami w złotej erze VHS – przełom lat 80-tych i 90-tych funkcjonowały filmy: „No Retreat No Surrender” z JCVD w roli czarnego ruskiego Charakteru Iwana i niejakim Kurtem McKinney’em – kto dziś go pamięta? Następna była kontynuacja: „No Retreat No Surrender 2” czyli „Karate Tiger 2”, a w obsadzie Mathias Hues, Cynthia Rothrock i Loren Avedon. I na końcu „Karate Tiger 3” czyli właśnie „Kickboxer”. Skąd takie tytuły? Ano stąd, że w tamtych czasach większość filmów krążyła poza legalnym obiegiem (który wtedy praktycznie nie istniał), a wiele kopii trafiało do Polski z zachodu, min. z Niemiec. I to właśnie Niemcy nadali wymienionym pozycjom swoje własne tytuły, chociaż nie miały one z sobą nic wspólnego w wersji oryginalnej. Filmy były oczywiście z niemieckim dubbingiem i polskim lektorem. Sam pamiętam moje zdziwienie kiedy kumpel przyniósł mi kasetę z „Tygrysem Karate 3”, a kiedy go włączyłem okazało się, że to „Kickboxer”. To właśnie były takie niuansiki charakterystyczne dla tamtych czasów.

    • SilverAG

      A ja tam pamiętam Karate Tygrysy :-) I Kung Fu Pandy, hehe :-) Panie Autorze – co to znaczy Stallone’ego? Chyba Stallone’a. Może mieszka w Bydgoszczu albo innej Toruni… A co do samej (póki co) trylogii – ja mogę oglądać takie filmy :-)

      • Artur Trzebny

        Ja do dzisiaj z nostalgią co jakiś czas wracam do tej – jak to ująłeś – trylogii:-). Po prostu lubię je oglądać bo lubię takie kino.

  • Artur Gralla

    Czlowieku ale po co pisac taki artykul jak sie nie lubi takich klimatow,to po co marnowac czas i nasze nerwy na kolejny art ,pt: jak to mi zle w zyciu jest i sobie pojade po starych to pewnie sloiki mi przyklasna.

  • Kozas

    Z jednym się zgodzę na 100% – też mi mocno Kurta Russella brakuje i już o nim przy pierwszej części myślałem. Na pewno na korzyść działa u niego to, że nigdy nie brylował jakoś muskulaturą i ciosami karate, a raczej charyzmą. Dlatego najgorzej IMO mogą wypaść ci, którzy wszelkie swoje atuty już stracili – co może Seagal zaproponować( ale tak szczerze to ja go nigdy akurat nie lubiłem)? A taki Rutger Hauer mimo tego, że i tak jest dużo starszy niż średnia Niezniszczalnych( a do tego wygląda prawie jak mumia), może sprawić się dużo lepiej. Więc dla mnie akurat to ile kto ma lat dokładnie nie jest o tyle ważne, co to jak się trzyma i czy atuty danego aktora są łatwo przemijalne z wiekiem. Zgodzę się w 100% też co do Harrisona Forda – w ostatnim Indianie Jonesie widać już było, że jest zmęczony

    • Cassel

      A propos Hauera. Pamiętam, jak dawno temu czytałem (gdzieś w gazecie, nie było jeszcze internetu), że po premierze „Nighthawks” (1981) Stallone był mocno wściekły, że ludzie są zachwyceni Hauerem i mówią tylko o nim. Podobno Sly odgrażał się wtedy, że ten Holender długo nie zagrzeje miejsca w Hollywood. Rutger megagwiazdorem faktycznie nie został, ale co potem zagrał, to zagrał, tylko ciekawi mnie, jak teraz układałyby się stosunki obu emerytów, gdyby mieli się spotkać na planie Expendables ileś tam.

  • Simon Merry

    Robienie artykułu na podstawie przypuszczalnej obsady części czwartej? Przecież to oczywiste, że co najmniej połowa z tych ludzi w „czwórce” (o ile w ogóle powstanie) nie zagra. Wystarczy spojrzeć na przewidywania obsady drugiej części, także na imdb, w 2011 roku:
    http://oi58.tinypic.com/2uos0b4.jpg






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

W hołdzie mistrzom #3 - Płonące kieliszki

Następny tekst

Czarny łabędź



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE