Oscary 2015 – nasze typy | FILM.ORG.PL

Oscary 2015 – nasze typy








22.02.2015


b

Maciej Niedźwiedzki

W tym roku mam dwóch faworytów: Snajpera i Boyhood. Chciałbym, by te dwa filmy podzieliły między siebie statuetki. Ze wszystkich nominowanych (nie widziałem Selmy) najbardziej mnie porwały. Brakuje mi bardzo reżyserskiej nominacji dla Eastwooda. Ze Snajperem bardzo lubię się mocować, ponieważ porusza się po dość delikatnej materii. Ten film uświadamia jak ciężki jest spust przy karabinie oraz wzbogadził amerykańskie kino o żołnierza jakiego wcześniej nie spotkałem. Cooper w tym roku nie ma raczej żadnych szans, ale ja przyznałbym mu statuetkę. Z całej piątki jest najlepszy. Boyhood to dla mnie sentymentalna podróż o kilkanaście lat wstecz. Nie ma w nim wielkich słów, wiekopomnych wydarzeń, jednolitej fabuły, ani spójnej dramaturgii. Ten film pomalutku płynie, ale nie potrafię oderwać od niego wzroku. Linklater co chwila chwyta mnie za rękę, dociera do mojej pamięci i wydobywa z niej, wydawałoby się, nic nie znaczące detale i błahe zdarzenia. Boyhood to osobisty list reżysera do matek, ojców, synek i córek. Dodatkowy plus jeszcze za realizację. Z Birdmanem przyszli filmowcy będą się jeszcze mierzyć – Innaritu jedynie podniósł wyżej poprzeczkę. Drugi Boyhood już nigdy nie powstanie.

Moje przywidywania w wybranych kategoriach:

Film anglojęzyczny:

Kto wygra: Boyhood

Kto powinien wygrać: Boyhood lub Snajper

Reżyseria:

Kto wygra: Richard Linklater

Kto powinien wygrać: Bennett Miller

Aktor pierwszoplanowy:

Kto wygra: Eddie Redmayne

Kto powinien wygrać: Bradley Cooper

Aktorka pierwszoplanowa:

Kto wygra: Patricia Arquette

Kto powinien wygrać: Patricia Arquette

Aktor drugoplanowy:

Kto wygra: J.K. Simmons

Kto powinien wygrać: Edward Norton

Animacja:

Kto wygra: Jak wytresować smoka 2

Kto powinien wygrać: Pudłaki

Film nieanglojęzyczny:

Kto wygra: Ida

Kto powinien wygrać: Lewiatan

 

 

OscaryTypyPlakaty

Ewelina Świeca

Coś mi podpowiada, że to Snajper będzie święcił triumf w kategorii najlepszy film. Jednakże wolałabym i uważam, że bardziej zasłużyły Birdman lub Boyhood. Wygrana któregokolwiek z tych filmów, formalnie i pod względem treci, cieszyłaby mnie najbardziej. Cudowne nic-się-niedzianie na przestrzeni lat Linklatera lub szaleństwo zdesperowanego umysłu autorstwa Iñárritu to filmy, które na dłużej zapadają w pamięć, chce się do nich wrócić, pozwalają na chwilę zapomnieć o rzeczywistości nas otaczającej, przenosząc do innych światów innych ludzi.

Moje przywidywania w wybranych kategoriach:

 

Najlepszy film anglojęzyczny:

Wygra: Snajper

Powinien: Birdman albo Boyhood

 

Najlepszy film nieanglojęzyczny:

Wygra: Lewiatan

Mogłaby: Ida

 

Najlepszy aktor pierwszoplanowy:

Wygra: Bradley Cooper lub Eddie Redmayne

Powinien: Michael Keaton

 

Najlepszy aktor drugoplanowy:

Wygra: J. K. Simmons

Powinien: Edward Norton

 

Najlepsza aktorka pierwszoplanowa:

Wygra i powinna: Rosamund Pike

 

Najlepsza aktorka drugoplanowa:

Wygra i powinna: Patricia Arquette

 

Najlepszy reżyser:

Wygra i powinien: Wes Anderson, Alejandro González Iñárritu lub Richard Linklater

 

 

fidel-oscary

 Filip Jalowski

Tegoroczna edycja Oscarów wydaje mi się odrobinę nijaka. Jedyny film, który zasługuje w mojej opinii na miano zwycięzcy, Grand Budapest Hotel, nie ma na statuetkę raczej żadnych szans. Nie to, żebym był zmartwiony – wręcz przeciwnie. Kino Andersona nie pasuje mi do blichtru czerwonego dywanu. Myślę, że w Demokratycznej Republice Żubrówki statuetka złotego rycerza służyłaby co najwyżej jako przycisk do papieru.

A teraz po kolei. Selma, Teoria wszystkiego, Gra tajemnic i Snajper to solidne kino opowiadające o prawdziwych postaciach, ale żaden z tych filmów nie robi nic, aby zapracować sobie na coś więcej, niż wspominaną solidność. Nie mówię, że to jakaś wielka wada, życzyłbym sobie, aby więcej filmów robiono w sposób tak porządny, niemniej to nie takie kino powinno zdobywać nagrody. Pozostaje Whiplash, Birdman i Boyhood. Trio, które zbiera ochy, achy i doskonałe recenzje. Jak dla mnie, ponownie, są to jednak filmy tylko i aż solidne.

Whiplash oglądało się świetnie. Trzymał w napięciu jak dobry thriller i angażował w prościutką jak pałeczka perkusisty historię. Niestety, ulatniał się z głowy zaraz po napisach końcowych. I nie chodzi o to, że po tygodniu zastanawiałem się o czym właściwie to było, ale o to, że mimo braku luk w pamięci nie chciało mi się do myślenia o nim wracać. To fajna zabawa, może i do powtórzenia, ale nic ponadto.

Birdman miał być szaloną zabawą formą, konwencją, gatunkiem. Miał łamać schematy, powiedzieć nam coś nowego. Ostatecznie udowodnił jedynie, że Norton umie grać, Keaton nieźle radzi sobie z rolą Keatona, a Emma Stone ma największe oczy w historii. Realizacyjnie wygląda to dobrze. Cała ta zabawa w udawanie kręcenia na jednym ujęciu nawet wychodzi. Birdman spina się jednak na bycie paszkwilem na system (dostaje się aktorom, krytykom, publiczności), jednocześnie się do systemu przymilając. Znów, oglądało się to dobrze, bieganie po ciasnych korytarzach było nawet ciekawym doświadczeniem, ale po seansie nie pozostaje z nami w zasadzie nic poza uczuciem, że było nawet „fajnie”. Iñárritu chyba nie o to chodziło.

W końcu, faworyt krytyków – Boyhood. Uwielbiam Linklatera. Oglądając jego filmy czuję się czasem tak, jakby facet kradł przemyślenia z mojej głowy. Nie powiem, że Boyhood jest złe, bo nie jest. Nie jest jednak również najlepszym filmem w jego karierze. Co więcej, do czołówki się nawet nie zbliża. Wydaję mi się, że ta magiczna otoczka stworzona przez lata kręcenia zawróciła wszystkim w głowie. Nie jest to pomysł oryginalny, ale – jak widać – działa, ponieważ upływ czasu dotyka każdego z nas. To rzecz uniwersalna, każdy może się do niej odnieść. I w tej uniwersalności tkwi chyba sukces Boyhood, które – ponownie – jest dla mnie jedynie solidną robotą, brak w nim magii poprzednich filmów Linklatera.

Moje przewidywania w wybranych kategoriach:

Najlepszy film anglojęzyczny: Boyhood (powinien Grand Budapest Hotel).

Najlepszy film nieanglojęzyczny: Ida (najlepsze ze stawki są Mandarynki, ale trzymam kciuki za Idę).

Najlepszy aktor pierwszoplanowy: Eddie Redmayne (mnie zahipnotyzował Steve Carell).

Najlepsza aktorka pierwszoplanowa: Julianne Moore (i najwyższa pora).

Najlepszy aktor drugoplanowy: J.K. Simmons (nie obraziłbym się na Nortona, oby nie Hawke).

Najlepsza aktorka drugoplanowa: Patricia Arquette (nie wiem jak Dern, z pozostałych najlepsza).

Najlepszy reżyser: Richard Linklater (należy mu się, ale za kilka innych filmów).

Najlepszy scenariusz oryginalny: Richard Linklater (powinien Wes Anderson).

Najlepszy scenariusz adaptowany: Jason Hall i Snajper (nagroda pocieszenia).

Najlepsze zdjęcia: powinni podzielić statuetkę na pięć części.

 

 

birdman-poster

Jakub Piwoński

Od pewnego czasu da się zauważyć, że Oscary stają się nie tyle przewidywalne, co tendencyjne. Zwycięzcy są wypadkową gustów Akademii i wpisują się zazwyczaj w dwa kryteria jakościowe: poprawności i bezpieczeństwa. Nie inaczej jest w tym roku. W zestawieniu nominowanych do najważniejszej nagrody, przeważają tytuły wykonane co prawda w sposób rzetelny, ale jednocześnie całkowicie bezbarwny. Najbardziej podobały mi się zatem te filmy, których twórcy „olali” wspomniane kryteria. Taki „Birdman” oraz „Whiplash” na przykład. Pierwszy efektownie opiera się szablonowości w niemal każdym względzie, a drugi, choć jest szablonowy, to jednak został brawurowo nakręcony i trzyma napięciu. Zdaje sobie jednocześnie sprawę, że tytuły te nie mają najmniejszych szans na statuetkę w najważniejszej kategorii (jedynie Inarritu za reżyserię). Doceniam także kunszt Wesa Andersona przy „Grand Budapest Hotel”, ale cud musiałby się zdarzyć, by komedia okazała się najlepszym filmem. Największe szanse ma zatem „Boyhood”, bo jest oryginalny formalnie i jednocześnie wpisuje się w bezpieczne standardy; pod względem emocjonalnym porusza bliskie każdemu struny. Za jego triumf się nie obrażę ­– wszak cenię sobie twórczość Linklatera – ale akurat mnie ten film pozostawił z lekkim poczuciem niedosytu. Zawsze tak mam, gdy to prostota ma stanowić o sile jakiegoś obrazu.

Film: wygra Boyhood, powinien Birdman lub Grand Budapest Hotel

Film nieanglojęzyczny: trzymam kciuki za Idę, choć niedane mi było poznać konkurencji.

Reżyseria: wygra Richard Linklater, powinien Alejandro Gonzalez Innaritu lub Wes Anderson

Aktor: wygra Eddie Redmayne, powinien Michael Keaton

Aktorka: wygra Julianne Moore, powinna Marion Cotillard lub Rosamund Pike

Aktor drugoplanowy: wygra i powinien J.K Simmons

Aktorka drugoplanowa: wygra i powinna Patricia Arquette

Scenariusz oryginalny: wygra Boyhood, powinien Birdman, Grand Budapest Hotel lub Wolny strzelec

Scenariusz adaptowany: wygra Snajper

Zdjęcia: prawdziwy ból głowy, ale stawiam na Birdmana

Montaż: wygra i powinien Boyhood lub Whiplash

Efekty specjalne: wygra i powinna Ewolucja planety małp

Dźwięk i montaż dźwięku: wygra Interstellar

 

 

kolaz

Rafał Oświeciński

Mam trzech faworytów i jestem przekonany, że jeden z nich zostanie nagrodzony najważniejszym z Oscarów. Nostalgiczny Boyhood, energetyczny Birdman i nerwowy Whiplash – trzy świetne filmy, skrajnie od siebie odmienne formalnie i pod względem treści. Trzy oryginalne historie, które pewnego typu oklepane schematy, widziane wiele razy fabularne szablony potrafią przedstawić w świeży, zaskakujący sposób. Filip wyżej wspomina o szybkim ulatywaniu z głowy każdego z nich. Prawda to, ale wyłącznie subiektywna, bo mi na przykład wciąż tkwi w głowie zwykła historia o dojrzewaniu; wciąż pobrzmiewa mi w uszach rytm perkusji i krzyk JK Simmonsa; wciąż poruszony jestem biegiem Keatona po Times Square. Bez problemów umieściłem film Linklatera na szycie najlepszych doświadczeń 2014 roku i widzę miejsce dla Whiplash i Birdmana w tym roku.

Gra tajemnic podobała mi się. Nie jest to doświadczenie filmowe angażujące emocje tak skutecznie jak powyżej wymieniona trójka, ale to dobry, klasyczny dramat, który ogląda się bez większego bólu, tym bardziej, że Cumberbatch jest świetny i po prostu inny niż dotychczasowe sherlockowe emploi. Idąca z nim w parze Teoria wszystkiego, czyli historia innego geniusza, jest dla mnie jedną z największych wtop nominacyjnych w ostatnich latach. Wszystko w tym filmie jest wtórne, irytująco schematyczne i najważniejsze – nic nie mówiące o geniuszu Hawkinga, jego ambicji czy jakiejkolwiek innej wyjątkowości prócz tego, że był chory. Nawet Redmayne, choć się stara, szczerze mówiąc nie prezentuje swoją rolą nic ponad odtworzenie ruchów i gestów słynnego fizyka. Gdzież i jemu, i filmowi do takich dzieł jak Moja lewa stopa i roli Daniela Day-Lewisa. Gdzież mu nawet do naszego lokalnego Dawida Ogrodnika w Chce się żyć, który na wszelkich polach bija Redmayne’a na głowę. Film po prostu słaby, grzeczny, pozbawiony jakichkolwiek ambicji.

Grand Budapest Hotel to kolejna wyśmienita zabawa Wesa Andersona i tak jak kocham te formalne zabawy, tak jestem przekonany, że kino w tak autorskiej formie nie ma na gali oscarowej szans.

Snajper nie jest filmem godnym nagród. Wywołuje zbyt skrajne emocje, wyraźnie dzieli na przeciwstawne sobie obozy. Poza tym historia poprowadzona jest dość topornie, zbyt łaskawie i jednostronnie zerkająca na dorobek snajpera. Eastwood robił lepsze filmy.

Selmy nie widziałem, choć z tego co widzę, nie jest aż tak polityczna, jakby można było sądzić.

Ekipa KMF

Ekipa KMF

Tekst redakcji Film.org.pl
Ekipa KMF






  • tonkpils

    Jak dla mnie Whiplash jest najlepszym tegorocznym filmem ale ma bardzo małe szanse na wygraną.Mam przynajmniej nadzieje że statuetka nie przypadnie Snajperowi

  • Andriej

    Przypomnijcie mi, kto z załogi miał najlepszego nosa w zeszłym roku?

    • Fidel

      Z tych, co oddali głos w tym roku wszystko rozłożyło się tak:
      Rafał Oświeciński: 5/8
      Ewelina Świeca: 3/9
      Maciek Niedźwiedzki: 9/11
      Jakub Piwoński: 5/8
      Filip Jalowski: 3/8

      Najlepszy nos zatem Maciek, ja za to miałem oscarowy katar ;)

      • Andriej

        No cóż, jego nos zawiódł w tym roku… Masz lepszy wynik, choć Birdman i Inarritu położyli cię w trzech kategoriach. Przynajmniej tym razem konkurenci reprezentowali podobny poziom, a to zawsze lepiej dla nas, widzów ;)

  • steppenwolf1982

    To był świetny rok dla amerykańskiego kina. Czy wygra Boyhood czy Birdman, wszystko jedno – oba to znakomite filmy.

  • em

    Po tych waszych typach widać, że się uja znacie. Idźcie totolotka skreślić lepiej. Żenada. Czas chyba przestać tutaj zaglądać.

  • Pato

    Słabo wyszło typowanie. Daliście się nabrać na Boyhooda a został, zresztą całkowicie słusznie, największym przegranym. Walka musiała się rozegrać między trzema bezsprzecznie najlepszymi w stawce: Birdman, Grand Budapest Hotel i Whiplash. Jestem ukontentowany wyborami Akademii.






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

Gra tajemnic

Następny tekst

Salò, czyli 120 dni Sodomy - przegląd kina erotycznego wg KMF



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE