Artykuł

OPOWIEŚCI Z NARNII, RELIGIA I C.S. LEWIS

Autor: Iwona Kusion
opublikowano

Jeśli niewinny złoży dobrowolną ofiarę z życia, by odkupić zdradę, Kamienny Stół pęknie i sama śmierć cofnie swe wyroki…

C.S. Lewis zasłynął jako autor znanej chyba każdemu dziecku serii książek Opowieści z Narnii. C. S. Lewis znany jest jednak nie tylko z kreowania świata fantasy, ale także, czy może przede wszystkim, jako propagator nauki chrześcijańskiej. Pod wpływem swego przyjaciela J.R.R. Tolkiena z postawy ateistycznej (którą niejednokrotnie demonstrował, starając się przekonać przyjaciela do swych racji, jednak na początku lat 30. to Tolkien przekonał Lewisa) przeszedł na drogę głębokiej wiary, po drugiej wojnie światowej stając się jednym ze znaczących autorytetów, zwłaszcza wśród członków Kościoła anglikańskiego.

Skoro u C.S.Lewisa tak ogromne znaczenie odegrało nawrócenie, naznaczając swym piętnem każde z jego dzieł, warto uchwycić ten moment przełomowy, w którym nawrócenie (chociaż nie na katolicyzm, jak pragnął tego i o co się usilnie starał Tolkien) się rozpoczęło. Jak bowiem człowiek, nie pojmujący przez wiele lat sensu śmierci Jezusa, mógł w tak wspaniały sposób odtworzyć sens owej ofiary, zamykając ją w czynie, na jaki decyduje się prawowity władca narnijskiej krainy – Lew Aslan? Lewis był chyba nazbyt logicznym człowiekiem, aby dać wiarę czemuś, co logice zaprzecza, a jednak uwierzył w to, co zaliczał do kręgu kolejnych mitów, a

„…mity to kłamstwa, choćby i zaprawione słodyczą”, powiedział Lewis. „Wcale nie”, odparł Tolkien. I wskazując na szarpane wiatrem gałęzie drzew Magdalen Grove, zmienił kierunek argumentacji. Nazywasz drzewo drzewem, powiedział, i więcej się nad tym wyrazem nie zastanawiasz. Nie było ono jednak „drzewem”, dopóki ktoś nie nadał mu tej nazwy. Nazywasz gwiazdę gwiazdą i mówisz, że to tylko kula materii poruszająca się ściśle wytyczoną trasą. Jest to jednak zaledwie twój sposób widzenia gwiazdy. Nazywając rzeczy i opisując je, wynajdujesz tylko własne terminy na ich określenie. A podobnie jak mowa określa przedmiot i pomysły, tak mit określa prawdę. Przechodzimy do Boga (ciągnął Tolkien) i stworzone przez nas mity, choć zawierają błędy, w sposób nieunikniony będą odbijały drobny, rozszczepiony fragment prawdziwego świata, wiecznej prawdy, która jest u Boga. Tylko tworząc mity, tylko stając się „stwórcą wtórnym” [podkreatorem] i wymyślając opowieści, człowiek może osiągnąć stan doskonałości, który znał przed Upadkiem. Być może nasze mity błądzą, lecz mimo wszystko zdążają ku prawdziwemu portowi, podczas gdy materialistyczny „postęp” prowadzi jedynie do ziejącej otchłani i Żelaznej korony potęgi zła. Wyjaśniając tę wiarę w wewnętrzną prawdę mitologii, Tolkien wydobył na jaw jądro swej filozofii jako pisarza, przekonanie leżące w centrum „Silmarilliona”. (…) Lewis zapytał, czy w takim razie, powieść o Chrystusie jest prawdziwym mitem, który działa na nas tak samo jak inne, tyle że ten mit zdarzył się naprawdę? W takim razie, powiedział Lewis zaczynam rozumieć. (…) W dwanaście dni później Lewis napisał do swego przyjaciela Arthura Greevesa: „Właśnie przeszedłem od wiary w Boga do zdecydowanej wiary w Chrystusa – w chrześcijaństwo. (…) Miała z tym wiele wspólnego moja długa nocna rozmowa z Dysonem i Tolkienem.” 1

Zatem… gdyby nie wiara i religia, gdyby nie przyjaźń Tolkiena i Lewisa, możliwe, iż nie powstałyby dwa dzieła tak mocno zakorzenione w kulturze chrześcijańskiej, czerpiące z „prawdziwego mitu” i odwołujące się do niego – zatem Opowieści z Narnii oraz Władca Pierścieni. Lewis z entuzjazmem ogromnym podszedł do Śródziemia, podsycając w przyjacielu sens powołania do życia jednej z najbardziej fantastycznych, a zarazem prawdziwych krain, jakie wykreowała kiedykolwiek literatura. To Lewis zachęcał Tolkiena, aby wziął się do pracy nad Władcą…, kiedy temu zupełnie brakowało na to sił i energii. Co prawda wiele poddawał krytyce, na którą to krytykę i sugestie Tolkien zupełnie nie zwracał uwagi. Tolkienowi natomiast nie podobał się świat narnijski.

„To smutne”, napisał w roku 1964, że Narnia i cała ta część dzieł C.S. L pozostaje poza zasięgiem mojego zrozumienia, podobnie jak on nie rozumiał większości moich prac”. Niewątpliwie miał wrażenie, że Lewis w jakiś sposób wykorzystał w swoich książkach jego pomysły i tak jak nie podobała mu się metamorfoza Lewisa z człowieka nawróconego w popularnego teologa, być może zirytowało go to, że przyjaciel i krytyk, który słuchał opowieści o Śródziemiu, wstał z fotela, usiadł przy biurku, ujął pióro i sam spróbował pisać.” 2

Bez względu na to, co Tolkien myślał o Opowieściach z Narnii, bez względu na rywalizację między przyjaciółmi na polu literackim, ważniejsze jest, iż Lewis, przechodząc od negacji istnienia Boga w głębokie przekonanie o jego istnieniu, zaczął pisać o tym przekonaniu, o religii, zajmując się teologią i tworząc eseje filozoficzne, jednak nie tylko w owych publikacjach zamieszczał swój światopogląd, mówiąc o nim także poprzez twórczość beletrystyczną. Swymi powieściami chciał przybliżyć chrześcijaństwo wszystkim, zapoznać z nim niewierzących. O ile jednak jego przyjaciel posługiwał się odwołaniami bądź to bardziej subtelnymi, bądź nie przeznaczonymi dla każdego (o czym świadczyć może określanie Silmarilliona lekturą trudną i nudną, z którą to niesłuszną opinią spotkałam się wielokrotnie), to Clive Staples Lewis mówił prosto i zrozumiale, omijając sporne kwestie, odwołując się do przykładów znanych i czytelnych. Może tym bardziej czytelnych, im mocniej trafiających do wyobraźni.

„Słyszymy, że Chrystus został zabity za nas, że Jego śmierć zmyła nasze grzechy i że umierając, pokonał śmierć. Oto wzór.” 3

A wzory, jak pisze Lewis, przybliżają obrazy. Jednym z tych obrazów jest księga otwierająca świat Narnii, a zatem Lew, Czarownica i Stara Szafa. Niby krańcowo to wszystko logiczne, a jednak słysząc komentarze w brzmieniu, iż owa bajka to banalna historia dla dzieci, jakże powierzchowna, można uwierzyć, że jednak nie każdy rozumie najprostsze alegorie. A przecież w wielu momentach następuje dosłowne przeniesienie obrazów biblijnych do świata bajkowych i mitycznych stworów, w który zostają wrzuceni dwaj synowie Adama i dwie córki Ewy. Nie jest przesadne stwierdzenie, że Świętą Księgę Chrześcijan przetłumaczył Lewis na język fantasy, niewiele jednak zmieniając, a zachowując jej wymowę, symbolikę i co krok ją cytując. Nawrócenie u Lewisa miało zatem wymiar totalny, nie dotyczyło wyłącznie jego samego, a dotyczy wszelkich jego dzieł. Nie można zatem oddzielać jego wiary od jego twórczości. Tolkienowi mogło się nie podobać, że stał się owym popularnym teologiem, nie zmienia to faktu, że nim był i tego, jak mocno to ujawnia się w kronikach, przeznaczonych w swej formie dla świata dzieci, chociaż, na co zwraca uwagę J.R. Willis:

„Bez wątpienia Lewis nie miał sentymentu do dzieci – sam o tym mówił i pisał.” 4

Przejdźmy zatem powoli do ekranizacji Opowieści z Narnii – Lew, Czarownica i Stara Szafa, która to była potrzebna, należało bowiem przełożyć znaną historię na współczesny język techniki, dający szansę na próbę sprostania wyobraźni czytelnika. Na ile jednak twór Andrew Adamsona poradził sobie z wyzwaniem, jakie przed nim się pojawiło? Opowieści z Narnii to baśń przeznaczona zarówno dla dzieci, pragnących przenieść się w najpiękniejszy świat, gdzie nie brak bohaterów, walki dobra ze złem, jak również książka dla dorosłych, próbujących zanurzyć się w problematykę teologiczną, podaną w sposób niezwykle czytelny i prosty. Ekranizacja zatem łatwą sprawą nie była, bowiem być łatwą nie mogła, oczywiste jest, że ograniczenia czasowe zmusiły do rezygnacji z wielu wątków i odwołań, stosowanych przez autora. Nie to jednak wydaje się być ważne, bowiem filmowa wersja nie ma zastąpić literackiego pierwowzoru. Dlatego dużo istotniejsze wydaje mi się pytanie o to, na ile udało się zobrazować ideologię Lewisa/ideologię chrześcijańską. Czy twórcy, decydujący się na wizualizację tej opowieści, okazali się uważnymi czytelnikami, czy też nastąpiła po raz kolejny dominacja efektów, przeciążenie batalistyką, nad treściami zawartymi w książce?

Ostatnio dodane