NAJLEPSZE FILMY POLITYCZNE | FILM.ORG.PL

NAJLEPSZE FILMY POLITYCZNE








12.07.2014


Ktoś, kto ogląda filmy, ten na pewno nie mógł być zaskoczony ani aferą taśmową, ani policzkiem krula JKM wymierzonym w politycznego konkurenta. To wszystko w kinie już było, bardziej lub mniej dosadnie, a twórcy filmów od zawsze próbowali zmierzyć się z polityką, odsłonić jej kulisy. 

Sama sztuka nie istnieje bez polityki, każde dzieło przesiąknięte jest jakąś ideologią. Tytuł tego rankingu: „Najlepsze filmy o polityce i politykach” jest jednak bardzo zwodniczy ponieważ do tego zestawienia można wrzucić wszystko. Każdy film można umieścić w odpowiednim kontekście historyczno-społeczno-gospodarczo-obyczajowym i wpisać do naszego artykułu. 

Do głowy wpada od razu masa pomysłów. Sięgnijmy do najbardziej, wydawałoby się, nieoczywistych obszarów kina: Jak wytresować smoka zinterpretować można jako baśń o kapitalistycznym wyzysku, Toy Story 3 to z kolei rozliczenie z totalitaryzmem, Amelia utwierdza Francuzów w marzeniu o idyllicznej, czystej etnicznie i bajkowej Francji, a W samo południe jest reakcją na kadencję Josepha McCarthy’ego. Jednak my na główny temat wybraliśmy politykę gabinetową – tą najoczywistszą, najbardziej widoczną i równocześnie tę najbardziej spektakularną, rozgrywaną w korytarzach Białego Domu i innych państwowych urzędów. Zmieszaliśmy ze sobą filmy oparte na faktach i historie całkowicie fikcyjne. Pojawiają się w nim produkcje amerykańskie, polskie i europejskie – dzięki temu ten obraz kinowej polityki jest różnorodny i niejednogłośny, oferujący wiele perspektyw na to samo wydarzenie i zapraszający do dyskusji – taki, jaka powinna być nowoczesna demokracja.

Oczywiście tego tematu nie wyczerpaliśmy (by to zrobić musielibyśmy zacząć pisać ten ranking w momencie założeniu KMFu). Byliśmy wybredni i wybraliśmy tytuły naszym zdaniem najlepsze i najważniejsze. Wiemy, że może Was zaskoczyć obecność Kariery Nikosia Dyzmy i brak choćby Wojny Charliego Wilsona ale taka jest istota rankingów: nie sposób wszystko w nich umieścić i zawsze czegoś w nich brakuje. Nie ukrywamy: Liczymy na Waszą aktywność i przypominanie filmów przez nas pominiętych. Na pewno dołączymy do dyskusji pod artykułem. Z Waszymi komentarzami ten ranking na pewno nabierze właściwego dla tego tematu rozmiaru. 

smith

1. Pan Smith jedzie do Waszyngtonu (1939)

Frank Capra to najważniejszy piewca New Dealu w kinie. Jego filmy przesiąknięte są wyidealizowaną ideologią lewicową, realistyczny świat miesza się z estetyką baśni, a bohaterowie często uosabiają jedną wybraną cechę. Taki też jest grany przez Jamesa Stewarta Jefferson Smith. Jego imię i nazwisko wiele nam o nim mówią. To przecież połączenie anonimowego przypadkowego reprezentanta społeczeństwa z nazwiskiem jednego z autorów amerykańskiej konstytucji. Smith sprowadzony zostaje do kongresu, by być marionetką w rękach silniejszych politycznych graczy. Głosować na to, co oni od niego zażądają. Razem z nimi się sprzeciwiać. Smith jednak nie wierzy, że tak to funkcjonuje – jego idolem jest Abraham Lincoln, pod którego pomnik kilkakrotnie się wybierze – on ciągle wierzy w czystą, sprawiedliwą i uczciwą politykę. O nią chce walczyć. Dziecięcy uśmiech oraz ufne i naiwne spojrzenie Stewarta wyleczą kongres ze zżerających go od środka korupcji i fałszu. Film Capry trudno traktować jako rzetelny komentarz do politycznego środowiska.

Celem Pan Smith jedzie do Waszyngtonu nie jest skompromitowanie władzy: ujawnienia rządowych mechanizmów, wykalkulowanych politycznych zagrań i moralnego upadku. Takie drapieżne kino Ameryka zaoferuje nam już w zbliżających się dekadach. Pan Smith… to raczej marzenie Capry o tym jak polityka powinna wyglądać i jacy ludzie powinni nas reprezentować. Końcowe heroiczne przemówienie Jeffersona jest niemerytorycznym i bezkompromisowym krzykiem domagającym się sprawiedliwości – a  jej oczekuje każdy obywatel, każdy bezbronny i apolityczny Kowalski. Dlatego ten film, pomimo pewnej naiwności, dalej się broni. [Maciej Niedźwiedzki]

gu

2. Gubernator (1949)

Reżyser Gubernatora – Robert Rossen – nie ma żadnych wątpliwości. To polityka sprawia, że człowiek staje się zły i zepsuty. To ona degeneruje i zmienia go. W jej ramach żaden idealizm i wyższe wartości momentalnie giną. To ona sprawia, że Willy Stark (fenomenalny Broderick Crawford) z początku uczciwy i ambitny społecznik oraz moralny przywódca prowincjonalnej mieściny staje się uosobieniem wszystkich patologii władzy. Wchodząc na coraz wyższe szczeble politycznej struktury łamie kolejne zasady i przepisy. Rossen kompromituje nie tylko metody jakimi się Stark posługuje, by osiągać swoje kolejne cele. Willy przegrywa również na  płaszczyźnie prywatnej –  z dala od publicznych obowiązków. Popada w alkoholizm, rozbija swoją rodzinę nadużywając zaufanie wszystkich jej członków. W filmie ważną rolę odgrywa również reprezentant czwartej władzy – dziennikarz Jack Burden. Tym razem to jednak obserwator – głównie wyraża rozgoryczenie i rozczarowanie postępowaniem Starka.

Generalnie media nie wydają się być tak poważnym i silnym graczem na polu politycznej walki (tak jak obecnie na naszym małym ale krzykliwym podwórku). Burden mimo wszystko stoi nieco z boku ale to z nim będziemy się jednak utożsamiać, to z jego perspektywy oglądamy upadek autorytetu władzy nie zasługującej na legitymację otrzymaną od społeczeństwa. W przeciwieństwie do opisanego wcześniej Jeffersona Smitha Willy Stark bardzo szybko się łamie. Jest za słaby, by w konfrontacji z bezwzględnym światem polityki umieć uchronić swoje uczciwe „ja”. Dobrze naoliwiona korupcją i hipokryzją polityczna machina takich jednostek nie akceptuje. To boleśnie prawdziwy wniosek nigdy nie tracący na aktualności. [Maciej Niedźwiedzki]

140617strangelove

3. Dr. Strangelove, czyli jak przestałem się martwić i pokochałem bombę (1964)

Film Stanley’a Kubricka z 1964 roku zawsze rozpatrywałem bardziej w kategoriach satyry wojennej niżeli filmu politycznego. Jednakże, jako że to wojna właśnie od niepamiętnych czasów stanowi integralną część polityki niemal każdego państwa, piastowanie miejsca w tym zestawieniu wydaje mi się być uzasadnione. Kubrick z odpowiednią sobie swadą i wyrachowaniem podszedł do tematu zimnowojennego zagrożenia. Wypunktował wszystkie krzywizny mentalności amerykańskiej generalicji ukazując obsesyjne dążenia jej członków do zainicjowania wojennych działań. To krzywe zwierciadło porusza ważne dla przeciętnego obywatela dylematy – co byłoby gdyby za struny współczesnej wojennej polityki odpowiadali szaleńcy, którzy jednym telefonem potrafiliby zasadzić na terenie wroga atomowego grzyba? Czytelne nawiązania do przywódcy Trzeciej Rzeszy, skrywające się w tytułowej postaci, mają zatem swoje uzasadnienie. I co istotne, widz nie może mieć jednak gwarancji, że psychopatyczny duch Hitlera nie odrodzi się w przyszłości, a to dlatego, że wdrożenie w życie jego metod nie jest – jak się okazuje – wcale takie trudne. Dr Strangelove… to jedno z bardziej osobliwych i wymownych dzieł wielkiego mistrza, sprzedających pod kostiumem groteski wiele elementarnych i zarazem gorzkich prawd na temat zasad rządzących wojną. Czasem potrzeba jej przeprowadzenia jest silniejsza niż moglibyśmy przypuszczać.[Jakub Piwoński]

Seven-Days-In-May-9

4. Siedem dni w maju (1964)

Gdy Stany Zjednoczone i Związek Radziecki podpisują traktat pokojowy, w myśl którego oba narody mają zniszczyć swoje zasoby broni nuklearnej, bardzo szybko okazuje się, że nie cała Ameryka chce tego samego. Pułkownik Jiggs Casey (Kirk Douglas) zaczyna podejrzewać, że jego szef, generał James Mattoon Scott (Burt Lancaster), dąży do obalenia urzędującego prezydenta (Fredric March), a w przewrocie mają mu pomóc Szefowie Połączonych Sztabów oraz żołnierze tajnej, oficjalnie nieistniejącej bazy.

Drugi po Przeżyliśmy wojnę thriller polityczy Johna Frankenheimera przedstawia realistyczną wizję próby zamachu stanu, która w dobie atomowego zagrożenia mogła tylko pogłębić strach i poczucie możliwej zagłady u przeciętnego Amerykanina. Wróg zza Żelaznej Kurtyny to jedno, ale jak się odnieść do wewnętrznego zagrożenia, rzekomo stojącego w naszej obronie? Kogo posłuchać, komu zaufać – wierzyć tym, którzy straszą wybuchem wojny, czy tym którzy obiecują, że do niej nie dojdzie? Jednak Frankenheimera, bardziej nie reakcja podzielonego społeczeństwa, interesuje pełna napięcia gabinetowa rozgrywka między generałem Scottem, a prezydentem USA, początkowo oparta na dowiedzeniu, że spisek rzeczywiście istnieje, następnie jak najszybszemu zduszeniu go, a gdy to się nie udaje, bezpośredniej konfrontacji dwóch stron. W przeciwieństwie do jego poprzedniego filmu, obfitującemu w surrealistyczne obrazy oraz gwałtowną przemoc, Siedem dni w maju rezygnuje z takich zagrywek, starając się ukazać konflikt tak realistycznie, jak to tylko możliwe. Być może dlatego pułkownik Casey, którego oczami obserwujemy odkrywanie kolejnych etapów spisku, w pewnym momencie znika. Nie jest bohaterem, tylko pionkiem, i to nie z nim walczy Scott, choć widzowie pewnie woleliby zobaczyć w finale jak Douglas staje naprzeciw Lancastera. Taki obrazek pojawia się w Siedmiu dniach maja, lecz zamiast strzałów i ciosów padają jedynie słowa. Frankenheimera opowiada się po jednej ze stron, choć sygnalizuje, że niekoniecznie jest to prosty wybór. [Krzysztof Walecki]

z-1

5. Z (1969)

Pierwsze arcydzieło Costy Gavrasa nie bez powodu uchodzi za jeden z najważniejszych dramatów politycznych w historii kina. Oparta na autentycznych wydarzeniach (zabójstwo greckiego polityka Grigorisa Lambrakisa w 1963r.) historia zorganizowanego przez policję zamachu na lewicowego senatora – w filmie bezimiennego, granego przez Yvesa Montanda – oraz późniejszego śledztwa jest podana w sposób niesamowicie dynamiczny i ostry, ale nie pozbawiony sporej dawki cierpkiego humoru. Okazuje się bowiem, że za zamachem stoją osoby tak pewne swojej bezkarności oraz pozycji, a przy tym niezbyt lotne, że wkrótce zaczynają przeczyć samym sobie, a szeroko zakrojony spisek jest bliski odkryciu. Zresztą nominalnym bohaterem filmu staje się prowadzący śledztwo prokurator (jak zwykle wspaniały Jean-Louis Trintignant), który wbrew naciskom z góry jest gotów odkryć prawdę i ukarać winnych. Ale Gavras jak to Gavras – pozwoli nam uwierzyć w prawość nielicznych, a nawet w ich zwycięstwo, aby w finale ukazać okrucieństwo i niesprawiedliwość, tych którzy ostatecznie unikną jakiejkolwiek kary. Bo nawet, gdy zdobędzie się wszystkie dowody, odnajdzie rzetelnych świadków, a sprawcy sami zaczną podkładać się, nawet wtedy, nie można liczyć na sprawiedliwość.

Reżyser późniejszych Zaginionego oraz Pozytywki wierzy w człowieka, ale nie daje mu żadnych szans w starciu z rzeczywistością, czy to reprezentowaną przez system, historię, czy też jego własne słabości. Woli pokazywać jak bardzo zło może być banalne, śmieszne i głupie, lecz jednocześnie potężne, stwarzające bohaterom jedynie ułudę szans na zmianę. W Z jest to aż nadto widoczne. Prawda wychodzi na jaw, ale co z tego? [Krzysztof Walecki]

allpres2_

6. Wszyscy ludzie prezydenta (1976)

Gdyby jakiś młody dziennikarz poprosił mnie o wskazanie tytułu filmu, który pomógłby mu wzbogacić nową drogę zawodowej kariery odpowiednią dozą motywacji, bez ogródek wskazałbym właśnie film Alana J. Pakuli. Powód wydaje mi się jasny: podstawowa wartość Wszystkich ludzi prezydenta opiera się na niezwykle rzetelnym ukazaniu przebiegu dziennikarskiego śledztwa. Śledztwa zresztą nie byle jakiego, ponieważ zajmującego się odkrywaniem kulisów jednego z najważniejszych skandalów politycznych w historii współczesnego parlamentaryzmu. Gdy spojrzymy na Aferę Watergate z perspektywy czasu – a w szczególności w kontekście aktualnych wydarzeń w Polsce – trudno by ówczesne, obrane przez sztab Nixona metody podsłuchiwania przeciwników politycznych mogły nas jeszcze szokować. W tamtym czasie jednak był to precedens, a wpadający na ten trop dziennikarze z miejsca stali się bohaterami, co jednocześnie ukazało jak silnym ośrodkiem władzy stały się media.

Film Wszyscy ludzie prezydenta prócz wciągającego i trzymającego w napięciu scenariusza odznacza się także wybitnym aktorstwem, koncentrującym się na duecie Redford-Hoffman. To jednak nie oni zebrali laury za swoje role, a występujący na drugim planie Jason Robards, brawurowo wcielający się w filmie w redakcyjnego przełożonego głównych bohaterów. Otrzymał on Oscara za rolę drugoplanową, która był jedną z czterech statuetek wygranych w ’77 roku przez film Pakuli.[Jakub Piwoński]

jfk

7. JFK (1991)

Dla wielu JFK to najlepszy film polityczny w historii kina. Oliver Stone dostarcza nam ogromną ilość argumentów, by właśnie tak twierdzić. Ten film po prostu musiał się udać. Miał reżysera w szczytowej formie, temat traktujący o jednym z najważniejszych, najbardziej przełomowych wydarzeń XX wiecznej historii i wyborną obsadę z Kevinem Costnerem w swojej najwybitniejszej dramatycznej roli.  JFK imponuje rzetelnością argumentacji, przenikliwością wniosków i celnością hipotez. Film Stone’a oferuje znacznie więcej poza metodologiczną analizę zamachu na Johna Fitzgerralda Kennedy’ego. Reżyser bada całe otoczenie prezydenta, stara się dogłębnie zrozumieć motywacje ludzi odpowiedzialnych za tą zbrodnie.  JFK jest niezwykle odważnym i  bezkompromisowym portretem ludzi władzy. Oliver Stone i jego porte-parole Jim Garrison nie wierzą, że za zamach odpowiedzialny był tylko jeden buntownik – Lee Harvey Oswald.

Reżyser odsłania przed nami skomplikowaną sieć intryg i interesów, które doprowadziły do tragicznych wydarzeń z 22 listopada 1963 roku. JFK atakuje widza wielością perspektyw, historia prowadzona jest na kilku czasowych płaszczyznach. To wszystko sprawia, że mamy wrażenie obcowania z wielopoziomowym, polifonicznym esejem o naturze polityki. Na samym końcu reżyser może rzeczywiście zaczyna trochę gdybać, zbyt  odważnie ingerować w tak rzetelnie traktowaną historię: pojawia się tajemniczy, anonimowy generał, który wszystko wie i wszystko widział. Jednak Stone dalej mnie trzyma za rękę i  nie potrafię mu nie wierzyć. Generał grany przez Donalda Sutherlanda to kluczowy element tej całej układanki. Jednak idealnie pasuje do tej wizji historii, jego obecność poparta jest imponującą argumentacją.

Stone nie ma wątpliwości, że wojna w Wietnamie była jedynie dochodową zabawą. Rachunek w postaci kilkudziesięciu tysięcy trumien był konieczna inwestycja.  Nie wiem czy w jakimkolwiek innym filmie polityka miała równie okrutną i bezlitosną twarz.  Nie sposób zamknąć JFK w tym jednym akapicie. Wydaje mi się, że to nie tylko najlepszy film na tej liście, ale najdonioślejsze dzieło kina lat 90′. [Maciej Niedźwiedzki]

hop

8. Nixon (1995)

Cztery lata po JFK Oliver Stone wrócił do kina wielkiej polityki. Tym razem na temat wybrał biografię Richarda Nixona – jedynego prezydenta w historii Stanów Zjednoczonych, który po aferze Watergate zrezygnował ze stanowiska. Reżyser Urodzonych morderców to zdeklarowany zwolennik partii Demokratycznej i lewicowej gospodarki, potrafiący nakręcić agresywny pamflet o George’u W. Bushu (oczywiście tak samo jak Richard Nixon wywodził się z Republikanów). Z tej perspektywy tym lepiej widać, że Stone Nixona potraktował niekonwencjonalnie, z niespotykaną wrażliwością. Pomogła temu na pewno wyważona, intrygująca kreacja aktorska Anthony’ego Hopkinsa. Nixon to portret reżysera zagubionego w ogromnym budynku Białego Domu, konfrontującego się z politycznymi problemami przerastającymi go. Richard Nixon w interpretacji Hopkinsa to również osoba bezradna, na wiele rzeczy ślepa, szalenie, ale również zdecydowanie na wyrost, ambitna. Nixon szczególnie interesujący robi się w trzecim akcie (a to potężny  ponad trzygodzinny film). W tej części prezydent popada w obłęd. Zamyka się w swoim ciemnym, rozświetlonym jedynie kilkoma żarówkami, pokoju i sam stara się siebie ocenić. Te niezwykle sugestywne sceny idealnie odzwierciedlają stan jego umysłu. Richard Nixon w kółko przesłuchuje kasety z wszystkimi swoimi nagraniami – konfrontuje się z nimi. Nieustannie powtarza kilka fragmentów jakby sam nie umiał uwierzyć, że jest winny.

Całą aferę Watergate oglądamy z  perspektywy prezydenckiego pokoju – bez medialnego szumu i tłumów. To niewątpliwie ogromna wartość tego obrazu przedstawiającego z zupełnie nowej strony kulisy tego politycznego skandalu.  Oliver Stone realizując Nixona wykazał się umiejętnością obiektywnej oceny. Unikał publicystycznej nagonki i karykatury, czasami  nawet traktując 37.  prezydenta USA z empatią i wyrozumiałością. Choć nie może to dziwić.  Wiadomo przecież, że to właśnie za kadencji Richarda Nixona amerykańskie wojska wycofały się z Wietnamu – a tego reżyser Plutonu, Urodzonego 4 lipca Pomiędzy niebem a ziemią na pewno nie potrafi zbagatelizować. [Maciej Niedźwiedzki]

gracze

9. Gracze (1995)

Trudno uznać Graczy za film wybitny lub doskonały, ale jest to na swój sposób obraz wyjątkowy. Aż dziw bierze, że do tej pory jedynie nieliczni polscy filmowcy podejmowali próby zekranizowania wyborów prezydenckich, bo przecież jest to niesamowicie filmowy materiał; brak moralności, chwyty poniżej pasa, szukanie haków na przeciwnika, walka o władzę – to aż chce się oglądać!

Gracze opowiadają o kampanii prezydenckiej z 1990 roku, gdzie bój pomiędzy sobą mieli stoczyć – ówczesny premier i ulubieniec inteligencji, Tadeusz Mazowiecki oraz Lech Wałęsa. Głównym bohaterem dzieła jest reżyser filmowy, Jan Gracz (prawdopodobnie rola życia Janusza Józefowicza!), który dowodzi kampanią wyborczą Wałęsy i aby osiągnąć sukces nie cofnie się przed najgorszym świństwem. Niespodziewanie do grona faworytów dołącza Stan Tymiński, tajemniczy biznesmen z Kanady, który według wizji Bugajskiego, był człowiekiem na usługach radzieckich. Do tego reżyser postanowił włączyć do filmu, zupełnie niepotrzebny, wątek sensacyjny, więc Polska i pierwsze wolne wybory prezydenckie stają się nie tylko polem walki wyborczej, ale również rywalizacji wywiadu sowieckiego oraz izraelskiego.

Ryszard Bugajski powrócił do ojczyzny w 1995 roku i Gracze są pierwszym filmem, który zrealizował w wolnej Polsce. Ta data jest dość symboliczna, to właśnie wtedy społeczeństwo rozczarowane kadencją Lecha Wałęsy wybrało na urząd prezydenta postkomunistę, Aleksandra Kwaśniewskiego. To rozczarowanie widać w obrazie Bugajskiego, który nie oszczędza nikogo. Po równo dostaje się tutaj każdemu. Byli opozycjoniści są wrogami, Mazowiecki przez swoją nieporadność i brak obycia z mediami roztrwonił ponad 50% poparcia społeczeństwa, w sztabach wyborczych ciepłe posadki znaleźli dawni agenci SB, Wałęsa zapomniał o zwykłych ludziach i określany jest jako niewykształcony prymityw oraz telewizyjna małpa, dziennikarze posłusznie wykonują prośby swoich kolegów ze sztabów wyborczych (wątek z Jarosławem Gugałą), a ksiądz – cytując jedną z bohaterek – może wszystko.

Ten przesączony seksem, pełen niedoskonałości obraz, gdzie – dzięki wykorzystaniu archiwalnych zdjęć – fikcja miesza się rzeczywistością, jest dzisiaj ciekawym portretem Polski początków lat 90. XX wieku. Warto go sprawdzić, nawet jeżeli będzie dla was wyłącznie ciekawostką. [Krzysztof Połaski]

gry_uliczne

10. Gry uliczne (1996)

Nie mam żadnych wątpliwości, to jeden z najlepszych, a zarazem najmocniejszych, polskich filmów powstałych po 1989 roku. Krzysztof Krauze, podobnie jak Pasikowski w Psach, nie pozostawia żadnych złudzeń i wątpliwości – dawni esbecy doskonale odnaleźli się w realiach III RP, a ich ręce sięgają tak daleko, że są nietykalni.

Gry uliczne skupiają się na dziennikarskim śledztwie dotyczącym tajemniczej śmierci Stanisława Pyjasa, krakowskiego studenta, zamordowanego w 1977 roku. Dla głównych bohaterów, mocno korzystających z życia reportażystów Prywatnej Telewizji – Janka (Redbad Klijnstra) i Witka (Robert Gonera), temat ten jest nikogo nieobchodzącą prehistorią, jednak z czasem zaczynają traktować go ambicjonalnie. Próby rozwikłania zagadki, a właściwie potwierdzenie informacji, iż senator Makowski to były tajny współpracownik SB vel „Ketman”, stają się coraz bardziej niebezpieczne. Prawda nie może wyjść na jaw. Dzisiaj już wiemy, kto był „Ketmanem”, lecz mimo wszystko film nie stracił na aktualności. Kolejne afery polityczne, ciągłe wyciąganie „teczek”, pokazują, że temat „kwitów” bezpieki jeszcze długo będzie obecny.

Warto zwrócić uwagę na sposób realizacji tego obrazu, który nawiązuje do teledysków oraz filmów reklamowych, którymi twórca zajmował się przed nakręceniem tego tytułu. Krauze chciał, aby film trafił do młodych ludzi, dla których, podobnie jak dla głównych bohaterów, historia śmierci Pyjasa jest tylko przeszłością. Z perspektywy czasu, w rozmowie z Barbarą Hollender, Krauze stwierdził, że mógł film nakręcić prościej i być może wtedy mógłby mówić o podobnym sukcesie jak w przypadku Długu.

Gry uliczne to obraz mocny i bezkompromisowy, z celnymi spostrzeżeniami na temat Polski po upadku komunizmu. Świetne kreacje Redbada Klijnstry oraz Roberta Gonery. Jako ciekawostkę można dodać, że to właśnie na planie tego filmu Wojciech Smarzowski poznał Mariana Dziędziela, a czym to zaowocowało wszyscy doskonale wiemy. [Krzysztof Połaski]

nikos

11. Kariera Nikosia Dyzmy (2002)

Prymityw i troglodyta błyskawicznie pnący się po szczeblach kariery, zdobywając – stołek po stołku – kolejne stanowiska w najważniejszych państwowych instytucjach. Brzmi jak żart? Niestety, jak pokazuje rzeczywistość, właśnie tak wygląda polska klasa polityczna.

Jacek Bromski, wraz ze scenarzystą Tomaszem Kępskim, w 2002 roku wskrzesił postać Nikodema Dyzmy z powieści Tadeusza Dołęgi-Mostowicza, tyle, że zrobił to po swojemu. W ten sposób Nikodem stał się Nikosiem o twarzy ufarbowanego na rudo, Cezarego Pazury. Cały film został zrobiony na modłę głupiej komedii i do dzisiaj ubolewam, że wielu widzów wyłącznie tak postrzega ten, naprawdę udany, obraz. Bromski jednak wiedział co robi, nie bez powodu Kariera Nikosia Dyzmy jest kolorowa, głośna, wulgarna i pełna roznegliżowanych kobiet. To doskonale oddaje klimat polskiej polityki przełomu XX i XXI wieku, która była i niestety wciąż jest niewyszukana i ordynarna.

Autor Sztuki kochania trafił w dziesiątkę, kilka scen z „Nikosia” to prawdziwe majstersztyki, jak chociażby kłótnia ubzdryngolonych ministrów przed polowaniem czy postać przedsiębiorcy wykreowana przez genialnego Andrzeja Grabowskiego. Zresztą o wielkich kreacjach można by tu pisać i pisać, przecież klasę pokazują także m.in. Krzysztof Globisz, Łukasz Lewandowski czy Mikołaj Grabowski. „Polakom trzeba dać wódkę…”, ech, takie to prawdziwe. [Krzysztof Połaski]

kinopoisk.ru

12. Fahrenheit 9/11 (2004) 

W swoim filmie Michael Moore dokonuje czegoś znacznie ważniejszego niż tylko wyśmianie nieudolnej prezydentury George’a W. Busha – prowadzącego politykę agresji i rewanżu. Może nie jest to dokument tak błyskotliwy i ważny, jak wcześniejsze o dwa lata, Zabawy z bronią  ale wnioski do jakich reżyser dochodzi wydają się boleśnie przekonywujące. Przywódcą najważniejszego państwa na świecie była osoba niekompetentna i nieporadna. Moore krytykuje imperialistyczne zapędy 43. prezydenta Stanów Zjednoczonych, odkrywa jego różne podejrzane prywatne interesy. Michael Moore oczywiście często sięga po język karykatury i uwielbia operować przesadą i niedopowiedzeniami. Mimo użycia takich środków reżyser celnie oddaje naturę Busha juniora. To obyczajowo konserwatywny kowboj nie rozumiejący poważnej polityki i gubiący się w podstawowych zagadnieniach gospodarczych. Prezydent starający się przenieść realia westernu w salony międzynarodowej dyplomacji. Fahrenheit 9/11 to jednak znacznie więcej niż agresywny pamflet opierający się na wyolbrzymieniu.

Pod koniec Moore niezwykle zręcznie i przejmująco przenosi swój dokument na zupełnie inną płaszczyznę. Jego film okazuje się być refleksją nad kulturą wojny, przedstawia jej bezsens i to, do czego ona doprowadza. Konsekwencji i ogromnych strat prowadzenia takiej polityki nie obroni żadna finansowa rekompensata. Dolary nie zatamują łez matce płaczącej po śmierci syna – żołnierza na jednej z Amerykańskich interwencji (inwazji?). Film Michaela Moore’a jest tak naprawdę jednym z najważniejszych i uniwersalnych antywojennych manifestów w historii kina.  Myślę, że właśnie to przesłanie przekonało canneńskie jury do nagrodzenia Fahrenheit 9/11 Złotą Palmą. [Maciej Niedźwiedzki]

go

13. Good night and good luck (2005)

W 1953 roku amerykański senator Joseph MacCarthy obsesyjnym szukaniem komunistów w kraju doprowadza do zwolnienia ze służby porucznika sił powietrznych, Milo Radulovića. Akt oskarżenia utajniono a jedynym związkiem żołnierza z komunizmem był fakt, że jego ojciec podobno kupował „czerwone” gazety. Rozdrażniony tą sytuacją dziennikarz stacji CBS NEWS, Edward Murrow postanawia naświetlić w swoim programie problem nadużycia władzy. Swoją sławę (Murrow był rozpoznawalny, a wsławił się relacjami z Londynu podczas II w.) wykorzystuje do skupienia opinii publicznej na tej kwestii. Ogromne zainteresowanie problemem niezdrowej nagonki na rzekomych komunistów znajduje duży odzew wśród Amerykanów, a czujne spojrzenie senatora MacCarthy’ego zwraca się w stronę Murrowa.

George Clooney (we współpracy z dziennikarzami CBS) zrealizował kawał solidnego, wciągającego kina. Ukazanie w czerni i bieli działań pracowników telewizji w latach 50., dyskusje w zadymionych gabinetach, kulisy powstawania programu informacyjnego, który stanowił głos sprzeciwu względem nadużyciu władzy przez senatora z Illionois. Dobrze wpasowują się w film dokumentalne fragmenty nagrań przemówień MacCarthy’ego oraz przesłuchań komisji, którą powołał. Bardzo znany wówczas Edward Murrow (David Strathaim) wykreowany jest nie tylko jako bystry i odważny dziennikarz. Jako pierwszy w historii telewizji dokonał manipulacji manewrując wypowiedziami senatora w taki sposób by móc wytknąć mu błędy w ocenie i słabości. Było to bardzo skuteczne i celne posunięcie. W roli współpracownika Murrowa wystąpił sam Clooney, poza nim w obsadzie także: Robert Downey Jr, Frank Langella, Jeff Daniels i Patricia Clarkson. Dodatkową ciekawostką jest ukazanie palenia papierosów jako naturalnego elementu stylu ówczesnego życia, gdzie nawet na wizji papieros bywał obecny. [Jan Dąbrowski]

baader

14. Der Baader Mainhof Komplex (2008)

Działalność Frakcji Czerwonej Armii to jeden z tematów, do którego lubią powracać niemieccy filmowcy. W 2008 roku uczynił to Uli Edel, kręcąc mocny i brutalny obraz Niemiec Zachodnich przełomu lat 60. i 70. XX wieku.

Produkcja ta zaraz po premierze była oskarżana o gloryfikowanie działalności terrorystów z lewackiej organizacji RAF, jednak trudno zgodzić się z tymi zarzutami. Tych postaci nie da się lubić lub im kibicować. Andreas Baader według Edela to wielki dzieciak, miłośnik szybkiej jazdy drogimi i kradzionymi samochodami, który nie szanuje nic, ani nikogo, co doskonale oddaje scena na szkoleniu z Ludowym Frontem Wyzwolenia Palestyny. Nie widzi nic złego w tym, że sam kradnie, lecz gdy on pada ofiarą kradzieży, jest rozwścieczony (scena z Mercedesem).

Uli Edel zachowuje się niczym dokumentalista, ukazuje kolejne głośne akcje RAF, pozostawiając je bez komentarza. Zdjęcia z ręki, mające za zadanie oddać dynamikę sytuacji oraz maksymalnie zbliżyć się do bohaterów, mieszają się z autentycznymi nagraniami z archiwów telewizyjnych. Wszystko po to, aby widz po części sam stał się uczestnikiem tych wydarzeń.

Reżyser stara się, aby widzowie mogli dokonać samodzielnej oceny postaw i zachowań bohaterów. Aczkolwiek nie wszystko zostaje pokazane na ekranie; w żadnej ze scen nie ma mowy o współpracy RAF ze Stasi, chociaż są to fakty. Z drugiej strony, trzeba być naiwnym, aby myśleć, że broń, szkolenia w Palestynie czy ukrywanie się członków organizacji za granicą zostały zorganizowane ot tak, bez pomocy komunistycznych Niemiec.

Chociaż Baader-Meinhof trwa ponad 140 minut, to nie ma miejsca na nudę. Cały czas toczy się akcja, a napięcie trzyma aż do napisów końcowych. Jest to obraz brutalny i bezwzględny. Całość zrealizowano z rozmachem, do tego wielkie uznanie należy się scenografom oraz autorom kostiumów, którzy poczynili ogromne starania, aby widzowie oglądając to dzieło mogli poczuć się tak, jakby na prawie dwie i pół godziny przenieśli się do Niemiec Zachodnich. Film wzorowo prezentuje się również pod względem aktorskim, gdzie bryluje Moritz Bleibtreu. [Krzysztof Połaski]

frost_nixon16

15. Frost/Nixon (2008)

Prawdziwa historia kulis wywiadu przeprowadzonego przez brytyjskiego dziennikarza Davida Frosta z byłym prezydentem, Richardem Nixonem, w roku 1977. Obaj zdają sobie sprawę z wagi tego medialnego „pojedynku” – dla Nixona może on być przepustką do dalszej politycznej kariery, jeśli zdoła przekonać widzów do swojego punktu widzenia. Frost natomiast pragnie, aby traktowano go poważnie, nie zaś jako showmana, którego największym sukcesem jest wywiad z Bee Gees.

Film Rona Howarda nie sprowadza się do prostego podziału na złego polityka i dobrego publicystę, ani tylko do przyznania się Nixona do udziału w aferze Watergate. Jest to przede wszystkim portret człowieka, który sam zaczął wierzyć we własne kłamstwa. Znienawidzony prezydent w interpretacji rewelacyjnego Franka Langelli daleki jest od stereotypowego demona marzącego o władzy, co wyraźnie sugerował Oliver Stone w swoim Nixonie. U Howarda jest on już stary i wręcz zramolały, ale zmienia się kompletnie w momencie, gdy włączona zostaje kamera, stając się dla Frosta (świetny Michael Sheen) przeciwnikiem nie do ruszenia. Jest to jedną z ciekawszych rzeczy w tym nominowanym do 5 Oscarów filmie – potęga telewizji, zmuszająca widzów do śledzenia z zapartym tchem momentu, gdy Richard Nixon opuszcza Biały Dom, a 3 lata później przyznaje się do popełnionych błędów i tuszowania najsłynniejszej afery. Kamera kocha dziennikarza, ale nie polityka, być może dlatego ten drugi przegrywa. Tym bardziej warto się zastanowić nad rolą również i naszych mediów w kształtowaniu politycznego świata. [Krzysztof Walecki]

milk

16. Obywatel Milk (2008)

W tym rankingu nie mogło oczywiście zabraknąć Obywatela Milka. Tym filmem Gus Van Sant wkroczył w amerykański mainstream zdobywając jednocześnie worek nagród. Reżyser poruszył temat niezwykle mu bliski – sam jest przecież homoseksualistą, a Harvey Milk był politykiem, który rozpoczął poważną dyskusję o równouprawnieniu mniejszości seksualnych. Van Sant przeprowadza nas przez kolejne sukcesy Milka – pokazuje jak jego drogą polityczną od momentu gdy jego radykalne, jak na tamte czasy, poglądy zyskują coraz większą grupę zwolenników, po sytuację gdy zaściankowy społeczny ruch staje się faktyczną polityczną siłą. Obywatel Milk to kino niezwykle ważne i niebanalne, stworzone nie tylko, by edukować, zmierzające do prostej tezy, że: „wszyscy jesteśmy równi”. To również wnikliwy portret środowiska LGBT – daleki od stereotypów i uproszczeń. W każdym kadrze czuć ducha burzliwych i obyczajowo wywrotowych lat 70′.

W pamięci pozostają oczywiście kreacje Seana Penna, Jamesa Franco i Josha Brolina. Reżyser doskonale czuje wagę poruszonego tematu i pierwszeństwo oddaje samej opowieści – jego autorski styl schodzi tym razem na drugi plan. Dzięki temu film Van Santa dotarł do tak dużej publiczności, sporo problemów wyjaśnił i nadał im odpowiedni, niesfałszowany historyczny kontekst. Gus Van Sant darzy Milka ogromną sympatią – może jest nawet nieco stronniczy. Mimo to stara się również zrozumieć motywacje głównego politycznego przeciwnika: Dana White’a, którego potraktował w wyrozumiały i wrażliwy sposób, nadał mu cechy postaci tragicznej. Obywatel Milk to niewątpliwie jeden z najrzetelniejszych i najważniejszych amerykańskich filmów politycznych XXI wieku. [Maciej Niedźwiedzki]

Peter Capaldi as Malcolm in IN THE LOOP Nicola Dove

17. Zapętleni (2009)

W Zapętlonych reżyser i współscenarzysta Armando Iannucci jest bezlitosny dla brytyjskich polityków. Są oni na usługach dążących do działań wojennych na Bliskim Wschodzie Amerykanów, a jedyny, który wyłamuje się oficjalnemu stanowisku rządu jest idiotą. Nie ma tu właściwie pozytywnych bohaterów, wszyscy oszukują, kłamią, zdradzają, spiskują za plecami współpracowników, bądź nie robią kompletnie nic. Wśród całego rozgardiaszu łatwo dostrzec bezsens i bezsilność tych, którzy mają decydować o przyszłości swojego kraju, a nie potrafią zapanować nawet nad własnym sumieniem. Najlepiej go nie mieć, jak w przypadku Malcolma Tuckera (rola życia Petera Capaldi), głównego intryganta, człowieka premiera od czarnej roboty, również bohatera serialu „The Thick of It”. Tylko tacy ludzie jak Tucker – chamscy, wulgarni, bezlitośni, jednocześnie niesamowicie kreatywni – są w stanie coś zmienić.

A jednak pomimo całego tego fatalizmu (a może właśnie dzięki niemu) trudno się widzom nie śmiać. Bohaterowie Iannucciego starają się na wszelkie sposoby zniszczyć przeciwnika, udowadniając swoją wyższość, wciąż napotykając opór w postaci swoich poglądów, przynależności partyjnej, wygórowanych ambicji, a nawet stereotypów płciowych i narodowościowych. Dodatkowo język, jakim operuje Tucker to poezja języka kloacznego, lepiej pasująca do filmów Guy’a Ricthie niż parlamentu. I choćby nie wiem, jaką podłość wyrządził ten bohater, nie sposób go nie podziwiać. Serial lepszy, bo żywszy, ale i film celnie uderza we współczesną politykę za zamkniętymi drzwiami. [Krzysztof Walecki]

id

18. Idy marcowe (2011) 

To już drugi, po Good Night and Good Luck, film George’a Clooneya w tym zestawieniu. Na polu tego podgatunku ten reżyser czuje się niewątpliwie najlepiej. Clooney stoi również za artystycznym sukcesem Operacji Argo – gdzie był producentem. W Idach marcowych reżyser zaprasza nas za kulisy amerykańskich wyborów (sam gra fikcyjnego kandydata partii Demokratycznej – Mike’a Morrisa). Główną postacią jest jednak Stephen Meyers (Ryan Gosling) , który kieruje całą kampanią od strony merytorycznej i jest odpowiedzialny za prezydencki PR. Na tej płaszczyźnie Clooney prowadzi bardzo inteligentną grę z widzem. Za uśmiechniętą i pełną optymizmu twarzą reżysera-aktora kryje się nieciekawa przeszłość i liczne niedopowiedzenia. Meyers i jego oponent z partii Republikańskiej Tom Duffy (Paul Giamatti) „z tylnego siedzenia” decydują o każdym ruchu kandydatów. Polityczny świat przedstawiony w Idach marcowych nie jest transparentny i prosty. Clooney ukazuje fasadowość całego politycznego środowiska i żerujących na nich mediów.

To świat niebezpieczny, zatruty hipokryzją i nieczystymi intencjami gdzie forsowany program polityczny (prawicowy, centrowy czy lewicowy) jest tylko kartą przetargową, za którą kupuje się głosy wyborców. Jak wymowna jest ostatnia scena tego filmy, gdy Meyers spotyka się z Duffym i oboje w koleżeńskim tonie oceniają swoje polityczne zagrania. Idy marcowe idealnie wpisują się w narrację proponowaną przez  House of Cards gdzie wszyscy są w równym stopniu zdegenerowani i wypruci z emocji. Oczywiście za oba projekty odpowiedzialny jest ten sam scenarzysta – Beau Willimon. [Maciej Niedźwiedzki]

67dc024cf4817cd84cafb82b215b7740

 19. Układ zamknięty (2013)

Na liście nie mogło zabraknąć Układu zamkniętego Ryszarda Bugajskiego. Nie dość, że jest to film świeży, polski, to jeszcze opowiadający prawdziwą historię trójki młodych biznesmenów, którzy zostali zniszczeni przez prokuratora wespół z naczelnikiem Urzędu Skarbowego. Może i jest to film jednowymiarowy, lecz właśnie dzięki temu mocniej uderza w widza próbującego walczyć z tym, co widzi. Bo widzi nie film, tylko „tu i teraz”, obecny system.

Nasza nowa afera, „taśmowa”, nie daje takiego kopa jak przedstawiona przez Bugajskiego historia, ale skoro wielu ludzi jest oburzonych językiem używanym przez polityków, to łatwo stwierdzić, jaki ich obraz mają w głowie – wiecznie w garniturach, wykształconych, erudytów itp., itd. Każde odstępstwo od tego widziane jest jako coś niewłaściwego. Nic więc dziwnego, że Układ zamknięty ogląda się miejscami jak horror o istotach bezlitosnych i pazernych w stopniu wręcz wynaturzającym. Bugajski szuka genezy takich zachowań w poprzednim systemie, lecz na przykładzie postaci młodszego prokuratora łatwo nabrać przekonania, że skorumpować można każdego, bez względu na czasy. I z raz tak obranej drogi już nie ma odwrotu. [Krzysztof Walecki]







  • Jogo

    JFK i długo długo nic. Wybitne na kazdym poziomie.

    Ale musze poznac wiekszosc tytulow z listy.

    • romeck

      To skąd wiesz, że „JFK i długo długo nic”?

  • romeck

    Szkoda, że ograniczyliście się (przypuszczam, że nie do końca świadomie) wyłącznie do filmów dotyczących polityki współczesnej (a właściwie tylko XX w.). Chętnie ujrzałbym w tym zestawieniu obrazy dotyczące starszych dziejów. Np. niedoceniony „Zabić króla” z Timem Rothem.

    • romeck

      Albo „Lincoln” chociażby.

      • ograniczyliśmy się świadomie, bo wtedy taka lista musiałaby być 3x dłuższa – bo skoro o Oświeceniu mówimy, to dlaczego nie o średniowieczu? A skoro i o nim, to dlaczego nie o Cesarstwie Rzymskim, starożytności, wszak mechanizmy polityczne są znane od tysięcy lat :) Wzięliśmy po prostu to, co nam, współczesnym, bliskie, czytelniejsze.

        • romeck

          A zatem tytuł plebiscytu jest zbyt ogólny.

  • Jokullus

    Ostatnio obejrzałem po raz pierwszy „Nixona” Stone’a i jest to film wybitny na wielu płaszczyznach. Aktorstwo Hopkinsa, świetny montaż, niejednoznaczny scenariusz – to wszystko składa się na jedną z bardziej nieoczywistych biografii polityka jaką widziałem/czytałem.
    [P.S. Gdyby ktoś znał jakąś dobrą literaturę nt. polityki i historii Stanów Zjednoczonych, zwłaszcza okresu Kennedy-Lyndon-Nixon-Ford, to proszę o informacje]

  • Przy filmie „Good Night and Good Luck” zamiast Jason powinien być David Strathairn.

    • Jan Dąbrowski

      Dzięki. Poprawione :)

  • sss

    Uzupełniłbym listę filmem „Edukatorzy”, jak najbardziej politycznym chociaż bez zaglądania za kulisy polityki.

  • Nie do końca pasuje do tej listy ale w ramach chociażby wyróżnienia dodałbym jeszcze „Fakty i Akty” [Wag the Dog]. W końcu „Idy Marcowe” zdają się być takimi poważniejszymi „Faktami i Aktami”

    • Maciej Niedźwiedzki

      Faktycznie. „Fakty i akty” to bardzo dobry film, którego w sumie niedawno odkryłem. Pasowałby na pewno do tego zestawienia. Choć wydaję mi się, że nie do „Id marcowych” ale „Operacji Argo” mu nieco bliżej. Plus świetna kreacja Dustina Hoffmana.

      • Operacji jeszcze nie widziałem zatem nie mam porównania. Ale skoro tak twierdzisz to zapewne masz rację. Wypada zobaczyć!

  • Pingback: Kino bardzo polityczne | Trochę kultury()






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

FOTA: Marilyn Monroe

Następny tekst

FILMFOLLY.PL



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE