Technologia

Montażowy zawrót głowy

Autor: Paweł Kuraś
opublikowano

Oprogramowanie używane do montażu w teorii nie powinno mieć aż takiego znaczenia – wszak końcowy efekt i tak zależy od zdolności manipulowania dynamiką i kreatywności montażysty, a program to tylko narzędzie do osiągnięcia celu. Jednak jest w filmowym świecie kilka aplikacji, które cieszą się znacznie większym uznaniem profesjonalistów niż pozostałe.

A pierwszym z nich jest jednocześnie najstarszy z nich – zaprojektowany „przez montażystów dla montażystów” Avid Media Composer, mający swój początek w zaprezentowanym w 1989 roku dla komputera Macintosh II programie Avid/1. Dlaczego ta pierwsza aplikacja do nieliniowej edycji materiałów wideo powstała właśnie na platformę firmy Apple, mimo iż prototypowany był na zupełnie innej platformie (a konkretniej na stacjach roboczych Apollo)? Duża w tym rola korporacji z Cupertino, która bardzo pragnęła mieć profesjonalny program montażowy w swoim portfolio aplikacyjnym na mający mieć dopiero premierę drugi model Maca. Najlepiej opowiedział o tym Eric Peters, jeden z założycieli firmy Avid:

Po targach Siggraph kilkoro ludzi z Apple zobaczyło demo naszego programu i powiedziało: „Fajne demo. Zła platforma!”. Okazało się, że byli to agitatorzy reklamujący wśród twórców oprogramowania nowy model – Macintosh II. Kiedy wróciliśmy z powrotem do naszego biura (które było wtedy przerobionym sklepem maszynowym) po pokazie, przed drzwiami czekał na nas stosik paczek Fedexu. Były od Apple i zawierały dwa prototypowe modele Macintosha II (nie miały nawet obudowy, konstrukcja była całkowicie otwarta) do tego w zestawie z czterema dużymi monitorami. Każdy komputer był załadowany pamięcią operacyjną do pełna (były to jakieś cztery megabajty w tamtych czasach). Jeszcze tego samego popołudnia konsultant zapukał do naszych drzwi i na progu zadeklamował: „Cześć. Jestem opłacony przez Apple, żeby przyjść tutaj i przeportować wasze programy z Apollo na Macintosha”.

I tak narodził się filmowy standard, pierwszy program pozwalający na nieliniowy montaż wideo w natywnych dwudziestu czterech klatkach. Pierwszym montażystą, który użył pakietu Avid Film Composer (czyli już udoskonalonej i wydanej w 1992 wersji wcześniej rzeczonego Avid/1) w kasowej produkcji (wcześniej powstały w nim dzieła o mniejszym budżecie, takie jak choćby Emerson Park), był Steven Cohen, który pracował na nim w produkcji Zagubieni w Yonkers (w reżyserii Marthy Coolidge), otwierając tym samym drogę innym montażystom zainteresowanym cyfrową edycją materiału, chociaż jeszcze w 1994 tylko trzy kinowe filmy były montowane za pomocą oprogramowania. Przekonanie edytorów rosło jednak z czasem, pierwsza nagroda w kategorii montażu od Amerykańskiej Akademii Filmowej dla filmu wyedytowanego w Film Composerze pojawiła się już w 1996, wyróżniając pracę montażystów obrazu Angielski pacjent (którym przodował w pracach Walter Murch), a zwieńczeniem dla genialności i wkładu w rozwój sztuki filmowej tego pakietu jest z pewnością statuetka Oscara, którą twórcy systemu otrzymali w 1999. Avid był używany wtedy już przez praktycznie każdego montażystę w Hollywood i poza jego granicami, stając się podstawowym narzędziem poważnego filmowego twórcy i synonimem terminu „program montażowy”. Konkurencja jednak nie zasypiała gruszek w popiele, a najpoważniejsze zagrożenie dla pakietu Media Composer (bo tak został przemianowany Film Composer) przyszło z dość nietypowej strony.

Interfejs programu Media Composer firmy Avid

Interfejs użytkownika programu Media Composer firmy Avid

Wrogiem tym został zaprezentowany w 1999 na targach NAB (Amerykańskiego Narodowego Związku Nadawców) Final Cut Pro, powstały w ramach współpracy firm Apple (tych samych, którzy błagali twórców Avida o przeportowanie go na Maca) i Macromedia (która później, wchłonięta przez Adobe, odstąpiła od współpracy z koncernem) jako sztandarowe narzędzie montażowe dla nowego systemu Mac OS X (choć powstała również jednocześnie wersja dla Microsoft Windows). Dzięki szerokiej kampanii szkoleniowej, obejmującej zarówno płatne, jak i darmowe seminaria, płyty czy książki z zakresu obsługi programu, powstałe we współpracy ze sławną wówczas ekipą DVCreators.net, program ten zyskiwał poklask zwłaszcza wśród niezależnych twórców filmowych oraz telewizji. Ci kuszeni byli dodatkowo dużo niższą ceną niż oprogramowanie konkurencyjnego Avida, a także od obecnego już jakiś czas na rynku Adobe Premiere (o nim za chwilę), w którym Apple upatrywało swojego największego konkurenta (celował bowiem w podobny rynek), uciekając się nawet do zdobywania adresów użytkowników programu i oferowania im zniżek opiewających nawet na 500$ za ich flagowy produkt montażowy. Dodatkowo wydana w 2004 roku wersja „Pro HD”, wspierająca materiały w 720p i 1080i bezpośrednio przez gniazdo FireWire, sprawiła, że Final Cut zaczął przyjmować się w telewizyjnych oddziałach informacyjnych, gdzie konieczna była szybka obróbka materiału w wysokiej rozdzielczości i często został tam standardem aż do dzisiaj, mimo że możliwości obsługi różnorodnych formatów w praktycznie wszystkich programach edycyjnych są dzisiaj bardzo podobne. Cóż – możliwość wystąpienia siły przyzwyczajenia to coś, co trzeba zaplanować na samym początku tworzenia oprogramowania, a ludziom z Apple wyszło to w tym przypadku perfekcyjnie (czynią to zresztą w większości swoich linii produktowych).

I co ciekawe – o ile ankieta przeprowadzona w 2007 roku wśród amerykańskich profesjonalnych montażystów (a więc także i telewizyjnych) przez Southern California Research Institute wskazywała na 49% udział FCP, przy 22% udziale Avida, tak w badaniu, które objęło wyłącznie edytorów zrzeszonych w Amerykańskim Zrzeszeniu Montażystów i odbyło się rok później, produkt Apple jako używany przez siebie wskazało tylko 21% badanych, przy 79% użytkowników Media Composera, co tylko potwierdza, że pozycja filmowego króla montażu pozostanie w rękach Avid’s Technology zapewne przez jeszcze długi czas.

Interfejs użytkownika programu Final Cut Pro

Interfejs użytkownika programu Final Cut Pro

Pozostaje jeszcze trzeci znaczący gracz – Adobe Premiere. I choć czas jego powstania bliższy jest pierwszemu ze wspomnianych przeze mnie pakietów (był to początek roku 1992), to z początku jego możliwości nie stanowiły nawet ułamka tego, co mógł zaoferować ówczesny Film Composer i celował on raczej w rynek amatorów, oferując produkt idealnie skrojony do możliwości komputerów tamtych czasów. Szybko jednak się rozwijał, zawłaszczając sobie sporą część, głównie przez szybkie dostosowywanie swoich możliwości do rosnących mocy obliczeniowych maszyn i przyzwoitą w stosunku do możliwości cenę. Sytuacja na rynku aż do początku nowego tysiąclecia była więc prawie binarna – branża filmowa wybierała oprogramowanie Avida, a prostszego Premiere wybierano do zastosowań telewizyjnych i półprofesjonalnych (ciągle mówię o tym w kontekście Stanów Zjednoczonych). Pojawienie się wspomnianego wyżej Final Cut – tańszego i obiektywnie lepszego – wymusiło na firmie Adobe konieczność konkurowania o klientów ze swojego segmentu, co sprawiło że w 2003 roku cały program napisano od nowa, dodając do niego końcówkę „Pro”, do tego wzbogacając go o unikalne dla tego przedziału cenowego narzędzia do korekcji kolorów, enkodowania dźwięku za pomocą popularnych enkoderów DTS i Dolby Digital czy zaawansowaną obsługę wtyczek do obróbki audio. Program z każdą kolejną wersją „profesjonalizował się”, sprawiając, że w chwili obecnej ciężko zauważyć, aby brakowało mu jakiejś istotnej funkcjonalności, uniemożliwiającej przeniesienie swojej wizji na ekran.

Adobe Premiere

Interfejs użytkownika programu Adobe Premiere Pro

A jak sytuacja wygląda w Polsce? Aby się o tym przekonać, zapytałem kilkoro montażystów zrzeszonych w Polskim Stowarzyszeniu Montażystów, którzy opowiedzieli mi, jakiego oprogramowania używają w codziennej pracy i jakie cechy najbardziej przekonują ich do użytkowanego programu. Oto ich wypowiedzi:

 

Marcin Kot Bastkowski (pracował przy m.in. Potop Redivivus, Sęp, 1920 Bitwa Warszawska):

Używam wyłącznie systemu Avid Media Composer. Miałem oczywiście okazję wypróbować inne pakiety. Jednak w oparciu o doświadczenie zawodowe Media Composer jest jedynym system montażowym, który radzi sobie z dużą liczbą plików w różnych formatach. Radzi sobie również doskonale z działaniem systemu na różnych platformach systemowych, przy pracy różnych użytkowników i jednocześnie na wielu komputerach przy tym samym projekcie.

Właściwości edycyjne Media Composera są jednocześnie intuicyjne, proste i precyzyjne. Dla mnie najważniejszą zaletą tego systemu jest możliwość dokładnej selekcji materiału połączony ze sposobem opisu materiału i organizacją projektu, co jest szczególnie ważne w przypadku skomplikowanych projektów lub dużych filmów.

Arkadiusz Chaliński (pracował przy m.in. Pilecki, W11 – Wydział śledczy, Detektywi):

W moim przypadku to, na czym montuję, narzuca producent danego programu, tak więc biegle pracuję na Avid, Final Cut Pro i Adobe Premiere CC. Kiedy ktoś mnie pyta, który program jest lepszy, to zawsze odpowiadam, że każdym młotkiem gwóźdź się wbije. Jednym szybciej, drugim wolniej, ale zawsze efekt osiągniemy. Tak też trochę jest w montażu.

Avid – pracuję na nim przy dużych widowiskach telewizyjnych typu Masterchef. Świetnie sprawdza się wtedy, kiedy trzeba ogarnąć ogromną ilość materiału w multikamerze, który trafia na montaż prosto z wozu. Wiele śladów obrazu plus prawie czterdzieści śladów dźwięku.

Adobe Premiere CC – ten program świetnie się sprawdza, kiedy musimy pracować na materiałach z różnych źródeł. Ukryte kamery, 4K, XDCAMHD, telefony komórkowe, itp. Bardzo ułatwia pracę, gdyż praktycznie wszystkie formaty obsługuje natywnie (bez potrzeby ich transkodowania).

No i został stary Final Cut Pro. Jest to program prosty i w miarę szybki. Ponieważ jako pierwszy wszedł na rynek PRO z opcją HD, niektóre redakcje wciąż pracują właśnie na nim, choć wymaga dobrego przygotowania materiałów źródłowych.

Ja osobiście, kiedy muszę coś zmontować prywatnie, w mojej domowej montażowni, korzystam tylko z Adobe Premiere CC. Dlaczego? Ponieważ ma najlepszy stosunek wydajności i wygody pracy do ceny.

Jarosław Pietraszek (pracował przy m.in. Wataha, Vinci, Symetria, Superprodukcja):  

Od około dwudziestu lat używam Avida. Przez ten czas próbowałem oczywiście wielu innych programów (między innymi Final Cut Pro, Adobe Premiere czy Lightworks), ale zawsze wracam do Media Composera. Powodów jest kilka: intuicyjne rozwiązania odnośnie wielu podstawowych funkcji najczęściej używanych w codziennej pracy, przy jednocześnie dużej złożoności aplikacji wynikającej z wieloletniego rozwoju, pozwalającej na pokrycie w zasadzie wszystkich potrzeb montażysty i jego asystenta. Na Avidzie da się montować formy o dowolnym stopniu skomplikowania, od youtuberskich filmików poprzez spoty reklamowe aż do filmów fabularnych i wieloodcinkowych seriali z gigantyczną liczbą materiałów zdjęciowych. Ma doskonały system zarządzania, opisywania, selekcjonowania i wyszukiwania materiału, co jest bardzo pomocne przy większych projektach. Jest to program nieustannie ewoluujący. Jego twórcy starają się (chociaż czasami nie dość szybko) podążać za zmieniającą się technologicznie branżą. Jeśli zostanie zainstalowany na rekomendowanej przez producenta platformie sprzętowej, odwdzięcza się bardzo stabilną pracą.

Hubert Pusek (pracował przy m.in. Towarzysz Wiesław, Anatomia startupu, Listy gończe):

Ja pracuję na Adobe Premiere, a to głównie dlatego, że zamknięto rozwój Final Cut w poprzedniej odsłonie. Nie wynika to z tego, że przedkładam jeden program nad inny, każdy ma swoje wady i zalety. Używam go, bo jest dla mnie intuicyjny i prosty w obsłudze. Poza tym firma Adobe prężnie się rozwija, a ja korzystam też z integracji oprogramowania do grafiki, animacji i montażu wideo, co ten producent udostępnia. W niedalekiej przyszłości jestem zainteresowany nauką DaVinci Resolve, który jest już praktycznie pełnoprawnym oprogramowaniem do montażu. Interesuję się tym programem głównie ze względu na rozbudowane narzędzia do korekcji barwnej, co jest ode mnie coraz częściej wymagane.

Wojciech Włodarski (pracował przy m.in. Stacja Warszawa, Jeż Jerzy, Trick):

Prawie każde studio w Warszawie dysponuje oprogramowaniem Avid. Podobno jest kilka osób, które montują na innym oprogramowaniu, ale jeszcze ich nie spotkałem. Jeśli tak jest, to pewnie pracują w jednym miejscu na stałe i mogą sobie dowolnie wybrać narzędzie do pracy. Jak ktoś jednak robi kilka projektów w tygodniu i każdy jest realizowany w innym studio, to wydaje mi się, że nie ma wyboru. Avid się przyjął, choć nie jest najprostszym w obsłudze oprogramowaniem. Żeby poznać podstawy, nie trzeba się jakoś bardzo namęczyć, ale żeby pracować sprawnie, szybko i dzięki temu kreatywnie oraz nie zastanawiać się, gdzie dana funkcja w tym programie się znajduje, wymaga to wielu lat pracy. Ja osobiście nie mogę porównać Avida do innych programów, bo z Final Cut Pro zetknąłem się raz w życiu, więc go nie znam, a Adobe Premiere nawet nie widziałem. Ostatnio przy montażu dość skomplikowanej sekwencji scen opartej głównie na nieliniowych przyśpieszeniach reżyser tego projektu (sam montuje na Premiere) przyglądał się temu, co robię, i przyznał, że na oprogramowaniu od Adobe nie ma możliwości tak sprawnie operować krzywymi. Do tego dochodzi sprawa EDL [listy montażowej – przyp. red.] i kompatybilności z innymi systemami do korekcji barwnej czy montażu online. Avid ma to opanowane, choć rzecz jasna zdarzały się wersje programu z błędami, bo nie jest to program doskonały (na przykład ja mam wieczne problemy z pracą na karcie zewnętrznej Blackmagic). Dobrą rzeczą jest za to wsparcie serwisowe. Ostatnio dzwoniłem do Londynu, a pan bardzo sprawnie przejął władzę nad moim komputerem i zdalnie naprawił problemy z licencją, aktywacją, itp. Avid Media Composer to solidne narzędzie, ale głównie dla ludzi, którzy spędzają z nim więcej czasu niż z rodziną. Tym, którzy w wolnym czasie montują sobie filmy z wakacji, raczej go nie polecam, potrzeba za dużo czasu, aby opanować podstawy, a większości dostępnych w nim funkcji i tak nie będą mieli gdzie wykorzystać.

korekta: Kornelia Farynowska

  • TAGI:

Ostatnio dodane