Obrońca 1&2, czyli słoń to najlepszy przyjaciel człowieka | FILM.ORG.PL

Obrońca 1 & 2. Jak Tony Jaa kopie tyłki bandziorów








Szymon Pajdak
03.06.2014


Nigdy nie byłem wielkim fanem kina kopanego. Owszem, z przyjemnością oglądałem popisy Bruce’a Lee, Jackie Chana czy Jeta Li, ale nie poszedłbym na taki film do kina. Seanse zaliczałem zazwyczaj przed telewizorem i to tylko wtedy jeżeli nie znalazłem niczego innego godnego uwagi. Podczas jednego z takich posiedzeń natrafiłem na „Ong-bak”. Historię młodego tajskiego chłopaka, który wyrusza w pościg za złodziejami głowy Ong Bak, czyli posążka Buddy. Oczywiście film nie nawrócił mnie i nie zacząłem przez to uprawiać muay thai lejąc oprychów po mordach, ale zwrócił moją uwagę na aktora wcielającego się w głównego bohatera.

Obrońca

Tony Jaa, a właściwie Phanom Yeerum urodził i wychował się w Tajlandii. Jego rodzice byli hodowcami słoni, co zresztą będzie mocno uwypuklone w kolejnych filmach aktora. Od małego oglądał produkcje skupiające się na sztukach walki, aż w końcu sam zaczął je trenować.  Zainteresował się także kaskaderką, co przyniosło efekt w postaci występu jako dubler Robina Shou w filmie „Mortal Kombat 2: Unicestwienie”. Gdy demo z popisami Jaa trafiło do Prachya Pinkaewa, ten postanowił zatrudnić go do wspomnianego wcześniej „Ong-bak”.

Efekty znamy wszyscy. Zachwyty nad choreografią walk, kaskaderką oraz realizmem, a także prosta fabuła i konstrukcja gry komputerowej. Mimo wad tej produkcji świat zaczął interesować się Tonym, ja również postanowiłem sprawdzić na co stać tego chłopaka i sięgnąłem po „Obrońcę” i „Obrońcę 2”, aby sprawdzić czy może jestem w stanie wdać się w romans z tego rodzaju kinem.

Tony Jaa

„Obrońca” opowiada o młodym chłopaku imieniem Kham, który wraz ze swoim ojcem opiekuje parą słoni. Największym marzeniem i zaszczytem każdego hodowcy jest osobiste przekazanie zwierzęcia królowi Tajlandii. W tym celu bohaterowie udają się na festyn, podczas którego wszystko zaczyna się komplikować. Ojciec Khama zostaje postrzelony, a zwierzęta porwane. Jedynym tropem staje się zdjęcie zrobione przed restauracją w Australii. Chcąc odzyskać słonie oraz wymierzyć sprawiedliwość chłopak postanawia wyruszyć do obcego kraju uzbrojony jedynie we własne umiejętności.

Jak widać fabuła produkcji nie jest specjalnie oryginalna, ot kolejna wariacja na temat kina zemsty. Po dosyć spokojnym wprowadzeniu, w którym twórcy pośpiesznie wyjaśniają nam dlaczego słonie są symbolem Tajlandii, zostajemy od razu rzuceni w wir akcji. Pościg motorówkami, przelot do Sydney i zastępy wrogów do pokonania. W filmie nie ma ani chwili nudy czy przestojów. Kham podąża z jednego punktu do drugiego, szuka wskazówek i eliminuje kolejnych oprychów na swojej drodze.

The Protector - Tony Jaa -

Konstrukcja gry komputerowej zobowiązuje, momentami mamy ochotę wziąć pada do ręki i wciskać odpowiednie kombinacje. Trzeba jednak przyznać, że mimo naiwnej i prostej historii, pod względem technicznym film broni się znakomicie. Walki są szalenie efektowne i bardzo dobrze sfilmowane. Nie jesteśmy męczeni ciągłymi cięciami i chaotycznymi starciami. Wszystko jest czytelne i przejrzyste, zaś absolutną perełką jest scena w restauracji, nakręcona bez ani jednego cięcia. Kham pokonuje kolejne piętra i okłada coraz większe ilości przeciwników, zaś kamera podąża za nim przez ponad 4 minuty! Dyscyplina i perfekcjonizm, którym musieli wykazać się biorący udział w tym fragmencie filmu, jest naprawdę godna podziwu.

Słynna scena „na jednym ujęciu”:

Dobrym pomysłem było skonfrontowanie Muay Thai Tonego Jaa z innymi stylami walki, min. Capoeirą, Wrestlingiem i Wu Shu. Nasz bohater mierzy się także z rolkarzami, motocyklistami, a nawet quadem, a wszystko to przy akompaniamencie szybkiej muzyki elektronicznej, która skutecznie podnosi poziom adrenaliny. Każdy pojedynek ma swój ciężar, czuć, że ciosy potrafią zrobić krzywdę i nie są jedynie radosnym wymachiwaniem i markowaniem. Osoby które opracowały choreografię, wykonały kawał dobrej roboty. Obrońca może poszczycić się także całkiem niezłymi zdjęciami, które zwłaszcza w końcowej fazie filmu zachwycają i wprowadzają odrobinę mistyki (pojedynek w płonącej sali). Sporo sympatii wzbudza główny bohater. Prosty chłopak, wrażliwy na zło tego świata, który nie do końca rozumie co się wokół niego dzieje. On pragnie jedynie odzyskać to, co mu odebrano. Siłą rzeczy musimy kibicować takiej jednostce, nawet jeżeli momentami jego upór zakrawa o głupotę.

Ostatecznie mimo scenariuszowej prostoty dałem się porwać. Film znakomicie sprawdził się jako kino czysto rozrywkowe i zachęcił mnie do sięgnięcia po drugą część, która ukazała się w 2013 roku. Tym razem było znacznie gorzej…

the-protector-2-01

„Obrońca 2” praktycznie kopiuje część pierwszą. Kolejny raz wszystko zaczyna się od uprowadzonego słonia i chęci jego odzyskania. Konstrukcja jest taka sama jak w przypadku „Obrońcy”, niestety namnożenie postaci pobocznych, które zostały fatalnie zagrane oraz przesada widoczna w każdym kadrze tego filmu całkowicie zabijają radość z oglądania. Nawet to co do tej pory było atutem – sceny walki – wyszło fatalnie. Wszystko sfilmowane jest zbyt chaotycznie, brak przejrzystości i klarowności, momentami widz gubi się w tym, kto z kim i jak. Nie pomaga także spora ilość scen w slow motion oraz masa fatalnego CGI. Najdziwniejsze jest jednak to, że za produkcję odpowiadają Ci sami ludzie co przypadku części pierwszej!

Dziury scenariuszowe, namnożenie niepotrzebnych wątków, fatalni aktorzy (zwłaszcza Ci grający po angielsku), a do tego całość zalatująca Bollywoodem. Były podczas seansu sceny, w których czekałem, aż postacie przestaną się bić i wspólnie zatańczą do orientalnej muzyki. Końcówka to totalny zjazd i pomieszanie Street Fightera i Dragon Ball Z. Naprawdę takiej żenady nie widziałem bardzo dawno.

Oczywiście jest w „Obrońcy 2” parę niezłych sekwencji, ale to zdecydowanie za mało, żeby poświęcić temu filmowi swój czas. Lepiej wrócić do części pierwszej, a o tym tworze jak najszybciej zapomnieć. Niestety, zostawia on otwartą furtkę do sequela, a twórcy przebąkiwali coś o trylogii, możemy więc oczekiwać, że Tony Jaa całkowicie rozmieni się na drobne.

Miejmy nadzieję, że jego występ w siódmej odsłonie „Szybkich i Wściekłych” pozwoli mu trochę odetchnąć i wrócić na właściwe tory, wszak potencjał ma ogromny.

The-Protector-Tony-Jaa-2

Arahan

Pracownik, student i podróżnik. W świat filmu ucieka od otaczającej go rzeczywistości. Uwielbia Spielberga, Nolana, Leone, Tarantino, del Toro i Scorsese. Na ekranie lubi oglądać DiCaprio, McGregora, Pacino, Daniela Day-Lewisa i Oldmana. Kino ma przede wszystkim wzbudzać emocje, niezależnie od tego jakie one będą. Ma wzruszać, zaskakiwać, dawać radość i skłaniać do refleksji - wszystko zależne od nastroju. Pierwszą recenzję do redakcji wysłał w 2009 roku, a od listopada 2011 pisze w miarę regularnie, raz lepiej, a raz gorzej, ale chyba nie tak źle skoro zaproszono go do zacnego KMF-owego grona.

Arahan - ostatnie teksty: (zobacz wszystkie)







  • Andriej

    Efekty mieczy świetlnych ze SW, LMAO
    Już różne debilizmy widziałem, ale to zupełnie nowa jakość…

  • Krzysiek eM

    Obrońca 2. część to ogromny zawód po 1. świetnej części. Opadła mi szczęka jak oglądałem ten sequel ale nie z podziwu tylko z rozczarowania

  • SilverAG

    Dziwne, wg imdb.com film ma 3 części – z 2008 i z 2010 r. Ale ja nawet filmu nie oglądałem, więc się nie czepiam.

    • SilverAG

      Mój błąd – Ong-bak ma 3 części, a ten rzeczywiście 2 :-)






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

Predator 2. Alternatywne, szokujące zakończenie.

Następny tekst

Star Wars VII - fotki z planu



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE